Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

ZA MIESIĄC WIOSNA
Notatkę dodano:2013-02-21 20:18:16

Kolejny dzień ,rozpoczyna się niezmiennie padającym śniegiem. Może częstotliwość opadów mniejsza ,jednak z racji tego ,że już chyba wszyscy są tymi opadami lekko znudzeni ,nikogo ten śnieg nie cieszy. Krajobraz w tonacjach od śnieżnej bieli poprzez szarości brudu do czerni daleko stojących drzew, monotematyczny i nie zaskakujący niczym. Nuda krajobrazu. Może gdybym mieszkała w jakiejś bardziej bajkowej scenerii z ciekawością zaglądałabym przez okno wypatrując następujących zmian. Jednak moje okna z jednej strony bloku wychodzą na ruchliwą drogę krajową , która albo czarna albo w barwach pośrednio dążących do bieli , druga strona ukazująca się przez kolejne okna to wymarły o tej porze roku plac zabaw. Górnolotne to określenie powierzchni pokrytej brudnym piaskiem oraz dwu ławek i jednego drewnianego dziwu ,który miał być początkiem powstającego placu zabaw. Drabinko – zjeżdżalnia z elementami do wspinania się ,jakich wiele na naszych osiedlach , miało być prekursorem dla kolejnych urządzeń, które nigdy tu nie stanęły. Ktoś pomysłowo dwa lata temu założył plac zabaw z innej strony kolejnego bloku a na mój widok pozostał ten samotny sprzęt,z którego niewielu korzysta nawet w bardziej sprzyjających warunkach atmosferycznych. Z drugiego placu korzystają też tylko maluchy ,które jeszcze nie wciągnięte w arkana komputerów , oraz spotkań z kolegami ,spędzają tu czas pod czujnym okiem rodziców . Niektóre puszczone samopas wychowują się na pół samodzielnie. Jednak to odbywa się w porze wiosennej, letniej i wczesnojesiennej. Teraz cicha szarość i biel. Patrzenie na zimową szatę przez okna , z ciepłego mieszkania może być nawet przyjemne. Dziś ta moja przyjemność ,podwójna . Mam dzień wolny ,przed kolejnym sześciodniowym cyklem pracy. Zaraz zabiorę się za coroczny obowiązek wypełnienia rozliczeń podatkowych aby udowodnić państwu ,że oddałam im haracz od swojego życia. Nazbierało mi się tych rozliczeń parę ,bo reszta rodzinki otulona niemocą lub lenistwem idzie na łatwiznę podrzucając mi to nielubiane zajęcie . Odbębnię pańszczyznę , rozliczę całoroczną jałmużnę ,która udawała moją płacę. W międzyczasie ugotuję jakiś obiad ,którym posilą się domownicy ,kiedy po swoich zajęciach wrócą do domu. Wolny dzień minie nie zostawiając żadnego cienia po odpoczynku .

Jest już wieczór, za chwilkę wkleję w bloga tę notatkę ,może gdzieś w sieci odnajdę coś co przykuje moją uwagę ,a może przykuję się do męża i tak sobie wtuleni spędzimy wieczór. Ostatnie chwile wolnego dnia ,zanim sen upomni się o nas ,a my z chęcią poddamy się jego wołaniom.


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


GAL ANONIM
Notatkę dodano:2013-02-20 20:50:17

Ciężkie życie pamiętnikarza, jeśli chce się ująć codzienne sprawy i sprawki z kronikarską rzetelnością . Moje tu pisanie wymyka się z typowo relacjonujących sztamp , mało tu mojego życia . Czasami jakieś drobne wstawki, marginalne szkice, z których postronni nie wiedzą ,gdzie i jak żyję . Nie chcę się wypierać z prywatności ,co moje niech moje pozostanie . Jestem obca , i taka po przeczytaniu moich notatek dla czytającego pozostanę. Nie do końca mnie pozna. Na pół anonimowa , z lekkim nakreśleniem przemyśleń lub codzienności. Nie dokumentuję tylko prowadzę szkic. Nie wiem ,kto tu gości , choć to miłe ,że komuś się chce czytywać te nieporadne teksty. Nie budzę ostrej krytyki ani pochwał. Szufladkowe notatki dalej takimi pozostaną choć parę osób może zatrzymało na nich wzrok. Łatwiej byłoby mi prowadzić codzienny zapis o konkretnym temacie. Odchudzanie ,dbanie o urodę, czytanie książek . Jest temat ,stwarza się jego codzienną analizę : chudnę czy nie , pięknieję czy wręcz przeciwnie, czytam lub pochłaniam i opisuję . Łatwiej, u mnie droga pokrętnie prowadząca w niewiadomym kierunku . Dziś nie wiem co napiszę jutro ,ba ,nie wiem nawet co napiszę za chwilę. Jeśli dane mi będzie zauważyć coś co przykuje moją uwagę ,zatrzyma wzrok, zbulwersuje ,nakreślę swój tego szkic . Do szufladki, na przyszłość , a może wśród szpargałów zaginie w przepastnej przestrzeni sieci. Chcę się sprawdzić , na ile wystarczy pary do tych działań. Systematyczność . Będą przerwy , bo tak moje życie się układa ,że nie zawsze mam dostęp do kompa. Oderwanie od sprzętu powoduje niemożność powstania następnego tekstu. Uprzedzam , taka sytuacja będzie miała miejsce już niedługo i będzie przerwa w moim nadawaniu . Parę dni ciszy z mojej strony ,niezawinionych przeze mnie a przeze mnie uczynionych . Szuflada od tego nie ucierpi,będzie mniej szpargałów , a notatki w kolejne szkice uzupełnię w późniejszym czasie. To powyżej pisałam rano ,przed pracą . Teraz już wieczór i powolutku wyciszenie emocji całego dnia w którym na niwie zawodowej ciąg dalszy kwasów pomiędzy pewną grupą zawodową ,która niczym nie wzruszona nie chce odpuścić od swoich roszczeń. Nie ważne jest ,że siedemdziesiąt pięć procent załogi dzięki nim będzie miała obniżoną pensję . One chcą dostać co im się należy. Kwestia nie jest typu ,że nie dostaną tylko prośba o miesięczną zwłokę . Nie i basta.

