Poszukiwania krainy szczęśliwości

logo

Rodem ze starożytnej filozofii, czytaj- rozmyślń ciąg dalszy;]
Notatkę dodano:2009-08-05 21:02:57

Czy istnieje coś takiego jak przeznaczenie?? Jakaś siła, która styka ludzi ze sobą, sprawia, zę dane zdarzenie kończy się tak ,a nie inaczej? Czy rzeczywiście mamy na wszystko wpływ? Obstaję ,odkąd tylko pamiętam, przy wersji, że moje losy są gdzieś z góry nakreślone. Może nie do końca sprecyzowane, ale część spraw, zwłaszcza tych istotnych, jest już zaplanowana. Jednocześnie wiem, że przcież do pewnego stopnia, każdy jest kowalem własnego losu. Ale czy życie to nie teatr, czy nie jesteśmy tylko  aktorami  grającymi swe role, jak to się w wielu teoriach przedstawiało już? Trochę chyba tak jest.Ja powiem więcej-cieszy mnie to. Nie chcę być odpowiedzialna za wszystko, co mnie spotyka. Pragnę mówić czasem: "Tak miało być, moja droga" . I tak właśnie sobie powtarzam. Szczególnie pomocna jest ta teoria w sprawach relacji damsko-męskich. Wierzę w dwie połówki-jabłka, pomarańczy ,czy co by to nie niało być. Mam wręcz pewność, że- jak pisze Twardowski- "jesteś samotny, bo jest ktoś" . Z tą myślą łatwiej jest żyć, funkcionować. Ma się wtedy marzenia, plany, sposób na życie, teorię swojego istnienia. Wiem, że żyję dla kogoś. Zasypiam z tą świadomością, budzę się z nią. Życie , co prawda, dostarcza mi codzień nowych wątpliwości, ale chyba takie jest jego założenie. Póki co, zgodnie ze słowami Mistrza- "zaufałam drodze", a przecież ona sama mnie poprowadzi....


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Póki co rozgrzewka. Z duchowymi zakwasami.
Notatkę dodano:2009-08-04 15:49:06

Brzydko za oknem.Otwarte  najszerzej jak się da. Nie jest mi zimno,raczej smutno od tej pogody. Ciężkie, szare chmury wiszą nad tą moją brzozą. I nade mną chyba też.  Wszoraj poduszka przyjęła kolejną porcję łez. Czemu tęskni się za osobami, które naszej uwagi są niegodne. Przypomniał mi się ten, który dał tyle wspomnień. Który zostawił mnie samą, kiedy był całym moim światem, przyczyną, skutkiem, motywacją.... Postąpił tak brutalnie, tak niemoralnie... Potraktował jak idiotkę. A jednak go brakuje. A jednak jest sentyment. Niepotrzebny? To swoją drogą. Uczucia ludzkie są skomplikowane. Trudne. Nie jestem  w stanie pojąć, czemu postępuję tak, a nie inaczej... Czy kiedyś poznam samą siebie? Nauczę się życia w taki sposób, by nie ranić własnych uczuć? Dzisiejsza refleksja- życie jest trudniejsze niż dla humanisty wszystkie przedmioty ścisłe  razem wzięte. I beznadziejnie jest być dorosłą, co zmusza do samodzielnego podejmowania decyzji- a co gorsza- brania za nie odpowiedzialności. Narazie uczę się tego wszystkiego. To jest katorga, ale wiem, że potrzebna.... Czuję się jak przyszły sportowiec, który zaczyna od bolesnych treningów, by osiągnąć sukces. Straszna jest świadomość, ze od tej chwili wszystko w moich rękach...


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Zrobiło się rodzinnnie...
Notatkę dodano:2009-08-02 10:58:17

