Życiowy bigos
Życie nie jest ani tak złe, ani tak dobre, jak sobie wyobrażamy

logo

Romantyzm dziś
Notatkę dodano:2017-02-25 22:04:46

W dzisiejszym świecie trudno być romantykiem, szybciej można zostać frajerem. Kiedyś wydawało mi się, że jestem romantyczną osobą, otóż nic bardziej mylnego, romantyczni jesteśmy tylko do pewnego momentu, zanim się nie ockniemy i zaczniemy kojarzyć fakty. A życie sprowadza nas na ziemię szybciej niż myślimy. Nie będziemy przecież bujać w obłokach, gdy trzeba pracować i płacić rachunki, oraz orientować się dość rychło w zmieniających się realiach, bo zawsze się znajdzie ktoś cwany, kto zechce nas wykorzystać. I chodzi mi o całokształt, nie tylko relacje damsko-męskie. I tak po prawdzie, nawet nie wiem w którym momencie ważniejsze się stało wzgardzane dotychczas codzienne życie, od wziosłych ideałów, które jakoś nie mogły współgrać z rzeczywistością. I stąd powstało moje powiedzenie, że patrzymy w gwiazdy a potykamy się o kamienie...

Fajnie jest być czasem w romantycznym nastroju i spojrzeć na rzeczy przez pryzmat uniesienia. Trwa to niestety zbyt krótko. Ale dla tych, dla których trwa zbyt długo, często źle się kończy.  

Czasy cierpienia młodego Wertera minęły bezpowrotnie. Niezbyt się teraz ceni beznadziejną miłość. Liczy się skuteczność działania. Smutne to, lecz prawdziwe. I romantykiem jest już ten, który wręcza czerwoną różę ukochanej. Reszta jest seksem. Tak się zaczyna i kończy dzisiejszy związek. Zazwyczaj. Może przesadzam, ale dziś nie ma już listów na prawdziwym papierze, wystawania pod oknami i jakiś nieśmiałych dotyków dłoni rozpamiętywanych przez długie godziny. Za moich czasów...

Dobrze, że choć miłość istnieje w podobnym kształcie, że ludzie potrafią się wspierać. To mi się bardziej podoba. I to, że mężczyzna pomaga w domu, zmieni dziecku pieluchę i wyczyści uszy. Pewnie jest to ważniejsze, niż mówienie czułych słówek. A ja wolę nie być księżniczką, która niepostrzeżenie zmieni się w służącą.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Bajki
Notatkę dodano:2017-02-20 13:02:16

Czy warto dążyć do realizacji planów, gdy nie mają dużych szans na powodzenie? Oto jest pytanie. Od jakiegoś czasu zmagam się z tym tematem. Bo co to znaczy powodzenie? Wymierna wartość materialna, satysfakcja czy wszystko razem? W przypływie natchnienia zaczęłam pisać bajki dla dzieci. Napisałam kilka i utknęłam w punkcie co z tym dalej...Mam zaprzyjaźnioną redaktorkę z wydawnictwa, która mogłaby zorganizować ich wydanie, ale podejrzewam, że bilans mógłby wyjść na zero. Wszak bajek dziś jest mnóstwo. Może część jest niezbyt udana, ale odpowiednio wypromowane mają większe szanse na przeczytanie. Jest wiele takich, których nie kupiłabym swoim dzieciom, dlatego o tym pomyślałam. Kosztuje to jednak trochę pracy i czasu, którego nie mam, oraz kasy, która pewnie by się zwróciła tylko w części. Tata oczywiście uważa to za nieszkodliwą fanaberię i mnie zniechęca. Przecież można wrzucić bajki do sieci i po sprawie.

A to jest przecież ogromna różnica wziąć papier do ręki, szczególnie dla dziecka, z pięknymi ilustracjami i poczytać na przykład o przygodach ulubionych zwierząt. To zresztą jest dla większości oczywiste. Emilka ma mnóstwo książek. Jeszcze do niedawna lubiła je zbyt dosłownie, pomału zaczyna rozumieć, że jak się je obgryzie czy obedrze, to już nie da się ich naprawić...A wracając do tematu, nie wiem czy warto się za to zabierać, bo o ile wcześniej miałam więcej entuzjazmu, to teraz jakoś opadł a raczej został zgaszony. Gdyby jednak każdy autor miał takie myślenie, nic nowego by nie powstało.