Żyj tak aby nikt przez ciebie nie płakał.

Żyj tak aby każdego dnia móc prosto spojrzeć w swoje odbicie w lustrze.

Zło uczynione wraca z siłą zwielokrotnioną .

Frazesy ,które pomagają żyć z poczuciem uczciwości . Mi pomagają i mam wiarę w ich głęboką mądrość i sprawiedliwość,która , wcześniej czy później dopadnie tych ,którzy na jej karę zasługują. Taka wiara daje nadzieję ,na tę doczesną sprawiedliwość.

Taką czysto ludzką , nie kiedyś , w wieczności ,tu i teraz ,lub za chwilę ale ciągle tu.


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


SŁODKO KWAŚNY
Notatkę dodano:2013-02-19 21:36:41

 Moje miasto w zimowej scenerii.

Rynek mojego miasta w zimowej scenerii. Zdjęcie autorstwa Piotra Markiewicza - czarodzieja obiektywu. Uwielbiam spacery wieczorową porą po wspaniale oświetlonym rynku.

 

 

Dzisiejszy dzień od swojego zaczątku do późnego wieczoru obdarował nas sypiącym śniegiem. W różnym natężeniu i gęstości sypał biały puch z zaciągniętego chmurami nieba . Była i zadymka, i prószenie delikatne skrawkami śniegowych płatków ,spadanie pionowo bez żadnego kluczenia po drodze do ziemi ,oraz zawiewanie wiatrem , zawsze w nosy przechodniów. Ludzie w swojej desperacji ochrony przed oblepiającym garderobę oraz oblicza śniegiem wyciągali parasolki ,które po chwili stawały się białe z warstewką śniegowej pierzynki. Może to już ostatnie takie śnieżne dni tej zimy, a może nie ma zamiaru ona od nas odejść, i jeszcze chce pokazać ,że jej rządy się nie skończyły. Taki to dzisiejszy dzień trwał i byłby najnormalniejszym z normalnych moich dni. Poranne wyprawienie dziecka do szkoły , wyjazd do pracy , pominę swój niefortunny a może bardzo szczęśliwy upadek , bo zakończony jednak tym że szybciutko udało mi się wstać ,otrzepać ze śniegu i pójść bez żadnego urazu dalej. W pracy ,sytuacja naznaczona niepewnością , kryzys wszędzie wpycha łapska ,konflikt dyrekcji z jedną z grup zawodowych , przymus wypłacenia ogromnych pieniędzy tej grupie i oczywiście pozostali nie wiedzą nic, lub ich wiedza na temat sytuacji szczątkowa . Echa plotek, pogłosek roznoszone przez dobrze poinformowanych dają takim jak ja pracownikom perspektywę braku wypłaty w następnym miesiącu, lub tej wypłaty jakiś procent. Nie wierzę w plotki ,nie słucham pogłosek ,jednak cień wątpliwości został , ziarenko niewiedzy zasiane pęcznieje niepewnością . Kwaśny smak życia . Godziny pracy się kończą . Trzeba zniwelować kwas słodyczą , dzień musi być do strawienia i zostawić po sobie smak łagodny . Uwielbiam wizyty na basenie , przygotowana do niej ubrana niczym nastolatka idę w śnieżnej zadymce z radością wewnętrzną choć lenistwo mówi : patrz jak pada ,jedź do domu ,po co ci to.

