Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

BYWA STRASZNIE
Notatkę dodano:2013-02-01 19:25:39

Mój dzień rozpoczęłam dziś wyjazdem na ulubiony basen, mąż druga zmiana, to ja przed szóstą rano wypad tam gdzie lubię i gdzie mimo fizycznego wysiłku znajduję naprawdę wiele radości . Nadgryziony kolejną po pełni kwadrą, księżyc świecił a przed nim w szalonym tempie przepływały popychane silnym wietrzyskiem strzępy chmur. W swoim sprincie po niebie raz odsłaniały ,to znowu okrywały ciemnością pojedyncze iskierki gwiazd ,których natężenie światła było skromnym tylko i niewidocznym tłem dla jasności dalekiego księżyca. Dla mnie takie niebo jest piękne a zarazem daje odczuć coś z horroru ,czy grozy ,która czai się nie tylko gdzieś tam, bardzo wysoko ale także tu ,gdzie ja jestem . Mam wrażenie ,że taka sceneria jest wymarzona do niecnych czynów, złych występków i krzywd dokonanych na nieświadomych niczego i nie spodziewających się .Nie jestem istotą strachliwą ,jednak zdarza się ,że wewnętrzna obawa jakoś narasta i ogarnia więcej niż chciałabym jej pozwolić na ogarnięcie . W poszumach i dźwiękach otaczającej natury dopatruję się czającego się na mnie zła,które zaatakuje jeśli tylko stanę się na nie nieprzygotowana i nieopatrznie stracę czujność. Strach ,który we mnie potęguje w sytuacjach ,które niejako sama wymuszam wyobraźnią ,w pełnej tego faktu świadomości a zarazem nieumiejętności zapobieżenia temu staje się zaczątkiem mojej przed nim obrony . Irracjonalny i ogarniający od środka ,staje się przyczyną mojego oporu i zachowań,które ,jeśliby doszły do skutku mogłyby mieć konsekwencje i stać się przykrym wspomnieniem. Na szczęście ten mój strach z ogromnymi oczyma , figlarnie jak do tej pory mruży do mnie oczko . Pamiętam sytuację , z czasów ,kiedy byłam jeszcze panienką , a sytuacja życiowa sprawiła ,że akurat byłam jak to się teraz mówi singielką ,wolną niczym ptak choć wcale wtedy tej wolności nie pragnącą .Ale akurat moje stany emocjonalne na inną notkę może zostawię . Teraz o czym innym będzie. Mianowicie samotną będąc zapragnęłam wybrać się do kina . Jakoś wszystkie moce się sprzysięgły przeciwko mnie ,i nie było możliwości znalezienia towarzystwa ,zresztą film nie dla wszystkich dobry ,o czasach stalinowskich , ówcześnie uznany za głośny i obnażający przeszłość pod tytułem „Pokuta”. Czyli nie relaksujący a wręcz przeciwnie dający do myślenia i zatrważający opisywanymi wydarzeniami. Dodatkowo ,seans rozpoczynał się ok godz 19 czy też jeszcze później a film długi bo 155 minutowy ,co prawda jakiś schyłek lata to był więc rozpoczynał się seans jeszcze o dniu ,natomiast kończył już ciemnym zmierzchaniem. Trafu trzeba aby w tym kinie ktoś przykuł mój wzrok i sprawił wrażenie obserwowania akurat mnie. Irracjonalne , pewnie wywołane moim patrzeniem na jegomościa . Jednak po seansie ,moje wrażenie wcześniejszej obserwacji pozostało i nasiliło poczucie strachu gdyż na pustych o tej porze ulicach okazało się ,że ktoś na równi ze mną kroki stawia parę metrów za moimi plecami. Groza sytuacji karmionej wyobraźnią zaczęła narastać ,coraz mniej budynków na drodze i strach wytrzeszczający swoje wielkie ślepia . W pewnym momencie dotarłam do takiego aktu desperacji, że sięgnęłam po składaną męską parasolkę i byłam gotowa użyć jej ,choćby nawet idący mężczyzna zapytał tylko grzecznie : która godzina...

Było to lat temu bardzo wiele ,jednak sądzę ,że nasze dziwne zachowania w poczuciu strachu stają się przez ten strach wyolbrzymione i przepełnione obronną agresją ,choćby nawet nic nam nie groziło.

Wielka moc wyobraźni podsycana mediami stwarza w nas poczucie zagrożenia ,które albo paraliżuje albo staje się motorem do działań .

Każda sytuacja potrafi stworzyć inną reakcję u różnych osób i nie jestem w stanie przewidzieć jaka ona będzie akurat u mnie . Przyjmuję zakłady i obstawiam „działanie” ale to tylko moja spekulacja, a może pobożne życzenie .


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ODCISK STOPY
Notatkę dodano:2013-01-31 19:32:16

Mam więcej czasu ,dzięki chorobie dziecka i przymusowemu zwolnieniu .Nie mamy komu małego podrzucić, więc po raz pierwszy od jego urodzenia musiałam wykorzystać możliwość opieki na chorego nieletniego. Dzięki tej chorobie , nie rozmijamy się z mężem ,ty do pracy ja do domu,i na odwrót. Wreszcie mamy troszkę czasu ,kiedy rano budzimy się ,leżąc leniwie w łóżku ,z którego nie trzeba od razu jak do pożaru ,szybko,szybko bo praca ,bo mam wdrożone ,że nie spóźniam się ,bo konstrukcja nie pozwala na dodatkowe drzemki. On akurat ma drugą zmianę więc to poranne lenistwo różny obrót przybiera... Pominę takie bardziej pikantne obroty ,skupię się na leniwym,lenistwie ,kiedy mamy czas na słowa,rozmowę ,poranne pogaduchy szeptane aby chory zza ściany jeszcze pospał.

