Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

TEMPERATURA ŚRODKA
Notatkę dodano:2013-04-01 12:35:33

 

Moje dni mijają , z codziennością odbijającą się niczym czkawka . Kolejny, kolejny, następny, podobne pomimo upływającego czasu. Święta stanowią niejaki przerywnik , inność chwil. W moich odczuciach nie jest to czas , na który czekam z utęsknieniem. Otoczka tradycji nie przyciąga, wiara, może zbyt słaba nie daje wsparcia i identyfikowania się z tym czasem . Najczęściej pragnę po prostu aby już minęły , skończyły się a ich miejsce zajął normalny czas zwyczajnego życia. Może być ,to moje odczuwanie świąt zarówno grudniowych ,jak i tych najczęściej przypadających na wiosnę kogoś będzie raziło, będę niczym osoba potrzebująca egzorcyzmów. Święta katolickie powinny wzmacniać wiarę , powinny budować identyfikację z nią , dać poczucie wspólnoty z kościołem. Nie ma tego we mnie.  Zapewne dużo mojej winy ,że nie uczestniczę systematycznie w przygotowujących do świąt ,w trakcie wielkiego postu mszach i rekolekcjach. Moje tłumaczenie będzie można prostymi argumentami obalić i staną się tylko płytką wymówką . W całej swojej butności nie mam zamiaru ani się korzyć przed kimkolwiek ani usprawiedliwiać . Jest tak jak jest ,i choć zachowujemy pewne rytuały nie ma w tych świątecznych chwilach mocy ,która przełoży się na moje późniejsze życie i działanie. Fakt ,że pracuję w każde świąteczne dni , nie pomaga. Powoduje raczej ,że czas świąteczny staje się normalnym dniem. Święta odczuwam mało odświętnie . Nie tęsknię za nimi ,nie oczekuję , chcę przetrwać bezboleśnie. Moja wiara dziurawa i szczątkowo traktująca sprawy najważniejsze. Nie ma we mnie ognia, ktoś kiedyś mówił,że lepiej być zimnym niż letnim. A ja niestety należę do tych letnich, nie ogniście za ani przeciw , nie zimnych ale właśnie letnich. Ta temperatura wiary nie jest optymalna , nie daje iskry ,która przedkładać się będzie na wychowanie moich dzieci. Bo jak mam przekazać swoją wiarę skoro ona taka na pół gwizdka, nie zaangażowana , letnia.

 W życiu potrafię prowadzić ogniste spory , być ogniem w relacjach międzyludzkich , ogarnąć chaos codzienności , pogodzić różne życiowe sprawy a nie potrafię stać się gorącą ,wierzącą bez znaku zapytania katoliczką . Nie umiem , nie dążę do zgłębienia, tłumacząc się brakiem czasu , innymi ważnymi sprawami . Mam świadomość ,że to tylko nędzna wymówka , bo jeślibym tylko poczuła zew ku temu zgłębieniu robiłabym wszystko ,aby pokonać wszelkie przeszkody . Ale brak impulsu. Nie błysnęła iskra . Podświadomie czekam na nią . Chciałabym bez żadnych pytań i wątpliwości po prostu uwierzyć . Każda próba przerobienia mnie budzi opór i argumenty ,w moim mniemaniu ważkie i nie do pobicia .A może nie trafiłam do tej pory na kogoś ,kto cierpliwie wysłuchałby i próbował innymi kontrargumentami mnie pokonać . A może Bóg w całej swojej wielkości chce bym była akurat taka jaką jestem , taka wątpiąca, niepewna . Może potrzeba takich jak ja aby tworzyć tło dla tych niewielu, lepszych , żeby dzięki kontrastowi ze mną mogli stać się świętymi . Ja czysto po ludzku bez odchyleń , ciężkich grzechów , zwyczajna ,wątpiąca żyję nie krzywdząc innych a zarazem nie chcę być krzywdzona zbytnim natłokiem religijności , pruderią , która widzi zła więcej niż jego jest w rzeczywistości. Dano mi w jakiejś dobroduszności wolny wybór z ukazaniem kierunku i niech tak będzie ,że z tego wyboru będę korzystać tak jak mi to odpowiada.

 


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


USPRAWIEDLIWIENIE ABSENCJI
Notatkę dodano:2013-03-28 21:30:10

Długi ten dzisiejszy dzień był dla mnie ,choć wolny od obowiązków zawodowych. Zmęczenie zaczyna ogarniać całe moje ciało . Zapewne kiedy dziecko pójdzie spać , ja uporam się z każdą niesamowicie potrzebną czynnością , i w chwili ,kiedy położę głowę na poduszkę już odpłynę. Moje zasypianie po takich dniach trwa sekundę , przybieram poziomą pozycję i w tym samym momencie usypiam. Mój mąż śmieje się z tego ,jak to się dzieje , bo u niego to proces dłuższy, otoczony pewnym rytuałem. Nie wiem jaka tego przyczyna ,że nie potrafię spać długo , a nakazywane siedem, osiem godzin jest dla mnie nieosiągalne. Może szybciej się regeneruję i nie ma takiej potrzeby aby tyle trwał mój nocny wypoczynek . Dziś jednak moje ciało mówi całym jestestwem : spać . I jeszcze chwila i wysłucham, oraz wprowadzę w czyn. Są dni ,kiedy pomimo dużych nakładów pracy nie wszystko uda się zrobić . Przez parę dni będę nieobecna. Dojeżdżanie do pracy zmusza mnie do szukania alternatyw ,i rozwiązań ,kiedy nie mam czym do niej się dostać . Ponadto zbliżają się święta , a to jest zawsze pretekstem do zwalenia się na głowę mojej mamie.