Niektóre stare bajki i wierszyki mają tak archaiczny język, że dzieci przestają je rozumieć i zniechęcają się do czytania. Na pewno jest miejsce na nowe. Tylko jak dotrzeć do odbiorcy?


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Plomblik
Notatkę dodano:2017-02-17 22:17:57

Z maty słyszę radosne gaworzenie malutkiej i jest kilka chwil na odsapnięcie. Wczoraj były przyspieszone, z konieczności, urodziny Emi, oraz wizyta w ośrodku zdrowia. Nasza siostra środowiskowa zatroskana lekko moją awersją do mówienia po norwesku, próbowała mnie zmotywować do aktywności w tym kierunku. Mam nawet chwilami problem z mówieniem po polsku, ale zgodnie z prawdą powiedziałam jej że teraz czekamy na wiosnę. Była zadowolona, że oprócz tego ile razy i co mała robi, chce mi się jednak powiedzieć coś więcej. Za to Emilce spodobały się zabawki i nie chciała wcale wychodzić, trzeba było ją wynieść.

Staram się być optymistką i nie wiem czy na tym staraniu się to nie kończy. Codziennie przerzucam kilogramy zabawek. Obiecuję sobie, że część wyniosę a zamiast tego dochodzą nowe. I nowe sprawy do załatwienia. Wkurza mnie, że niedawno wymieniony dekoder okazał się gówniany a facet tak zakręcił się z umowami, że już zamiast 119,90 jest 213 zł do zapłaty a oglądamy tylko program dla maluchów, wiadomości i czasem jakiś film lub domument. Nie mam ochoty płacić za coś z czego nie korzystam. Stanęło na tym, że wrócimy na razie poprzedniego abonamentu a po roku się zobaczy.

Po Walentynkach zostało mi duże pudło czekoladek, chociaż wolałabym w tym dniu dostać kwiaty albo obiad, a nie stać znów przy garach. Gdy słyszę jakieś praktyczne wymówki staję się agresywna. Co to znaczy, że kwiaty zwiędną a pizza albo kurczak z rożna jest beee...Właśnie nie są, bo nie trzeba nic z nimi robić. Choć raz.

Mija następny dzień. Zastanawiam się co to jest plomblik. Nie mogę się dowiedzieć. Emilka wymyśliła to słowo i zupełnie nie wiem co znaczy, wszelkie próby dowiedzenia się, spełzają na niczym. Plomblik to plomblik i już. Drabiniarz, to miał przynajmniej jakiś sens.

Byliśmy nad morzem, powietrze wspaniałe i prawie wcale nie było wiatru. W takich chwilach nie żałuję, że tu jestem. W Polsce też miałam blisko do morza, ale to były całkiem inne czasy i doznania. Jest pięknie, można się zakochać w tym kraju. Nigdy bym nie pomyślała, że będę tu mieszkać, ani że tu urodzą się moje dzieci. To nieprawda, że Norwegia jest zimnym krajem. Pewnie na północy tak, lecz ogólnie ma klimat bardzo umiarkowany. Zimy są łagodniejsze, niż w Polsce.

Właśnie zaczęły się zimowe ferie, które trwają tydzień, bo są jeszcze ferie jesienne. Spokój i jeszcze raz spokój. Bardzo mi tego spokoju brakuje w Polsce, na zewnątrz i wewnątrz.

Podejrzliwość ludzi w Polsce mnie niepokoi. Z byle powodu jest się na tzw. celowniku. Uważać trzeba na wszystko i wszystkich. A gdy jest się zadowolonym z życia, to też nie za dobrze. Też podejrzane. Co robić? Nie wychylać się?


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Kobieta łagodzi obyczaje
Notatkę dodano:2017-02-07 23:05:19

W sobotę miałam przyjemność gościć na południowej kawie dwie koleżanki i było bardzo sympatycznie. Nie wspominam o tym bez powodu, bo zaraz wieczorem mieliśmy dwóch panów do porównania. Nie będę oczywiście ich oceniać, tylko odnieść się do tego jakie tematy poruszają w rozmowach kobiety a jakie faceci. Obiegowa opinia jest taka, że kobiety paplają dużo i o niczym. A tu okazuje się, że może być odwrotnie. My poruszałyśmy temat banku, oszustw, transportu na lotnisko, pracy i urzędów i jeszcze kilka innych. Przy okazji każda z nas posiadła nową przydatną wiedzę, w dodatu w międzyczasie byłyśmy zajęte dziećmi, parzeniem kawy z mojego super ekspresu i wymianą książek. Wszystko zajęło nam trochę ponad dwie godziny. Faceci klekotali niemalże cztery godziny z szybkością karabinu maszynowego. Z tego wyłowiłam tylko jedną ciekawą informację i to raczej jako ciekawostkę. Uff, oczywiście robienie drinków i zwracanie uwagi na dzieci bardzo im przeszkadzało. W centrum stał za to hipnotyzujący ich telewizor.