Potrzebne - odpowiadam lenistwu, i wbrew stetryczeniu i metrykalnemu zapisowi wchodzę i zanurzam się w nierzeczywistości o temperaturze 28 stopni w stanie ciekłym. Kolejne długości pokonuję myśląc o tym żeby przepłynąć jeszcze raz ,i kolejny i następny. Nie odczuwam zmęczenia, ono zostało na zewnątrz. Moja godzina oderwania mija ,dzień lekko posłodzony,jednak to jeszcze nie koniec mojego doprawiania słodyczą . Mam troszkę czasu , jest ciemny wieczór ,po dziewiętnastej . Chmury nade mną niczym białe grzywy ,nie daleko a zarazem nieosiągalnie wysoko. Wytrzepują z siebie ten ciągle padający drobny śnieżek,którego warstwa na ziemi już minęła 15 cm. Ciemność miasta jest oświetlana różnobarwnymi światłami neonów, lamp, reklam . Spokojne o tej porze ulice przecinane tylko przez tych co naprawdę muszą wychodzić z domu lub do niego wracają . Takich jak ja ,którzy dla przyjemności spacerują i podziwiają ciszę pewnie niewielu. A ja idę przez tutejszy rynek ,którego cały obszar pokryty górkami zgarnianego w ciągu dnia śniegu tworzącymi monstrualne kopce ,niczym pozostałość gigantycznego kreta. Teraz to wszystko pokrywa i wyrównuje kolejna porcja delikatnego puchu. Kamienice podświetlone , reflektorami w których świetle wirują ku zagładzie płatki śniegu . Rynek opustoszał , jest wieczór , okoliczne banki i sklepy pozamykane o tej porze . A ja sobie słodzę , w uszach brzmi BLACK ze swoim "Wonderful Life" . Uwielbiam ,choć przynosi mi ten utwór pewną melancholię związaną z przeszłością i może dlatego tak rzadko słucham . Dziś jednak wspaniale mi współgrał z otaczającą podświetloną scenerią . Dosłodziłam swój dzień wystarczająco , pora wracać do domu . Tam ktoś na mnie czeka i to też jest miód ,który zabija wszystkie kwasy codzienności .

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ZEGAR BEZ TARCZY
Notatkę dodano:2013-02-18 19:37:47

Ciężkie pozbieranie po wolnych dniach,kiedy za momencik wstanie dziecko i zacznie się kołowrotek codzienności. Jestem rannym ptaszkiem,tak mnie skonstruowała natura .Tak skonstruowało życie i obowiązki ,które nie dają dłużej spać . Moje ciało nie chce się przestawić na wstawanie o dziewiątej . Moje ciało nie chce się nawet przestawić na wstawanie o szóstej. Norma to czwarta lub piąta. Nie ważne czy dzień powszedni ,święto , urlop. Budzę się i koniec spania. Może to jakieś zaburzenia w organizmie . Nie umiem i tyle. Zegar biologiczny daje spać pięć ,sześć godzin i budzi wrzaskiem : WSTAWAJ. Przyzwyczaiłam się choć budzę zdziwienie u obcych. Nie potrafią zrozumieć ,jak można wstawać skoro świt bez przymusu budzika. Mój budzik jest we mnie. Bezgłośny, gdzieś wewnątrz mnie daje sygnał , obudź się . Nie ważne ,że mogłabym jeszcze przytulona do miękkiej poduszki w objęciach Morfeusza spędzić parę godzin. Nie dane mi. Kiedyś wstawałam i już o tej wczesnej porze zaczynałam kręcić się po kuchni. Obiad ugotowany o godzinie siódmej rano ,to była norma. Teraz leżę , wchodzę na neta, robię coś dla siebie . Obiad - zdąży,proza życia – zdąży. Robię coś innego ,jednak zegara biologicznego nie jestem w stanie przestawić. Nie narzekam, nie jest mi z tym źle ,kwestia przyzwyczajenia i dla mnie zupełnej normalności. Domownicy też przywykli ,choć pozostali różnie do tego podchodzą . Politowanie , zdziwienie, różne reakcje na moją normalność. O dziwnej porze przedświtu potrafię normalnie na pełnych obrotach funkcjonować ,nie muszę nic robić aby się rozbudzić . Wewnętrzna pobudka i pełna gotowość do działania. Opór tylko jeden ,nie pobudzić pozostałych . Mieszkanko małe ,więc cichutkie ruchy,kocie skradanie po poranną kawę. Albo zakotwiczę nad lekturką w kuchni ,albo w pokoju przy kompie parę chwil przeznaczonych dla siebie. Taki początek dnia ,jeśli on wolny lub później do pracy tak jak dziś . Od szóstej powolutku zaczynamy prozę ,zaraz pobudka dziecka, szykowanie śniadanka , cała operacja przygotowań do wyjścia do szkoły. Dziecko jeszcze z rozchwianym wewnętrznym zegarem , czasami budzi się o szóstej czasami chciałoby pospać do dziewiątej. Nie mogę mieć pretensji o tę szóstą u niego ,obciążenie genetyczne. Jeśli coś ,jeśli akurat to ,ode mnie przejął ,próżne moje żale i wypominki. Będzie taki jak ja , zrozumiany przeze mnie i budzący zdziwienie u obcych. Krew z krwi. Dzięki takim drobiazgom i podobieństwom ,jest nadzieja ,że może uda się przekazać parę cech ,które nie najgorsze a które sprawią ,że cień podobieństwa do matki jakiś będzie . Koktail z cech ,od mamy i taty z domieszką indywidualizmu ,który z biegiem lat u niego będzie się rozrastał i niwelował to co od rodziców .

