Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

MÓJ MANIFEST NIEZADOWOLENIA.
Notatkę dodano:2013-03-07 21:35:47

Dzisiejsza moja notatka tutaj ,miała dotyczyć czegoś zupełnie innego . Jeszcze przed świtem nakreśliłam sobie jej szkic, teraz miałam dokończyć … Proza codzienności spowodowała zmianę wizji tego co tu się znajdzie. Nie będzie miło,nie będzie pięknie. Będzie ciężko i siermiężnie. Nie lubię narzekać ,a dziś sobie na to pozwolę . Pojęczę , ponarzekam , wyszukam parę dziur w całym ,będę wyrazem całego swojego niezadowolenia. Wykrzyknikiem tego co we mnie gdzieś w głębi się kotłuje i choć rzadko opuszcza, dziś właśnie wyjdzie ,aby dać upust niezadowoleniu i irytacji. Cóż takiego spowodowało ,moją frustrację i żale. Życie w całej swojej szarości i upodobnieniu do przysłowiowego papieru toaletowego.

     Pracuję w miejscu ,które ze względów ekonomicznych postanowiło wprowadzić cięcia . Cięcia zatrudnienia, cięcia płac, cięcia wszystkiego . Od swojego wejścia w dorosłość , ukończenia szkoły średniej nic innego nie słyszę tylko nakazy oszczędzania, prośby o wytrzymanie ciężkich czasów, o cierpliwość i danie czasu tym, co mają zmienić słabe na lepsze , cienkie na grube ,biedne na bogate. I tak zmieniają , zmieniają , zmieniają . My dajemy czas ,cierpliwość a komuś tam gdzieś się zmienia na lepsze . Komuś ,n ie tym co mają tej cierpliwości coraz mniej , coraz bardziej chcą też czegoś dla siebie i swoich rodzin. Czuję się oszukana. W swojej młodości ktoś nam powiedział ,że mamy wsiąść do tego pociągu bo on nie będzie czekał . Każdy wskoczył, niby jedziemy ,ściśnięci gdzieś w korytarzu pomiędzy śmierdzącą toaletą a łoskoczącym przejściem do pierwszej klasy ,która szczelnie zamknięta. Na naszych plecach inni jadą w luksusie . Inni ,nie my. A nasza stłoczona rzesza żyje z miesiąca na miesiąc , z wypłatą nie dającą nic poza wegetacją . Robi się z nami co się chce .Pozwalamy na wiele bo ciągle jeszcze jakaś wiara i cierpliwość jest w nas choć coraz jej mniej . Nie mam już dwudziestu lat , więcej widzę, chcę też nie za wiele . Chcę spokoju, normalnego bytu tutaj . W swojej ojczyźnie,którą ktoś ,kiedyś w gorszych czasach nauczył mnie kochać . Wpoił wiarę w wielkość tej ziemi, wielkość przodków. Honor ,duma nie są dla mnie słowami bez znaczenia. Tak chciałabym widzieć swój kraj a widzę coraz większe spustoszenie w wartościach ,które stały się zdezawuowane ,anachroniczne , wyparte przez oszustwa , chamstwo , zajadłość . Nie chcę szukać lepszego losu gdzieś , tu jest moje miejsce. Tu mam rodzinę ,którą kocham , mówię językiem ,który jest mi bliski ,nie sprawia kłopotu . To jest mój wielki dom i w nim chcę być bez poszukiwań ,bez wyjazdów. A nie dane mi to aby spokojnie żyć . Moje wymagania nie są ogromne. Niech będzie skromnie, ale stabilnie. Nie potrzebuję wzlotów, kawioru , egzotycznych krain. Dobrze mi tu z moim kochanym mężem , z oparciem w uśmiechu synka . Nie jestem obibokiem , umiem się dostosować , aklimatyzować w różnych warunkach, ciężko pracować ,uczyć czegoś nowego . Z niejednego pieca chleb jadłam i chciałabym naprawdę bardzo mało . Spokojnego bytu dla siebie i swoich bliskich bez poniżania przez innych zarówno tych maluczkich jak i możnych . Czy moje wymagania są aż tak wielkie ,że nie ma możliwości ich spełnienia w polskich warunkach? Nie uzurpuję sobie praw do oceny polityków, nie osądzam ,nie winię jednego konkretnego człowieka , że jest ślepy na losy rodaków ,których rodziny się rozpadają ,bo potrzeby bytowe rzucają na poniewierkę , bo muszą szukać swojego bytu gdzieś poza tym wielkim domem . Nie wytrzymują , w trakcie poszukiwań gubią się ,aby nigdy już się nie odnaleźć . Nie odnaleźć złamanej rodziny, porzuconej ojczyzny. Znajdują lepszy byt ale już nie są tu , nie są jednymi z nas . Czy tylko taka droga do lepszego życia jest nam Polakom przewidziana? Naprawdę tutaj się nie da???????????? A ja pomimo wszystko chcę właśnie tu ...Choć narzekam czasami ,choć bywa źle i smutno. Ciągle mam krztynę nadziei,choć z tą nadzieją weszłam w dorosłość ,dojrzałam , zestarzałam się w tej wiecznej głupocie naiwności i możliwego lepszego tu i teraz.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