Teraz rozumiem dlaczego najlepiej jest przebywać w towarzystwie mieszanym. Musi się to jakoś równoważyć.

Po wypiciu dwóch czy trzech drinków Tata stał się bardzo rozmowny i kontynuował do drugiej w nocy swoje nagłe przemyślenia, które objawiły się niczym spadające meteoryty. Przynajmniej był szczery i wylał co ciąży mu na wątrobie. Niech mu będzie. Od tamtej pory jest dużo lepiej. Widocznie pozbył się trucizny. Nauczyłam się już przymykać oko na te nocne żale, tym bardziej, że nie zdarzają się zbyt często. Mam za to dużo lepszy nastrój. Poczułam, że jesteśmy bardziej razem. To coś jak świeże powietrze po burzy, choć obyło się bez piorunów.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Trochę śniegu
Notatkę dodano:2017-01-29 12:32:10

Nareszcie pada śnieg. Od razu jest inaczej. Patrząc na prognozy, długo to nie potrwa i sanki raczej nie pójdą w użycie, ale przynajmniej jest na czym oko zawiesić.

Po wizytacji u malutkiej poczułam się jak ostatni nieudacznik, nie dość, że słabo mówię po norwesku, to jeszcze włącza mi się blokada i zdaję się całkiem na Tatę. Jest to uciążliwe, bo nie mam kontroli co i jak. Podejrzeń co prawda nie ma, że źle opiekujemy się dziećmi, lecz lepiej sprawiać wrażenie pewnej siebie, niż życiowej sieroty, która nie wie czego chce od życia. Naprawdę muszę się za siebie wziąć, tylko kiedy? Materiały do nauki języka leżą i czekają na zmiłowanie...Do tego trzeba skupienia. W tak zwanym międzyczasie przeczytam kilka stron książki i to jest mój cały rozwój intelektualny, niekiedy obejrzę jakiś film lub dokument. Moja zdolność rozumowania znacznie się obniżyła i nic na to nie poradzę. Dzieciaki, póki co, są wymagające i nie powiem im, że nie mam dla nich czasu, bo i tak by nie zrozumiały czegoś tak abstrakcyjnego, jak czas.

Ostatnio mamy wzmożony ruch aut na naszej spokojnej, jednokierunkowej uliczce, jedna ulica jest zamknięta, bo trwa wymiana rur a ludzie całkiem pogłupieli i jeżdżą na oślep. Absolutnie nic im to nie daje, że zrobią sobie dodatkową pętelkę. Wyraźnie jest napisane, że to wjazd dla mieszkańców, ale widocznie chcą spróbować szczęścia. Tyle aut jeszcze tu nie było. Pocieszam się, że z każdym dniem ich ubywa, bo w końcu dochodzą do jednego słusznego wniosku. Co się dziwić, znajoma pani G.była u nas bezskutecznie w odwiedzinach dwa razy i się zniechęciła, bo nie wiedziała, co jest grane, ale ona ma przynajmniej swoje lata. Ludzie po prostu myślą o czymś innym i jeżdżą na pamięć.

Nic się nie dzieje, czasem sobie pogadam przez telefon. Jest to jakaś namiastka spotkania towarzyskiego. Dowiem się co słychać. I czekam. Teraz to pewnie już tylko na wiosnę. Krokusy ostatnio zaczęły rosnąć. Jest nadzieja.

Tata po falach marudzenia i czepiania się o rzeczy nie istniejące w rzeczywistości, kupuje mi czekoladki albo ściereczki do sprzątania, lub też inne niepotrzebne rzeczy. Za czekoladkami nie przepadam. Piekę różne pyszności, więc to nie żadna atrakcja.