Dziś mój mąż zapytał ,a co będzie jak zabraknie ci pomysłów do tego bloga.

Ciekawość ,mężczyzny czytującego wypociny żony .

Nic nie będzie ,przez kilkadziesiąt lat nie pisałam ,bo nie czułam takiej potrzeby, a może więcej innych spraw na głowie bywało ,a może możliwości techniczne nie pozwalały . I jakoś żyłam ,to i przeżyję kolejne ,które będą po romansie z blogowaniem. Codziennie coś się wydarza , nie opisuję swojego życia ze szczegółami ,to są tylko jakieś szkice, leciutkie pociągnięcie rysikiem ołówka i na papierze życia ,zostaje ślad. Dla postronnych niewiele znaczący ten mój ślad, może ktoś to przeczyta, może pomyśli ,durna baba, a może znajdzie jakąś nić porozumienia swojego szkicu z moim.

Nie wiem ,co ktoś myśli o tym moim pisaniu ,bo brak reakcji . Nikt nie gani ,nikt nie chwali . Bo i cóż w tym ciekawego , parę zdań, parę słów,których może nawet nikt nie czyta. Robię to dla siebie ,bo chcę . Bo słowa dają szansę na przemyślenie , pozwalają zauważyć ,chcą opisać ,dla mojej pamięci ,dla mnie . Dzięki temu,że siadam do tych zapisków ,wyciszam się ,więcej zauważam ,mam czas na analizę . To taka przerwa w codziennej gonitwie, terapia oderwania od codzienności. Choć ta codzienność z każdej literki łypie swoim humorzastym oczkiem. Cóż mogę opisywać ,skoro moje prywatne życie takie monotonne, spokojne . Podobnie jak rzeka .

Mam niedaleko swojego miejsca zamieszkania rzekę , lubię nad nią chodzić i jest ona czasami miejscem docelowym spacerów. Płynie ciągle w jednym kierunku ,monotonna w swojej stałości i wydawałoby się ciągle jednaka. Jednak w zależności od tego co dzieje się gdzieś u źródeł,gdzieś pomiędzy źródłem a moim miejscem obserwacji, inna. Raz powolna ,innym czasem srogo zmarszczona przyspieszająca tempa ,zwiększająca poziom wody, szybkości , groźności i głośności. Czasami widać jej dno ,i wydawałoby się ,za chwilę wyschnie i zniknie ,zostawiając po sobie tylko ślad bytności .Innym razem zupełnie odmienna pokazująca swoją siłę i moc. Jej kolory i barwy w których od kałużowej szarości z brązowymi niuansami mieszanin ziemi ,które porywa do przybrudzonej zieleni lub niebieskości odbijających się obłoków to wszystko różne i odmienne ,podobnie jak mój byt. Coś nas łączy i wiele dzieli ,bo ja zniknę i ślad mój tutaj ,zabiorę ze sobą a ona zostanie pewnie dłużej ,ciągle tocząc swoje wody. Choć tak na dobrą sprawę ja swój mały ślad jednak też tu zostawię . Podobnie jak koryto wyschniętej rzeki byłoby po niej śladem ,po mnie zostaną moi synowie i czy tego chcą ,czy nie ,to będzie mój ślad który stanie się świadectwem mojego tu bycia.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ŻYCIOWE WSTAWKI
Notatkę dodano:2013-01-30 18:38:36