OBRAZOBURCZY KALIBER MYŚLI.
Notatkę dodano:2013-03-06 18:35:54

 

Optymizm . Mam w sobie sporą jego dawkę . Czasami wbrew wewnętrznemu przydeptaniu pesymizmem otrzepuję się z tej niemocy i jakimś wysiłkiem mówię :NIE.

Nie będę płakać ,nie będę się poddawać , dam radę pomimo wszelkich przeciwności. Może mogę sobie pozwolić na to ,bo jakoś omijają mnie przeogromne tragedie. To co spotyka ,daje się przeżyć , daje się po czasie otrząsnąć , wzmacnia i utwierdza w przekonaniu , że siła we mnie jest na tyle wielka ,że wytrzymam. Jestem katoliczką , wierzę ,choć zdarza się zwątpienie. Niewierny Tomasz – chyba temu najbliżej mojej wierze. Moja logika nie daje stu procentowej gwarancji ,wahanie i pytania,które w sobie noszę powodują ,że nie jestem bezkrytycznie przyjmującą wszystkie słowa przekazywane przez Kościół.

Czysto po ludzku bywam zła , nie rozumiem , buntuję się .

Moje poglądy społeczne , też nie do końca w jednym kierunku idą . Jeśli ktoś mnie przekona do swoich racji , będą one zbieżne z moim przekonaniem ,to choćby to był przedstawiciel obojętnie jakiej partii będę się z konkretnym stanowiskiem identyfikować. Nie ma we mnie monolitu przekonania w jedną stronę , ku jednej partii.

Chcę od życia sielanki, sprawiedliwości społecznej a to stawia mnie w szeregu utopistów. Nie da rady osiągnąć szczęścia dla wszystkich . Nie wszyscy na nie zasługują .

Tylko w podziale tego szczęścia też chcę odgórnej sprawiedliwości. Nie tej ludzkiej .Tej ważniejszej , od Kogoś nad nami.

Dlaczego mam się cieszyć ,że kiedyś tam , osiągnę radość po ciężkiej drodze tu. Może mi trzeba łatwiej właśnie tu i teraz.

U jednej ze znajomych mojego męża, wykryto złośliwego raka mózgu. Młoda kobieta, matka dwójki maleńkich dzieci, czyjaś najważniejsza osoba,ukochana ,jedyna,radosna ,z planami na życie . Dostała wyrok. Będą walczyć ,mają nadzieję . Z całego serca chciałabym, aby tą walkę wygrali. Aby ktoś decydujący dał szansę dla nich wszystkich. Aby nie przekreślał póki może . Aby dał wybór i pozwolił odsunąć ten kielich. Tak po ludzku ,po mojemu czuję niesprawiedliwość odgórnych decyzji. Nie potrafię się pogodzić z nimi.

Rodzą one we mnie bunt i złość.

Dlaczego dokonano takiego wyboru. Skreślono młodą rodzinę , która niczym nikomu nie zawiniła.

A chodzą po ziemi łobuzy, złodzieje, różnego autoramentu wypaczeńcy i degeneraci krzywdzący wszystkich wokół . Nic dobrego nie wnoszący w nasze życie . I nic ich nie rusza ,nic im się nie dzieje. Żyją bezproblemowo często na czyjś koszt ofiarowując dla innych tylko płacz i smutek .

Gdzie tu odgórna sprawiedliwość ? Jaką z nią nadzieję dzięki takiemu odgórnemu wyrokowi dostaję ? Staję się zła w całej swojej bezsilności . Nic nie mogę zrobić aby ktoś decyzję zmienił, nie można w żadne drzwi zapukać i przekonać o błędnym wyborze . Nie dana szansa na dyskusję i możliwość przekonania do moich argumentów.

Nie potrafię się bezkrytycznie pogodzić z tym wyrokiem , buntuję się .

Nie chcę bluźnić , chcę wierzyć w opatrzność ,która daje szansę .

Daje nadzieję i daje możliwość miłości nie zabijając .