Ja pracuję w piątek, sobotę i niedzielę, więc to moje świętowanie będzie krótsze , a pobyt w rodzinnym domu dzięki pracy też niepełny. Święta miną i rozpocznie się kolejny miesiąc . Mam pewne plany , które choć jeszcze odległe z każdym dniem ,zbliżają się do swojej realizacji . Oby tylko chochlik losu nie pozmieniał planów jak to przeważnie wobec mnie czyni .

Kończę swój dzień . Kiedy wrócę , może poczynię pewne obserwacje i zawrę je tu ,dla pamięci , dla porównań, dla siebie. Zresztą kto wie co wydarzy się przez dwa ,trzy dni mojej nieobecności.

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ŻYCZENIE NA PRZYSZŁOŚĆ
Notatkę dodano:2013-03-27 19:25:03

 

Kolejny dzień ,jeszcze w całej swojej pełni , nie do końca można określić jego wartość. Zanim wkleję tą notkę, już będzie wiadomo ,czy warto było go przeżyć .Zresztą jaki miałam wybór wstając przed świtem . Z góry zakładam ,że mój dzień będzie dobry , czasami moja przepowiednia się sprawdza a czasami dzieje się zupełnie inaczej niż sobie zaplanowałam . Jaki mamy wpływ na swoje życie , lata , miesiące ,dni. Wydaje się że wielki a zarazem nikły. Nasze wybory, decyzje choć w chwili ich podejmowania wydają się słuszne, już po momencie zdają się zupełnie nietrafione. Chcemy jak najlepiej , wybieramy starannie czasami zaślepieni uczuciem gubimy gdzieś zdrowy rozsądek . Mi się udało,opatrzność właściwie pokierowała moim wyborem partnera życiowego. Jednak obserwuję znajomych , sąsiadów , obce pary małżeńskie i ten obraz nie jest już tak sielankowy. A przecież w swojej przytłaczającej większości łączyło ich kiedyś uczucie. Miłość , aż po grób. Okazuje się że jak najbardziej po grób, ale miłości ,pogrzebanej za życia . Brakło cierpliwości , elastyczności, porozumienia. Stają się ci ,nie tak dawno zakochani, obcy , wrogo do siebie nastawieni , znają słabe strony to w nie gryzą pełni jadu i w pełni świadomi zadawanego bólu. Takie ranienie najbardziej boli . Ranią się , sprawiają ból , stają się obojętni na siebie , czasami trzyma ich przy sobie dziecko , czasami sprawy majątkowe. Żyją obok , chcieliby stać się na powrót obcymi sobie a brakuje sił do wyswobodzenia z więzów. Przyzwyczajenie do obłego życia. Bez radości , bez zaufania ,bez miłości. Puste życie obok. Mam znajomą ,która kiedyś przez przypadek była światkiem mojej rozmowy telefonicznej z mężem. Dla mnie nic ciekawego , zwykła rozmowa , zrozumienie w pół słowa, troszkę śmiechu , jakieś wskazówki ,przekazane wieści . Codziennie parę takich rozmów przeprowadzam w miarę możliwości czasowych. A ona stała , milcząca , dziwnie mi się przyglądając, po skończonej mojej rozmowie nie wytrzymała. „Jak wy fajnie ze sobą rozmawiacie” . To były jej słowa , których nie mogłam pojąć, bo nic szczególnego nie było w tej konwersacji. Opowiedziała mi o swoim mężu , relacjach , zimnych i chłodnych. Wypalenie, pustka. Są ze sobą choć ciąży jej to , nie potrafi zmienić monolitu męża , stara się nie zauważać , udawać ,że przywykła.

Zimne mury , wygaszone domowe ognisko , i ucieczka ,kiedy tylko się da, tam gdzie można ogrzać się ciepłem innych. Smutne to i nie odosobnione. Takich związków wiele , choć o nich

nie wiemy , milczące przyzwyczajenie do obojętności . Obserwuję , budzą mój smutek a zarazem ukazują moje relacje w innym świetle. Dają odczuć szczęście i wdzięczność ,że jest tak dobrze . Jego hasło :”kocham cię” i mój niezmienny odzew kończący każdą telefoniczną rozmowę :”ja ciebie też”. To nie tylko słowa tworzą dobry związek . Słowa za którymi są czyny, takie malutkie, codzienne. Umyte przez mężczyznę okna , i ona z tego się cieszy. Zauważony brak cytryn do jego herbaty,jej zakup i on wie, że jest tą codziennością w jej myślach.