A kto wie, może kiedy będzie już dorosły , obydwoje sobie skoro świt wstaniemy aby napić się porannej kawki w swoim rozumiejącym się nawzajem towarzystwie. I żadne z nas drugiego się nie wyprze , bo wewnętrzne budziki zadzwonią o jednej porze i postawią na równe nogi ,dwa pokolenia genetycznie podobne.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ZŁO W KIMŚ
Notatkę dodano:2013-02-17 17:55:28

 

W pewnym dużym mieście zamordowano młodego człowieka. Poszedł z dziewczyną na dyskotekę i już z niej nie wrócił. Ktoś pozbawiony podstawowych zasad moralnych , skrupułów i jakichkolwiek zahamowań dokonał mordu.

Wg doniesień prasy sytuacja wyglądała następująco :

Chłopak i dziewczyna bawili się w jednym z pubów. Ok. godz. 3.00 nad ranem po wyjściu usiedli na pobliskim murku i zaczęli rozmawiać. W tym czasie obok nich przechodziło dwóch mężczyzn. Prawdopodobnie jeden z nich potknął się o nogę dziewczyny. Wrócił, uderzył ją otwartą dłonią w twarz i odszedł. 20-latek pobiegł za napastnikiem. Ten wyciągnął nóż i dziewięć razy ugodził chłopaka. Siedem z tych ran było śmiertelnych.

Czy to oznacza,że nasza młodzież jest zbrutalizowana, pozbawiona umiejętności przewidywania konsekwencji swoich czynów? Życie w ich oczach jest nic nie znaczące i nie warte . Nie ma tu prostych i jednoznacznych odpowiedzi ,które skażą całą młodą społeczność na jednolitą ocenę. W każdej grupie wiekowej występują degeneraci i wypaczeńcy, którzy nie liczą się z nikim i niczym.

Pozbawione skrupułów indywidua ,które z niezrozumiałych przyczyn potrafią kogoś uderzyć, pobić, skrzywdzić ,zabić . Nie ma żadnego wytłumaczenia ani usprawiedliwienia ich czynów. Oni nie mają oporów w dokonaniu takiej makabry,która normalnemu człowiekowi nie mieści się w głowie. Nie potrafię zrozumieć tej znieczulicy,braku zahamowań ,która powoduje ,że podnosi się rękę na obcą niczemu nie winną osobę. Potknął się o nogi dziewczyny , czyją to winą , ona siedziała , on szedł ,powinien patrzeć jak stawia kroki , gdzie idzie. A w sytuacji,kiedy wlazł jak cielę normalnym zachowaniem będzie przeprosić i pójść dalej. Nie ,tu jest inaczej. Nogi zawiniły , uderzę właścicielkę . Ona ma swojego obrońcę ,jednak nie przewidują jak sprawy się potoczą .

Śmierć za potknięcie . Gdzie tu sens tej śmierci, gdzie podstawy do jej dokonania? Nie rozumiem, nie potrafię po swojemu tego wytłumaczyć i przyjąć jakieś sensowne usprawiedliwienie. Nie chcę tłumaczyć i nie potrafię znaleźć nic co usprawiedliwi taki pozbawiony zahamowań czyn.

Moim wyrokiem byłaby kara ,która nie pozwoli aby ten człowiek kiedykolwiek i kogokolwiek skrzywdził.

Eliminacja.

Wiem ,że to brutalne ,i ostateczne. Ktoś go urodził, wychował,jest czyimś syneczkiem ,który w oczach matki jest ukochanym , niewinnym ,ciągle może małym dzieckiem. Mam dwóch synów i potrafię zrozumieć ból matki ,jej wiarę w swoje ukochane dziecko. Tylko to dziecko już jest dorosłe ,już odpowiada za swoje czyny . I jego winą nie są już podarte spodnie lub guz nabity koledze.

Jego winą jest czyjaś śmierć. Dokonana brutalnie ,bezmyślnie i bez żadnych skrupułów. Na zimno.

Dlaczego reszta społeczeństwa musi bać się takich ludzi ,którym nie sprawia problemu podniesienie na kogoś ręki ,skrzywdzenie i pozbawienie życia?. Dlaczego ta reszta społeczeństwa oprócz strachu musi później ze swoich ciężko zapracowanych pieniędzy utrzymywać wypaczeńca? Przez wiele lat ,a kiedy nadejdzie czas jego wyjścia na wolność ponownie się bać lub dalej utrzymywać bo przecież on nie ma za co żyć.

Ja nie chcę żyć w strachu , z obawą rozglądać się czy wieczorową porą ktoś ze złymi zamiarami się do mnie nie zbliża . Nie chcę spotkać na swojej drodze kogoś dla kogo moje życie jest nic nie znaczącym faktem ,który można niczym płomień świecy zdmuchnąć jednym ciosem noża.