Usłyszałam na wspomnianej inspekcji, że muszę jeść za dwóch, skoro karmię piersią. Nawet zrobiło mi się lepiej, że po moich 21 kilogramach nie ma śladu. Jem ile chcę, nie przesadzam w żadną stronę. Co tu zresztą można jeść? Asortyment sklepów zna się na pamięć i nie zachwyca.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Taka zima
Notatkę dodano:2017-01-20 12:57:37

Przez to, że w tym roku nie ma porządnej zimy z mrozem, który by się rozprawił z drobnoustrojami, wszyscy ciągle chorują. Już mam naprawdę dość, bo już drugi raz w tym sezonie mam latanie z chusteczkami. Jak wyjaśnić małemu dziecku, że wycieranie nosa jest fajne, kiedy nie jest fajne...

Zmęczenie daje się we znaki. Nie dospane noce i ta nijakość za oknami dobija. Nie ma nawet na co czekać, do świąt daleko. Najbliższy punkt programu, to wizyta położnej u malutkiej, spóźniona o miesiąc. I nie powiem: nie chce mi się z tobą gadać. A nie chce mi się. Bo o czym tu gadać, ile kupek, jak często je i śpi. Eee, wolałabym w tym czasie  robić ciekawsze rzeczy, albo raczej pilniejsze.

Dziecko zaczęło mówić do mnie Dziubek. Podchwyciło od Taty. I jest>Mamo, Mama, Dziubek! Mój siostrzeniec, gdy był mały, to do babci mówił mamo, bo była mama i mamo. Dzieci mają swoją nieodpartą logikę. A gdy coś z ubrania nie pasuje, to tak ubiorą, że właśnie pasuje. A rzeczy mają nagle dziesiątki różnych zastosowań, na które dorosły nigdy by nie wpadł.

Na sanki iść nie można, bo śniegu brak. Czasem puszczamy bańki mydlane na tarasie, gdy jest zbyt mokro na podwórku. Tata zabiera Małą-Większą na wędrówkę po sklepach, choć jeszcze całkiem niedawno z dezaprobatą wypowiadał się o takiej formie spędzania czasu z dzieckiem. Jak mocno nie wieje, jedziemy nad morze. Jest nawet nad morzem jedno miejsce z mini placem zbaw dla dzieci. Mieszkając blisko morza Mała przynajmniej wie, co to krewetka i krab. Może na razie nie jest to wiedza przydatna, ale zawsze.

Wieczorem jesteśmy z Tatą padnięci, lecz odpoczynku nie ma. Mała-Większa włącza bowiem muzykę i TAŃCZYĆ TAŃCZYĆ. Nie odpuści nam za nic.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Umowność rzeczy
Notatkę dodano:2017-01-10 18:33:03

Schowałam dziś resztę świątecznych dekoracji, tym samym kończąc symbolicznie jakiś etap. Postanowień noworocznych nie posiadam. I dobrze, po co się mam nastawiać, skoro i tak oprócz codzienności nic mnie nadzyczajnego nie czeka.

Cieszy mnie, że dzieci rosną, malutka chyba aż za bardzo, bo ostatnio na szczepieniu usłyszeliśmy, że waży prawie osiem kilo i nie widzieli tak grubego niemowlaka. Eee tam, oni mało co widzieli...U nas to chyba rodzinne. Najważniejsze, że później wszyscy są szczupli. A glukoza ponoć nieźle odżywia mózg. Widać to po starszej, bardzo ładnie się rozwija. A po niemowlęcej otyłości nie ma nawet śladu.

Rok rozpoczął się dość spokojnie. Tacie nawet udało się zawiesić w starym roku żyrandol i lampki nad lustrem w łazience, choć wcale już na to nie liczyłam, i to nawet nie za pięć dwunasta, tylko o dziewiętnastej. Też nie byłam zadowolona, bo chciałam się już przebrać i spędzić spokojnie wieczór. Argument jednak był nie do odparcia, że będę marudzić o to kolejny rok...Duże Dziecko trzymające drabinę na schodach, też nie było tym zachwycone.

Nie wiem, czy początek roku można nazwać nowym początkiem, jest to granica zbyt umowna.