Nie chcę nikogo przekonywać ,że nasz związek jest ideałem i każda jego minuta była sielankowa. Jak każdy mamy za sobą wachlarz różnorodnych godzin i tych lepszych i tych gorszych . Każda jednak z nich opatrzona plastrem miłości ,spędzona razem . Wspólny śmiech , ocierane z łez oczy . Zwykłe życie . Może ktoś ,kiedyś na nas popatrzy podobnie jak ja patrzę na staruszków trwających przy sobie. Będących razem nie dlatego ,że nie warto zaczynać od nowa inaczej i z kimś innym , a dlatego ,że największa wartość ich życia ,to ta druga osoba. Przy niej pokryli się zmarszczkami, ruchy zniedołężniały, ich włosy posiwiały o oni ciągle widzą w tej drugiej osobie piękną młodą istotę . Nie biegną na spotkanie, powolutku wspierając się idą w nieznane razem . Tak właśnie chcę . Może akurat taki scenariusz mi przypisany ,nie wiem ,choć bardzo pragnę aby taki był.

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


OCHRONNY PARASOL NIEWIARY
Notatkę dodano:2013-03-26 21:51:59

 

Schowana za rozmytymi chmurami tarcza księżyca wycisza mnie i uspokaja . Stając się antidotum na złe emocje a zarazem dając potwierdzenie słuszności moich rozmyślań.

Wczoraj pisałam o odwadze mojego syna ,który wybiera się w nieznane w celach zarobkowych. Ja przyjęłam to z uczuciem radości ,że stać go na odwagę . Że potrafi zrobić krok w nieznane, zaryzykować. Żeby stworzyć tu niejaki obraz sytuacji ,nakreślę pokrótce realia w których żyję i które mnie otaczają . Mój starszy syn jest oczkiem w głowie , najbardziej ukochanym wnukiem mojej mamy. Czasami jej stosunek wobec niego jest chorobliwie przesycony kwoczą opiekuńczością i ślepym zapatrzeniem . Tworzą się relacje nie babcia – wnuk tylko coś na wzór matka – syn. Bezkrytyczne uwielbienie i niejakie traktowanie go jak najukochańszego syna ,którego nigdy nie miała. Swoim zachowaniem stara się w miarę możliwości objąć jak największą ochroną , usprawiedliwia i pozwala na wszystko . Dyskredytuje mnie jako matkę ,co ja zabronię ona na to zezwoli , musi być lepsza ode mnie ,krytykując moje relacje z synem, moje sposoby wychowania . Od kiedy syn jest pełnoletni spod jej wpływu powoli, na ile mu to wygodnie się uwalniał. Obecnie podjął decyzję ,o której zmianę moja mama zaczęła istną batalię. Od głodu, poprzez brak noclegu doszła w swoich konfabulacjach do wizji kryminału . Oczywiście w jej mniemaniu nam rodzicom jest na rękę ,że pozbędziemy się syna . Takie słowa bolą , są niesprawiedliwe a moje argumenty trafiają na mur niezrozumienia i blokady ,która wyłącza jakiekolwiek możliwości perswazji. Mowa bez umiejętności wysłuchania drugiej strony.  Wszystko opiera się na czarnych wizjach przyszłości , problemach ,klęskach .

Nie uda się , nie da rady , świat się zawali . Ma tu pracę ,byt,a tam …

Podobne słowa przez całe dzieciństwo mnie prześladowały obniżając moją wartość. Uwierzyłam , że lepiej po cichutku , skromnie , bez wychylania . Uwierzyłam, że nie dam rady, a co za tym idzie, jestem mniej wartościowa niż ci, którzy próbują i którym jednak się udaje . Ze strachu przed porażką nie próbowałam .Ze strachu przed ryzykiem nie dawałam sobie szansy, od razu przekreślając swoje możliwości . Mniejsza wartość . Wiara w brak predyspozycji, w dominację słabości zabija możliwości, przekreśla szansy, które czekają, nigdy się nie doczekując realizacji.

Dzięki maleńkim sukcesom, osobom, które zauważyły mój potencjał , najważniejszej osobie, która mnie utwierdza w mojej wyjątkowości i możliwościach skruszyłam otoczkę niewiary w swoje moce. Wierzę, choć z oporami . Ryzykuję w małych rzeczach , choć kosztuje mnie to wiele przemyśleń i bezsennych nocy. Mam świadomość, że mogę, potrafię , dam radę a zarazem gdzieś kołacze się myśl, narastająca w miarę upływu czasu : inni są lepsi, nie ma co próbować.

Wiara góry przenosi , wiara w siebie daje możliwości powodzenia.

Patrzę na księżyc, daleki, nieosiągalny a jednak ktoś wierzył że się uda do niego dotrzeć . Inny uwierzył że będzie tym, który dotrze i dokonał tego .

Najpierw trzeba uwierzyć w siebie a później można już dokonać wszystko.