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


INNE ŚWIĘTO
Notatkę dodano:2013-03-05 19:23:33

Parę tygodni temu obchodzono dzień zakochanych , dziś dla niejakiej odmiany ktoś z jakiejś przyczyny wydumał sobie dzień teściowych. Niejaka konsekwencja zakochania , normalny tok zwykłego w tej materii ciągu wydarzeń doprowadza do tego ,że święta te choć zupełnie od siebie różne niejako łączą się . Zakochujemy się , łączymy w pary ,wiążemy węzłami i wchodzimy w nową rodzinę ,dotychczas nam obcą a dzięki związkowi stajemy się niejako jej częścią . W sielankowym obrazie powinna mama współmałżonka być dodatkową , drugą naszą rodzicielką. Bywa z tym różnie . U jednych charaktery teściowych i młodych nowych członków rodziny pozwalają na dobre relacje u innych ciągłe spięcia nie dają takich możliwości. Młodzi chcą decydować o sobie a teściowa ,która jeszcze chwilę temu była tylko ,albo aż mamusią jednego nie może przywyknąć do „nagłej” samodzielności i chęci wyrwania z jej opiekuńczych skrzydeł potomka który dodatkowo dziwnie się przez „nabycie” zupełnie obcej osoby rozmnożył.

To może przerosnąć ,kogoś kto nie zdążył się przygotować , nie zdążył nauczyć się samodzielności swoich dzieci. Ciągle żyje w poczuciu ,że to moje dziecko ,choć dorosłe , jest ciągle częścią mnie. Częścią moich planów, mojego czasu , moich aspiracji. Nie dam mu tak po prostu iść swoją ścieżką . A ten młody człowiek się rwie do samodzielności, wymyka się . Pod pozorem przyzwolenia na matczyne opiekuńcze działania ,gdzieś tam poza jej zasięgiem żyje swoim życiem w którym pojawia się ona, i staje najważniejszą dla niego istotą . On dorósł i po części wyzwolił się od mamusi.

Nie piszę tu o zupełnych anomaliach ,które też mają miejsce i wieczny synek nie puści matczynej spódnicy , bo dla niego to najważniejsza kobieta na świecie. Taką sytuację zupełnie pominę bo i szanse zostania w niej teściową nikłe a teściową dobrą ,mikroskopijne.

Dziecko dorosło i życie w swoim pędzie sprawiło ,że stało się mężem ,żoną . Teraz czas na egzamin dojrzałości dla rodzicielki . Stanie się teściową to właśnie taka szansa na pozytywne zdanie tej „życiowej matury”.

 

Nigdy nie poznałam swojej teściowej ,nie wiem czy byłaby dobrą dla mnie drugą mamą . Jak byśmy się dogadywały . Nie mam w jej osobie wzoru ani antywzoru .Coś mnie ominęło , coś było niepełne .Nie boleję nad tym że nie miałam teściowej , większą stratą to było dla moich dzieci ,bo miały mniej babć i dziadków niż rówieśnicy.

Kiedyś przyjdzie chwila ,że ja stanę przed egzaminacyjną komisją swoich synowych i będę w ich odczuciu i ocenie jakoś notowana. Jeszcze przede mną ten czas, jak przyjdzie będę się martwić . Póki nie nastąpił mogę bez jakichkolwiek oporów propagować dowcipy o przedstawicielkach mojej płci będących już niejako w tej funkcji. Mogę śmiać się do woli z odbioru teściowych , ich psychicznych mankamentów ,bo kto wie może później nie będzie mi już aż tak do śmiechu.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


DAWKA PRZEDWIOŚNIA
Notatkę dodano:2013-03-04 20:07:11

 

Wiosenna huśtawka ,ciśnień,pogody,nastrojów. To wszystko składa się na nasze zachowania ,które stają się rozdrażnione w tym zdawałoby się nie dającym nadziei czekaniu na wiosnę. Mamy już dosyć ciepłych kurtek,zimnych spacerów , ponurego nieba, naprzemiennie padających i topniejących śniegów. Niestabilność i zmienność pogody sprawia ,że pragniemy wreszcie jej unormowania. Za ciężko nam już w przytłaczającej zimowej garderobie,którą najchętniej odrzucilibyśmy w głębokie zakamarki szaf aby nie wracać do niej aż do następnego sezonu. Znoszone płaszcze i kurtki ,opatrzone codziennością użytkowania są koniecznością odbierającą nadzieję na ciepło.

Takim jak ja podwójnie ciężko . Wyjeżdżam do pracy o godzinie piątej rano i pora ta wybitnie prosi się o cieplejszy strój . Panujące ciemności oraz chłód wydaje się odpowiednim otoczeniem do akurat takiej garderoby. Jednak już godzina powrotu z pracy powoduje dyskomfort . Słońce , którego ciepłe promienie stwarzają iluzję ciepła , w całej swojej jasności uwidacznia mnie jako nieumiejącą dobrać strój do pory roku osobniczkę . Staje się za ciepło , za wiosennie na ubiór który

mam na sobie . Dochodzi do tego wrażenie obserwacji ,przez innych ,których godzina wyjścia z domu była późniejsza ,a pora cieplejsza. Teraz jeszcze nie jest na tyle ciepło aby częściowo się pozbywać wierzchnich odzień. Jednak już za chwilę zacznę chodzić z kurtką przewieszoną przez jedno ramię lub niosąc ją gdzieś w ręku ,czy też stłamszoną w torbie.