Cenię swoje życie i chcę bez strachu się nim cieszyć. Chcę swoje życie przeżyć tak jak Ktoś na górze o nim zadecydował i niech ta decyzja nie będzie podjęta przez psychopatę żądnego krwi obcej osoby.

 


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


MAŁY GEST
Notatkę dodano:2013-02-16 20:23:04

Ostatnio z okazji Walentynek ,pisałam o tym ,że to akurat święto jest mi niepotrzebne. Tak jest i tego nie zmienię . Przyjemnie jest dostać od swojego lub nawet obcego mężczyzny kwiatek , jakiś drobiazg ,który sprawia ,że bardziej czujemy się kobietami. Nie tylko drugą ,równoprawną lub w niektórych związkach, mniej prawną połową ,ale właśnie kobietami. Takimi o które czasami wbrew wewnętrznej siły ,która w nas drzemie lub całkiem odkryta po prostu jest, mężczyzna okazuje nam niejako hołd. Może to zbyt górnolotne słowo,i nie każdej kobiecie potrzebne są akurat takie dowody dbałości mężczyzny o kobietę . Pomimo swoich poglądów dotyczących równouprawnienia między płciami ,swojego udowadniania ,że od mężczyzn nie jestem gorsza lubię gesty ,które teoretycznie podkreślają moją słabszą płeć .Nie przeszkadza mi jeśli mężczyzna przepuści mnie pierwszą , otworzy przede mną drzwi. Nie umniejsza to mojej wartości ,a jeśli ten ,który te drzwi otwiera ma coś więcej w podtekście tej czynności niż tylko gest kultury , nie wnikam w to. Odbieram jako wychowanie , dobre w moich oczach. Nie ukrywajmy kobiety w swojej strukturze od mężczyzn gorsze nie są . Nie generalizuję i nie wywyższam żadnej z płci . Nasza populacja składa się z różnych osobników i może się zdarzyć facet ,którego na rękę pokonam ,choć będzie to jeden ułamek promila męskiej społeczności. Takie zawody nie mają sensu ,każdy z nas ma inne walory , które mogą być lepiej u poszczególnych osobników ukształtowane. Mamy jakieś predyspozycje, coś robimy lepiej coś gorzej . I nie istotna jest tu płeć . Rywalizacja , walka zbędna choć niektórym dodająca skrzydeł lub te skrzydła podcinająca, jeśli okaże się że jednak jesteśmy słabsi od Kowalskiej z dołu ,która sama przekopała ogródek i nie skarżyła się na bolące plecy. Moje prywatne zdanie ,feministyczne poglądy nie przeszkadzają mi przyjąć od faceta kwiatka ,który nie będzie niczym innym niż dowód sympatii .

Mężczyzna ustępujący miejsca kobiecie, przepuszczający ją pierwszą do autobusu, otwierający jej drzwi pomimo nieznajomości jest w moich oczach po prostu dobrze wychowany. Nie wstydzi się swojego gestu,choć w większości swojej, pozostali panowie będą patrzyć na to zachowanie z niejakim politowaniem .

Ostatnio byłam na uroczystej mszy , gdzie zebrało się nie tylko wielu wiernych , ale znaleźli się też przedstawiciele naszego wojska . Panowie ubrani w mundury, traktowani jako goście zajęli wyznaczone im miejsca w początkowych ławkach. Nie byli to weterani o wiekowej powierzchowności tylko całkiem młodzi , przed wojskową emeryturą mężczyźni w sile wieku. Ogrom wiernych sprawił ,że jak to w takich sytuacjach bywa po prostu zabrakło miejsc. Traf chciał , tuż za plecami panów w mundurach stanęła kobieta ,nie powiem,że stara . Może równolatka gości . Żaden z nich nie zauważył niewiasty. Tam gdzie pierwotnie stanęła,czyli za czujnymi wojskowymi ,stała już do końca mszy,niezauważona . Czego wymagam ? Może faktycznie zbyt wiele. Ktoś ich uczył szacunku do kobiet ,może nawet sfeminizowana kobieta i teraz ten szacunek w szczątkowej postaci ,że ustąpi się miejsca ale tylko komuś kogo znam. Obca niech sobie stoi.

Za wielkie moje wymagania ? Może za wielkie ,może utopijne , tylko nie dziwmy się ,kiedy kobieta z widoczną ciążą stoi w pełnym autobusie i nikt jej nie ustąpi miejsca bo przecież to nie moja matka,żona ani kochanka ,to co obcej mam ustępować ? Żenujące i bulwersujące ale prawdziwe.