 


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


STOPNIOWANIE PROBLEMÓW
Notatkę dodano:2013-03-25 18:50:01

 

Każdy czas ma swoje dylematy , budzimy się i zaczynamy od zastanawiania :w co się ubrać ?,może jeszcze w szlafroku , z powziętą decyzją w kwestii odzieży ,wyskakuje następne pytanie : co zjeść na śniadanie? . I tak sobie małymi kroczkami pytając i udzielając odpowiedzi coraz głębiej w dzień wchodzimy . Na każdym kroku, mały znak zapytania, zastanowienie i odpowiedź. Czas dany na decyzję w zależności od jej wagi to moment, mrugnięcie okiem a czasami podjęcie decyzji bez tego mrugnięcia. Waga dylematu równa się czasowi na podjęcie decyzji. Robimy coś machinalnie , mechanicznie , kierowani przez przyzwyczajenie, odruch. Bywają jednak decyzje wymagające od nas większych przemyśleń, głębszego zastanowienia.   Czasami nasze decyzje rzutują na całe przyszłe życie.

  Jednym małym TAK , możemy dać sobie szansę lub pogrążyć się w marazmie. Są decyzje, których wynik ,choć problem dogłębnie przemyślany ,nie jest wiadomy. Wiatr historii, rzeczywistość , nawyki i naciski wychowania , piętno wewnętrznych słabości oraz pokrętne fatum potrafią zagmatwać i sprawić, że efektu nie jesteśmy w stanie przewidzieć . Loteria . Ślepy los ,który choć dając nadzieję na dobre rozwiązania czasami niczym chochlik wszystko pozmienia i z czegoś, co miało być dobre wychodzi sprawa ,o której chcielibyśmy na zawsze zapomnieć, a coś co nic nie znaczyło ,staje się najważniejszą rzeczą w życiu. Nie wiemy jak potoczą się nasze sprawy choćbyśmy przemyśleli je wielokroć ,wgryzając się w temat z każdej możliwej strony. I ani sami nie umiemy przewidzieć wyniku, ani nikt z postronnych nie pomoże .

Umiejętność powzięcia decyzji w dużej mierze zależy od stopnia ryzykanta w osobniku podejmującym decyzję. Są ludzie,którym wyruszenie na drugi koniec świata nie sprawia żadnego kłopotu a ich pytaniem będzie ,kiedy? A są i tacy ,którzy zanim wyjdą do kiosku po gazetę wracają się parokrotnie ,za każdym razem z nowym problemem,który powoduje ten powrót. I tak w każdej życiowej decyzji , jest ryzyko, a od nas zależy czy je podejmiemy. Czy przyjmiemy rękawicę rzuconą przez los, czy będziemy udawać ,że jej nie widzimy.

Nie jestem ryzykantką . Realistką, wahającą się ,twardo stojącą na nogach życiową maruderką , ale w najmniejszym stopniu nie ryzykantką . Zdarza się zrobić coś podbarwionego szaleństwem, w odruchu impulsu, aby spróbować , aby skosztować ale nie robię z życiem zakładów stawiając na szali swój byt, dobro rodziny. Jest w tym moim działaniu jakiś strach ,że się nie uda, że poniosę porażkę , klęska nie da ponownie wstać na proste nogi. I nie ryzykuję . Przyzwyczajona do swojego sposobu życia, bez adrenaliny ryzyka ,zaczynam każdy swój dzień prosto i tak samo kończę . Nie szukam wyzwań , nie podejmuję rękawicy , żyję swoją codziennością , w której mi nie najgorzej. Wiem ,że na niektóre decyzje jest już za późno , musiałabym w celu realizacji przesadzać całe swoje życie, na inny grunt ,który nie wiadomo co by mi w zamian ofiarował. Prościej nie szukać , nie ryzykować ,żyć dalej po swojemu.

Mój starszy syn, inne pokolenie , bardziej otwarte na walkę z życiowymi dylematami , właśnie schyla się po rękawicę rzuconą przez los. Po trzech latach pracy,zwalnia się z niej i planuje wyjazd do Niemiec . Nie zna języka, nie wie dokładnie co to za praca, ale stawia czoło do walki i swój dylemat rozwiązuje ryzykując z nadzieją ,że się uda . Może to tak ,że ja się za niego obawiam , ja mam dylematy, ja się waham a on z odwagą bierze się z życiem za bary. Niech spróbuje , będę trzymać kciuki za powodzenie choć będę się też o niego obawiać . Tak po matczynemu ,z ubocza troszkę podziwiając że potrafi zostawić strachy ,które mnie jakoś zawsze się kurczowo trzymały przy podejmowaniu decyzji.

