Życiowy bigos
Życie nie jest ani tak złe, ani tak dobre, jak sobie wyobrażamy

logo

Instynkt
Notatkę dodano:2017-06-24 22:54:08

Nocami, gdy nie mogę zasnąć, różne myśli przychodzą mi do głowy. Niekoniecznie mądre i odkrywcze, lecz właśnie w swojej prostocie warte są uwagi. Niektóre mnie nawet nieco deprymują. Otóż, doszłam do wniosku, że seks pełni w związkach rolę kluczową. Nie tam jakieś pokrewieństwo dusz, nadawanie na tych samych falach, intelekt i wspólne zainteresowania...Nieee, właśnie seks, ten prymitywny, pierwotny popęd. Jak to się stało, że doszłam do tego mając już cztery dychy na karku?! Niby są takie gadki, że facet, to lata za dupą i takie tam...ale wszak inteligentni ludzie nie biorą tego na poważnie, żeby za przeproszeniem dupa człekiem rządziła. Ale jednak w jakimś sensie tak jest. Mamy w sobie pierwotne instynkty i koniec. Wszyscy jak jeden.

Związki rozpadają się zazwyczaj, gdy w łóżku jest totalna klapa. A każdy zaczyna odgrywać jakaś głupią wybraną przez siebie rolę. W środku czując się niekochanym, odtrąconym, niedocenionym i ogólnie samotnym. Na zewnątrz wygląda to jednak zupełnie inaczej. Z czasem zdarza się, że zamiast to naprawić, szukamy rozwiązania gdzieś indziej. Ale ja nie o tym...Ostatnio, gdy wywalamy z naszego przedmałżeńskiego łóża do łóżeczka Małą Mniejszą, czujemy się znacznie bliżej siebie, w każdym znaczeniu tego słowa. I jest lepiej na każdym polu. Zaczęłam się też zastanawiać jak to się w ogóle stało, że na towarzysza życia i ojca moich dzieci wybrałam właśnie Tatę. Co mną kierowało? Lubimy przecież o sobie myśleć, że postępujemy mądrze i logicznie. I tak oto, leżąc wczorajszej nocy we włochatych i silnych ramionach, doznałam olśnienia, że to przecież samiec Alfa. Samiec Alfa daje gwarancję, że coś upoluje a jego potomstwo będzie krzepkie i zdrowe. W dzisiejszych czasach polowanie jest cokolwiek inne, niż kiedyś, a jednak byt rodzinie swą przedsiębiorczością zapewni...I cóż, seks też jest lepszy, gdy ma się odpowiednie narzędzie. Do tego ma duże poczucie odpowiedzialności za nasze bezpieczeństwo i w obronie naszej, gdy zaistnieje potrzeba, z pewnością stanie.

Nie jest chyba rzeczą zbyt popularną takie stawianie sprawy. Moim usprawiedliwieniem niech będzie to, że działałam podświadomie, dopiero teraz zdając sobie sprawę z istoty rzeczy.

Trzeba się przyzwyczaić, że seks jest ważny, tak jak pokarm i gdy go zabraknie a jego potrzeba zostanie, to umrzemy z głodu albo pójdziemy zaspokoić go gdzieś indziej.

Dzieci nasze są bardzo ważne, lecz przecież kiedyś od nas odejdą, musimy o tym pamiętać, że żyjemy też dla siebie nawzajem.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Kolorowo
Notatkę dodano:2017-06-21 18:02:19