Ten tydzień mam na późniejszą godzinę . Idę do pracy ,piękne słoneczko , wracam i jeszcze jasno. Dzień stał się dłuższy , dodaje mi to pozytywnej energii . Do odjazdu mojego busa mam jeszcze sporo czasu ,który mogę poświęcić na obserwację niebieskości późno popołudniowego nieba . Ostatnimi czasy niebo bywało zasnute mgłą lub szarością sypiącego śniegu . Nie było nieba. Poszukiwanie niebieskości nie miało żadnego sensu i dziś po raz pierwszy od dłuższego czasu wreszcie było , piękny błękit który w zależności od swojego umiejscowienia przybierał barwę od zimno -szaro -brudno niebieskiego poprzez różne niuanse do różowo-łososiowej poświaty na samym zachodzie. Niebo przecinały białymi szlakami przelatujące samoloty , w których nieświadomi mojej obserwacji pasażerowie odbywali swoją podróż w różnych kierunkach świata z różnymi założonymi sobie celami. Mój jakże przyziemy cel dotarcia do przystanku i szczęśliwy powrót do domu jakże maleńki i nieistotny w porównaniu z ich podniebną podróżą. Nigdy jeszcze nie miałam okazji być tam wśród chmur unosząc się gdzieś tak daleko . Pewnie będzie mi to oszczędzone , choć kto wie co na wielkim zwoju mojego życia ktoś tam na górze dla mnie zaplanował. Teraz jego plany zakładają podziwianie zachodzącego słońca w płonących kolorach nieba. Rozkoszowanie się dłuższym dniem i niecierpliwe oczekiwanie na ciepło ,które już za parę tygodni będzie pozwalało zapomnieć o obecnie panującym przełomie zimy i wiosny. Dzisiejszy dzień stworzył iluzję ,że to co najgorsze już za nami ,teraz już z górki . Nasze oczekiwanie zostanie nagrodzone wytęsknioną wiosną .

 


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


NIBY DROBIAZGI
Notatkę dodano:2013-03-03 10:46:27

Spotykamy na swojej drodze życia wielu ludzi. Niektórzy z nich tylko przez nią przebiegają , wymijając nas. Z niektórymi odbywa się po tej drodze spacer ,z niektórymi truchcikiem przebiegniemy dłuższy dystans. Z niewielką ilością tych spotkanych osób zdarza nam się przejść dłuższy odcinek naszej życiowej trasy. Tylko wyjątkowe osoby stają się naszymi towarzyszami na czas przez nas nieokreślony , bo nie chcemy kończyć wspólnej wędrówki. Opatrzność daje nam tego czasu wedle uznania ,swoją miarką dozuje ,czy podróż ma być krótka czy długa. My z każdym „przebytym kilometrem” poznajemy tę drugą osobę , zżywamy się z nią . Czasami staje się drugą połówką ,z którą już do końca przejdziemy ten nasz wspólny spacer .Bywa jednak też tak ,że idziemy , wędrujemy , poznajemy się i choć z pozoru jest ta nasza droga piękna , bajeczna , pełna planów ,staje się wyboista i coraz bardziej kręta. Zdarzają się zakręty i skrzyżowania po który przejściu okazuje się : idziemy sami . Towarzysz wędrówki ,gdzieś po drodze się zagubił, zmienił kierunek , nie ma go przy nas. Nie do końca rozumiemy jak to się stało, co się wydarzyło i dlaczego nagle stoimy na tej alei sami. Nasze oczekiwanie nie daje odpowiedzi , ani powrotu zaginionego spacerowicza. Idziemy więc dalej ,czasami samotnie czasem spotykamy kogoś do pary. Jeśli dane nam spotkać kogoś ważnego ,zaczynamy nasz marsz jakby od początku . Z tym nowym wspólnikiem. Może stać się tak ,że z kolejną spotkaną osobą nasza wędrówka trwać będzie już do końca ,bez dodatkowych podróżników. Jeśli nasza droga jest prosta , niczym zielona parkowa aleja , po której wspólny spacer jest odkrywczy, piękny i ciągle dalej pragniemy razem iść, to nie szukamy już nikogo .Jest nam dobrze w swoim towarzystwie i nie chcemy go opuszczać. Każdy z nas może swoje życie określić różnymi porównaniami . Dla mnie to spacer. Chcę aby nasze wspólne spacerowanie trwało , nie chcę aby mój partner wyjeżdżał gdzieś w nieznane za dodatkowym pieniądzem. Nie chcę rozłąki . A coraz częściej stawiamy sobie pytania jak dalej dać radę. Coraz częściej droga staje się wyboista, dzięki prozaicznym brakom i poszarzającym życie niedostatkom materialnym. Oboje pracujemy , na chleb wystarcza. Dziękujemy za ten codzienny chleb, choć czasami chce się czegoś więcej .