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


PEŁNA NIEDZIELA
Notatkę dodano:2013-03-24 21:31:25

 

Szkarłatnie zachodzące słońce zabrało za zasłonięty budynkami horyzont ,cały blask w poświacie ,która zmieniała się wraz z uchodzącym w niepamięć kolejnym dniem. Po całej czerwoności nie został najmniejszy nawet ślad, choć była , widziałam ją ,patrzyłam zauroczona żywością koloru ,innością od królującej bieli i szarości . Kontrast i uroda tego zjawiska jeszcze lśni w mojej pamięci. Podobnie znika mijająca właśnie niedziela palmowa. Mój wolny od pracy zawodowej dzień . W przyszłą niedzielę nie będę mieć luksusu wolnego dnia, pomimo świąt , pomimo tego,że bardzo by się chciało usiąść razem z rodziną do tego jedynego w roku wielkanocnego śniadania. Harmonogram świąt będzie okrojony z rodzinnych chwil, tak od wielu lat wygląda moje życie . Okrojone z chwil. Brakujące momenty ,których nigdy się nie nadrobi. Niedziele ,kiedy rodziny jedzą wspólne śniadania, kiedy rozkoszują się swoją wspólną obecnością, spacery, świąteczne wizyty ,które pocięte moją skróconą bytnością lub jej brakiem . Tak mi się układa. Nie jestem jedyna , wmówiłam sobie przyzwyczajenie, uwierzyłam ,że to do strawienia i przywyknięcia. Czasami wewnętrznie się buntuję , a może czuję się zniechęcona ,kiedy idąc do pracy w świąteczne dni mijam na swojej drodze roześmiane rodziny . Też by się tak chciało . Jest inaczej , przyjęłam,że ani gorzej ani lepiej . Po prostu inaczej . Inna wartość niedzieli , kiedy jest ona dla mnie wolna . Święto . A święto trzeba uczcić , trzeba się do niego przygotować, żeby nie latać w ten dzień za brakującą do obiadu śmietaną , czy też makaronem . Staram się nie robić zakupów w swoje święto. Niech i w sklepie ode mnie odpoczną . Pracowałam kiedyś przez parę lat w sieciowym sklepie. Były to czasy ,kiedy jeszcze przepisy nie chroniły w święta roczne pracowników, każąc im pracować dla dobra kapitalistycznych właścicieli. I tak pracowało się w drugi dzień świąt Wielkiej nocy lub Bożego Narodzenia. Miałam okazję napatrzyć się jakie ludzie mają w tym czasie potrzeby . Czego nie zdążyli zakupić przed świętami . Nie były to zakupy ,które skazałyby na śmierć głodową przez te dwa dni . Moim odczuciem po tych obserwacjach było spostrzeżenie ,że rzecz ,która była tym klientom najbardziej potrzebna to coś co na żadnej sklepowej półce nie leży, nie jest sprzedawana ani na wagę ani na litry, w żadnej postaci nie do dostania. Poczucie człowieczeństwa i odrobina rozsądku. Poszanowanie innych ,ich pracy ich obowiązku przyjścia wtedy, kiedy ty kliencie masz swoje wolne od pracy. Ty ,robiący zakupy w niedzielę , zastanów się czy naprawdę nie znajdziesz czasu na tę czynność kiedy indziej , czy jest to naprawdę konieczność . Masz wybór i z niego korzystasz , tego wyboru nie ma osoba po drugiej stronie lady więc ją szanuj , bo ona nie miała takiej możliwości jak ty ,aby wyspać się , zjeść wspólne z rodziną śniadanie .Pomyślmy czasami i postawmy się na miejscu osoby ,która dyżuruje ,pracuje, spełnia obowiązki .Niedziela dobiega swojego kresu, jutro zaczynam kolejny dzień pracy .Roboczy zwykły poniedziałek .

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


MORDERSTWO DOKONANE NA CZASIE
Notatkę dodano:2013-03-23 19:10:10

 

Mijanie, omijanie ,rozmijanie,wymijanie ,przemijanie...Niby podobne ,a jeśli dogłębnie się wgryźć w każde z nich znaczą coś odrobinę innego. Mój dzień powszedni , a często bywa także ten odświętny, polega na mijaniu a zarazem przemijaniu . To drugie to każdemu niechybnie pisane. A pierwsze ,cóż , taka potrzeba, obowiązki i zwykłe życiowe sprawy. Jest już całkiem jasny poranek , aura zimowa – bez zmian. Mąż wyjechał do pracy a ja korzystając z cichości tego czasu skreślam parę słów.

Za tydzień święta , choć każda marketowa ulotka o tym mówi umieszczając na pierwszej stronie przeważnie ogromne pisanki, baranki,zające nikt jakby nie czuł atmosfery tego czasu. Za oknami pejzaż bliższy grudniowym świętom niż tym,które mają za chwileczkę nastąpić .

Kaliber postu w swojej ograniczoności i umartwianiu też złagodniał, mało kto pilnuje aby trzymać się go ściśle . Iluzja mięsa we współczesnych wędlinach , niejednemu każe zapominać o poście. Wyrób mięsnopodobny, trudny do zakwalifikowania jako mięso nie przymusza do zachowywania bezmięsnych posiłków. Spowszedniało spożycie różnych wypełniaczy, które za niewielkie pieniądze przeciętny Polak kupuje i tym karmi siebie i rodzinę, zapominając,że je mięso. Umartwianie i trzymanie się reguł ,które niegdyś przestrzegane obecnie stały się anachronizmem i przeżytkiem ,z którym nie w parze współczesnym .