Nareszcie jest możliwość, by coś napisać. Życie nie jest przecież takie szare na jakie wygląda. Jest ciekawe. Niestety ostastnio miałam wykończony pakiet internetowy, bo nasz nowy pracownik, którego dni są już tu policzone, wykorzystał nasz transfer na swoje głupoty. A jego własna głupota jest niezmierzona, podobnie jak i ego. Długo by to opisywać a i tak nie wszystko się da, więc może lepiej pominę to milczeniem. Choć przyznam, że czasem cisnęło mi się na usta kilka epitetów, które tylko ze względu na dzieci nie nabrały odpowiedniego wyrazu. Posumowanie jest takie, że podaj człowiekowi rękę, to wyrwie ci ją ze stawu. Ludzie, gdy coś im łatwo przychodzi, nie potrafią tego uszanować. Dostają możliwość zarobienia dobrych pieniędzy, bez stresu, bez pośpiechu, to i tak znajdą zawsze kilka powodów do niezadowolenia a od siebie nie chcą dać nic, interesuje ich tylko minimum wysiłku. Przerażające. Tak mają w głowach głównie młodzi, szybko się dorobić a nie za bardzo narobić...Lenistwo, to zresztą tylko jedna z wad, o reszcie szkoda gadać. Czy to wina mamusiek, rozpuszczających uprzednio swoich synków, czy działa na nich jakaś inna tajemnicza siła, trudno jednoznacznie orzec a i szkoda czasu na takie dywagacje.

Pogoda ostatnio dopisuje, roślinność nadrabia stracony czas a wakacje już za pasem. Niby same dobre wieści. Jednak zawsze jest coś co psuje sielskie obrazy, jakaś brzydsza chmura na horyzoncie. A to dzieciaki beczą, jak obłąkane a to zbyt dużo spraw do załatwienia i nerwów niepotrzebnych. Za duże zamieszanie wokół. Mamy też Duże Dziecko na wakacje i jest jedna osoba więcej do ogarnięcia. Jakoś się to zgra i opanuje...Czasem tylko mam wrażenie jakby moje życie płynęło obok a moje chcenie nie dochodziło do głosu. Co ja zresztą mogę jeszcze chcieć, oprócz świętego spokoju? No i może lepszego porozumienia z Tatą. Jeżeli widzi, że cokolwiek piszę, lub czytam, to od razu podejrzewa mnie o kontakty z moim byłym. Ot, takie urojenie, którego nie może się za nic pozbyć. I nie mogę nawet udowodnić, że to nieprawda, bo niby jak mam to zrobić? Jego żona poszła w długą z innym facetem, stąd Duże Dziecko ma przyrodnią siostrę, ale czy to znaczy, że ja całe życie też będę podejrzewana? Czasem mam dość. Myślę, że nigdy jej tego do końca nie wybaczył, nawet jak się rozwiedli a po kilku latach zmarła. Pozostała tylko Mamą Dużego Dziecka. A jeżeli człowiek nie rozliczy się z przeszłością, rzutuje ona na teraźniejszość. Dlatego ja staram się zamykać niepotrzebne rozdziały życia, niektóre stopniowo i łagodnie, inne zdecydowanie. Tu jest to łatwiejsze, bo mam inne środowisko.

Niedługo życie znów się zmieni, bo Mała Większa idzie do przedszkola, w Pl byłby to żłobek. I nieoczekiwanie wyszło, że będzie tam cały dzień. Na pewno będzie zadowolona a my jeszcze bardziej. Byliśmy ostatnio na zebraniu w przedszkolu z innymi rodzicami oraz paniami i całkiem fajnie się zapowiada. I wreszcie jej energia znajdzie odpowiedni upust. Wcale nie mam wielkich rozterek, że pozbywam się jej z domu. Co prawda nie chcieliśmy jej dawać na pełen wymiar godzin, ale ponoć inaczej się nie da, tzn. można, lecz płacić i tak trzeba za całość i to niemało. A Mała Mniejsza przynajmnniej będzie bezpiecznie łazić po podłogach, bez obawy, że Duża ją stratuje. Mała doczekała wreszcie się dwóch ząbków. I ogólnie jest cudna. Niekiedy jest taki sielski obrazek, gdy bawią się obie na podłodze, takie śliczne i grzeczne, albo zajadają coś z zadowoleniem. A czasem wyrywają jedna drugiej zabawkę i wrzeszczą, jak wściekłe kojoty, by póżniej znów tulić się nieporadnie do siebie. Wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. Najgorszy wrzask się podnosi, gdy trzeba Większej obiąć paznokcie, chyba cała ulica to słyszy. Wtedy myślę, że można od tego oszaleć. Albo w nocy Mała Mniejsza jest już zupełna dętka i marudzi do spania, ale gdy tylko ją położę do łóżeczka, zaczyna śmiać się i skakać jak fryga jeszcze dobrą godzinę. A wracając do przedszkola, okazało się, że norweskie dzieci są chyba w mniejszości, bo rodzice przyszli bardzo różni a nasza dzielnica wcale nie jest zamieszkiwana przez kolorowych. Marnie więc widzę norweską przyszłość. Oczywiście w połowie zebrania weszły dwa komplety białych zębów na czarnym tle. Dosłownie tak to wyglądało, jakby nagle weszły zęby, bo tylko je było widać, później po bliższym przyjrzeniu się, można było zobaczyć dwie kobiety w chustach, piszę >oczywiście, bo oni nigdy nie mogą zdążyć na czas. Jak będzie tak będzie, ale przynajmnniej będzie kolorowo.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Nierealny optymizm
Notatkę dodano:2017-05-18 13:52:04

