Więź
Notatkę dodano:2011-07-16 21:17:14

Spotkania z rodzinką w ogródku przy kawce zawsze są miłe zwłaszcza jeśli gościem jest ktoś ważny, acz rzadko spotykany. Tak też było tym razem. Popołudniu wpadła chrzestna z wujkiem. Powód? Zakończenie studiów. Co prawda dopiero licencjat ale zawsze jakis graniczny etap. Atmosfera miła gratulacje, żarty, rozmowa, wygłupy. Gdyby ktoś z boku patrzył na ten obazek mógłby śmiało powiedzieć sielanka. Szkoda tylko że od okazji do okazji, szkoda, że dopiero teraz. Nie to nie tak, że jestem zła, powiem więcej cieszę się, że mimo takiego, a nie innego splotu okoliczności udało się ten kontakt odnowić, cieszę się z tego spotkania, z tego że jest ich ostatnio coraz więcej i wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku. Czasu nie da się cofnać nie warto rostrząsać i wracać do tego co było, albo raczej z mojej perspektywy do tego czego nie było, do tej codziennej nieobecności,albo innymi słowy okazyjnej obecności. Ważne jest to co jest- jak w piosence Niemena "Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy" Mogę buntować się na to że w pewnym okresie nie było miedzy nami kontaktu, ale warto te ż zadać pytanie: Czy gdyby nie ta nieobecność, chwile takie jak ta z dzisiaj nadal byłyby dla nas wszystkich tak samo ważne jak są? Czy potrafiłabym je docenić? Myślę, że nie. I to jest właśnie to co cieszy, że nawet czas z pozoru stracony tak naprawdę taki nie jest, bo w pewien sposób owocuje.

I tylko zastanawia jedna rzecz. Kiedy patrzę w oczy maleńkiej, ubranej na różowo dziewczynki, które wyrażają taka dziecięcą bezradność i ufność zarazem. Patrzę ze świadomością, że za kilka miesięcy mam wejść w jej życie jako chrzestna. Wejść tak jak przed ponad dwudziestu laty ciocia weszła w moje. Zastanawiam jak ma to wyglądać. Nie chcę być dla Lenki ciocią która pojawia się tylko w momentach sakramentów, a na codzień jest wielką nieobecną. Wiem, że wielu ludzi traktuje role chrzestnej bardzo symbolicznie. Moment chrztu, prezent na puerwszą komunie, zaproszenie na ślub. Ale moim zdaniem nie powinno tak być  i nie chodzi mi o sprawy wiary. Tu każdy musi sam znaleźć swoje miejsce i określić swoją rolę. Uważam po prostu, że taka osoba, wchodzi bardzo realnie w życie tego dziecka i powinna być w nim obecna w takich zwykłych codziennych sytuacjach, być blisko (nie terytorialnie, bo to nie zawsze jest możliwe z oczywistych powodów), ale tak po ludzku. Ktoś powie może czytając tą notatkę, nawet jeśli się z tym zgadza, że to na ile będę obecna w życiu Lenki zależy ode mnie. Niestety to nie zawsze jest prawdą, owszem pod wieloma względami pewnie tak, ale nie wszystko i nie zawsze da się przewidzieć. Kiedy o tym piszę zastanawiam się jak wyglądało to  w naszym przypadku. Moja ciocia też pewnie ucieszyła się kiedy usłyszała, że odtąd będę jej chrześniaczką. Gdzieś w szafce leży jeszcze moja szatka, na której własnoręcznie wychaftowała moje imie. Też pewnie była dumna stojąc przed ołtarzem w dniu mojego chrztu. Czy wtedy też czuła się za mnie odpowiedzialna? Czy  też chciałabyć obecna w moim życiu na co dzień? Tak, myśle że tak. Co więcej jestem tego pewna. A jednak nie mogła przewidzieć, ze tak to się potoczy. Że emocje, sprzeczki, splot niekorzystnych okoliczności, sprawią, że będzie inaczej. To nie jej wina, tu nikt nie zawinił, po prostu tak wyszło. A ja... Co zostanie z mojego zapału i oczarowania Lenką za 10, 15, 20 lat? Czy wystarczy go, żeby przezwyciężyć przeciwności, które prędzej czy później będą się musiały pojawić? Mam nadzieję,że tak czas pokaże, półki co ciszmy się każdą kolejną wspólną chwilą nie wybiegając nad to w przyszłość:)

Ale opisana sytuacja skłania do pogłebionej refleksji nad odpowiedzialnością wchodzenia w życie drugiego człowieka.Nie po to aby poczuć się przygnieconym jej ciężarem, ale po to by zdać sobie sprawę jak kruchą i delikatną materią jest druga osoba i jak łatwo ją zranić. Stwierdzenie to odnosi się do każdej relacji jaka budujemy w życiu tej z dorosłym, ale też z dzieckiem. Z nim przede wszystkim. Wkurza mnie kiedy słyszę stwierdzenia typu "Nie ma się co przejmować on/ ona jest jeszcze małe zapomni" Wtedy głośno mówię NIE! Nie zapomni, będzie pamiętało wszystko bardzo dokładnie, co najwyżej skryje w sobie, zakopie, schowa pod wachlarzem dobrych wspomnień, ale nie zapomni. Dowód? Oto kilka z nich.