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


MIRAŻ PRZYSZŁOŚCI
Notatkę dodano:2013-03-01 18:35:50

 

Minął luty,podobnie przeleci kolejny miesiąc i następny . Wyrwane z kalendarza karteczki będą przypominać o upływie czasu ,o zbliżaniu się do tego ,co jeszcze chwilę temu było tylko w perspektywie. Coś sobie planujemy , gdzieś daleko w czasie ma się coś wydarzyć i nagle okazuje się ,że to już jutro ,że za chwilkę . Póki jesteśmy młodzi , nastoletni czas wydaje się dłuższy , jest go więcej . Nie wiem co to sprawia ,nudna szkoła która wydaje się syzyfowym obowiązkiem ,a może niemoc decydowania o sobie i pragnienie aby wreszcie móc to czynić . Całokształt młodego życia powoduje że czas jest jakoś bardziej rozciągnięty, dłuższe chwile, długie tygodnie, nie dające nadziei na doczekanie się miesiące. Lata nawet nie są brane pod uwagę ,gdyż stwarzają wrażenie całej wieczności . I w tej całej czasowej dłużyźnie gdzieś w jej zakamarkach znajduje się młody człowiek ,który czuje się bezwolny i pozbawiony nadziei na wytrwanie w cierpliwym oczekiwaniu . Pomimo dłużyzn i rozciągniętego do maksimum czasu wreszcie doczekujemy się pełnoletności , ukończenia szkół , wyfrunięcia z rodzinnego gniazda i....czas zaczyna pędzić . Z każdym rokiem zdaje się przyspieszać swego biegu . Przy starcie wydaje się że pięć , dziesięć lat to taki szmat czasu , że nie dotrwamy ,nie doczekamy i „nagle” okazuje się minęło nie pięć a piętnaście ,nie dziesięć a dwadzieścia lat,które wydawały się jeszcze niedawno tak długą epoką . Z nastolatków robimy się dorośli, dojrzali , starzy . Odwracamy się i przecieramy oczy z wielkiego zdumienia , zaskoczeni i pełni niemożności uwierzenia,że to już , że minęło , przeszło , przeleciało.

Kiedy zaczynałam pisać te notatki , zastanawiałam się czy starczy „pary” na tydzień , dwa. Przy dłuższych terminach stawałam się ,jak taka właśnie nastolatka nie dająca wiary w perpetum mobile swojej systematyczności. I okazuje się , mija miesiąc a ja ciągle tu zaglądam zostawiając parę słów.

Nie piszę biografii , nie prowadzę dziennika , może najbliższe to moje pisanie felietonom ,bo każdy ślizga się po innej sprawie i każdy zawiera moje przemyślenia , z którymi można się zgadzać lub nie . Każda studnia ma swoje dno, i pewnie u mnie też osiągnę takowe ,bez nadziei na następne przemyślenia ,następne tematy. Póki jednak nie dotarłam do krańca tej swojej studni postaram się zaglądać , zostawiając słowa i refleksje.

Może nie są głębokie , filozoficzne , może rozbieżne z postrzeganiem świata przez innych , budzące czyjś niesmak lub konsternację . Póki co , nie wywołałam polemiki , nie zbulwersowałam na tyle aby ktoś oburzony wyzwał mnie na słowny pojedynek myśli , na wymianę poglądów,choć nie powiem , mogłoby to być ciekawe doświadczenie .

Postaram się kontynuować w kolejnym ,być może darującym nam wreszcie upragnioną wiosnę miesiącu ,a kto wie ,może wraz z nią felietony zamienią swoją formę w coś innego , bardziej godnego czytania .

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ŹRÓDŁO BYCIA
Notatkę dodano:2013-02-28 18:03:19

 

Jakiekolwiek byłoby źródło mej głupoty, jeszcze się nie wyczerpało. /K.Vonnegut, jr/

 