W nocy nie spałam dobrze, wiatr szalał a ja myślałam o różnych rzeczach. I to całkiem skutecznie, bo odkryłam, że nie można nigdy wyrokować, kto osiągnie w życiu sukces. Biorąc pod uwagę różne czynniki i czas, nie odkryjemy żadnej recepty. A osoby inteligentne wcale nie mają większych szans, niż inne, bardziej przedsiębiorcze, cwańsze albo pozbawione hamulców moralnych. Niektóre osoby mają to szczęście, że nawet nie będąc inteligentnymi w szerszym znaczeniu, mają jakiś zakres wiedzy, który pozwoli im wybić się ponad przeciętność. Jak to wszystko wyważyć? Nie będąc inteligentnym trudno przyswoić wiedzę, sama inteligencja, choćby wybitna, też nie zda się na nic. Niedawno głośno było o przypadku samozwańczego księdza prowadzącego domy opieki, z których czerpał duże zyski. Na pewno miał niezły łeb do interesów i wiedział jak wszystkimi pokręcić i zakręcić, by osiągnąć swój cel. Jak on ogarniał tak duże przedsięwzięcie, skoro iloraz inteligencji, miał znacznie poniżej przeciętnej? Nie miał za to hamulców moralnych. Czyli jeden czynnik czasem wyklucza inny, by wszystko razem zadziałało...Ech, co tu dużo mówić, skoro granica człowieczeństwa staje się ostatnio jakaś płynna. Wystarczy mała iskra i zdarza się, że człowiek potrafi brutalnie zabić drugiego człowieka z błahego powodu. Aż strach pomyśleć, czy sąsiad, który uprzymnie się uśmiecha, nie wsadzi nam kiedyś noża między łopatki. Tu przesadzam, ale życie niesie za sobą wiele niespodzianek.

W niedzielę był z wizytą znajomy. Żona go zostawiła po ponad trzydziestu latach. Dla faceta młodszego od siebie o lat czternaście. Bo ponoć chce jeszcze sobie pożyć. Jej sprawa. Niestety walka o tzw. majątek i przychylność najmłodszej córki, rozpętała się na całego, zatruwając życie obojgu. I w tym wypadku sukces i szczęście to sprawa raczej odległej perspektywy.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Dom
Notatkę dodano:2017-01-04 22:42:43

Mózg mi szwankuje, a raczej rozum. Kojarzenie mam gorsze i na razie mało się w tej materii zmienia. Moja biedna głowa zaczyna przerabiać te zaległości w nocy, stąd nie mogę spać. Powinnam, po dniu pełnym zajęć, padać jak kłoda, a nie liczyć przysłowiowe barany. Rano wstaję jak z krzyża zdjęta, choć słowo rano, to być może nadużycie, bo jest bliżej do południa...Dzieci litościwie dość długo śpią...

W dodatku zostałam nagle obdarzona ogromną ilością jaj i zaczynam kombinować co z nimi począć. Wpadłam na głupi pomysł, by smażyć dziś pączki. W kuchni istny szał a Emilka z nudów ciągle skubała surowe ciasto. Do skubania to ma wyjątkowy pociąg. Dziś ze zdziwieniem odkryłam, że dała radę wyskubać róg od stolika a jest naprawdę solidny, dębowy. Myślę, że nadgryzła go zębami a potem po małej drzazdze i gotowe! Dla dzieci nie ma rzeczy niemożliwych.

Wieczorem zastanawiam się, czy warto sprzątać walające się wszędzie zabawki i wybieram coś pośredniego, co nazywam częściowym sprzątaniem, lub też ogarnięciem. A gdy pomyślę, że jeszcze tyle miesięcy takiego życia nas czeka, to jakoś robi mi się niefajnie. I nie chodzi nawet o ten ciągły nawał zajęć, choć Tata wczoraj mi powiedział, że jak mnie bolą plecy, to pewnie za mało się ruszam, ale to uwiązanie. Z maluchem nie wyjdę nawet na dłuższe zakupy. A zostawić nie mam zwyczajnie z kim. Nawet Tata nie wytrzymałby zbyt długo, a i ja ze strachu pewnie nie myślałabym o niczym innym.

Coraz częściej myślę o powrocie do Polski, nawet Tata zaczął się trochę nad tym zastanawiać. W końcu to tylko kwestia zorganizowania sobie życia w miejscu gdzie już mamy jakiś początek, czyli dom. Fakt, że tu tyle włożyliśmy serca i pracy, iż zwyczajnie szkoda...ale przecież on dalej tu będzie.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Mikołaj
Notatkę dodano:2016-12-26 12:01:59

Święta pomału się kończą. Pogoda paskudna, wieje niesamowicie. Czemuż to, czemuż ostatnimi laty nie ma fajnych i śnieżnych świąt?

