Tak dobrze, że aż źle
spotkania z Jolantą Kwiatkowską

logo

Lubię prezenty...
Notatkę dodano:2013-06-27 12:45:32

Lubię dawać, i lubię dostawać prezenty. Znalazłam sposób, by dostawać ich więcej. Każdą opinię o moich książkach traktuję jako bezcenny prezent. „Bezcenny” wcale nie musi oznaczać, że miły. Tym bardziej się cieszę, że i bezcenne, i miłe. Zobaczcie sami – jak się nie cieszyć?

 

Powieść „Ja i oni: pół żartem, pół serio” Jolanty Kwiatkowskiej absolutnie mnie nie zawiodła.

Znam całą twórczość tej pisarki…a jednak mnie zaskoczyła. Nie ,że i tym razem podjęła się tematu poważnego, bo błahostkami Jolanta Kwiatkowska w swoich powieściach się nie zajmuje. Natomiast tym, jak potraktowała fabułę swojej powieści. Pisze o rzeczach ważnych…poważnych…poważnie i z humorem. Przedstawia świat takim, jakim jest w rzeczywistości i ja go znam…tyle, że z telewizji i prasy…i całe szczęście, że mnie to nie dotyczy…a jednak mam świadomość, że to prawda i trzeba ją wykrzyczeć. Jolanta Kwiatkowska to robi …czytając…zamykałam się w sobie, kurczyłam się…choć to o czym czytałam mnie nie dotyczy…śmiałam się…

 Proszę Państwa , oto Miś. Miś jest bardzo grzeczny dziś. Chętnie Państwu łapkę poda. Nie chce podać?...i bardzo dobrze…to z pewnością powieść z…PAZUREM.

 GORĄCO POLECAM ze względu na fabułę, konstrukcję i…język…mistrzostwo.

- Anna Pruska

 

 Książkę „Ja i Oni – pół żartem, pół serio” trudno włożyć do konkretnej szufladki. Jeśli jednak trzeba by było wybrać dla niej kategorię, umieściłabym ją wśród książek inteligentnych i zmuszających do głębszej refleksji nad własnym życiem...

Jolanta Kwiatkowska z typowym dla siebie inteligentnym humorem podjęła się bardzo złożonego zagadnienia. Umiejętnie bawi się słowem, podrzucając różne tezy, lecz zawsze pozostawiając cień wątpliwości, czy aby słuszne. By pojąć wartość tej ksiażki, trzeba poświęcić jej nieco czasu, dokładnie wczytać się w tekst, może nawet pewne fragmenty przeczytać dwukrotnie. Nie jest to kolejna lekka opowiastka, trzeba przygotować się na pewną intelektualną przygodę…

- Agnieszka Jackel

 

Jolanta Kwiatkowska prowokuje swoimi poglądami, przemyśleniami, ale robi to z ogromną klasą i wielką inteligencją. Czy już etap życia poczętego determinuje nasze dalsze życie, na ile decydujemy sami i czy tak naprawdę jesteśmy kowalami własnego losu? Te i inne pytania zadaje autorka czytelnikom. Bawi się słowem, zaskakując momentami klimatami rodem z Kafki. 

To wszystko przemycone jest w świetnie poprowadzonej akcji, proste, codzienne zdarzenia w życiu Krystyny opisane są w taki sposób, że nie możemy przestać czytać dalej. Piękna i bardzo dobra literatura wysokiego lotu. Dla mnie mistrzostwem jest przekazanie trudnych tematów, często kontrowersyjnych w lekki, łatwy i pełen humoru sposób. Lektura obowiązkowa, tej książki nie wolno przegapić.

- Grażyna Strumiłowska

 

Całość i inne opinie pod linkiem: http://www.matras.pl/ja-i-oni-pol-zartem-pol-serio.html

 

Można mieć pewne zastrzeżenia do prozy Jolanty Kwiatkowskiej. Można narzekać, że niektóre tematy powracają w niej nazbyt regularnie, że nadmierna ilość tak zwanych “życiowych spraw” nie robi dobrze literaturze, że niektóre zjawiska piętnowane przez autorkę wydają się wyolbrzymione. Nie da się jednak ukryć, że w literaturze kobiecej nieczęsto udaje się znaleźć taką dozę prawdy. Że autorzy powieści obyczajowych rzadko starają się mierzyć z rzeczywistością, nieczęsto poruszają autentyczne i ważne problemy tak, by ich proza okazała się “strawna” czy atrakcyjna dla szerokiego grona czytelników. Jolancie Kwiatkowskiej po raz kolejny się to udało. Ja i oni. Pół żartem, pół serio to więc powieść naprawdę interesująca i ważna. I bardzo, bardzo prawdziwa.

- Sławomir Krempa, Granice.pl

Całość pod adresem:

http://www.granice.pl/recenzja,ja-i-oni--pol-zartem--pol-serio,7179

 

Każda opinia umieszczona pod tytułem mojej książki czy na granice.pl, czy w Matrasie.pl, na lubimy czytać.pl itp., a nawet na Facebooku jest dla mnie wspaniałym prezentem bez względu na to, czy jest "na tak", czy "na nie". 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Dzielę się - "podarowanymi" radami
Notatkę dodano:2013-05-31 20:46:08

       Oszczędnościowych, bezpłatnych rad (dla mnie, bo nie dla radzących) „w okienku”  usłyszałam kilka. „Nowością” była ta: „Dzieci trzeba uczyć oszczędności od małego”. Przytoczę jeden z polecanych sposobów. Umówić się, że każdy w rodzinie  – każdą monetę dwuzłotową wrzuca do skarbonki.