Wypatrzyłam ten cytat i niezmiernie mi się spodobał. Z głupotą rzecz ma się tak jak ze wszystkimi życiowymi czynnościami . Póki depczemy ten okrąglutki glob bez uszczerbku dla niego a dla swoich potrzeb ,źródło naszego jestestwa nie wyczerpane. Płynie dopóki jesteśmy. Wyschnie wraz z naszym zniknięciem . Może zostawi ślad ,a może nikt o tym nie będzie pamiętał. Czy jest to dla nas obecnie istotne? Może dla poprawienia swojego ego. Dla dobrego samopoczucia chcemy pozostać w czymś ,kiedy sami się zdematerializujemy. Może to być rzecz materialna a może być czyjaś dobra myśl o nas. Ludzie wracając z pogrzebów analizują : było wielu „gości” lub z jakąś naganą stwierdzają : ale mało przyszło do tego ,któremu w zasadzie jest to najzupełniej obojętne. Przychodzimy na czyjeś pożegnanie bo go lubiliśmy,był nam kimś bliskim,znaliśmy , różne tego przyczyny. Są tacy , co mają takie specyficzne hobby przychodzenia dla samego faktu bytności i uczestnictwa w tej smutnej uroczystości. Wypaczenie, dziwny zwyczaj ,nie mnie analizować ale są niezaprzeczalnie i tacy. Dla mnie pogrzeb to swego rodzaju intymna chwila dla rodziny. Pełna bólu, przepełniona żalem i niepogodzeniem się z tym o czym każdy pamięta a rzadko kto tak naprawdę gotowy . Tło tłumu gości ,dla niektórych ważne dla innych jak ja , zupełnie mało istotne. Cóż zmieni ich obecność w sytuacji głównej postaci tego spektaklu ? Może lepiej pozostać w dobrej pamięci , w anegdotkach z życia , we wspomnieniach wywołujących uśmiech , dobre skojarzenia. Dobra pamięć o tych co z tej drugiej strony ,jest ważniejsza niż największe tłumy przy samym pożegnaniu . Przez lata mojego życia z listy obecności tutaj ,zostało paru moich znajomych już bezpowrotnie skreślonych . Pozostały w mojej pamięci te osoby w pięknych wspomnieniach . Ktoś kiedyś jeszcze w szkole średniej naznaczył mnie fajną ksywką : „obrończyni uciśnionych” i pamiętam i wywołuje ona uśmiech za każdym razem ,kiedy ktoś ze znajomych jej użyje. Każdy identyfikuje ją ze mną a autorem był człowiek ,którego dobrze pamiętam. Inny w mojej pamięci utkwił swoim anegdotycznym przekręcaniem polskich wyrazów na modłę germańską ,kiedy z biszkoptów powstawały "bisetopty". Każdy kto odszedł czymś się w pamięć wrył , ten ,którego zapominamy bo jego z nami relacje były mało intensywne lub jałowe to tak jakby jego źródło wyschło bezpowrotnie. I co jest ważniejsze – tłum czy pamięć ?

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


SZCZYPTA DOBREJ WOLI
Notatkę dodano:2013-02-27 18:32:00

 

                                   Dobra wola wystarczy za tysiąc sposobów

                                   Tysiąc sposobów nie zastąpi dobrej woli.

 

Jakoś mi się zdarza ,że ostatnie sytuacje ,z pozoru zupełnie nieistotne dla całego społeczeństwa, a dla mnie ważne ,choć nie stanowiące życiowego priorytetu pasują mi do tzw złotych myśli. Powyższa myśl ,której nie wiem kto jest autorem ,była wyciągnięta przeze mnie ,dawno ,dawno temu w jakimś kościele przy okazji jego zwiedzania. Szczegółowe kulisy znalezienia się u mnie tej pożółkłej już karteczki zatarł czas ,jednak słowa w swojej ponadczasowej wartości pozostały. Ich treść pasuje niejednokrotnie do różnych ,zdawałoby się zupełnie krańcowo odmiennych sytuacji. Teraz też ,podobnie , życie lub ludzie doprowadzili do tego ,że słowa idealnie odzwierciedlają swą prawdę . Aby zbytnio nie gmatwać ,postaram się w miarę chronologicznie przedstawić sytuację , która obecnie odrobinę zaprząta moje myśli. Mieszkam w innej miejscowości niż pracuję . Dzięki tej niewielkiej odległości 18 km , moje życie zyskuje rumieńca ,czasami emocji ,bo wiadomo dojazdy do pracy to dodatkowa loteria .Dojadę szczęśliwie ,czy z jakimiś przejściami?. Spóźnię się czy też będę przed wszystkimi?. Zdarza się poznać kogoś nowego,kto staje się dobrym znajomym po paru wymienionych zdaniach lub wspólnych minutach niedoli oczekiwania na przystanku. Ten czas dojazdu to czas na przemyślenia lub na zatopienie się w ulubionej muzyce . Różni ,różnie spędzają ten czas ,ja mogę mówić za siebie, u mnie jest akurat tak . Życie mam zaplanowane , i o ile nic mi tych planów nie zburzy żyję sobie w spokoju , określone godziny wyznaczają rytm i różne działania. Lubię taki spokój ,choć i zmiany potrafię wprowadzić i niczym cegły w dziurawym murze wpasować ,otoczyć cementową zaprawą codzienności ,dalej żyć jakby nic się nie zmieniło. Bywa,że na wypełnienie dziury potrzebny jest czas , jakieś kompromisy , zmiany planów. Ogarniam całość i zmieniam aby dalej mój mur życia był cały ,z dokładnie pasujących cegiełek zlepionych cementem codzienności. Ostatnio mój przewoźnik postanowił zrobić wyłom w moim murku a ja z kielnią zaczynam łatanie . Na czym polegało to burzenie stabilnej budowli ? Zmieniono rozkład jazdy autobusów ,likwidując w soboty kurs o godzinie 5 rano a na poczet tej luki wprowadzono kurs o 5,55. Jestem akrobatką w działaniach zmierzających do bezkolizyjnego zaplanowania wszystkich ogniw mojego życia,jednak tu trafiam głową w mur , póki co nie do rozbicia. Na nic moje tłumaczenia , że dojeżdżają tym kursem ludzie na szóstą do pracy , że z naszej strony jest tylko prośba o przesunięcie kursu o pół godziny ,nie likwidacja ,nie wprowadzanie tylko przesunięcie . Moje miłe maile trafiają na zupełny brak dobrej woli, argumenty wcale nie wygórowane na monolit słowa NIE. Z miłej klientki swoich usług chcą wydobyć lwicę pokazującą ostry pazur ,uderzającą w inne ważniejsze drzwi . Jeśli mnie zmuszą potrafię dobijać się gdzie będzie trzeba . Będę się ścierać ,choć sytuacja zupełnie nie wymaga takich działań. Można to było załatwić , spokojnie , z tą właśnie dobrą wolą . Zabrakło dobrej woli ich , będzie tysiąc sposobów z dobrą wolą moją . Ludzie ludziom stwarzają niepotrzebne problemy ,które życie zamiast ułatwiać gmatwają i utrudniają . Nic to , biorę swoją kielnię i idę łatać swój ukruszony mur.