Jestem optymistką,może nie taką aby zarażać i emanować swoim pozytywnym podejściem,ot optymizm na użytek własny. Czasami komuś zdarzy się przy nim nabrać większej wiary na powodzenie,na udane finisze projektów ,które sam chce wprowadzić w życie, a strach pesymizmu nie pozwala na uwierzenie w to ,że mogą się udać . Czasami komuś zdarzy się z zazdrością łypnąć okiem na durnowatą radość moją ,kiedy dostaję kopa w tyłek a mimo to rozcieram bolące miejsce i mówię, zaraz przejdzie ,mały pikuś taki kopniaczek. Może dzięki temu jakoś udaje mi się widzieć kolor w chwilach ,które chcą być widziane w sepii i szarościach. Może to ten wrodzony lub z biegiem życia nabyty optymizm daje siłę i moc aby każdego dnia otwierać oczy ,wstawać ,zobaczyć coraz bardziej pokrytą zmarszczkami twarz ,zauważać je i nie przejmować się w kolejnym tworzącym bruzdy na twarzy uśmiechu do porannego ,zaspanego odbicia w lustrze. Taka kolej ,a przyjęcie i zaakceptowanie to pewnie też część mojego optymizmu. Może akurat tą cechę dostałam w niematerialnym spadku po moim kochanym Tacie. Minie niedługo osiem lat od kiedy go nie ma a ja wierzę w to ,że gdzieś tam ,daje mi znaki i swoją mocną ręką kieruje w lepsze strony. Nie widzę Go chorego ,a takim powinnam zapamiętać z ostatnich tygodni ,dla mnie zawsze będzie wielkim, mocnym facetem,sypiącym anegdotami ,uwielbiającym grzybobrania w których od dzieciństwa mu towarzyszyłam i złotą rączką w kwestiach męskich prac . Był wszechstronny i uparty w dążeniu do ukończenia tego co zacznie. Nie wszystko dałam radę od niego przejąć , upór mniej mnie zmusza do mety działania. Poczucie humoru z niejakim przymrużeniem oka od niego przejęłam a grzybobrania ...samotne ,dalekie w oczach innych najeżone niebezpieczeństwem – uwielbiam . Znikam gdzieś w leśnych ostępach ,zmierzając w nieznanym kierunku z którego zawsze udaje mi się wrócić ,budząc zdziwienie a u niektórych podziw dla takich eskapad. Nie wiedzą i nie zrozumieliby ,że te moje samotne wyprawy ,samotne są tylko dla nich , mi towarzyszy mój Tato. Tak jak kiedyś ,kiedy miałam bardzo niewiele lat i nie mogłam nadążyć za Jego długim i szybkim krokiem. A może ten mój marszowy krok,który niejednokrotnie innych zostawia w tyle to też prezent od Niego ? Zupełnie nie kobiecy, bez tych drygnięć ,zarzuceń tyłkiem ,szybki i przed siebie.

Twardy jak u twardego faceta ,może miałam być synem ,choć nigdy mi nie okazał ,że jestem kimś gorszym z uwagi na płeć . Wychował na twardą kobietę ,nie pozbawioną wrażliwości i umiejącą szczerze przyznać się do winy , z odkrytą twarzą przyjąć krytykę ,ale też potrafiącą wypowiedzieć swoje zdanie ,choć czasami po plecach się za to dostało . Pewne zasady , które dają siły i tworzą ze mnie człowieka o pewnej dozie surowej sprawiedliwości ,która nie krzywdzi ,choć czasami ciężka do przyjęcia pozwala mi na codzienne,bez obrzydzenia spojrzenie w lustro . Mam świadomość ,że żadna z mijanych w moim życiu osób nie była przeze mnie celowo skrzywdzona,i każdemu z tworzących epizody mojego żywota mogę bez wstydu spojrzeć w twarz. Czy to wiele ,czy tylko krztyna nie oceniam ,jednak ze świadomością bycia w porządku wobec siebie i innych chyba łatwiej mi żyć .


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


COŚ WARTOŚCIOWEGO
Notatkę dodano:2013-01-29 19:02:17

Kolejny dzień,który nie wiem co przyniesie. Niby czegóż mogę się spodziewać ,jak moje życie otoczone spokojem ,stagnacją ,wyciszone. Nie mam pretensji o to aby było ono szalone,pełne dziwactw .Akurat takie jak prowadzę jest moim wyborem,nie szukam innych podniet,które utwierdzą mnie tylko w przekonaniu ,że to które mam jest dobre. Zwykłe,życie ,najnormalniej w świecie przewidywalne i spokojne a dzięki temu kroczenie przez nie jest zwyczajną ,prostą drogą. Proste zasady,których poszanowania nauczono, i których ponadczasowość przez niektórych podobnie jak przeze mnie wprowadzona w życie. Nic nie jest do końca czarne ,ani do końca białe,zawsze mogę znaleźć argument na poszarzałą czerń ,lub zbrukaną biel. Jednak są wartości, które cenię i są dla mnie ważne. Jestem tylko człowiekiem i potykam się ,czasami upadam, dokonuję mało trafnych wyborów lub błędnie decyduję się na coś ,co od początku skazane na porażkę. Jednak moje człowieczeństwo pozwala mi na te klęski i małe moralne katastrofy. Życie koryguje zachowania ,usprawiedliwia nie do końca moralne wybryki . Życie w końcu swoim przepływaniem dokonuje na nas rozgrzeszenia i daje szansę, poprzez dorastanie i zdobywanie jakiejś tam mądrości ,na dalszą drogę . A my kroczymy tą drogą i nasze potknięcia uczą pokory, czasami nas hartują , lub dodają hardości . Różne potknięcia i różne z nich nauki.

Ile z każdego upadku w nas zostanie z tej wiedzy ,ile nas złamie a ile wzmocni , nie ma reguły.

Każdy jest inny ,i każdemu co innego dane ,choć podobne mogą być przeżycia ,dwóch jednakowych bytów nie uświadczysz.

Jestem wadliwą jednostką ,która ceni słowność i jeśli coś obieca to choćby z wnętrza ziemi to wyciągnie . Nie obiecuję bez pokrycia ,jeśli wiem ,że nie spełnię obietnicy nie składam jej .Jeśli jednak rzeknę słowo to dotrzymam ,moje niezrozumienie budzą obietnice rzucane na wiatr.

Taka obietnica jest w zarodku swoim brakiem szacunku do osoby ,której obiecujemy.

Ostatnio ,ktoś coś mi obiecał,to był drobiazg ,zupełnie nie materialna sprawa . Bez kosztowa ,której wartość stanowiło trzy minuty w internecie, moje zadowolenie z dotrzymania słowa i wiara ,że ta osoba potrafi takowego dotrzymać . Nie udało się .Trzy minuty wykradzione z ważnych , życiowych spraw nie nastąpiły, za to nastąpiła tej osoby ocena, w mojej hierarchii wartości .