Dowód pierwszy

Badania dowodzą,że już około pół roczne dzieci, które w pierwszych miesiącach swojego życia przebywały w domach dzieckach, mimo błyskawicznej adopcji, skutkującej przebywaniem w cieple domowego ogniska nosza w sobie zranienia, które potem kładą sie negatywnym cieniem na ich funkcjonowaniu społecznym i mysleniu o sobie samym

Dowód drugi

Chłopiec spotkany, gdzieś w szpitalnej sali ówczesny wiek 2,5 roku- spędzamy razem kilka miesięcy po zaledwie kilka godzin w tygodniu. Następnie ponad 2 letnia całkowita przerwa w jakimkolwiek  kontakcie. I wreszcie spotkanie podczas kontrolnej wizyty. Cześć N. pamiętasz mnie jeszcze pewnie nie?  I uśmiech malca "Pewnie, że pamiętam ty jesteś ta moja :)" Jego ciepłe rączki wokół mojej szyji- nie zapomniał.

Dowód trzeci

Dziewczynka obecnie lat 6. Minąło 1,5 roku od czasu, gdy się poznałyśmy. Pół roku po tym jak nasz kontakt ze względu na pewne okoliczności stał się bardziej okazyjny spotkałyśmy się by spędzić ze sobą weekend. Przez te dwa dni Malutka cytowała wiele tekstów jakimi zwracałam się do niej pod czas tego roku. Jak to możliwe, że ty to wszystko pamiętasz tak dokładnie? -zapytałam- Odpowiedziała "no co ty Gosia przecież my byłyśmy tak blisko siebie"- To zdanie zapamiętam chyba do końca życia - będzie ono dla mnie wyróżnieniem, nagrodą , ale także przestrogą jak wielką odpowiedzialnością jest każda chwila spędzona z dzieckiem. Dziękuję Martynko:)

Te wszystkie historie pokazują że nie jest sloganem stwierdzenia, że dziecko jest jak gąbka, która chłonie wszystko dookoła. Dziecko nie zapomni, dziecko bedzie pamiętać i te dobre i te złe chwile. Zamknie je w jednej z szufladek schowanych w swoim serduszku, a sytuacje, które spotkają je w przyszłości, bedą te szufladki otwierać i wywiewać z nich kartki zapisane wspomnieniami. Może więc warto zdać sobie z tego sprawę juz dzisiaj i zadbać, żeby te kartki zapisane zostały jak najjaśniejszymi barwami tęczy? Czego Wam i sobie z całego serca życzę. 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Babiniec :)
Notatkę dodano:2011-07-16 00:25:11

 

Wakacje pełną parą pora więc z robić z nich użytek. Jakieś pomysły? A i owszem :D nie ma jak luźny wieczór z  koleżankami. Taki kiedy wrzucasz zupełnie na luz, śmiejesz się bo masz na to ochotę nie zastanawiając się nad stosownością tak po prostu... :) i te pyszne należniki z malinami i czekoladą autorstwa Agatki - marzenie :) I wcale nie jest ważne że są kaloryczne i zaraz pójdą w boczki :D A potem rześki powrót do domu w krótkich spodenkach, no ciepło to mi nie było, chyba, że na serduszku :D


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Kwiaty i owoce - czyli o zmianach
Notatkę dodano:2011-07-01 22:04:32

hmm minał prawie miesiąc od ostatniej notatki, ale ze mnie leniuszek :) A może po prostu intensywny czas :) Tyle się dzieje że czasem trudno zatrzymać sie na jednej rzeczy, bo już wydarza się następna:) Ostatnio wiele się dzieje, wiele zmian, wiele pytań, a czasem i luki, które trzeba czymś wypełnić i brak posłów czym, a jednocześnie za dużo tych pomysłów, dziwne , nielogiczne, ale prawdziwe. Nie lubie zmian, już taki ze mnie stałolubuś :) Jak się do czegoś przypne, zapuszczam korzenie i nie lubię, jak muszę je przesadzić w inne miejsce.