Usiadłam sobie wygodnie w fotelu przed komputerem. Włączyłam ulubioną piosenkę. Uspokaja mnie, koi wewnętrzne urazy wszelkiej maści i rozwiewa  niepewności. Słucham jej i czuję, że kończą się moje problemy, że teraz mogę więcej, ze wszystko mi się uda i zaczynam  od nowa.Od zaraz. No coż, z brzmieniem ostatniej nuty kończy się mój optymizm. Ale to cała ja. Przez chwilę wiem, że góry mogę przenosić, a za moment zupełnie wątpię we własne możliwości.I wszystko znów jest szare. Dlatego mnie trzeba do walki umiejętnie motywować. Podsycać mój zapał pewnymi sztuczkami. Wtedy nie gaśnie... Do perfekcji tę czynność opanowała moja szanowna rodzicielka. Chyba właśnie z samej racji tego, że to ona wydała mnie na świat, jest w tym mistrzynią. To rodzinny psycholog, a mój osobisty terapeuta. Wie, co powiedzieć, żeby mnie podnieść na duchu, sprawić, bym podjęła jakieś kroki. Może i to troche terror, ale jeśli przynosi takie skutki, jak dotąd, zaczynam akceptować ten sposób wywierania presji;] Zna mnie najlepiej. I dziś myślę sobie, że chciałabym być taką matką dla swoich dzieci. Umieć z nimi o wszystkim rozmawiać. Nie mamy tematów tabu, jesteśmy otwarte, potarfimy dyskutować, kłócić się , płakać razem i śmiać ... Ale zawsze, co by się nie działo, jest przy mnie. Daje mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Sprawia, że mimo problemów i smutków, mam świadomość ważnej duchowj łączności. Daje mi wiarę, że póki jest, nie stanie mi się nic złgo. Póki mam rodzinę.Codziennie , kiedy idę spać i kiedy się budzę  dziękuję Bogu. Za wszystko. Ale przede wszystkim, za ludzi, którzy mnie otaczają. Wybrał mi najwspanialszych rodziców pod słońcem....

Patrzę przez okno. Jest brudne. Ale nie aż tak, by uniemożliwiać słońcu oświetlanie pokoju, w takiem razie- nie jest źle. Widze znów tę samą brzozę. Dziś zdaje się być pokłócona z wiatrem. Nie rozmawiają. Nie potrząsa jej gałązkami, nawet delikatnie ich nie dotyka.


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Dwa razy F , czyli Fantazyjne Farmazony;]
Notatkę dodano:2009-07-31 21:09:44

Ciężko pogodzić się z myślą, że ubiegłoroczne wakacje były weselsze, ciekawsze , że tak wiele mi dały, a te jak na złość przyprawiają mnie jedynie o rozstrój nerwowy. Bo  jak kiedyś wspomniałam, za dużo myślę. O tym, co zdawać na maturze, jaki wybrac temat prezentacji maturalnej, gdzie studiować, co chce robić w życiu, czy będę miała z kim pójść na studniówkę, czy zdam prawo jazdy i generalnie dokąd zmierza moje życie i jak ono będzie wyglądać. Jadąc dziś na rowerze  drogą przebiegającą wśród pól i łąk pomyślałam- nie chce opuszczać tych miejsc, chce mieć dom w takim zaciszu, kochanego męża i dzieci. W sumie, nie obraziłabym się, jakby mój wybranek był masażystą.... Jejku, ale by mi było dobrze;p Szanowny Panie, jeśli to czytasz, weź to pod uwagę:] Jakoś tak mi się to zawsze podobało. I on jeździłby do pracy ,a ja bym mogła w tym naszym ślicznym domku siedzieć. Najlepiej jakbym miała pracę , dla której nie musiałabym opuszczac swego azylu i dzieci i pracować w swoim zacisznym kąciku. Jakże smutne byłoby życie bez marzeń... :D Zawsze lubiłam bajki;] Zostało mi to do dziś, jak widać, tylko teraz nie babcia mi je wymyśla-robię to sama z wielką łatwością. Dzięki tym moim bajkom jednak, stwarzanym na własny użytek,jest mi znacznie łatwiej pokonac chwile słabości. Kiedy czuję, że zbliża się nostalgia, szybko wymyślam sobie piękny scenariusz mojej przyszłości. To jest najtańsza i najlepsza metoda na całe zło świata.  Ja wiem, ze niezbadane są wyroki Boskie wiem, ale i możliwości ludzkiego umysłu;]


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Nie dać się zwariować. Tylko tyle.
Notatkę dodano:2009-07-29 17:20:19

Przykro słuchać o obcym smutku, o tym, że ktoś cierpi, że mu źle , że mu ciężko. Bo ktoś nie wie , co dalej. I ja nie wiem. Ale odbieram każdym zmysłem, każdym swoim nerwem , jak gdyby ich zakończenia miałabym na wierzchu - tak bardzo boli mnie cudza krzywda. Człowiek sam nie potrafi sobie dać rady ztym, co się w jego dzieje głowie, a dookoła jest tylu ludzi z problemami, czasem jeszcze większymi. I ja to tak zbieram.... Nie potrafię się nie angażować, słyszeć, ale nie słuchać, co kto mówi. Nadwrażliwa chyba jestem. Czas uczy człowieka pokory, uczy go słuchać, ale nigdy znieczulić się na zło. Przynajmniej ja jestem oporna na to. No, może przyzwyczaiłam się do błędnego stwierdzenia na mój temat, a mianowicie, że jestem " pieprzoną feministką". Wzięłam to na klatę, choć jest ona raczej niezbyt pokaźnych rozmiarów. O, kolejna dobra sprawa- coraz bardziej akceptuję siebie i pozbywam się kompleksów. Śmieję się z samej siebie. Płaczę nad innymi. To chyba dobrze....