Ile stają się warte jej słowa w większych sprawach ? Skoro mała nie dała rady być przeprowadzona.

Teraz zgodnie z koleją rzeczy ,przy najbliższym spotkaniu będzie konsternacja,przeprosiny z ważkim argumentem na wytłumaczenie się i mój pobłażliwy uśmieszek ,który spowoduje ,że słowa przeprosin spłyną po mnie jak po kaczce .

Wiem,że mnie nie szanujesz a teraz jeszcze uważasz ,za głupią .

Czy moje oczekiwania są zbyt wygórowane? A może ponadczasowość bycia słownym już zanikła w swoim honorowym konserwatyzmie? Ludzie obiecują choć z góry przewidują niedotrzymanie danego słowa ,przecież zawsze znajdzie się usprawiedliwienie,którego można użyć aby się wybielić choćby w swoich oczach. No właśnie w swoich …..


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ANEGDOTKA Z ŻYCIA
Notatkę dodano:2013-01-28 20:34:07

 

Dziś inaczej będzie ,dla pamięci na przyszłość i uśmiechu w dniach słabiej naenergetyzowanych endorfiną ,wkleję tu coś co kiedyś na jednym forum napisałam a co wydarzyło się naprawdę .Wtedy sytuacja ta wprawiła mnie w humor doskonały ,więc kto wie, może kiedy będę potrzebować uśmiechu to sobie do niej beztrosko wrócę i pod nosem się na jej wspomnienie uśmiechnę .

Cyt, z dnia 30-11-2012

„Pozwolę sobie na wieczorne wynurzenia .Mnie sytuacja ubawiła ,ale mój punkt widzenia może nie być punktem widzenia każdego. Wracam z pracy,godzina 18,ciemno,mokro,z nieba pada coś na wzór śniegu wymieszanego z wodą w innym stanie czyli nic dodać nic ująć śnieg z deszczem w proporcjach wedle uznania ,jak dla mnie stanowczo za zimnych i mokrych. Tyle o otoczeniu,teraz ja ,czyli osoba główna sytuacji. Wraca więc taka sierota obładowana jakimś torbiskiem w jednej ręce,drugim niewiele mniejszych gabarytów na ramieniu drugiej ,i z uwagi na opad parasolką ,która stanowczo niewygodna jest. Daszek czapki przesunął mi się już na linię brwi,ale dziwnym trafem brak jeszcze jednej ręki aby tę część garderoby jakoś poprawić .Na szyi parę warstw szalika ,które tworzą coś na wzór ni to gorsetu ni to przyłbicy. No generalnie obraz nędzy i rozpaczy. Ale przecież matka polka w połączeniu z dromaderem wraca do domu więc humor dopisujący ,jeszcze parę setek metrów do przebycia i upragniony przystanek z kresem wędrówki. W pewnym momencie wyskakuje przede mnie osobnik i zaczyna swą jakże przemyślaną tyradę :"Starsza pani !!!!!!! ja nie chcę nic sprzedać ,ja chcę dać zarobić "Z jednej strony taki tytuł a z drugiej możliwość zarobku młody woniejący złotym napojem człowiek proponuje. Jakoś humor był dziś na maksymalnie wyśrubowanym poziomie więc nie przywaliłam bez ostrzeżenia parasolką(zresztą z przyczyn technicznych ,przy otwartym sprzęcie jest to raczej średnio możliwe do realizacji) tylko grzecznie ,że nie jestem zainteresowana .Człowiek widocznie bazarowo w handlu zaprawiony nie popuszcza ,a mi czapeczka jakby kolejne milimetry niżej się przesunęła. I ciągle tej jednej ręki brak .W końcu stanęłam na wyżyny stanowczości i mówię,że nie jestem zainteresowana tym co do mnie mówi ,bo miał zły wstęp. Tu jakby zamurowało lekko zawianego obywatela.

Widać chętny w poprawie wstępu i ponownej kontynuacji świeżo zawartej znajomości. Uświadomiłam pana (przez grzeczność tak nazwę,choć nie do końca na tak wygórowane miano zasługuje),że ja nie jestem żadna starsza pani bo całkiem młodo się czuję .Chwila konsternacji i potok przeprosin ,których przytaczać nie będę ,bo i torby ciężkie i parasolka niewygodna. Dla wzmocnienia efektu swoich przeprosin ponownie proponuje mi możliwość zarobku,na którym nie stracę a zyskam ...No i teraz w zależności od tego jaka to może być propozycja albo parasolka zostanie złożona i jednak użyta w celu zgoła odmiennym niż ochrona przed deszczem, albo skrzydła mojego jestestwa podcięte w celu dalszej drogi bardziej w formie lotnej.

Aby nie przedłużać i napięcia nie nadwyrężać odkryję na czymże to ja tak miałam się wzbogacić cyt."pani sprzedaj jednego papierosa za dwa złote"

No po prostu interes życia mi przed nosem przeleciał :) :) :)

W podsumowaniu napiszę ,że jakoś nie bardzo się przejęłam tą "starszą panią " ale sytuacja ubawiła mnie na cały wieczór.”