Będąc realistką, nie mogę być optymistką. Jak słusznie ktoś kiedyś zauważył, optymizm jest zawsze wynikiem niedostatecznych informacji.

Wspomniałam już o kłopotliwych lokatorach w naszej okolicy. Miał tu powstać ośrodek dla ludzi w potrzebie, mamy dom dla narkomanów. No, oni na pewno też są w potrzebie...I dostają działkę na koszt podatników. Miał być czymś w rodzaju miejsca interwencji kryzysowej, okazało się, że niektórzy siedzą tam miesiącami. Narkomania jest w Norwegii, kraju wszelkiej szczęśliwości, tematem ciągle wstydliwym i zamiatanym pod dywan. Najlepiej udawać, że problemu nie ma. Nie ma rzeczy o której można się wszystkiego dowiedzieć, ale i nie ma takiej którą by można całkiem ukryć. Narkomani dostają swoje działki pod kontrolą personelu. Następne działki kupują sobie spokojnie przez okno. Lokalizacja ośrodka w centrum miasta i blisko szkoły już była głupim pomysłem a brak konsultacji z mieszkańcami następnym. Teraz zaczyna się bitwa o niepodległość.
Tata przyszedł ostatnio z podwórka nieźle wkurzony, bo jakiś narkoman przez okno złorzeczył, że hałasuje i on nie może słuchać muzyki. Do sąsiada odniósł się znacznie gorzej, bo zaczął mu grozić, że jak będzie używał szlifierki czy piły, to go wrzuci do rowu. A że był to już któryś incydent z kolei, wliczając w to kradzieże,  miarka się przebrała i sprawa trafiła na policję. Okazało się, że niezadowolonych z takich sąsiadów jest znacznie więcej. Jeżeli nie postawią ogrodzenia, albo ich stąd nie zabiorą prawdopodobnie miasto będzie skarżone, bo to do władz miasta należy ów przybytek. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Drugi incydent miał miejsce w Polsce. Korzystając z uprzejmości koleżanki, która pojechała do kraju, zamówiłam na jej adres paczkę. Jakie było jej zdziwienie, gdy zadzwoniła do niej młoda dziewczyna, że owa paczka leży sobie na drodze przed jej domem. Kurier wykazał się wielką niefrasobliwością. Sprawę uratował fakt, że był podany tam numer telefonu a dziewczyna była uczciwa. I nie wkurzyło mnie, że kurier-niedojda paczkę zgubił, ale że przeczytałam w statusie DORĘCZONO.

Nie tylko ja mam przejścia z ludźmi, bo tam gdzie ludzie, tam i kłopoty. Koleżanka właśnie wróciła z wysp szczęśliwych, gdzie jakaś naciągaczka sprzedała jej chłopakowi kawałek sznurka na rękę za 25 euro, bo rozmieniała i wydawała pieniądze tak, że zanim się zorientował, już był uboższy o tę sumę. Sznurek ze złości wywalił, bo ona śmiała się, że musi go teraz nosić, skoro taki drogi.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Ostatnia deska ratunku
Notatkę dodano:2017-05-12 14:46:45

Godzina 5:50. Mała Mniejsza cieszy się wyciągając obie rączki, jakby pozdrawiała wiwatujące tłumy. Nie podzielam jej radości o tak wczesnej porze. Raczej myślę Jeeeezu, wzywając Go nadaremnie...