"Tylko nieznane przeraża człowieka, lecz dla tego kto mu stawia czoła ono już nie jest nie znane"- czytam dedykacje na imieninowym bukiecie. Myślę nad tym i przypomnają mi się słowa przyjaciółki z ostatniej rozmowy wypowiedziane w nieco innym kontekście "Kwiat musi przekwitnąć, żeby potem wydać owoc"- Si. Tak chyba jest z każdą rzeczą, z każdą zmianą. Najpierw jest niewiadomą niczym zamknięty paczek kwiatowy, później gdy okazuje się czymś dobrym rozkwita, pozwala się sobą cieszyć, by potem przekwitnąć ustępując miejsca kolejnej. Ale to nie koniec cyklu. To faza kulminacji pora na owoc. Każde wydarzenie w życiu zmienia nas powoduje że stajemy się odrobine inni niż wcześniej. Kiedy pojawia się kolejna zmiana nie wchodzimy w nią z tym samym kapitałem co przedtem, wchodzimy bogatsi o doświadczenia z poprzedniej. Niesiemy jej owoce ze sobą przemieniając naszą małą rzeczywistość a potem? Potem z owocu wypadają nasiona- motywacje do kolejnych zmian. Życzę sobie i Wam samych takich dobrych zmian, takich jak kwiaty macjiejki, ktore wieczorami wypełniają okolice swoją intensywną, niepowtarzalną wonią :)


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


kolor nieba
Notatkę dodano:2011-06-03 23:59:12

No tak zakrętasa mam dzisiaj kompletnego to sobie strzele notkę a co :D ostatnio smutasowo się jakoś tu zrobiło i dlatego miałam nic już nie dopisywać żeby nie podbijać statystyk ponuraśnych, ale przy kieliszku białego wina i z maseczką na twarzy jakoś lepiej się myśli no to piszę:) A jest o czym ostatnio i stety i niestety... coś ten trunek raczej łzawyt niż humorkowaty no ale po koleji.

Wczoraj był 2gi czerwca data dla mnie dośc znacząca, jedna z tych które pozwalają odmierzyć uplyw czasu zerknąć z perspektywy na ten rok, a właściwie na 2 lata jakie minęły od tamtego pamiętnego wtorku. Oj sporo się zmieniło, aż czasem dziwie się jak wiele jest w stanie pomieścić w sobie tak stosunkowo krótki odcinek. 2 lata temu o tej porze zakówałam do kolokwium, potem miałam wątpliwości czy w ogóle na nie iść. To wtedy po raz pierwszy przekonałam się jak kruche może być ludzkie życie, nawet to które wydaje się dopiero zaczynać.Rok temu a dokładnie rok i 1 dzień byłam gdzieś w małej, odległej wiosce i przekonywałam się jak silna może być przyjaźń, jak wielką moc jednoczenia ludzi może mieć jeden Mały Człowiek. Wdzięczność i uwielbienie dla Stwórcy za ten dar - dar przyjaźni.

Dziś w rok później leżę sobie w łózku popijam lampkę białego wina i myślę o tym co czeka mnie w najbliższych tygodniach, o obronie pracy, o studiach które się kończą, o tym co robić dalej i o warsztacie w którym mam jutro wziąć udział, dziś jeszcze nie wiem na ile mi się przyda, czy za rok będę już to wiedziała? czas pokaże.

Wolontariat... to też daje do myślenia.. 2 lata temu na jednym z wykładów  usłyszałam "Wolontariat nie daje nic poza sadysfakcją po stronie tych, którzy się w niego angażują" - wtedy buntowałam się przeciw takiemu myśleniu mialam za sobą prawie rok wolontariatu i wydawało mi się że poza niewątpliwą korzyścią ze strony własnej, tego że daje mnustwo radości temu, kto go "uprawia" jest on czymś więcej. Dziś jestem coraaz bliższa temu wykładowemu myśleniu. Wolontariat ubogacił mnie wewnętrznie dał wiele radości, nauczył śmiać się i płakać, twardo stąpać po ziemi w jakiejś cząstce nauczył mnie bardziej byc człowiekiem. Każde spotkanie z tego okresu zapadło w serce i w nim pozostanie na zawsze . Ale to jest to co ja dostałam, co zobaczyłam i czego doświadczyłam. Trudno pokusić się o stwierdzenie że dał on coś drugiej stronie. W szpitalu spotkałam fantastycznych ludzi, spotkałam małe dzieci o wielkich sercach. Każde z nich było dla mnie prezentem od losu. A one co otrzymały ode mnie? Nic zupełnie nic bo w ostatecznym rozrachunku i tak zawsze dostawałam wiecej niż dawałam. Dziś mogę im więc tylko powiedzieć dziękuję, bo przecież najpiękniejsze jest to co bezinteresowne, a ich uczucia zawsze takie były.

 Ludzie mówią czesto jaki sens ma to co robisz skoro pewnie nigdy ich już nie spotkasz?

I tylko zastanawia ten kolor nieba z wczoraj w dwa lata po rozstaniu z Tobą. Czy on nie jest odpowiedzią?