 

Dzięki tym niezbyt odległym wspomnieniom ,drobnego wydarzenia pewnego wieczoru, uśmiech już zagościł na moim obliczu . I niech tak zostanie ,że czasami w najmniej spodziewanym momencie coś co normalnie by zirytowało śmieszy .

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


TAKA SOBIE PORA ŻYCIA
Notatkę dodano:2013-01-27 20:10:28

 

Zawsze się zarzekam i jęczę ,że nienawidzę zimy . Może nie do końca tak jest , że jej nienawidzę . Jest ta pora roku dla mnie kłopotliwa ,bo, a to ciągle odczuwam zimno, a to kłopoty z dojazdem do pracy lub też dojściem to niej od dalekiego przystanku. Jak to mówią złej baletnicy...

Pewnikiem taką właśnie złą jestem ,co to ciągle szuka jakiegoś mankamentu akurat tej pory roku.

A przecież jest piękna ,dziś wracając z wieczornej mszy nasycałam się jej urodą w otoczeniu ciemności wczesnego wieczoru. Okrąglutki księżyc ,którego pełnia była dla mnie ideałem całości widocznej zza chmur na bezgwiezdnym niebie. Prawdopodobnie w moich oczach był to ideał którego niepełność dostrzegliby astronomowie ,i w ich teleskopowych oczach, jakiegoś maleńkiego procentu całości by brakowało. Dla mnie był to spełniony ideał pełni. Mlikawym światłem omaszczał przybrudzoną  warstwę śniegu ,który leżakuje już parę dni .W miejscach,gdzie śnieg został w swej dziewiczej bieli ,pobłyskiwał tysiącami iskierek ,które nieporadnie zastępowały brakujące gwiazdy ,gdzieś tam ,gdzie nigdy nie sięgnę ,gdzie nigdy nie będę . Ten śnieżny surogat gwiazd iskrzył i mienił się ,jakby chciał być przeze mnie zapamiętany na dłużej .Jakby chciał powiedzieć ,popatrz ,jestem inny niż wiosenna przepełniona nadzieją zieloność ,inny niż letnia rosa ,inny niż kałuże jesieni .Zapamiętaj mnie ,i przypomnij wtedy,kiedy będziesz zła baletnico narzekać na upalne lato,słotną jesień i wiosnę,która swą zmiennością gra ci na nosie.

Zauważyłam wieczorne piękno zimowej pory, szukałam gwiazd ,które były tylko pod moimi nogami ,choć rozgwieżdżone niebo uwielbiam o każdej porze roku . Lubię szukać Wielkiego Wozu,którego znalezienie zajmuje mi przeważnie mniej czasu niż mojemu mężowi ,a te poszukiwania jakoś nam zostały od bardzo dawnych czasów .Wtedy ten wóz miał nas gdzieś zawieźć ,nie wiedzieliśmy jeszcze gdzie ,ani dokąd wyruszymy ,ile ta przejażdżka będzie trwać . Ciągle jedziemy a nasz pojazd ,ktoś o dobrej szkole powożenia kieruje nie wysadzając pasażerów , a nawet dodając ich ,jakby mało opłacalny był kurs tylko z dwójką zapatrzonych w gwiazdy połówek.

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


MOJE CARPE DIEM
Notatkę dodano:2013-01-26 16:14:36

Siedzę z ospowatym dzieckiem w domu ,wyjścia racjonowane ,bo zależność od powrotu męża z pracy powoduje ,że pozwolenie sobie na bezcelową eskapadę w kierunku nieznanym staje się niemożliwe pod jego nieobecność . A jak już wróci to staje się ciemne zimowe popołudnie ,zatykające mrozem powietrze nie sprzyja głębokiemu haustowi i radości z wyjścia poza ciasne mieszkanko . Aby nie ogłupieć z małoletnim i nie cofnąć się do poziomu sześciolatka ustalamy,ty wracasz ja wychodzę .Ten skubnięty czas przeznaczam na swoją przyjemność . Czy wiele mi potrzeba? Nie ,chwila samotności ,spokojny krok ,albo namiętne nurzanie się i udawanie pływania na krytym basenie. Coś niewielkiego a dodającego wewnętrznej radości aby codzienność nie przygniotła swoją prozą do ziemi ,z którego to poziomu wszystko wygląda inaczej ,smutniej, trudniej ,mniej zachęcająco. Mała chwilka dla siebie ,i tylko dla siebie procentuje tym ,że to nasze teraz dla siebie staje się też później dla innych. Jeśli sprawię sobie przyjemność ulubionym basenem,pozytywnie się naładuję ,taka naenergetyzowana wrócę do domu ,emanując wewnętrzną radością więcej sił mam dla innych. Zawodzące dziecko mniej doskwiera, chęć na spontaniczne zachowania w alkowie bez udawanego bólu głowy, duże plusy małych chwil dla siebie.

Umiejętność dostrzeżenia tego co daje nam przyjemność ,co sprawia frajdę , chwilowe zapomnienie smuteczków ,z którymi ponowne starcie mniej bolesne . Z wiekiem nauczyłam się łagodniej przyjmować trudności i szarość codzienności , finansowe braki ,niepowodzenia i kłopotliwe sytuacje. Może to dorosłość tego uczy a może zdobyta lub wypracowana latami życia filozofia nie stawia mnie w szeregu zawistników którym ciągle mało,których jednym celem jest WIĘCEJ I WIĘCEJ .Więcej niż ma sąsiad z dołu ,więcej niż kolega z pracy .