Zdarzyło mi się w tym tygodniu raz tylko wyspać, nie nastraja mnie to zbyt dobrze do świata. Oględnie mówiąc. Zbierają się za to we mnie pokłady pretensji nie wiadomo o co i do kogo. Jeszcze panuję nad sytuacją, nie wiem jednak jak długo, pewnie do pierwszego zapalnego punktu. Czekam już właściwie na wakacje, bo mamy małych dzieci nie mają urlopu, i tego staram się trzymać, jak tonący brzytwy. W domu robota jest nieskończona, po prostu narasta i narasta. Mogłabym sobie wrzucić czasem na luz, ale jak pomyślę o wyłamaniu się z rytmu, to boję się, że później nie dam rady. Jedyny ratunek, spakować się i wyjechać...do innych problemów. Nawet chwilowe wyjście do ogródka, by pogrzebać w ziemi, jest dla mnie super oderwaniem się od codzienności. Tata siedział ostatnio z dwiema i zobaczył jak to fajnie. A ja bez pośpiechu siałam warzywka i oglądałam kwiatki. Aż nie chciało mi się wracać. Ostatnio nawet poszłam na spacer z Mała Większą w deszcz. Po to jest odpowiednie ubranie i parasol. Lepsza taka doza desperacji, niż zobojętnienie. To też mnie zresztą dopada. Nie lubię już na przykład chodzić na zakupy. Wkurza mnie, że znam na pamięć wszystko co można kupić, nie żebym była fanką zakupów, tylko jest tak mały asortyment. Przynajmniej, jeżeli chodzi o codzienne zakupy. Na inne nie mam czasu i chęci również.

Mała Większa pozostaje pod sporym wpływem Taty, pyta się na przykład czy nie mam brody, bo się ogoliłam. Mamy nie mają brody, tłumaczę. Chociaż w dzisiejszych czasach może nie jest to aż tak oczywiste.

Jedno jest pewne, trzeba mieć wakacyjny plan, bo inaczej zwariuję. Jeszcze przyjedzie Duże Dziecko, to będzie komplet atrakcji. Przyjemnym oderwaniem, niech będzie zatem planowanie, nawet jeżeli część z tego planu się nie ziści.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Majowe dni
Notatkę dodano:2017-05-05 22:52:54

Pogoda u nas ostatnio wyjątkowo dopisuje, inaczej niż w Polsce. Można sobie wypić kawę na zewnątrz i odetchnąć. Szkoda tylko, że czasu ciągle brak. Kobiety po urodzeniu dziecka mają jednak ciężko, przedtem też...a już w trakcie to całkiem! Kiedyś chociaż dla facetów było wojsko, a teraz nie ma już nawet namiastki sprawiedliwości.

Tata ostatnio robił mi wyrzuty, że siedzę w domu, zamiast wyjść na zewnątrz. Siedzę! Dobre sobie. A to możesz posiedzieć teraz ty-rzekłam zadowolona a ja popilnuję na dworze dzieci. Tylko zrobisz obiad. Prosta rzecz, bo ryba. Wykręcał się nieudolnie, ale byłam nieugięta i musiał iść do garów. I wtedy pobyt na powietrzu naprawdę dobrze mi zrobił. Ile to się trzeba namęczyć i nagadać, by coś wytłumaczyć. A i tak najlepiej wychodzi zrozumienie tematu w praktyce.