We wstępie wymieniłam parę wyrazów ,z których jeden z nich po półgodzinie od wyjścia męża do pracy już zaczął mnie prześladować . Rozmijanie . Tym razem rozminęły się plany na ten dzień z tym co los w swoim ślepym rozdaniu podsunął.

Delikatne pukanie do drzwi ...otwieram ….mąż z nowiną ,że parę kilometrów od domu samochód odmówił posłuszeństwa. Ot ironia losu . Nie ma dodatkowej pracy w wolną sobotę , a jest dodatek w postaci kłopotu. Zmiana planów , inne rozwiązania , ostatnio to norma . Niedługo przywyknę ,i jeśli nic mi nie stanie na przeszkodzie zapewne będę czuć dyskomfort. Życie uczy pokory . Pokora zgina najbardziej harde karki .

Moje plany wyjazdu do miasta , choć w lekko zmienionej wersji musiałam doprowadzić do spełnienia. Komuś coś obiecałam , słowo droższe pieniędzy ,muszę dotrzymać , choćbym miała iść osiemnaście kilometrów na piechotę . Są busy , trudno spędzę bezcelowe cztery godziny , choć mogłabym załatwić wszystko w pół. Mróz nie skłania do spacerów aż takiej długości , jednak czasami coś ważniejsze od czegoś , a moja obietnica tym razem jest priorytetem.

 Załatwiłam co było do załatwienia i zaczęłam zabijać czas .Bezkrwawe zabójstwo czasu. Czas przypomniał mi ,że mój zegarek potrzebuje mojej troski bo jego sekundowa wskazówka zamiast odliczać moje ułamki minut luźno się porusza w sobie tylko wiadomych kierunkach. Trzeba znaleźć lekarza , który pomoże . Wszyscy zegarmistrzowie to starsze osoby . Za parę lat zniknie z mojego miasta ta profesja. Pierwsza pani do której trafiłam, na wspomnienie swojego syna ,który jeszcze parę lat temu leczył moje czasomierze i pilnował zegarmistrzowskiego interesu rozpłakała się widząc we mnie osobę ,która wysłucha . Zegarkowi nie potrafiła pomóc, ale po babsku obie ,ona sporo ode mnie starsza i ja obca dla niej, uroniłyśmy łzy,które czasami dużo mówią bez słów. Nie zawsze słowa są potrzebne , nie zawsze pomagają . Czasami łzy dają nam kobietom więcej porozumienia od słów.

Spadły łzy, rozeszły się nasze drogi ,a nić czegoś została ,u mnie ,nie wiem czy u tej pani też.

U kolejnego starszego lekarza zegarkowego ,mój czasomierz znalazł ukojenie, a ja mogłam spokojnie dalej zabijać czas do wyjazdu i powrotu do domu.

W domu zabijanie czasu jest inne ,bardziej produktywne , efektywne , zwłaszcza teraz przed zbliżającymi się świętami .

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


WIELKIE WYJŚCIE SŁÓW
Notatkę dodano:2013-03-22 20:49:46

Kolejny dzień przecięty pracą kończy się ,wieczór zaprasza na chwilę spokojnego wytchnienia. Wyrwana kartka z marcowej zimowej wiosny. Rozpoczęła się ta wiosna , bez żadnych oznak , pusta nazwa , nic nie znaczące słowa. Lubię słowa , ich różne kombinacje , wieloznaczności , bliskoznaczności . Od młodego wieku zaczytywałam się w książkach , moja mama ,choć sama nie błyszczała w tej dziedzinie przykładem nakłaniała mnie mówiąc, że to rozwija umiejętności ,powiększa zasób słów. Były to dla mnie puste słowa. Jakoś nie szczególnie odczuwałam to przemożne działanie na siebie. Wielkiego rozwoju też nie zauważałam , ale czytałam dla samej siebie. Książki dawały zapomnienie porażek, kompleksów, pobudzały wyobraźnię . W krótki ,prosty i bezproblemowy sposób momentalnie odnajdywałam się gdzieś , gdzie nigdy nie byłam. Stawałam się kimś innym , obserwatorem czegoś co zawsze było w realnym świecie innych nie moim. Czasami zazdrościłam , bywało ,uroniłam łzę , lub zalewałam się nimi w wielkiej tajemnicy przed otoczeniem. Inny świat , podobnie jak ta wiosna ,która całkiem inna niż się spodziewamy i oczekujemy. Nierzeczywista . Świat książek ,które mnie pochłaniały w całym arsenale nurtów, stylów , tematów też był właśnie taki nierzeczywisty, nierealny choć przenosiłam się tam , zaniedbując to, co trzeba było zrobić w realnym tu i teraz. Zamiast uczyć się beznamiętnych wzorów matematycznych , regułek fizycznych czy zlepków pierwiastków w chemii w tajemnicy , przed całym światem odkrywałam literaturę w różnych jej smakach . Aromat przygód , smakowitość innych krajów, nieosiągalne przelane na papier tam i kiedyś. Jakże inne od mojego tu i teraz , kiedy trzeba wyuczyć się czegoś, co w żaden sposób nie chciało wejść do głowy. Co nigdy nie było tak ciekawe jak książka schowana pod podręcznikami i ukradkiem czytana, kradnąc czas przeznaczony na naukę. Sztuka kamuflażu czytania udającego naukę była opanowana przeze mnie do perfekcji. Nie przypominam sobie sytuacji ,aby rodzice nakryli mnie na tej fikcji nauki. Zaskoczeni tylko bywali ,jak to się dzieje ,że tyle siedzi nad książkami a efekty mizerne. Moje czytelnicze zapędy nie pomagały mi nie tylko w przedmiotach ścisłych wykradając im czas , nie przedkładały się w żaden sposób na lepsze wyniki w języku ojczystym. Czytanie w ogromie swoim pozostawało jakby zupełnie bez znaczenia , jakby żaden ślad po nim nie zostawał, oprócz moich chwil czytelniczej przyjemności . Książki były kolorem mojej wczesnej młodości , dodawały barw życiu . I z pozoru nic więcej nie zostawiały . Chłonęłam coś co nie dawało żadnego znaku . Tak to przynajmniej odczuwałam . Może to co wyczytywałam, gdzieś w zakamarkach mojego umysłu, czy też pamięci pozostawało ,jednak nie miałam świadomości ,że coś takiego ma miejsce.