  Gonitwa za „WIĘCEJ” wypełnia czas , może prowadzi do osiągnięcia celu ale po drodze gubimy rodzinę ,relacje z przyjaciółmi, siebie samych bo „WIĘCEJ” wymaga całkowitego poświęcenia .To cyrograf który podpisujemy własnym czasem ,własnym bytem. A w zamian spełniają się nasze marzenia osiągnięcia PUSTEGO WIĘCEJ ,którego nigdzie nie weźmiemy ze sobą ,nikt dobrze nie będzie pamiętał, a każda porażka daje tylko WIĘCEJ FRUSTRACJI . Ja pozostanę przy swoim MNIEJ ale z tymi co kochają, którym wystarczę ja ,taka radosna ,uśmiechnięta ,choć w portfelu parę dwudziestogroszówek ,na koncie bliskość limitu i okrągłości zera. Nie musi być kawioru a ziemniaczane placki podane z miłością lub wspólnie przyrządzone stają się najlepszym naszym WIĘCEJ BO Z SOBĄ .


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Z INNEJ BECZKI
Notatkę dodano:2013-01-25 08:20:45

Dziś inaczej rozpocznę ,żeby nie było,że wszystko u mnie sprowadza się do fascynacji moim partnerem .Że nic innego ,nie jestem w stanie zauważyć .Widzę ,dostrzegam,obserwuję ,czasami pominę milczeniem ,czasami krzyknę pełna buntu lub wyrażę dezaprobatę ironią zawartą we wzroku. Z biegiem lat stępiły się moje reakcje wyrażające niezadowolenie . Częściej ,niż kiedyś reasumuję coś co mi nie odpowiada wymownym milczeniem ,lub wewnętrznie ironiczną ciszą . Czym objawia się to dla tego, co nadepnął mi na odcisk, niczym ,nie zauważy mojej ciszy ,bo często tylko krzyk jest dostrzegalny .Bywa,że osobnika lub sytuację,która mnie mierzi tłumaczę wewnętrznie lub dowcipnie czy też brutalnie określę w myślach jakimś pogardliwym przyrównaniem do fauny i flory. To też może być sposobem na życie ,nie zawsze mój bunt musi być drastycznie hałaśliwy. Milczenie czasami bardziej boli ,jednak nie zawsze z milczącym przeciwnikiem łatwiej. Z wiekiem stałam się mniej bojowa ,choć jeśli trzeba i duch walki gdzieś głęboko ukryty jest i tylko czeka na hasło. Ale to ostateczność, kiedy jednak wywołuję tego ducha. Czy poprzez tę ewolucję swoich zachowań zubożałam ,czy stałam się bardziej tchórzliwa, nie po prostu nauczyłam się przez minione lata mniej ścierać agresją czy krzykiem a więcej dochodzić swego milczeniem lub w niektórych mało istotnych sprawach po prostu ustępować przed głupotą i chamstwem . One nawet jak będę stawać okoniem, pozostaną , bo tak to już jest ,że karmione siłą pozbawionych skrupułów osobników trwają powodując ,że boimy się wieczorami wychodzić ,wolimy się usunąć w bezpieczne ,ustronne miejsce, aby kolejny dzień przeminął bez problemów i stresu.

Ostatnio do moich drzwi zapukał policjant,z pytaniem ,czy nie słyszałam odgłosów jakiejś szarpaniny dochodzących z piwnicy. Powiedzmy,jego pytanie jak najbardziej na miejscu,gdyż mieszkam na parterze więc mogłam coś słyszeć . Jednak już jego zdziwienie na moją negatywną odpowiedź zbudziło moją konsternację . Nie słyszałam , może byłam zajęta ,może zamyślona ,takich „może”wiele mogłam podać na tę konkretną chwilę . Jednak nawet jeśli bym słyszała to jak powinnam zareagować ? Iść i rozgonić pijane tłukące się w ferworze nietrzeźwych nieporozumień towarzystwo ? Zadzwonić po policję bez sprawdzenia co się tam na dole dzieje – przecież reakcja funkcjonariusza , odbierającego telefon będzie z góry przesądzona -albo zbagatelizuje całą sprawę i patrol przyjedzie po dwóch godzinach albo będzie kazał dokładnie wszystko opisać ,a przecież tego bez dokładnego rekonesansu nie uczynię . Z czystym sumieniem mogłam powiedzieć ,nie słyszałam i jest mi z tym lepiej ,bo nie musiałam w żaden sposób reagować , mieć dylematu ,że jak wezwę policję to mi potem coś nieznany sprawca na przekór zrobi. Ja to czyste sumienie mam ,ale może był ktoś ,kto słyszał a i tak nic nie uczynił ze strachu ,o siebie ,o swoją rodzinę czy też swoje mienie. Aspołeczna postawa braku walki z chamstwem tylko czy zawsze godna nagany?


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


BYŁO ,MINĘŁO.
Notatkę dodano:2013-01-24 05:56:08

Parę dni temu dostałam na pocztę wiadomość w której temacie było : Jeszcze tylko 11,5 miesiąca do końca roku.