Mamy teraz następne sprawy i mnóstwo nowych zajęć w kupionym właśnie domu. Dom pojdzie do remontu i pod wynajem. Trzeba z czegoś żyć. Wszystko stamtąd pójdzie do wywalenia. Tak to jest, gdy mieszkają ludzie innej kultury. Przez kilka lat mieszkania tam, nie kiwnęli palcem. Nic im nie przeszkadzało, nawet rozwalony centralnie płot. Drzewka ani krzaczka ni kwiatka. Zero czegokolwiek. A w kontakcie zastrzegli, że nie sprzątną po wyprowadzce. Trudno się dziwić, bo to mega lenie. I tak trzeba tam zrobić istą czystkę. Nikt mi nie wmówi, że to są ludzie tacy sami, jak my. Gdybym miała mieszkać z takim pod jednym dachem, obawiam się, że zatłukłabym go po kilku dniach. A i tak nie wiedziałby o co mi chodzi. Gdy się wszystko zerwie, przynajmniej zniknie ten smród. Nie wiadomo właściwie czego, zjełczałego tłuszczu, potu, czy jakiejś innej, wybuchowej prawie, mieszanki. Nawet Mała Mniejsza się popłakała, gdy tam dziś weszliśmy, tak się dziecinie nie podobało. Myślę, że po generalnym remoncie i zagospodarowaniu ładnej działki, będzie tam nie do poznania. Może nie na tyle, żebym tam chciała mieszkać, ale ok.

Historia domu ma znaczenie. Nasz dom jest stary, ale jest na swój sposób uroczy. A co roku kwitnie po babci, która tu mieszkała, jeden żółty tulipan. Mówimy o tym ze zdziwieniem, co roku tym samym. I jeden starszy pan, który spędził tu dzieciństwo, przyniósł nam bardzo stare papiery dotyczące domu, pisane starą kaligrafią. A najważniejsze, że energia, która tu jest, jest dobrą energią i można sobie chodzić nocą bez zapalania światła. I czuć się dobrze. Mamy wielkie krzaki porzeczek po poprzednich właścicielach i nie zamierzamy ich likwidować. Niektórzy wolą trawę i polbruk, ale u nas ma być z duszą. Wytrzymuję tu głównie ze względu na dom. Nie da się go przenieść do Polski.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Zapominanie
Notatkę dodano:2017-04-28 13:42:47

Pogoda jeszcze w kratkę, ale za to pięknie kwitną nasze kwiaty w ogródku, aż przyjemnie popatrzeć.

Dzieciaki łobuzują. Patrząc na niewinne i ładne twarzyczki, to zachowanie nijak do nich nie pasuje. Mała Większa wywaliła dziś sypkie kakao, to był moment. Cała kuchnia w czarnym proszku. Mała Mniejsza zwala ciągle skarpetki, już nawet nie opłaca mi się ich ubierać, zmienia ciągle lokalizację, muszę jej szukać i wyciągać z każdej dziury. I tak dzień za dniem. Tata pracuje i pracuje, wszystko niby dla nas...W przyszłym roku pewnie będzie pod tym względem dużo lepiej. Przynajmniej jakiś urlop normalny da się zorganizować, tak mi się wydaje.

Trochę ciężko się podróżuje z małymi dziećmi. I nawet nie chodzi o jazdę ale o przerwy, czas oczekiwania. Wtedy to dopiero małe wyłażą ze skóry. A ostatnio mamy pecha, bo na prom wpuszczają dosłownie za pięć dwunasta. A nawiązując do promu, to ostatnio Tata bardzo się zdziwił, że zjeżdżamy już z promu a nie widać jakoś pijanych Polaków...nagle otwierają się drzwi i słychać>k... ch...< po czym dwóch młodych, pięknych kroczy krokiem marynarza na wzburzonym morzu, jeden biedak padł na kolana a okulary spadły na podłogę. Widok po prostu żałosny. Nic śmiesznego. Śmieszne było tylko nasze zwiątpienie, że tym razem będzie inaczej.