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Rozmyślań ciąg dalszy
Notatkę dodano:2009-07-28 17:54:26

Za oknem nieciekawie. Chmury wydają się takie ciężki, jakby mi się miały za moment zwalić na głowę. Wiatr energicznie porusza gałęziami drzew. Z krótkimi przerwami. Wygląda to tak, jakby się kłócili. Wiatr i ta brzoza za moim oknem... Kiedy porywczy i nerwowy podmuch ustaje , myślę sobie , że właśnie swoją kwestię próbuje wygłosić drzewo.  Pan wiatr jej słucha pokornie. Szanuje ją? Może. To tak jak w relacjach międzyludzkich, a jeszcze ściślej mówiąc- międzypłciowych. W pary łączą się czasem osoby o dwóch, całkiem odmiennych charakterach. Jednak trzeba umieć ze sobą rozmawiać. Pomimo swojej dumy, pomimo swojej charyzmy i tempetamentu dochodzić do porozumień, ale przede wszystkim- nauczyć się słuchać drugiej strony. Szanować jej zdanie- co nie oznacza od razu się z nim zgadzać. PO to są dyskusje, konfrontacje, kompromisy. Łatwo jest o tym pisać i udzielać rad nie będąc ani żoną, ani matką, ani nawet nie mając partnera. Ale potrzeba czasem zwrócić uwagę na palące problemy pokoleń.Na nieumiejętność bycia z kimś pomimo wielkiej miłości. A przecież różnice między ludźmi tak bardzo mogą urozmaicić relacje. Trzeba się tylko nauczyć je wykorzystywać. I przede wszystkim- respektować. Ze względu na to, że sama jestem bardzo impulsywna , potrzebuję obok kogoś logicznie myślącego. Statecznego i poważnego.  Kogoś, kto mnie poprowadzi, gdy stracę głowę, gdy stwierdzę, że nie daję sobie rady, chociaż zapewne będę mieć siłę. Kogoś, kto uświadomi mnie w tej sprawie, czy w innej. Silnym ramieniem wesprze. Kogoś, kto przewidzi skutki moich działań na tyle szybko, by zapobiec nieszczęśliwym zakończeniom. Potrzeba mi zatem opiekuna, doradcy- po prostu mężczyzny. Nie chcę tylko czuć, że ja kimś muszę się opiekować, że ktoś jest za mało dojrzały i mnie nie rozumie. To nie są duże wymagania. To są wymagania podstawowe, posiada je każda kobieta.

956be0023bb9642fa608f1d6b1b6b21a.jpeg

Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Refleksje o tym, o tamtym....
Notatkę dodano:2009-07-26 19:45:21

Wczoraj byłam na osiemnastce. Wróciłam z niej, jak na tego typu imprezę, stosunkowo wcześnie. Nie bawiłam się zbyt dobrze. Czułam się nieswojo. Przeżyłabym fakt, że towarzystwo niechętne było do integracji . Tak naprawdę jeszcze jakiś czas temu zakładałm, że na tą uroczystość wybiorę się u boku mojej osoby towarzyszącej. Niestety, jak to zwykle u mnie bywa, zostałam olana -kolokwielnie mówiąc. Ale to już było dawno. Otrząsnęłam się i wczoraj wróciły mi właśnie takie myśli- że przecież to miało inaczej wyglądać. Dziś wieczór taka przyjemna pogoda, a ja sama w domu. Nawet mi moja młodsza siostra wypomina , że wolę być w domu. Ona za to jest duszą towarzystwa. Nic nie poradzę, że różnimy się bardzo. Jestem chyba typową starszą siostrą, która stara się w czasie nieobecności matki stanowić wychowawczy filar. Wychodzi mi to jednak z różnym skutkiem, bo owa dzierlatka przechodzi niestety okres buntu. Nawet ja się tak nie zachowywałam. W ogóle czegoś takiego nie miałam. Byłam całkiem normalna i oszczędzałam raczej rodzicom zmartwień. Ona zaś jest ciągle w centrum zainteresowania. Jest odważna. Czasem zuchwała. Niekiedy pyskata. I po kim ona to ma...? Chociaż przyznam szczerze i otwarcie- zazdroszczę jej tej swobody działań, tych chwilowych braków hamulców, tej beztroski. Ja od zawsze byłam dojrzała. Wrażliwa. Ona nie martwi się tym, co mówi, ani tym jak mówią o niej. Jest sobą w każdej, nawet ekstremalnej sytuacji.