Fakt niezaprzeczalny ,obecnie już nawet bliżej ,choć myślę sobie ,cóż takim popędzaniem czasu chcieli osiągnąć .Czy szklanka w połowie pusta czy w połowie pełna ,tylko tym się różni ,że moje podejście inne . Może ja nie chcę zauważać ,że w połowie pusta. Chcę tego co jeszcze w niej zawarte . Tym chcę się cieszyć a nie myśleć o tym czego już nie ma bo szans na odzyskanie minionego czasu nikt nie posiada. Do niepełnej szklaneczki można dolać brakującej cieczy ,ale czas ,który przeminął nie jest w żadnym kranie ani zbiorniku zawarty celem uzupełnienia. Było ,minęło ,pozostają szczątki wspomnień ,materialne pamiątki i świadomość ,że to przeszłość . Może być ta przeszłość smutna ,radosna,melancholijna,dynamiczna,szalona czy naznaczona głupotą młodości ale zarazem czegoś ucząca, dająca spotkania które zapamiętamy na zawsze ,których ślad gdzieś w nas zostawi piętno swojego pobytu. Kolorowe epizody mijającego czasu ,które wraz z jego przemijaniem pokryte patyną niepamięci zyskują niejednokrotnie na swojej wartości ,choć wcześniejsza ich waga i znaczenie bywało dużo mniejsze niż obecnie. Zapominam co było złe ,bo tak jakoś skonstruowana jestem ,że wypieram z pamięci, choć jakieś ślady pozostają .

Każdy kolejny dzień zaczynam tak aby przynajmniej jego początek był dobry ,bo to zależy ode mnie , w późniejszy rozwój dnia ,już i inni się wplątują więc ten dobry wstęp mogą nieopatrznie zmarnować . Jaki mój wpływ, aby nie zepsuty został ,nie wiem ,może niewielki a może ogromny. Czasami coś dzieje się zupełnie poza nami i choćby człowiek starał się i walczył do upadłego nie przeskoczy pewnych spraw ,pewnych zachowań otoczenia,ludzkiej zawiści i złośliwości. Nie poddając się, zarazem ogarnia nas zniechęcenie ,walcząc i upadając ponownie zbieramy siły aby zaczynać wciąż od nowa i od nowa. Czasami zaciskamy zęby aby gorycz porażki zmusić do łatwiejszego przełknięcia a czasami grymas uśmiechu stacza walkę z bólem .Codzienność to jak ciągła walka na ringu życia. Walka z cieniem,którym jest nasze życie. Pędzi, leci, czasami tratując wszystko dookoła ,czasami ofiarując w nadmiarze. Krygujemy się przyjmując dary od losu ,a bywa wyciągamy rękę po kolejne prezenty,choć nie należą się nam ,nie zasłużyliśmy. Największe dary dostajemy jakby niezasłużenie,za nic ,może nie zawsze są materialne,namacalne ,bywają dary ,które są innym człowiekiem ,wspólnym czasem ,uśmiechem bytu razem. Są i tworzą nas w słowie „razem”,dwoje osobno ,żaden dar ale jak się spotkają staje się cud. Cud bycia w splecionym jednym życiu z osobnych istnień. Nie każdemu taki dar życie ofiarowuje ,nie każdemu daje cierpliwości w dojściu do wiedzy o tym co mamy w zasięgu ręki ,docenieniu wartości swojego „razem”.

Ja dostałam od losu „nasze razem”, i dana mi też wiedza, jaką wartość ,choć niematerialną posiadam. Ile to dla mnie znaczy ,że codziennie budzę się obok tej swojej drugiej połówki ,która już ,gdzieś podświadomie usłyszała,mój inny tembr oddechu i już wie ,że nie śpię i już wita mnie i kolejny wspólny dzień. A wieczorem kiedy później wraca z pracy a ja już śpię ,nakrywa po uszy kołdrą ,bo wie ,że tak lubię ,że tak mi wygodnie. Wspólne poznanie i codzienność ,którą ubarwiamy sobie sobą, dając i biorąc od siebie ,i od losu. Póki nasz wspólny czas trwa ,bo przecież nie wiemy ile i jak długo będziemy się nim cieszyć .Każdy dzień , rozpoczynam więc uśmiechem i radością ,bo to kolejny ofiarowany przez los prezent,który przyjmuję aby jak co dzień rozpakować i cieszyć się z zawartości.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


PEWNA „NIEPEWNOŚĆ „
Notatkę dodano:2013-01-22 21:25:04

Dziś parafrazując tytuł wiersza wieszcza ,a może bardziej znany w wersji utwór Marka Grechuty, zawrę paroma słowy sprawę ,którą sobie przeanalizowałam ,i odkrywczo zauważyłam coś koło czego codziennie od przeszło 23 lat byłam a to moje bycie stanowiło o niejakiej nieświadomości .