Dopiero po wielu latach , słowa skrzętnie ukryte zaczęły szukać swojego ujścia . Kiedyś zgromadzone w spiżarni mojego umysłu teraz spożytkowuję , pisząc coś do szuflady , ubierając myśli w te słówka niczym elegantka przebierająca się przed wielkim wyjściem ,mierzę następną kreację i następną . Niektóre podobają mi się bardziej ,inne mniej szykowne ale każda w moim stylu ,przeze mnie zaprojektowana i wykonana.


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


CYWILIZOWANY CHOMIK
Notatkę dodano:2013-03-21 19:30:02

 

Poranek daje różne stany , i odczucia . Jeszcze nie wiemy co nam przyniesie dzień a już coś po głowie się kołacze, jakieś skaczące skojarzenia, dziwne myśli. Zupełnie nie wiadomo dlaczego i na co . Dziś taką myślą było , coś co zupełnie do niczego przypiąć nie umiałam. Weszłam do łazienki i uderzyło mnie coś z czego doskonale sobie zdaję sprawę i choćbym się codziennie o to potykała , bez większego zaangażowania myślą przechodziłam obojętnie. Dziś nie , głupio niedokończona butelka szamponu dała powód do myślenia. Jedna niedokończona ,druga świeżutka już gotowa na późniejsze użycie. A jeśli dobrze poszukam to pewnie znajdę jeszcze jedną . Lata mojego późnego dzieciństwa , wieku wczesnej młodości przypadały na czasy kryzysu . Ale nie takiego jak teraz ,że nie ma pracy , nie ma kasy a sklepy zawalone towarem. Tamten kryzys był inny , zapamiętany , odczuwalny wszelkimi brakami towarowymi . Starsi ( przyszło i mi się zmierzyć z takim pojęciem bo zaliczam się do tej grupy ,choć nie chcę ) pamiętają , wiedzą o czym piszę. Ocet i sól dwie rzeczy ,które były obecne na sklepowej półce. Całą resztę trzeba było wystać , załatwiać, kombinować . Pamiętam sytuację, kiedy jako podlotek w mroźny styczniowy dzień od samego świtu stałam w kolejce do kiosku ,bo miał być „rzucony” jakiś dobrobytowy towar. Nikt nie wiedział ani co to będzie, ani o której godzinie się pojawi i skrupulatnie zliczony przez panią sytuacji z drugiej strony lady, zostanie wreszcie łaskawie sprzedawany niemogącemu się doczekać kolejkowemu społeczeństwu. Jakimś trafem był to szampon do włosów a kiedy nadeszła moja kolej pani władczyni stwierdziła ,że jestem za młoda a to towar dla starszych. Nikt nie stanął w mojej obronie,bo zwykłą koleją, dla jednego więcej wystarczy skoro mnie wyeliminowano ,sama zahukana nastolatka nie miałam odwagi wykłócać się .Trauma jakaś pozostała . Do czego jednak zmierzam , tamte lata nauczyły mnie i pozostawiły piętno chomikownia. Obecnie choć wszystkiego jest na sklepowych półkach w bród , nie potrafię kupować wtedy kiedy potrzeba ,bo coś się skończyło . Moje zakupy zawsze z wyprzedzeniem ,zawsze troszkę więcej niż aktualnie potrzeba. Nie kupuję kilograma cukru ,bo właśnie ostatnią łyżeczką posłodziłam poranną kawę ,kupuję całą zgrzewkę i jeśli zobaczę w niej ostatnie dwa kilo ,już dopełniam zapas. Nigdy nie zdarzyło mi się aby czegoś zabrakło, gospodarka magazynowa w moim domu jest zawsze z żelazną rezerwą . Szampon skończy się za dwa tygodnie , nie zaskoczy mnie to ,bo gdzieś jest i czeka kolejna nienaruszona butelka. Nie wiem ile w takim moim postępowaniu obciążenia genetycznego , wyniesienia z domu , nauczenia przez rodziców,ile traumy kryzysowej, a ile mojego własnego chomika w człowieku . Mąż przywykł ,choć czasami narzeka, jego demony inne , z innego domu pochodził inny stosunek był do rezerw . Dostosował się ,a może nie chce zmieniać moich przyzwyczajeń, lub z miłości do „gryzonia” daje spokój i żyje w symbiozie . I chomik też go kocha właśnie za taką umiejętność niepiętnowania czegoś co u tych gryzoni normalnością .