Odniosłam jednak jeden sukces. W ostatnim czasie, właśnie podczas jej burzy hormonów - stałam się jej autorytetem. Zważa na to co robię i jak,  by samej powielać to zachowanie. Może nie jestem aż tak beznadziejna. Ani aż tak sztywna. Może jestem nie najgorszą siostrą. Może moje metody wychowawcze przynoszą skutek;]? Co prawda nie udało mi się mieć strszego brata, o którym marzyłam, ale mam najcudowniejszą młodszą siostrę pod słońcem, która ku mojemu zdziwieniu, pomimo naszych bezustannych kłotni i różnicy zdań- zawsze stoi za mną murem, co by się nie działo. Odpłacam jej tym samym. W końcu kiedyś w życiu będziemy mieć tylko siebie...


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Znoje dnia codziennego...
Notatkę dodano:2009-07-24 14:04:04

No cóż. Oblałam pierwszy egzamin na prawo jazdy. Wiedziałam, ze nie zdam, bo sama bym sobie tego uprawnienia nie wydała, a co dopiero człowiek, który się na tym zna. Było mi jednak przykro. Po pierwsze- do tej pory zdawałam wszelkie egzaminy raczej, po drugie- miałam fantastycznego egzaminatora i gdybym lepiej jeźdiła na pewno nie byłby złośliwy. Nie pozwolił mi się stresować. Byłam wyluzowana i spokojna. Jednak nie jestem jeszcze kierowcą. I chyba nie będę. Dostałam możliwość zrobienia prawa jazdy od rodziców na osiemnastkę. Sama bym tych pieniędzy nie uzbierała- na kurs, na oblane egzaminy... Cieszyłam się początkowo. Podobała mi się jazda samochodem. teraz mam tego dość. Ale nie wolno się zniechęcac i poddawać. Będę zdawać do skutku. Teraz nie mogę się odpuścić. Przez to wszystko wróciłam do domu wczoraj nieżywa. Dodatkowo ośrodek egzaminacyjny jest na jednym końcu miasta ,przystanek mojego busa na drugim - a ja nie znałam miasta w ogóle. Musiałm jakoś tam dotrzeć, odszukać autobus który mnie tam dowiezie i podobne sprawy. Byłam tak nieprzytomna,że gdyby wszedł kanar, że tak brzydko powiem- nawet bym mu biletu nie pokazała, bo nie wiedziałam, gdzie go schowałam.Czułam się jak kosmitka. Z innego świata. Wczoraj miałam dzień przetrwania. Ciężki, stresujący, upalny, męczący. Ale wszystko w życiu jst potrzebne. Porażki trzeba umieć znosić ,mimo wiatru w oczy nie tracić nadziei. MOże uda się za drugim razem. A może za trzecim...Nie ja jedna;] Nikt kierowcą się nie rodzi. A już na pewno nie ja;D

7a40a60c060320b33008f86372279eac.jpeg

Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


I mają tu człowiekowi włosy nie wypadać.....Z cyklu- "Kobieta na zakręcie"
Notatkę dodano:2009-07-21 21:04:57