 

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ŻYCIE DO PRZODU
Notatkę dodano:2013-02-26 20:30:25

Oto jeden z moich ulubionych cytatów ,który jest zarazem myślą przewodnią jak i dającym do myślenia i wzbudzającym refleksję oraz niejednokrotnie gdybanie o popełnionych życiowych błędach :

Ironia życia leży w tym, że żyje się je do przodu, a rozumie do tyłu. (Soren Kierkegaard)

 

Ile w swoim życiu popełniamy pomyłek i ile dopiero z perspektywy czasu z tych popełnionych rozumiemy i wiemy że to błędy które inaczej byśmy rozegrali jeśliby była taka możliwość aby cofnąć czas. Nie wiem , czy jest choć jedna osoba ,która przyjmuje z całym „dobytkiem inwentarza” popełnione przez siebie w minionym czasie błędy i nigdy nie zastanawia się nad inną rozgrywką jeśli tylko byłaby taka możliwość. Oczywiście teoretyzujemy , wysuwamy hipotezy , gdybamy i czasami zdarza się roztrząsamy ,choć z góry te nasze wysiłki skazane na porażkę . Podobnie jak do tej samej rzeki i płynącej w niej wody nie mamy możliwości wejść, tak samo minionego czasu nikt nie ma siły cofnąć. Pędzimy w tym swoim życiu , biegniemy , szaleńczo próbujemy czegoś nowego , aby zdążyć ,aby mieć okazję pokosztowania wszystkiego . W tym galopie robimy głupstwa maleńkie i głupoty ogromne. W pośpiechu i dążeniu do kolejnych życiowych sukcesów w drodze naznaczonej porażkami , bywając i na wozie i pod nim, tocząc swoje koło fortuny ,raz z uśmiechem losu raz krzywą i rozgoryczoną jego miną ,idziemy ciągle do przodu. Idziemy w lata. Idziemy w błędy , z których czasami nie ma mocy się wycofać ,które zostawiają piętno ,lub których nie zauważamy w tym konkretnym momencie. Zdarza się po jakimś czasie odwracamy się do przeszłości i widzimy , to zrobiłem źle , tamto mogło być inaczej . Zaczynamy rozumieć , zauważać ,sami sobie wytykać własna głupotę lub chwalić pod niebiosa słuszne postępowanie . Że jednak stało się dobrze ,jak się stało , że wybraliśmy najlepiej i najlepszą drogą poszliśmy. Choć kiedyś odwrotnie niż przy błędach wydawało nam się niemożliwe aby akurat taki wybór miał być dobry i właściwy. Może się mylę i generalizuję ,że inni też podobnie jak jak dokonują takiej specyficznej analizy swojego bytu. Jednak po zacytowanych słowach sądzę ,że pani Soren też takowe przemyślenia czyniła skoro zauważyła i ujęła w słowa prostą a zarazem głęboką mądrość.