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


KLĄTWY CODZIENNOŚCI
Notatkę dodano:2013-03-20 19:07:06

Kolejny dzień powoli nabiera rozpędu . Jeszcze nie muszę w pośpiechu łatać czasowych dziur. Mogę pozwolić sobie na luksus lenistwa . Dziecko śpi za ścianą, mąż już wyszedł do pracy a ja o tej nieprzyzwoicie wczesnej porze w cichości szarzejącego poranka rozpocznę działalność życia. Oczywiście aby nie budzić szoku postronnych ,notkę wkleję o normalnej wieczornej porze , może jakieś warte wspominek zdarzenia będą miały miejsce to dopiszę i po korektach efekt dnia zarchiwizuję .

Ciągle mi tego mojego czasu mało. Nie da się podzielić tak aby na wszystko starczało. Jak zajmę się jedną sprawą , braknie na drugą czy kolejną. Jakaś taka przypadłość ,że jak coś robię to cała się angażuję , nic na pół gwizdka, wszystko całą parą. To czasami bywa klątwą , dokładność wymaga czasu ,wysiłku , większej mobilizacji. Bywa ,że efekty mojej pracy nie są zauważane, ot zrobione jak ma być . Najgorsza staje się moja świadomość, że inna osoba wykonując te same zajęcia , zrobi gorzej ,mniej dokładnie i nikt nie zauważy różnicy . Nasze wkłady pracy też są różne bo kiedy ja jeszcze dopieszczam , doszlifowuję przeciwnik siedzi z założonymi rękoma odpoczywając lub udając zaangażowanie gdzieś indziej , gdzie zauważą , docenią. Klątwa dokładności . Pod nosem pomstuję , mamroczę ,że następnym razem...I nic nie zmieniam ani następnym razem ani kolejnym. Obciążenie starannością . Właściwie nie powinnam mieć żalu do natury za taki dar czy też klątwę .Bo różnie mogę to ocenić w zależności od ważności spraw , które mnie pochłaniają. Może też rzutuje to na moje życie prywatne, na relacje z mężem, podejście do życia . Sumienność w obietnicy , rzetelność w dotrzymaniu słowa, przyjęcie konsekwencji życiowych wyborów. Z drugiej strony większy ból zawodu . Skoro ja mogę obiecać , dotrzymać i konsekwentnie pilnować wyznaczonej ścieżki dziwi fakt ,że inni z wielką łatwością zbaczają z niej , szukają obejść , w połowie rezygnują. Wyjaśnię , że to o czym piszę , czyli cierpienie zawodu nie dotyczy mojego męża , moich z nim relacji ,bo akurat tu układa się wszystko bez problemów. Tamten wtręt niejako dotyczył czasu dawno minionego . Przecież ja, to nie tylko teraźniejszość , z tym mężczyzną , w tym związku . Życie każdego z nas składa się z wielu relacji , paru kombinacji związków, prób i błędów. Szczęściem albo znajdujemy właściwą przystań,albo czekamy ciągle poszukując , zmieniając kryteria , stawiając wymagania . Niektórzy nigdy nie znajdują , z różnych przyczyn i choć zdarza się szukają i mają potencjał. Coś stoi na przeszkodzie , gdzieś zapomniano o nakierowaniu na odpowiednią połówkę , o szczęśliwym połączeniu,może w wiecznym pośpiechu się rozminęli ,nie zauważyli . Niektórym nie starcza cierpliwości , znudzeni ciągłym poszukiwaniem w końcu biorą kolejną , pierwszą z brzegu i czują po chwili ,że to nie to , że zrobili błąd. Odkręcają wybory , uwalniają się od decyzji i dalej ,z większą ostrożnością poszukują lub zaprzestają tych działań. Przestali wierzyć , dali za wygraną .

Mi dane było po poszukiwaniach,zawirowaniach i próbach , niejako wpaść we właściwe ręce , natknąć się na odpowiednią połówkę , dopracować i dopieścić to co między nami. Sumiennie podejść do mijających lat i nie żałować wyboru . Poczucie radości z konsekwencji poszukiwań.

Bez wygórowanych ambicji , bez blichtru , normalna ,spokojna przystań dająca wytchnienie i wiedzę ,że lepiej być nie może skoro jest doskonale dokładnie ,tak jak być powinno.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 162737
Osób: 145192