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Czas
Notatkę dodano:2011-06-01 12:52:40

"Dziękuję, że masz dla mnie czas"- dostałam jakiś czas temu smsa od znajomej o tej treści. i przyznam, że choć miły wydał mi się w jakimś sensie bezzasadny. "Przecież to normalne, że ma się czas dla znajomych, przynajmniej tych bliskich"- myślałam. Całe nasze życie opiera się przecież na interakcjach miedzyludzkich.  W tym kontekście kontakt z drugim człowiekiem jest czymś najbardziej naturalnym. 

Dziś kilka miesięcy po tamtym smsie zaczynam zastanawiać się jak dziwnym tworem jest czas. Nie widać go ale trudno zaprzeczyć jego istnieniu. Ludzie wynaleźli zegary- myśląć że dzięki nim zyskają nad nim kontrole, tymczasem on nie da się okielznać. Biegnie do przodu jakby nie zwracając zupełnie na nas uwagi. Nieuchwytny, niezaprzeczalny magiczny.

Czasem zastanawiam się jaki potrafi być pojemny. Każdy jego odcinek płynie szybko jakby byl tylko chwilą z drugiej strony ten sam odcinek potrafi pomieścić w sobie tyle zdarzeń, emocji, uczuć. Dziwne, a może jednocześnie pozytywne. Jakby Ktoś tam do Góry przewidział nasz współczesny problem z jego brakiem i uczynił go takim pojemnym. Czy w swoim pędzie codzienności znajdziemy czas, by zastanowić się nad czasem? On tak wiele zmienia niestety nie zawsze na lepsze. A my? A my biegniemy, byle tylko się nie zatrzymac , byle tylko nie zobaczyć że sami wyraziliśmy na to zgode, bo przecież szkoda na to czasu.....

Czy znajdziesz w sobie odwagę by spotkać się z czasem?


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Skarb
Notatkę dodano:2011-05-23 01:19:16

Dawno dawno temu domy Stasia, Jasia i Zosi odwiedziła dobra wróżka i zostawiła w nich ogromny skarb, było to jeszcze przed narodzinami naszych bohaterów i w domach panowała radość, a może tak się tylko zdawało...

kilka lat później Staś, Jaś i Zosia spotkali się w małym pokoiku o kolorowych scianach, ukrytym gdzieś w zakamarkach wielkiej szkoły, ale tym razem nie było już radości... Ktos dorosły opowiada im bajkę o niezwykłych odwiedzinach z przed 6 lat i o największym skarbie na świecie jaki wtedy otrzymali ich domownicy. Dodaje również, że dziś będą mogli ten skarb zobaczyć. Dzieci kolejno z zaciekawieniem podnoszom wieko kuferka gdzie jest on ukryty. Przecierają z niedowierzaniem oczy...

Wewnątrz kuferka znajduje się lusterko, po podniesieniu wieczka każde z dzieci widzi swoje odbicie. Opowiadacz mówi że tym skarbem są oni sami a dobrą wróżką, która odwiedziła ich najbliższych była nadzieja.

A więc to o nich chodzi dlaczego tylko tak trudno im w to uwierzyć?

Staś- ma błyszczące oczy i bujną, czarną czupryne na głowie. Lubi chodzić do szkoły, fajnie jest bawić się z kolegami, pani też jest miła czasem tylko się gniewa, kiedy Staś niechcący coś strąci z półki. Ostatnio strącił wazon z Pani biurka, wazon rozbił się na drobne kawałeczki, woda się rozlała, a Zuzia, która przyniosła kwiatki płakała że teraz zwiędną. Pani zaprosiła mamę i tatę na rozmowę, oni też początkowo gniewali się na Stasia, ale potem...potem przestali zaprowadzili go do jakiejś innej Pani. Ta pani była fantastyczna Staś od razu ją polubił, bawiła się z nim całe 2 godziny nie to co koledzy. Tylko potem jakoś spoważniała i  ze zrozumieniem pokiwała głową - to ADHD - Staś nie rozumiał co znaczą te literki, ale właśnie zrozumiał, że stały się jego nowym towarzyszem, towarzyszem, który nie jest lubiany- to tak jak ja- pomyślał Staś - przynajmniej coś mamy ze sobą wspólnego 

Jaś też lubił szkołę, a najbardziej chwile, gdy mógł bawić się małymi samochodzikami  wspólnie z kolegami. Budowali wspólnie drogi, mosty i garaże było super ! Tylko czasem robiło się mniej przyjemnie, gdy kolega chciał w tej samej chwili co Jaś kierować tym samym pojazdem. Jaś wydzierał mu samochód z ręki, a kiedy to nie pomagało gryzł i wrzeszczał w niebogłosy. Wtedy Pani kazała chłopcu przeprosić kolegę. Ale on nie rozumiał dlaczego? Przecież w domu mausia i tatuś też tak robili i tam nikt nie musi nikogo przepraszać?