Przyjaźń,uczucie stawiane przeze mnie na równi a może nawet na jakimś wyższym poziomie od miłości .Coś nad brakiem czego u siebie zawsze bolałam,bo w przeszłości bywały przyjaźnie ,które gdzieś z biegiem lat się rozmyły ,zbladły a następnie zanikły. Dwa razy w swoim życiu miałam szansę na prawdziwą przyjaźń,z kobietami. Wiem ,że w sprzyjających warunkach te dwie przyjaźnie mogłyby trwać ,jednak okoliczności ,zbiegi życiowych przypadków, nie dały się tym pięknym uczuciom rozwinąć .Boleję nad tym zawsze w chwilach refleksji i prowadzi mnie to do smutnych wniosków ,że moje życie z brakiem tych przyjaźni jest puste ,pozbawione pewnego kolorytu i rumieńca. Zdarza się ,że brak tej bratniej duszy której w chwilach słabości powierzę swoje kłopoty ,zwierzę się z problemów ,i podzielę smutek ,który stanie się mniejszy i łatwiejszy do zniesienia. Zauważając ten brak powierniczki ,na dobre i na złe ,ale też sama nią nie będąc czuję swoją jakby niepełną wartość .A może jest to żal, że innym udają się poszukiwania oraz potrafią utrzymać więzi z przyjacielem. Nie kolegą ,znajomym ,kumplem tylko właśnie przyjacielem ,bez względu na płeć ,choć ja zawsze pragnęłam tej przyjaźni z kobietą .Może tak sobie ubzdurałam ,że tego mi akurat potrzeba, że to by dopełniło i ukolorowało moje życie .A może to nie tylko tęsknota a także porażka w utrzymaniu wcześniej czegoś co przyjaźnią mogło być ,powoduje poczucie klęski i niespełnienia jako człowiek wśród ludzi ,którzy tworzą różnie ubarwione emocjonalnie moje otoczenie. Bo przecież krąg ludzi wśród których się obracam to nie tylko rodzina ale też koledzy ,dalsi lub bliżsi znajomi oraz tylko mijani beznamiętnie ludzie . Każdy z nas porusza się w jakimś kręgu o ograniczonej liczbie osobników ,niektórzy większej ,inni sporo mniejszej .Nasza umiejętność kontaktów międzyludzkich wrodzona,czy też nabyta daje nam możliwość poznania lub też tylko krótkiej znajomości z innymi. A ja notoryczna domatorka tych znajomych mam wcale nie tak wielu ,kolegów i koleżanki tylko w pewnych etapach życia ,a prawdziwych przyjaciół właśnie najbardziej bolesny brak .

Dziś uświadomiłam sobie jak bardzo się myliłam i jak wiele nie dostrzegałam .Moje parcie na przyjaźń z kobietą ,jej brak i poczucie pewnej pustki sprawiły może moją krótkowzroczność, niezauważenie a nawet ślepotę .Codziennie się o to potykałam i nigdy nie dostrzegłam czegoś co było zawsze na wyciągnięcie ręki. Nie widziałam przyjaźni ,która była zawsze tuż obok . Może nie widziałam ,bo była tak ciasno spleciona z miłością ,że tworzyła jakby okrętową linę ,widząc którą widzimy jeden sznur zapominając ,że składa się on z paru splecionych ze sobą linek czy też sznurków. Tak też u siebie dostrzegłam prawdziwego przyjaciela i powiernika,którego miałam zawsze i który jak cień w słoneczny dzień nigdy mnie nie opuszczał. Jest obok,kiedy potrzebuję,asekuruje ,kiedy się chwieję,podtrzymuje ,kiedy się potykam. A ja dotychczas przyjmując wszystkie jego gesty nie zauważałam bo wydawało się to tak naturalne i normalne że dopiero po pewnej rozmowie zdałam sobie sprawę,że łączy nas nie tylko miłość ,przywiązanie ,wspólne dzieci i zwykła proza życia ,kilkadziesiąt lat wspólnej przeszłości ,epizody i sprawy wielkie ale wśród tego wszystkiego jest także prawdziwa przyjaźń. Może dlatego jest ona możliwa że są te wszystkie inne czynniki a ona jest dodatkowym spoiwem ,który łączy ten cały ogrom naszego wspólnego MY. Jednak ,czy każdy może o swojej drugiej połówce powiedzieć ,że jest ta osoba prawdziwym jego przyjacielem ? Wspólne życie czasami buduje mury,miłość staje się przeszłym uczuciem ,którego gorzki smak nawet wspomnieniom dodaje goryczy ,coś co łączyło dzieli a nam pomimo tylu już wspólnych lat ciągle dobrze i ciągle razem .

Więc jak to z tym jest ,skoro nawet wieszcz tematu nie ogarnął i pytał bez odpowiedzi ?

 

Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,

Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;

Jednakże gdy cię długo nie oglądam,

Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;

I tęskniąc sobie zadaję pytanie:

Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?

 

A może i jedno i drugie ,choć takiej możliwości wieszcz nie rozpatrywał .

 

Inny człowiek -,Oscar Wilde ,w epoce innej napisał :

Między mężczyzną a kobietą przyjaźń nie jest możliwa.

Namiętność, wrogość, uwielbienie, miłość - tak, lecz nie przyjaźń.

Może ta oderwana ,od wszystkich innych wymienionych przez niego uczuć ,jako uczucie samodzielne nie jest możliwa ,jednak w połączeniu z namiętnością,uwielbieniem i miłością spaja się z nimi i tworzy jednolity wspaniały związek ,za którego dar powinnam każdego dnia dziękować opatrzności.

Dziękuję więc,w ten zasypany śniegiem wieczór.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 163363
Osób: 145818