I choć wiemy ,że czas miniony nie wróci ,nie cofnie się tego co już było ,mimo to , odwracamy się czasami aby właśnie z tej perspektywy minionego czasu zrozumieć . Rozumiemy i może dzięki temu troszkę ostrożniej ,delikatniej i wolniej stawiamy kolejne kroki w tym życiu do przodu . Aby swoją ostrożnością nie popełnić błędów ,które czyni się w pośpiechu i szybkości życia do przodu.

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


NIEDZIELNA WIZYTA
Notatkę dodano:2013-02-25 21:20:57

Nie było mnie chwilkę , cóż to jednak za mikroskopijna okruszynka czasu w porównaniu do wieczności. Z racji pracy, śniegów, oszczędności i wielu przyczyn ,które każda polska rodzina zna a opisywanie ich tu nie ma sensu , zrobiłam przerwę w pisaniu . Zapowiadałam ją zresztą ,więc mam nadzieję, nikogo ona nie zaskoczyła . Byłam w rodzinnym mieście i przez te parę dni dałam internetowi odpocząć od siebie a sobie od niego. Nadrobienie minionego czasu nie jest możliwe . Oddanie chwil,które przeszły bezpowrotnie też niewykonalne. Podzielę się przy poniedziałku paroma swoimi obserwacjami , przemyśleniami, refleksjami . Zresztą nie wiem w jakim kierunku moje dzisiejsze słowa pójdą . Może mnie w efekcie zaskoczą a może będą jałowe i nic nie wnoszące . Wczorajszy dzień , po powrocie z pracy, aby nie zgnuśnieć i nie zasiedzieć się w domowych pieleszach u rodzicielki postanowiłam spędzić poza domem . Bez celu i konkretnego kierunku wyszłam i nie wiedząc co z sobą poczynić, po prostu szłam przed siebie. Po prawie tygodniowym ,codziennym , bez przerwy padającym śniegu przy temperaturze oscylującej blisko zeru ,wczorajszy dzień się zbuntował i ciecz w termometrach poszybowała powyżej tego temperaturowego ,nie wiadomo czego ,wskazując pomiar na plus. Ten plus ,choć minimalny, tylko odrobinkę ocieplający otoczenie powodował ,że dotychczasowa ,biała ciężka pokrywa śnieżna zamieniła się w coś na kształt sorbetu, podciekłego brudną cieczą ,której robiło się z minuty na minutę coraz więcej . Spod nóg wydobywało się mlaskanie , ciapanie , chlapanie i dźwięki które nie dawały bezgłośnie przejść po brei ,w którą każdy krok skazany był wstąpić . Buty ,choć teoretycznie dotychczas nigdy nie przemokły , już nie były tak stanowcze w swoim postanowieniu suchości. Nogawki spodni ,choć o długości odpowiedniej stały się mokre i ciężkie a ja szłam , już wybrawszy kierunek ,nie patrząc na przemoczenie ani nie szukając już suchego gruntu. Alternatywą topniejącego śniegu mogły być tylko stojące kałuże lub płynące wodne wersje śniegowych pozostałości ,niejednokrotnie na całej szerokości chodników lub ulic. Nie ważne , wiedziałam już gdzie idę i wiedziałam ,że choćby nawet miały być te wodne przeszkody głębokie po kostki i tak dojdę do celu. Poszłam w odwiedziny. W niedzielne popołudnia chodzi się w gości , lub też ich się przyjmuje . Nie mogę przyjąć tej osoby więc wproszę się do niej i wiem ,że mnie nie wygoni . Odwiedziłam swojego Tatę . W cichym miejscu jego obecnej bytności , sprzątnęłam śnieg , zapaliłam znicze, pogadałam z Nim korzystając,że nikogo obok nie było ,i nikt mi, ani ja nikomu nie przeszkadzam. Rzadko u Niego bywam ,choć chciałabym częściej ,cóż jakoś tak się układa. W tej ciszy otoczenia, kiedy już wszystko zasypane śniegiem , tylko nieliczne znicze dają znak bytności bliskich u bliskich . Ciche niedzielne wizyty,bez ciasta ,bez kawy ze wspomnieniami i pamięcią o tych ,których już z nami nie ma. Wracałam z tej nieplanowanej niedzielnej wizyty wyciszona, spokojna z pewnością ,że odprowadza mnie ,choć jego kroki bezgłośne w tej rozpuszczającej się śniegowej mazi. Szliśmy przez starą willową dzielnicę , podziwiając domy,których historia niejedno mogłaby nam opowiedzieć . Przez podwórka na których ogromne bałwany strzegły tych co dali im ten krótki topniejący żywot. Zwykły niedzielny spacer w kończący zimę jeden z ostatnich lutowych dni.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 163123
Osób: 145578