Zosia- to niezwykła dziewczynka.  Jest bystra, pilna i bardzo nieśmiała. A wszystko przez jedną małą sprawę, która dla dziewczynki jest ogromna, a mianowicie okulary... Kiedy była w przedszkolu dzieci śmaiły się z niej, że wygląda jak żaba . Teraz jest w zerówce, dzieci są miłe i nikt się nie śmieje, tyle że Zosia wciąż pamięta i czasem się wstydzi, ale tylko czasem...

Kiedyś nie tak dawno ich domy odwiedziła wróżka i zostawiła tam ogromny skarb. Tylko dlaczego im tak trudno dziś w to uwierzyć ?

Za kilka lat Staś, Jaś i Zosia wyjdą ze szkoły, za kolejne kilka podejmą pracę i założą rodzinę.

 Pan Stanisław zostanie kiedyś lekarzem, będzie leczył dzieci i swoją wiedzą i umiejętnościami wspierał je w powrocie do zdrowia. Któregoś dnia do jego gabinetu zastuka chłopiec, który oprócz diagnozy posiada w karcie adnotacje o ADHD i strąci wazon z kwiatami z biurka. Przypomni mu wtedy małego Stasia z przed 20 lat

Pan Jan będzie listonoszem. Ludzie będą, go szanowali i podziwiali za otwartość i ciepłe nastawienie do innych. I tylko w to środowe popołudnie kiedy minie na klatce chłopca z podbitym okiem, wróci wspomnieniami, do tego małego, szkolnego pokoiku sprzed lat

Pani Zofia- spełni się jako szczęśliwa mama, prześlicznej złotowłosej dziewczynki, z niebieskimi oprawkami okularów na nosku i będzie z niej bardzo dumna! I tylko czasem kiedy spojrzy na promieniujące uśmiechem zdjęcia córczki z przedszkola, kryształowa łza spłynie po jej policzku.

Mały Staś i Pan Stanisław, Jaś i Pan Jan, Zosia i Pani Zofia to te same osoby. Teraz promienieją, teraz są szczęśliwi, bo po raz kolejny w życiu spotkali nadzieję. Który to już raz? Już nie liczą, to nie jest ważne. Ważne jest to że jest przy nich.

Ich doświadczenia z dzieciństwa zawsze bedą częścią nich samych, ale wcale nie tą gorszą, a raczej piękniejszą częścią. Bo własnie one  stały się dla nich bodźcem do spotkania z tą najdelikatniejszą z rodzajów nadziei - nadzieją bycia sobą.

Ale to nie dkonało się od razu, lecz było procesem, mozolnym, trwającym w latach.I tak jak krople wody z górskiego potoku drążą skałę tak, on drążony był przez krople milosci. A każda z tych kropli miałą imie i twarz konkretnego człowieka. Człowieka, który raz spotkany obdarzył serdecznością, choćby to miało być krótkie spotkanie.

Często nie zdajemy sobie nawet sprawy jak wiele zależy od nas.

Kiedyś Pan Stanisław, Pan Jan i Pani Zofia pokażą swoim dzieciom ten sam kuferek ze skarbem, wierzą, że w ich oczach nie zobaczom niedowierzania :)  


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Notatkę dodano:2011-04-27 19:36:55

"Przez świat Anioł szedł
i gołym duszom ciała rozdawał.
Zdrowe i chore w koszyku miał.
Te słabe chore na samym dnie chował.

Kiedy już wszystkie rozdał
zatrzymało Go smutne dziecko
i płacząc spytało:
- dlaczego mi dałeś z chorobą ciało?

Anioł chciał coś powiedzieć
lecz ze wzruszenia zaczął jąkać się:
Kochane dziecko brakło mi zdrowych
ale ludziom nie wierz, że Bóg tak chciał... "

- autor wiersza Lucjan Szczepaniak

Pójść śladami Anioła zgłębić jego tajemnice, wypełnić nimi luki znaków zapytania. Wstawić swe stopy w ślady Tego, którego on posłańcem. Przekroczyć granice bezsensu, by tam odnaleźć sens. Uwierzyć nadziei co jest jak pajęcza nić: cienka,  delikatna, prawie niewidoczna lecz niezaprzeczalna. Iść szlakiem  pod górę, pod wiatr, wśród deszczu, by dojrzeć słońce i tęcze i blask. Zachwycić się świata pięknem choć droga daleka, wyboista, szara. Zaufać miłości, która zawieść nie może. Wzruszenie Anioła i poruszone serce człowieka. Dwa oblicza podobne i różne zarazem. Tak  chciałabym kiedyś spotkać Anioła. Choć przez chwilę spojrzeć jego oczyma , by nauczyć się patrzeć, słyszeć jego uszami, by nauczyć  się słuchać, podążyć za jego myślami, by odkryć, dostrzec, zrozumieć. Chciałabym z nim porozmawiać, zapytać, wyjaśnić. On jest blisko, czuje jego obecność, ale go niewiedzę. Mówi do mnie, ale ja go nie słyszę. Nasza komunikacja jest utrudniona za dużo w niej szumów, zakłóceń. Krucha nić porozumienia  została zerwana, brak łączności, brak odbioru. Chciałabym ją odbudować połączyć ze sobą dwa zerwane końce oczyścić z szumów i umożliwić przepływ informacji. Idę na oddział staje wobec tych samych pytań i wątpliwości. Chciałabym krzyczeć do Anioła wołać by odpowiedział. Wchodzę na sale widzę uśmiechniętego malucha, który niecierpliwie wyczekuje zabawy. Dostrzegam pielęgniarkę, która swymi spracowanymi dłońmi ostrożnie zmienia kroplówkę. Czytam nadzieję z oczu matki siedzącej przy łóżku. I teraz już wiem Anioły istnieją, są wśród nas w naszej codzienności. Nie mają kształtów, ani własnych ciał, ale możemy się z nimi spotkać w drugim człowieku. To on jest nicią, Która nas łączy. Anielskie kontury wypełniają po brzegi czyjąś nadzieją, serdecznym dotykiem ręki, uśmiechem, stają się światłem, które nie gaśnie choć czasem musi zanurzyć się w ciemność . I nagle wszystko staje się jasne. Nikną wątpliwości i pytania. Anielska odpowiedź milcząc, a głośniejsza od słów.        