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


KIERAT
Notatkę dodano:2013-02-15 18:56:17

Powrót po urlopie do pracy ,zawsze wiąże się z jakąś irracjonalną obawą. Bezsensowna i dziecinna , nie wiadomo czego dotycząca i po co w umyśle powstaje. Każdy pierwszy dzień poprzedzony jest nocą o czujnym śnie. Przebudzam się parę razy aby sprawdzić ,która godzina i ponownie zapaść z półdrzemkę do następnego ocknięcia i sprawdzania czasu. Nie wiem czym to jest spowodowane, przecież nawet jeśli spóźnię się tego pierwszego po wolnym dnia ,nikt mi głowy za to nie urwie. Świat się nie zawali, gospodarka narodowa nie popadnie w większą ruinę .

Nie spóźniam się , tak jestem zaprogramowana. I nie potrafię zrozumieć tych co notorycznie się spóźniają . Fakt , zdarza mi się wychodzić w ostatniej chwili , biec w szaleńczym galopie , umęczyć się brakiem kondycji i pomstowaniem na własne braki organizacyjne . Robię rzeczy ,które akurat w ostatniej chwili ubzdurałam ,że muszą być zrobione . A później pośpiech , bieg, szaleńcza pogoń na czas. Ale zawsze mam akurat taką rezerwę czasową ,że zdążę . Konstrukcja nie daje się spóźniać . Jeśli operacja wyjścia gdzieś jest moją osobistą i zupełnie prywatną oraz samotną nie ma problemu . Sama sobie nawymyślam , ustalę pokutę i trwam w postanowieniu poprawy do następnego razu .

Gorzej sprawa się ma ,kiedy to wyjście jest wspólne , z mężem – zawsze ma ze mnie używanie . Pobłażliwy uśmieszek i niewinne pytanko – co tak długo ci zeszło? . Wyrzut sumienia . Staram się więc jak mogę przy tych wspólnych wyjściach przyjacielsko nastawić do siebie czas. Rezerwę robię większą , przygotowania rozpoczynam aż za wcześnie . Wiem ,że zdążyłabym nawet jeśli zacznę coś troszkę później ale aby wyrzut sumienia nie miał na mnie haczyka, staram się . Widocznie zepsuty genotyp jakiś czy upośledzenie bycia luzakiem. Mogę żartować , głupstwa gadać , śmiać się z durnot a nie potrafię się spóźnić i nie czuć z tego powodu wewnętrznego wyrzutu sumienia. Niepełny luzaczek. W kwestii spóźnień nie potrafię być niefrasobliwa. Od wielu lat pracuję tak ,że mój tydzień nie ma ustalonych reguł : praca poniedziałek – piątek ,odpoczynek sobota – niedziela. Pracuję i w święta i niedziele i dni które inni maja wolne . Teoretycznie przyzwyczaiłam się i nie przeszkadza mi taka forma i czasokres. Kiedyś zdarzyła mi się sytuacja ,wolny dzień w tygodniu – zapomniałam jakoś o nim .Przebudzenie, mózg wysyła sygnał : do pracy. Otumaniona tym sygnałem zaczynam w zupełnej panice lot po domu , ale przecież nie zdążę ,bo mój autobus odjeżdża za 10 minut . Klątwy rzucane na wszystko i wszystkich od męża zaczynając ,przecież miał przestawić zegarek ...Zupełna bezsilność ,

nie zdążę ,

            nie zdążę ,

                           nie zdążę .

Bezsilność zamienia się we wściekłość , łzy jak grochy zaczynają bezwiednie kapać na nocną koszulę ,która jakby nie zrozumiała ,że powinna być zastąpiona innym ubraniem . Czas przez moment stanął w miejscu ,emocje sięgnęły zenitu w huśtawce nastrojów. Otumanienie ustąpiło a ja zorientowałam się ,że przecież mam dziś wolne... Raz jeden zdarzyła mi się taka sytuacja , dająca szansę na spóźnienie ,którego nie byłabym w stanie nawet swoim galopem ułagodzić . Każdy normalny człowiek podszedłby do tego racjonalnie ,jakoś to będzie , wytłumaczę się i będzie git . Nie ja ,ja mam w kwestii spóźnień zero luzu . Wybrakowany egzemplarz , chyba nie do naprawienia. Zresztą komu by się chciało naprawiać wadę wrodzoną .


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ZAOCEANICZNA TRADYCJA
Notatkę dodano:2013-02-14 18:02:16

 Anonimowy Iksiński wyznał napisem na zabytkowym murze miłość do jakiejś mojej imienniczki ,ciekawe czy napis przetrwa uczucie czy uczucie napis.

Zdjęcie : Anonimowy Iksiński wyznał miłość napisem na zabytkowym murze jakiejś mojej        imienniczce,ciekawe czy napis przetrwa uczucie ,czy uczucie napis.