Nawet nie było szczególnie męcząco, podzieliliśmy się w domu pracą, wymieniliśmy z koleżanką potrawami i było całkiem dobrze. Dziś serwuję mięsko z jelonka, nie wiem co wyszło, ale ma być pieczony w aromatycznych ziołach.

Po miłych życzeniach i wspaniałych prezentach niedługo zostanie jedynie mgliste wspomnienie. Emilka dostała kuchnię do zabawy, cieszy się niesamowicie i gotuje już coś od rana.

Ja też jestem zawsze ciekawa co dostanę, bo dla mnie jest to wyjątkowy dzień, urodzinowy. Tata z Emilką dał rano buziaka i życzył mi sto lat bez prezentu... Sto lat bez prezentu? pomyślałam zgorszona. Powinien był postawić między słowami wyraźną kropkę. Duże Dziecko wykazało się kreatywnością i zrobiło kalendarz ze zdjęciami rodzinnymi, bardzo miło. Szczegółnie się uśmiałam na listopadzie, widząc uchachaną Emilkę w majtkach na głowie. Dostałam oczywiście kilka różnych prezentów. Najbardziej czekałam na to co wymyśli Tata. Kwiaty. I sokowirówka, a właściwie urządzenie wielofunkcyjne. Kiedyś wspomniałam o robieniu soku z marchwi. No, ale czy to tak naprawdę prezent dla mnie? Zrobiło mi się nieswojo. Otwierałam dalej prezenty dzieciaków, następny komplet klocków. Super, za moich czasow takich nie było...Traktorek z rozrzutnikiem - znów kreatywność Dużego Dziecka...itd...No i koniec. Popatrzyłam na pudło z nieszczęsnym sprzętem kuchennym. Czy to powinno się tryumfalnie rozpakować do końca i zrobić po drinku z marchwi i pomarańczy? - pomyślałam z jakąś rezygnacją, a Emilka tymczasem wyciągała z pudełka prezenty malutkiej, która z racji wieku jeszcze nie protestowała...i nagle, nie wiadomo jak, w jej rękach znalazł się prezent dla mnie. Malutkie pudełeczko, leżące w kącie choinki. Hurra, piękne kolczyki z ametystami, komplet do mojego wisiorka! I jak tu nie wierzyć w Świętego Mikołaja?


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Szlachetna paczka
Notatkę dodano:2016-12-20 18:34:37

Przed świętami latamy jak poparzeni, jakby miał nastąpić koniec świata, lub co najmniej nadchodził jakiś kataklizm, do którego trzeba się przygotować. Nie będę na siłę nic robić. Postanowiłam, że zrobię to, co zdążę. Nie będę siedzieć po nocy, ani rzucać się na brudne okna ze ścierą.  Każdy dostanie swoje zadania do wykonania i przeżyjemy. Kolejny raz.

W tym roku nie mam żadnych oczekiwań co do prezentów. Ucieszy mnie wszystko, a nawet jakby nic nie było, to też przeżyję. Mikołaj z Polski już był. Zrobił wielką niespodziankę nam wszystkim. I zapłacił za paczkę jak za zboże...Ot, życie! Szkoda mi było, że rodzinka zrobiła składkę na polskie produkty i rzeczy, które ważyły swoje, np. wielki słój majonezu, kilogramowa kawa itd...a potem wielkie aaauu na poczcie. Szlachetna paczka kosztuje.

W tym roku Tata z Dużym Dzieckiem i tak wykazał się szybszym tempem i cokolwiek mamy już kupione i zrobione. W dodatku ze spokojem czekam na Wigilię, bo nikogo się nie spodziewamy, oprócz Mikołaja, naturalnie. Do znajomych zwalają się goście, więc ich nie uratujemy, zapraszając do wspólnego stołu. Mnie przybędzie kolejny rok, o którym staram się nie myśleć. I na tyle skutecznie, że często muszę się zastanowić  ile mam lat. Tak chyba działa wyparcie, bądź skleroza, na pewno jedno z tych dwóch.

Cieszę się, że po paskudnym przeziębieniu wracamy wszyscy do zdrowia i równowagi i choćby dlatego święta będą udane. Przynajmniej tak myślę, łypiąc jednym okiem na świeżą choinkę, która pomimo mojego sprzeciwu i tak stanęła w kącie.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 11512
Osób: 10690