                        

 


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


W dzień Kobiet porozmawiajmy o... facetach :-)
Notatkę dodano:2011-03-08 22:46:42

Każda okazja jest podobno dobra żeby o nich rozmawiać, tak przynajmniej twierdzą niektórzy, więc Drodzy Panowie w dniu kobiet ta notatka będzie specjalnie dla Was  o Was :-))

Ale spokojnie nie ma sie czego bać żadna ze mnie feministka  przynajmniej narazie hihihihihi :-))

Nie bedę owijac w bawełne, gdyż Wy też do wylewnych nienależycie hihihihi

Za posrednictwem tej notatki w imieniu wszystkich kobiet chcę Wam :

- podziekować za dzień kobiet o którym pamiętaliście

- skopać tyłek za dzień kobiet o którym nie pamiętaliście

- pogratulować za to że mimo upływu lat Wy wciąż macie w sobie coś z dziecka

- zaserwować ochrzan za to że zachowujecie się jak dzieci kiedy czas wydorośleć

Trochę zakręcona ta moja notatka no ale cóż wybaczcie w końcu kobieta zmienną jest hihihihi :-))

podsumowując po prostu jak się nazywacie tacy jesteście:

Facet

Fantastyczni

Atrakcyjni

Cierpliwi

Eleganccy

Troskliwi

A jak ju ż znajde taki pakiecik to zaklepuje hihihihi :-))


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wiosna Przebaczenia :-))
Notatkę dodano:2011-03-07 15:45:27

Najtrudniejsze są początki, kiedy więc napisze pierwsze zdania potem już notka potoczy sie sama, przynajmniej mam taką nadzieję bo temat, który chcę podjąć wcale do łatwych nie należy, należy za to do koniecznych, choć nigdy nie daje ostatecznych odpowiedzi, ale rodzi coraz to nowe pytania. Dlatego na samym wstępie winna jestem tym, którzy to przeczytają wyjaśnienie. Tekst, który macie przed oczyma daleki jest od tzw. prawd objawionych, których słuszność jest niezaprzeczalna, zawsze, pod każdym względem i w każdej sytuacji. Jest to jedynie owoc moich własnych przemyśleń odnoszących sę do konkretnych doświadczeń. Pisząc to nie mam zamiaru dawać Wam gotowej recepty na przebaczenioe bo zwyczajnie jej nie posiadam. Każdy z nas musi znaleźć sam tę drogę i nią przejść. Niniejszyą notatka pragną jedynie zaprosić Was do pochylenia się nad tym zagadnieniem, takiego pochylenia, które zaawocuje rozmową i skłoni ku refleksji. 

Przebaczenie tematem tabu w ujęciu społecznym

Mały 6 letni chłopczyk, gra z kolegą w grę planszową. Posuwajac pionki po planszy co jakis czas zerkają do kartki z napisem "instrukcja". Po co Wam tak tartka ?pytam "Bo tu sa zasady" - odpowiada Dziś jestem dociekliwa A po co są zasady? Rezolutny malec spogląda na mnie conajmniej jakby urwała sie z kosmosu, "Żeby wiedzieć jak grać"  

Człowiek wzrasta w świecie zasad. Właściwie całe nasze funkcjonowanie jest nim obarczone począwszy od gry planszowej do odnalezienia swojej roli w  życiu. Reguły są konieczne, bo porzadkują , wyznaczają kierunek, zmuszaja do podjęcia decyzji. Są dobre z jeszcze jednego względu, to właśnie w oparciu o nie budujemy nasz sytem wartości. odrórzniamy dobro od zła, a sprawiedliwość od niesprawiedliwości. To ostatnie przybrało współcześnie dominujacy charakter. I dobrze o ile na tym się nie kończy. Jeśli zdemaskowanie niesprawiedliwości pociąga za sobą reagowanie na nią wszystko jest w jak najlepszym porządku. Problem polega jadnak na tym, że dziś często gubimy tę drugą część.