Na święta byliśmy zaproszeni z dala od domu i wracając zapomniałam wziąć kosmetyczkę z akcesoriami. Niby nic, czego nie można odkupić, ale raptem się okazało, że kupione nożyczki do paznokci dla dzieci wcale nie tną, pozostawione perfumy akurat najlepiej by się chciało użyć, a mycie zębów ręczną szczoteczką to nie to samo, co elektryczną...Zastępowalność rzeczy wcale nie jest taka oczywista. Co dopiero mówić o ludziach. Duże Dziecko też zapomniało swojego prowiantu, wszystko zostało. Zakupiona specjalnie walizka poleciała w połowie pusta, chyba tak jak głowa Dużego Dziecka, które notorycznie o wszystkim zapomina. A ja niestety nie jestem już w stanie wszystkich i wszystkiego pilnować. Za dużo tego jest. W dodatku nie ma świąt ani wolnego, dzieciaki wstają wcześnie rano i pod tym względem za nic sobie mają zasady przyzwoitości. Chyba tak jak Tata, który musiał koniecznie w Wielkanocną niedzielę rano, jeszcze przed wyjazdem, pomalować podłogę. Chciałoby się krzyknąć - Boże chroń cara!- ale to przecież nie ta bajka.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Weryfikacje
Notatkę dodano:2017-04-25 18:33:26

Dawno mnie tu nie było. A to z prostej przyczyny, że byłam w kraju, czasu nie było i nie było Internetu. Ja i tak byłam w lepszej sytacji od Taty, któremu wyłączono telefon. I wcale nie dlatego, że nie zarejestrował go na czas, ale nie było doładowania konta. Później trwała i trwała bliżej nieokreślona weryfikacja, która nie wiadomo jak się skończyła, bo po dwóch tygodniach musieliśmy wracać.

Inwigilacja i weryfikacja, to chyba ostatnio bardzo modne słowa. Można je spotkać wszędzie. I tak to kobieta w urzędzie sprawdzała nas w kartotekach i spisach, nie słuchając co do niej mówię...po czym oświadczyła, że dziecko nie otrzyma numeru PESEL, bo skoro mieszka za granicą, to trzeba nam do konsula jechać...Taaaa...Na moje pytanie czy bezdomny takowy numer otrzyma, rzekła że w Polsce nie ma bezdomnych, ale w połowie zdania ugryzła się, w mało giętki, język. Trzeba się zameldować, bo mieszkańcy gminy to co innego...Po co i na co, skoro nie ma takiej potrzeby, ni obowiązku?! Druga pani w urzędzie, już innym, była na tyle miła, że powiedziała jak sprawę załatwić. Złożyć wniosek o dowód osobisty i urząd musi nadać numer PESEL. Tak też zrobiliśmy. Przecież chodzi tylko o to, by dziecko miało jakiś dokument tożsamości.

W kancelarii parafialnej też nas sprawdzali i weryfikowali. Wyszło na to, że nie jesteśmy przykładnymi katolikami, bo to ani księdza ostatnio nie przyjmowaliśmy ani nie ma nas w spisie... a w ogóle jak chcemy ochrzcić dziecko, to najpierw trza na dywanik do proboszcza się stawić, oraz wziąć pozwolenie od norweskiego proboszcza na chrzest.  Zanosiło się na dłuższe kazanie pani od ksiąg doczesnych i wiecznych, ale dzieci porządnie zmęczone, zaczęły drzeć się i zrobiło się mało duchowo. Sprawa jest w toku, bo ceremonia przewidziana dopiero na lipiec. Za to imprezę w restauracji załatwiłam bez problemu i weryfikacji.

W Polsce było jak zwykle męcząco, ale tego się spodziewałam. Wróciliśmy przeziębieni. Dochodzimy do siebie pomału. Przewinęło się tyle ludzi i spraw, że czułam się jak na karuzeli. Do tego nie dospane noce i kłótnie o roboty po nocach w garażu...Z tego wszystkiego zapomniałam o paru rzeczach, kilka nie zdążyłam załatwić i czuję taki rodzaj przygnębienia, jaki pojawia się gdy ujdzie z nas powietrze. Pusty balon.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Przerażające
Notatkę dodano:2017-04-02 21:21:19

Myślałam, że Tata niczego się nie boi, ale okazało się, że istnieje rzecz której się boi, a nawet go przeraża.