 

 

Jeszcze 25 -28 lat temu niewielu o tym święcie wiedziało. Nie było tradycji ,nie było zwyczajów , kartek ,serduszek , całusów i w różnej czerwieni prezentów i maskotek. Ogólnie panująca szarość ,w oczach młodych ludzi tamtejszego czasu też miała swoje barwy .Zakochanie i miłość koloruje świat choćby otaczająca rzeczywistość była najbardziej szarobura. Także w tym wspomnianym przeze mnie czasie , na który to przypadały pierwsze moje miłości i zauroczenia ,koloryt był inny ,choć pozbawiony obecnego wszędobylskiego czerwonego chłamu . Nie obdarowywaliśmy się maskotkami nawiązującymi do przybyłej zza oceanu tradycji. Nasze zakochanie miało inne pamiątki ,inne święta ,prezenty i tajemnice osobne dla każdej z par.

Tylko nieliczni wiedzieli kim był ,oraz czyim patronem w kulturze był święty Walenty. Nieliczni wiedzieli , w formie ciekawostki nie zaś nachalnych ,wszechobecnych nic nie znaczących oprócz potencjalnych zysków wartości . Takim epizodem w moim życiu był telegram z okazji Walentynek choć inaczej w treści nazwanych ,który otrzymałam 27 lat temu. Dla niewtajemniczonych uwaga - telegram to coś na wzór sms na papierze ,który nadawało się na poczcie , i dochodził w tempie błyskawicznym czyli jak ktoś miał szczęście to tego samego dnia a jak bez tego szczęścia to na następny, ówcześnie telegramy kojarzono ze złymi informacjami ,gdyż w ten szybki sposób przeważnie informowano o pogrzebach i tragediach w rodzinie .Odbiór więc telegramu zawsze stwarzał irracjonalne poczucie strachu , że coś złego się wydarzyło.

Wracając do sedna , otrzymałam ten telegram o treści „ NIE PRZYJADĘ PRZEPRASZAM STOP STO BUZIAKÓW Z OKAZJI IMIENIN WALENTEGO”podpis.

Pamiętam święte oburzenie mojej mamy ,jak można takie durnoty pisać w telegramie ,kto to ...po co to … Nie było końca wymówkom rodzicielki. Ja sama nie wiedziałam jak mam do tego zjawiska korespondencyjnego podejść . Sądzę ,że największe wrażenie zrobił na mnie początek telegramu. Reszta była tylko nic nie znaczącymi słowami. Czy obecnie w zalewie walentynkomanii też nic by nie znaczyła? Co pokolenie inna moda ,inne priorytety, inna ważność słów,czynów i gestów od ukochanych osób. Może teraz właśnie te pierwsze uczucia potrzebują takiej kolorowej oprawy ,my kiedyś nie nauczeni ,nie potrzebowaliśmy. Wielkim darem był wiersz skrobnięty nieporadnie ,który przechowuję do dziś dnia gdzieś w zakamarkach przepastnej szuflady. Pożółkły już i częściowo zatracający swą treść , jest pamiątką ,która dla mnie ważniejsza niż wszystkie maskotki i czerwone serduszka ,które obsypują marketowe wystawy. Moja pamiątka tylko dla mnie stworzona była i taką tylko ja posiadam . Jednorazowa pomijająca tradycje i mody ,nikt na niej się nie wzbogacił ,bezwartościowy skrawek papieru o wartości dla mnie ogromnej i niepowtarzalnej .

Można to nazwać sentymentalizmem ,można dziwactwem . Moje lata młodości nie potrzebowały Walentynek. Nie znaczy ,że ganię , po prostu mogę się bez tego obejść . Czy obecna młodzież też może ? Nie wiem , i wśród nich różne osobowości z różnymi potrzebami ,więc zapewne znajdą się i tacy ,którzy doskonale funkcjonują bez obowiązkowej w tym dniu Walentynki .Którym wystarczy żywa osoba ,z którą jak każdego innego dnia wymieni całusa,pójdzie na długi spacer wieczorową porą , i bez zbędnych drobiazgów wyzna miłość swoimi słowami.

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


BIEGUNY
Notatkę dodano:2013-02-13 18:08:05

Prawda i kłamstwo, dwa bieguny ,których istnienie i korzystanie z nich każdemu znane . Nie wiem czy żyje na tym łez padole osoba ,która nigdy nie skłamała ,choć w najdrobniejszej ,najmniejszej i najbardziej błahej sprawie. Wśród nas są wieczni kłamcy ,którzy po wielokrotnym powtarzaniu swoich wersji zaczynają w tę właśnie wierzyć . Nie wiem ,czym jest to spowodowane , ale i nie moim zadaniem ocena moralna kłamczucha. Staram się z takimi wiecznymi oszustami mieć jak najmniej do czynienia . Jeśli odkryję sama ,że byłam okłamana , tracę zaufanie . Nie chcę ponownego oszukiwania ,odsuwam się z kręgu tej osoby.

Nie jestem kryształem ,który zawsze prawda i tylko prawda. Wybielanie się nie ma sensu ,wiem jak jest i okłamywanie samej siebie zahaczałoby o tchórzliwy brak umiejętności oceny swoich braków . Moje kłamstwa nieistotne, maleńkie ,wytłumaczalne i dotykające tylko epizodów życiowych .