Dzienniki kolejnych stacji telewizyjnych pokazują kolejne wojny zupełnie chłodno jak sceny filmu akcji. Jakby zupełnie zapominały że dla wielu ludzi łzy na szklanych ekranach telewizorów wcale nie są szklane. Cisną się na usta słowa poetki: "Po każdej wojnie ktoś musi posprzątać Fotogeniczne to nie jest i wymaga lat.
Wszystkie kamery wyjechały już na inną wojnę." (Szymborska)

Gazety opisują coraz to smutniejsze historie krzywdzonych ludzi. Robia to skrupulatnie dokładnie co do joty. Szkoda tylko że za tym opisem często nie idą żadne kroki zmierzajace do pomocy bohaterom reportarzy. Co smutniejsze ową bierność tłumaczy się zwykle profesjonalnym obiektywizmem, który jest dzisiaj bardzo porządany.

Podobnych do tych absurdalnych sytuacji możemy znaleźć w otaczajacej rzeczywistości wiele. Powoduje to powstanie mgły niedomówień, a w rezultacie zepchnięcie na marginez tematu przebaczenia. Staje się więc ono rzeczywistością niemą o której w mniemaniu wielu nie wypada mówić głosno. 

Zdefiniować aby zrozumieć, zrozumieć aby zdefiniować

Mimio współczesnej tendencji marginalizacji przebaczenia, przez środki kreujące myślenie ludzi, każdy z nas kiedyś zmuszony bedzie się z nim zmierzyć i określić. I o tych właśnych zmaganiach chciałabym Wam opowiedzieć.

"Tylko słabi nie przebaczają" - to zdanie zasłyszane gdzieś w jednym z filmów wryło mi sie w pamięć. Kiedy w życiu dotyka nas cierpienie, ból zadany przez drugiego człowieka naturalne jest że czujemy się nieszczęśliwi skrzywdzeni, może czasem oszukani przez los, przez zasady, które wyznawaliśmy, bo nie okazały się one wystarczające by uchronić nas przed zranieniem. Znajdujemy się wówczas na rozdrożu, które wiedzie tylko w dwóch kierunkach: poddać się lub znaleźć w sobie siłę by przebaczyć i pójsc dalej czy w tym kontekście bardziej prawdziwie nie brzmi odwrotność przytoczonego zdania "Tylko silni zdolni są wybaczyć"?

"Przebaczenie nie oznacza zapomnienia, ale odniesienie się do większego Dobra jakim jest Bóg"-  napisał kiedyś Jan Paweł II. Tym samym w owej definicji nie narzucił na nas obowiązku puszczenia w niepamięć. Pochylając sie nad tymi słowami mozna by rzec trzeba pamiętać by móc przebaczyć. To może czasem trudniejsze niż zapomnieć. Bo oznacza żyć ze swiadomością danego faktu nie żywiąc urazy. To tak jakby powiedzieć danej osobie "kocham Cię mimo tego, albo jeszcze bardziej, kocham Cię z tym ". Czy takie przebaczenie jest możliwe? Czy da się je osiągnąć jednoznacznie do końca? Wierzę, ze tak, choć wiem że nie jest to łatwe i wymaga czasu.

Wejść na ścieżkę przebaczenia

krok pierwszy-wiem że zostałem zraniony

To pierwszy podstawowy warunek przebaczenia. Oznacza on otwarte przyznanie się do faktu doznania, krzywdy. Jest o tyle trudny, że naturalna reakcją człowieka jest unikanie zranien, w skutek czego gdy ono stanie się faktem mamy tendencje do wypierania go ze świadomości jak gdyby dzięki temu czas mógł się cofnąć i potoczyć do przodu bez zaistnienia owej krzywdy.

- Dziś wiem zostałam przez Ciebie skrzywdzona i nie bedę temu zaprzeczać, choć do niedawna byłam jeszcze skłonna to kwestionować

krok drugi- chcę Ci to przebaczyć

Wzbudzenie w sobie chęci przebaczenia wymaga wyjścia ze skorupy poczucia krzywdy. Oznacza powiedzienie drugiej osobie " Mimo tego co się stało wychodzę ku Tobie bo chce Ci przebaczyć, ale nie pytaj ile zajmie mi to czasu wiem tylko że chcę"

- Jedna z bliskich mi osób powiedziała krótko po tym jak znalazłam sie w tamtej sytuacji  słowa "Kiedys trzeba będzie przebaczyć"- Wtedy byłam jeszcze na tym poprzednim etapie odpowiedziałam tylko "ale ja nawet nie wiem czy mam jej co przebaczać" Teraz słowa te wracają jak trampolina. Tak wiem o tym i chce to zrobić.

krok trzeci - Aby przebaczyć Tobie muszę przebaczyć sobie

Przebaczyć sobie nie mieć do siebie żalu o to że pozwoliłem się zranić. Nie wszystko w zyciu jest zależne od nas i nie musimy obarczać sie odpowiedzialnoscią za wszystkie nieszczęścia jakie nas dotykają. Życie nie polega na unikaniu przeciwności ale na przezwyciężaniu ich. Jeśli więc chcę obdarować rzeczywistością przebaczenia drugą osobę sam muszę najpierw się na nią otworzyć. 