W tamtym roku Tata nie chciał zjeść święconego jaja i bronił się przed nim wszystkimi siłami. Nie wnikałam w to dziwactwo, wydawało się chwilowe i nieszkodliwe. Tylko wyglądało niezręcznie przed rodziną, która starała się dogodzić nowemu w rodzinie. W tym roku wróciła sprawa śniadania wielkanocnego. Tata bardzo się denerwuje na to sformułowanie, jakby znaczyło coś szkodliwego. Ciągle poprawia, że on jedzie na pierwszy dzień świąt a nie na śniadanie, bo to już będzie południe itd...Tłumaczę, jak dziecku, że to przecież umowne, bo zwykło się jeść pierwszy posiłek ze święconym i takie tam...Ale okazało się, że nie tu pies pogrzebany. Otóż oświadczył, że go przeraża święcone jajo, bo ma pofarbowane białko i on za nic go nie będzie jadł. Dawno się tak nie uśmiałam. Nigdy bym nie wpadła na to, że takie coś może być groźne.

Sprawa jaja nie została na razie załatwiona, w przypływie dobroci zaproponowałam, że zjem to przerażające białko i oddam mu żółtko.

Mamy zaproszenia na święta, ale wszędzie daleko trzeba jechać, z dziećmi nie jest to taka atrakcja. Gdzieś jednak pojedziemy. Nie po to jedziemy do Polski, żeby siedzieć tam w domu...

Była dziś znajoma Pani G. Jest bardzo miła. Ale to specyficzna osoba. Na odchodnym wyraziła współczucie na mój ciężki los, tzn. użeranie się z dziećmi i domem. Uśmiechnęłam się tylko. Przecież kocham swoje dziewczynki niesamowicie i jestem szczęśliwa, nawet jeżeli tego nie widać. Malutka jest dzieckiem przeuroczym, ma piękne niebieskie oczka, długie włosy i rzęsy i uśmiech najpiękniejszy na świecie. A wiek dzieci trzeba po prostu przeżyć. Niedawno malutka tylko leżała a teraz łazi po swojemu po całej podłodze. Jeszcze kilka miesięcy i będzie biegać, jak starsza. Nie muszę pić kawki w kawiarni i biegać po sklepach, żeby się dobrze poczuć. W domu też bywa miło. Jest czasem ciężko, nie powiem, że zawsze różowo, ale traktuję ten czas trochę z przymrużeniem oka. Żartuję, że ta nie dospana, obśliniona i szarpana za klapy osoba, to zawsze Mama. Tata też czuje się dobrze w domu, woli domową kawę, ciasto i obiad, i nawet jak ktoś zaprasza, to ciężko mu się wybrać gdziekolwiek. A może się po prostu rozpuścił na dobrym żarciu...


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Przygotowania
Notatkę dodano:2017-03-20 10:22:41

Bardzo wolno nadchodzi ta wiosna, co się pokaże to chowa się z powrotem. Nie wiadomo jaka będzie pogoda za kilka godzin a co dopiero na nasz wyjazd...Trochę się obawiam długiej drogi z dwójką maluchów. Podejrzewam, że pod koniec tej drogi będę bliska szaleństwa. Przez Szwecję mknie się bardzo sprawnie, ale to jednak daleko. Na promie można nocą pospać, o ile nie trafią się jacyś uciążliwi sąsiedzi, co jest wielce prawdopodobne, biorąc pod uwagę podejście do życia Polaków pracujących za granicą. ,,Coś im się przecież od życia należy".

Czuję się czasem jakby oszukana, bo Polacy to niby dumny, niezłomny naród, z mnóstwem szlachetnych cech, a jednak pijaństwo, złodziejstwo i chamstwo nie są wcale rzadkim zjawiskiem. Jak wszystko pogodzić i złożyć w spójny obraz? Zwyczajnie, nie da się! Kochamy przecież dzieci, ale nasze są najwspanialsze i wyjątkowe, a czyjeś, to często już rozwrzeszczane bachory. Gdy sąsiad ledwo wiąże koniec z końcem, to niezaradna fajtłapa i leń, ale gdy wiedziemu się dobrze, to na pewno cwaniaczek i kombinator. Wymieniać by tak można długo...Dlatego już unikam oceniania innych personalnie, ot wypowiadam się tak bardziej ogólnie, bo nigdy nie wiadomo co, kto, po co i dlaczego...