Z zasady ,z wyuczenia przez rodziców ,nie kłamię . Nie zawsze dopowiadam do końca całą prawdę ,a to ominięcie , obejście nie powoduje kłamstwa . Nie pogrążam się , nie muszę kluczyć w kolejnych tworzących łańcuszek kłamstewkach . Niedopowiedzenie nie stwarza prawdy, stwarza lukę która powinna być tą prawdą wypełniona. Czasami lepiej jak zostanie luka ,i jeśli nie jesteśmy skazani na jej wypełnienie nie robimy tego .

Kłamstwo wielkokalibrowe od kochanej osoby nie przedawnia się,nie podlega amnestii a także przez lata niewiedzy nie staje się prawdą . Jeśli dowiem się po latach o jakimś fakcie z zamierzchłych czasów,przeinaczającym moje patrzenie na tę osobę , to w dalszym ciągu będzie to oszustwo ,nie przeistoczy się w prawdę . Czy odepchnę kochaną osobę ,czy opuszczę jej krąg znajomych ? Nie wiem , nie chciałabym takich dylematów przeżywać , to tylko moje egzystencjalne filozofowanie późnym popołudniem .

Nie każdy potrafi słuchać słów prawdy,nie potrafi przyjąć w całej jej surowości . Ludzie sami wolą być okłamywani, czasami tak jest wygodniej , milej , przyjemniej. Małe komplementy , wypowiadane ze szczerym patrzeniem prosto w oczy , choć w naszym odczuciu zupełnie odbiegające od rzeczywistości to też kłamstwa. Mały kaliber. A każdy woli usłyszeć coś miłego i w to choć częściowo uwierzyć ,choć niejednokrotnie wrodzony sceptycyzm nie pozwala uwierzyć do końca w miłe oszustwo .

Niejednokrotnie ,kiedy mówiłam całą prawdę budziła ona jeszcze większa niewiarę niż bym okłamała. Nie chciano wierzyć moim słowom z góry zakładając moje oszustwo ,bo jak można patrząc w oczy, z pokerową twarzą mówić całą prawdę. Niemożliwe, niesamowite i nierzeczywiste .

A było i możliwe i jak najbardziej rzeczywiste .


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


KONIEC LABY
Notatkę dodano:2013-02-12 17:30:13

Jutro ostatni dzień urlopu , przeleci zapewne szybko jak i inne dni, które mijają ,niewiele po sobie zostawiając . Znowu zacznie się codzienny kołowrotek. Praca ,dom ,dom ,praca. Zaprowadzić dziecko ,przyprowadzić dziecko, ugotować obiad, rozplanować , zaplanować ,wykonać , odpocząć . Do kolejnego wolnego ,który będzie wypełniony kolejnymi planami , i ich wykonaniem. Dzięki pracy dni będą uciekać jeszcze szybciej , pozostawiając na resztę życiowych spraw dużo mniej czasu. Mechaniczne wykonanie, racjonalizatorskie planowanie. Gimnastyka nie zawsze artystyczna z gotówką w portmonetce ,która nie chce na wszystko wystarczyć , i która robi ekwilibrystyczne uniki z tej portmonetki. Nie będę narzekać ,bo to urealniłoby wprawdzie te moje wpisy ale narzekanie nie pomaga , a tylko bardziej destrukcyjnie wpływa na samopoczucie. Lepsze okazują się czary , zaczarowanie codzienności, magia rutyny. Uwierzyć w swoją wielkość bez kasy. Dostrzec pozytywy,zapominając o negatywach. Jak coś mnie wkurzy ,staram się przez chwilę , czasami godzinę, czasami dzień lub dwa ,odsunąć od siebie. Jeśli mogę sobie pozwolić to nie reaguję. Milczę , trawię problem, rozkładam na elementy to co mnie zdenerwowało. Ale powstrzymuję się od działania. Ktoś coś napisał , w korespondencji ze mną , ubodło , poczekam . Nie jestem kaczką ,po której niczym woda wszystko bez oznak wilgoci ścieknie. Bywam mokra jak szczur z kanału. Nie dam satysfakcji swoją nieprzemyślaną odpowiedzią . Przeczekam. Wydoroślałam z czasu ,kiedy wszystko załatwiałam na gorąco ,później żałując swoich pochopnych działań. Bo można było coś rozegrać inaczej ,napisać mądrzej, zadziałać bardziej racjonalnie. Gorąca głowa potrzebowała lat aby dojść do stonowanych działań, do powstrzymania się . Czasowa moja analiza problemu ,odczekanie daje inny pogląd. Bywają sprawki ,którym nie pomaga uleżenie . Nic nie wnosi , nic nie zmienia. Ale ja daję im szansę , daję możliwość i czas. Daję też sobie taką możliwość ,żeby przemyśleć alternatywne rozwiązania , wyciszyć emocje i uwierzyć ,że takie stonowane działanie jest głębsze i lepsze bo przefiltrowałam śmieci i głupie działania a pod sączkiem zostało samo meritum sprawy do której muszę się odnieść i wyprostować .


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 163339
Osób: 145794