- przebaczyłam. Nie mam juz do siebie żalu o to że pozwoliłam sobie zaufać Tobie. Nie czuję się z tego powodu naiwna, ani winna tego, że wierzę w drugiego człowieka, więcej nadal chce w niego wierzyć

krok czwarty - nie mam do Ciebie żalu 

Z tym stwierdzeniem zwykle utożsamiamy przebaczenie ale to nie koniec, droga jest znacznie dłuższa ten etap oznacza jedynie wypalenie emocji jest krokiem milowym, ale nie ostatecznym

- czy mogę powiedzieć że nie mam do ciebie żalu? jeszcze cicho i nieśmiało ale już mogę odpowiedzieć tak. Nie czuje złosci i rozgoryczenia wypaliły się zgasły jak gasną iskierki ognia w kominku. Potrafię już spokojnie bez złych emocji rozmawiać o tym co sie stało, (ale nie z Toba -jeszcze nie ) nie zastanawiam się już co Tobą kierowało nie akceptuje i nie zaakceptuje nigdy tego co zrobiłaś to na zawsze pozostanie dla mnie niezrozumiałe. Jesli mam jeszcze w sobie węgielki żalu do Ciebie to nie o to co zrobiłaś mi, ale tym szeroko pojętym innym.

krok piaty -chcę zaufać Ci na nwo

W pełnym rozumieniu przebaczenie oznacza odtworzenie relacji sprzed zrannienia. Fundamentem każdej relacji winno być zaufanie, jeśli więc chcę przebaczyć muszę zaufać na nowo pomimo tego co się stało.

- Na dzień dzisiejszy ten etap jak i kolejny są dla mnie w stosunku do Ciebie nieosiągalne myślę że tak juz bedzie zawsze. Nie pytaj dlaczego - sama sobie odpowiedz

Krok szusty- zapraszam Cię abyśmy odbudowali naszą relacje

Słowo "zapraszam" nie jest przypadkowe. Oznacza ono zaproszenie drugiej osoby do współpracy. Postawienie prostej alternatywy "jeżeli chcesz... ale tylko eżeli chcesz"

-.........

 

Decydując się pójść ścieżką przebaczenia niejednokrotnie pewnie przekonamy się że nie jesteśmy silni. Staniemy oko w oko z własną słabością ale idąc nią mimo wszystko na pewno staniemy się silniejsi. 

  





























































 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 





Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Prawo piękne , ALE
Notatkę dodano:2011-02-22 16:27:58

I luty dobiega ku końcowi kolejny luty i kolejna zima kończą się jak przeczytany rozdział w książce. Chciałoby się powtórzyć za poetką, że "Każdy przecież koniec to tylko początek czegoś nowego, a księga zdarzeń ciągle otwarta w połowie" No tak ale są takie książki do których chętnie się wraca po to by na nowo odkryć sens przeczytanych zdarzeń zmierezyć się z nimi i poukładać w kontekście właśnych doświadczeń i świadomości tego co wydarzy się dalej.

Życie to księga w której wiatr zdarzeń przewraca kolejne kartki minionych dni.

Tu jednak nie wiemy co wydarzy się za chwile przyszłość jest niespodzianką, która odkrywa przed nami powoli swoją tajemnice- tajemnice szczęścia i nieszczęścia, przyjaźni i rozczarowania, łez i radości, a fenomen owej tajemnicy polega na jej subiektywiźmie, bowiem to Ty a nie kto inny decydujesz jak odbierasz konkretną sytuacje. Ty określasz jak czujesz się z konkretną rzeczą i najpiekniejsze jest to że masz do tego prawo.

Jedno takie małe "Ale"

Owo prawo do subiektywizmu niesie za sobą także ryzyko. Bo jeśli to Ty decydujesz o tym jak postrzegasz dany fakt, osobę, sytuację, to również Ty będziesz ponosić za to odpowiedzialność.Tu weryfikatorem jest czas. On pozwala spojrzeć na wszystko uzupełniając obraz o kolejne elementy. I może się okazać że coś co widziałeś w określony sposób wcale takie nie jest- to właśnie owa odpowiedzialność, która może przyprawić o zawrót głowy, bo nic nie wiesz na pewno


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 38291
Osób: 37506
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017