No ale ja nie o tym...Jak zwykle wcześniej zamartwiam się jak będzie, bo nauczona doświadczeniem, znam już  uczucie rozczarowania pobytem w ukochanej ojczyźnie. Poza tym Tata dostaje wtedy dziwnego amoku i razem z Małą Większą ma wtedy wszystko na ,,nie". Zaczyna i kończy pobyt na marudzeniu i czepianiu się. A każde moje wypowiedziane słowo zostaje wykorzystane przeciwko mnie. A to kiełbasa nie taka, a po co tyle łazić po sklepach, po co w ogóle jechać do X kiedy można iść do znajomych na miejscu, a najlepiej wszystkich zaprosić do siebie. Jaaasne. I znów obsługa. Nieee i nie. Zapraszamy rodzinę i najbliższych znajomych. I koniec. I tak mam masę roboty. Ech, nakręciłam się znów negatywnie, zamiast próbować uwierzyć w cudowną świąteczną przemianę, że to niby tak dobrze duchowo człeka opromieni i odczaruje.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Do kraju tego...
Notatkę dodano:2017-03-10 15:59:50

Jak ten czas leci...Może i dobrze, dzieci rosną i miejmy nadzieję, że niedługo chociaż jedno porzuci pieluchy. Nasze życie kręci się ciągle wokół nich.

Człowiek jest zaprogramowany tak jak każdy inny gatunek i chce przekazać swoje geny dalej. Kiedyś myślałm o życiu, że jest na tyle gówniane, iż skazywanie następnych maluchów na walkę z życiem nie jest w porządku. Zdanie zmieniłam. Natura robi swoje i żadne filozofie tego prostego prawa nie są w stanie przełamać. Poza tym nie jest powiedziane, że nasze dzieci nie będą szczęśliwe, spełnione itd...Może właśnie będą bardzo szczęśliwe. Tylko jak na razie musimy tu zostać.

Nie wrócę przecież do kraju rządzonego na styl białoruski. Co to, to nie. Musiałabym puknąć się nieźle w łepetynę, żeby sobie i nam tak pogorszyć. Trzeba patrzeć trzeźwo na świat i nazywać rzeczy po imieniu. Teraz rządzą szkodniki a naprawienie wyrządzonych przez nich szkód potrwa jeszcze długo, nawet gdy ich zła sława już przeminie. Przykre to i na swój sposób straszne. Na tyle, że nawet już żartować z tego nie wypada.

A jednak im głównie zawdzięczam zmianę myślenia. Inwestycje na przyszłość tylko tu, tu jest stabilnie i bezpiecznie a nikt z dnia na dzień nie oświadczy, że zmienia prawo albo np. likwiduje gimnazja. Każdy jest postrzegany jako praworządny obywatel, dopóki mu się niczego nie udowodni a nie na odwrót. A już szczucie jednych na drugich to w Polsce jakiś horror. Ja mogę być sobie Żydem, masonem i wszystkim czym i kim mi się żywnie podoba i g...komuś do tego. I jeszcze są jakieś standardy postępowania urzędników, czy dymisji osób, które mają coś na sumieniu. Po prostu jest coś co się nazywa honorem. Warto by niektórzy poznali to słowo.

Moje myśli są nieco chaotyczne, głowę mam nieźle sfiksowaną, lecz myślę, że większość ludzi czuje się podobnie, tzn. tak jakby ktoś im napluł do zupy.

Przepraszam moją ojczyznę, że zrobić nic nie mogę a chciałabym. Czasem odczuwam szok i niedowierzanie. Jak można tak wszystko rozwalić, tak destrukcyjnie i egocentrycznie patrzeć?


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 11492
Osób: 10670