Doszłam do bardzo poważnego wniosku dotyczącego mojej mentalności- nie umiem żyć bez problemów. Nieistotne czy są poważne, prawdziwe czy może urojone. Ważne, żeby były. I już. Zgodnie z zasadą Uli Brzyduli- "Dobrze jak nie za dobrze". Kiedy pozbyłam się żalu, tęsknoty, smutku i generalnie niezadowolenia po niekoniecznie ciekawych i zakończonych happy endem znajomościach, kiedy uporałam się sama ze sobą i doznałam olśnienia, że jednak można żyć samemu i cieszyć się każdą chwilą, czekać na szczęście cierpliwie, bo przecież kiedyś się jednak pojawi-znalazłam nowy problem. A może wykopałam go gdzieś z zakamarków mojego umysłu. Są gdzieś we mnie duże ilości uśpionych obaw. Drzemią jak wulkany. Przez jakiś czas nie dają o sobie zanć,a ja żyję sobie dzięki temu dosyć przyjemnie, chciałoby się rzec - sielsko. Niestety idylla trwać długo nie ma prawa, więc "wulkan- zmartwienie" budzi się za jakiś czas. Czy ma jakąś wybraną porę? Skądże. Działa z zaskoczenia. Tak niespodziewanie , że nie jestem  w stanie zrozumić czemu znów się martwię. Po prostu budzę się strapiona. Ale do meritum... Teraz przyszedł czas na utrapienia z cyklu- szkoła, życie , przyszłość. W moim przypadku świetlana się nie zapowiada. Jestem w klasie humanistycznej. Uczę się przede wszyskim WOS-u , historii i jezyka naszego ojczystego. Od września w klasie maturalnej . Nie marzę o studiowaniu prawa jak połowa moich znajomych "po fachu". Nigdy mnie to nawet nie pociągało. Nie nadaję się do tego zupełnie. Za to marzę o pracy psychologa lub chociażby jakiegoś pedagoga. Chcę pracować z dziećmi. Wiadomo jednak ,ilu absolwentów szkół średnich wybiera w dalszej edukacji te właśnie kierunki. Nie jestem wyjątkiem. Babcia boi się o moje bezrobocie ,a z kolei szanowana przeze mnie niesamowicie profesorka- i nie ma w tym kszty ironii - twierdzi, że w każdej dziedzinie można się wybić. Byle to lubić i się spełniać w zawodzie. Moja matura niesie za sobą konieczność wybrania przedmiou dodatkowego. Co wybrać? WOS, a może jednak historię? Jedno lepsze od drugiego. Oba przedmioty mnie przerażają. I nie chodzi o to, że źle mi idą w szkole, ale mają tak niską zdawalność, że trzęsę się na samą myśl. Pytanie o właściwy przedmiot maturalny padło z mojej strony nie po to, żeby się poradzić, bo każdy i tak będzie swoje myślał, ale poto by pokazać jak wiele mam dylematów. Czuję się, jakbym stała na rozstaju. Muszę podjąć tyle istotnych decyzji a czuję się zagubiona. Wręcz inna. Wiekszość wie, co chce robić w życiu, gdzie będą studiować, jakie przedmioty zdawać. Kierunki wybrane, przyszłość zaplanowana. A ja? Nie wiem, co zrobić ze swoim życiem, by nie żałować postawionych kroków. Nie oczekuję wiele. Nie zamierzam spać w życiu na pieniądzach. Szastać nimi ani trwonić ich. Nie nastawiam się na wystawne życie. Na comiesięczne kokosy. Nie chcę tylko żyć ze świadomością, że sama zrobiłam sobie krzywdę, że popełniłam błąd,a przecież mogło być inaczej. Półmetek wakacji zmusza mnie do takich refleksji- to dowód na to, że nie umiem żyć w stanie spokoju umysłu i ducha. Muszę sobie nabijać głowę sukcesywnie.

A dodatkowo czeka mnie egzamin na prawo jazdy , którego i tak pewnie nie zdam, bo będę się trzęsła jak galareta. I pomylę z tego wszystkiego prawą stronę z lewą, pedał hamulca z gazem , przejadę na czerwonym i na deser wymuszę pierwszeństo. Kto mnie zna to wie, ze do wszystkiego jestem zdolna.

 


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Zaskoczenie na rowerze;]
Notatkę dodano:2009-07-19 11:08:45

Gardło boli mnie tak bardzo , że nie mogę nic przełknąć. Nie spałam w nocy z bólu... Przewiało mnie w samochodzie i teraz płacę za swoją głupote. Na dodatek poobijałam się jak grałam w siatkówkę i każdy mięsień czuję.... Ale przypomniała mi się  jedna miła sytuacja. Jechałam wczoraj rowerem. Mijałam jakiegoś chłopaka, też na dwukołowcu;] Był uśmiechnięty. A mnie od razu przepełniła taka euforia , że całą drogę przebyłam wyprostowana i uśmiechnięta od ucha do ucha. Przepełniło mnie jakieś szczęście. Niezwykła radość. Czemu??Nie wiem, do tej pory się zastanawiam. To było takie przyjemne...Pomyślałam- a może to taki mój Anioł Stróż był. Ziemski. Nawet mu się nie przyjrzałam. A może ... To Ty byłeś , Szanowny Panie? Minęłam być może swoją drugą połówkę i to tak na mnie zadziałało;] spotkamy się za jakiś czas dopiero, może to okaże się prawdą;D A tak poważnie już- nigdy w życiu nie czułam się tak szczęśliwa bez powodu. Uczucie to niezwykłe. Fenomenalne.

Ogromną siłę ma też uśmiech. Bezinteresowny. Nawet od obcego. Warto czasem podnieść kąciki ust dla kogoś, ot tak. Być może zadziała to jak plaster na ranę. Ukoi czyjeś zbolałe serce, sprawi, ze obcy nam człowiemk odwzajemni uśmiech. Do tego ogromna satysfakcja;]


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Moje książki

Licznik

Odsłon: 48783
Osób: 47653