       Następnych sposobów nie słyszałam, bo fonię zagłuszyły trzeszczące klepki, które zmusiły mnie do pomyślenia i policzenia. Dla wielu rodzin dwuzłotówka jest na wagę chleba, 10 dkg wędliny czy sera upatrzonych w promocji. W czteroosobowej rodzinie osiem złotych to……..itd, itd.

       Trochę to moje myśleniwe liczenie potrwało. Przytępiony słuch wyostrzył wzrok. Skojarzyłam, że miesięczny dochód osób udzielających rad, nijak się ma do rocznego dochodu przeciętnego zatrudnionego…

       I przypomniałam sobie słowa M.Gogola: „Niełatwo jest udzielać mądrych rad, lecz jeszcze trudniej umieć ich słuchać i do nich się zastosować”.

       I odetchnęłam z ulgą. Żadna dla mnie nowość. Od dawna słyszę wybiórczo. I zawsze miałam problemy z dostosowaniem się, nie mówiąc o zastosowaniu.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Przewrotne życzenia w Dniu Matki
Notatkę dodano:2013-05-26 12:10:18

        Dziś Dzień Matki. Na facebooku, w mediach - piękne wiersze, podziękowania, wyrazy miłości, życzenia dla Mam.

        Myślę, że nie zaskoczę nikogo, kto czytał lub słyszał o mojej Dorotce z „Przewrotności dobra”, gdy w tym dniu złożę przewrotnie życzenia.

 

       W Dniu Matki, życzę wszystkim dzieciom, tym małym i tym dużym - by składały życzenia  kochającym mamom, mamusiom, mamuniom, mateńkom -  a nie kobiecie, której imię wpisano w akt urodzenia - jako imię matki.  


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Szczegółowa relacja z Targów Książki
Notatkę dodano:2013-05-20 14:04:40

Targi Książki w Warszawie. Stadion Narodowy. 16 – 19. V. 2013r  

 

Pobity rekord odwiedzających. Pogoda dopisała. To tyle ważnych szczegółów.

 

      Teraz to, co najważniejsze dla mnie. Spotkałam mnóstwo znajomych „ciał”. Wypiłam hektolitry kawy. Poznałam w realu wiele dotychczas tylko wirtualnych dusz.

I za komentarz wystarczy:

 „To były piękne dni,
Po prostu piękne dni……..
La la la la la la la la la la la la
To były dni,
Niezapomniane dni”.

 

Do spotkania na następnych Targach :)


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Trzy dobre wiadomości
Notatkę dodano:2013-05-06 13:08:52

oniPierwsza – Ja i Oni pół żartem pół serio (proza polska) przeszła do drugiego etapu plebiscytu serwisu granice.pl "Najlepsza książka na lato". Dziękuję wszystkim, dzięki których głosami walczy dalej.

Druga – trwa kolejny etap głosowania. Z góry dziękuję wszystkim tym, którzy zagłosują teraz na stronie plebiscytu.

Trzecia bardzo dobra wiadomość – to ostatni etap głosowania i już będą mogły odpocząć palce od klikania.

 

A tymczasem bardzo proszę - głosujcie tutaj - KLIK!


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Będę i będę czekać
Notatkę dodano:2013-05-01 14:16:00

Rozwiązałam bardzo skomplikowany test…, co prawda nie na 6 – ale zaliczyłam.

1. W którym mieście odbywają się Warszawskie Targi Książki?

- odp. - w Warszawie

2. Już za kilkanaście dni – w ciągu 4 dni „książkolubni” spotkają się w jednym miejscu w Warszawie. Który to będzie miesiąc?

- odp. – maj

3. Pierwszy dzień Targów to 16 maja? Ostatni dzień to?

- odp. (trudne pytanie) – 19 maja.

4. Pierwszym skojarzeniem ze Stadionem Narodowym jest – piłka. W te majowe dni będzie –

    książka. Skojarz: „W dniach 16 – 19 maja w Warszawie wszystkie drogi prowadzą do….?„

- odp. – Do Rzymu.

 Do Rzymu czy na Stadion Narodowy to prawie to samo, a tak mi ocenę obniżono.

 Zaliczyłam na 4 i w nagrodę dostałam możliwość spotkania się z Wami.

 

 Stoisko granice.pl

 Nr stoiska – 16 Nr sektora – D2

 

 18 maja – sobota – godz. 10.00 – 12.00

 19 maja – niedziela – godz. 12.00 – 14.00

 

Będę i będę czekać na Ciebie, i Ciebie i …….. z którymi już znam się w realu.

I na tych, których znam, lub nie znam wirtualnie a zechcą znaleźć chwilę czasu byśmy się poznali.

 

Do zobaczenia :D

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wyznanie "jakieś tam palaczki"
Notatkę dodano:2013-04-24 15:43:05

            Kartony z papierosami trzymam na półce w szafce. Minimum dwa. Zdarzało się, że zabrakło mi chleba. Papierosów nigdy. Od czasu, gdy w nocy przez parę ulic szedł do knajpy zakotwiczony we mnie nałóg, żeby kupić te cholerne papierosy moja pamięć nie szwankuje.

            Czy wolno w ramach demokracji ubezwłasnowolnić biernych palaczy? Zabrać im prawo do myślenia i wyboru. Sami nie mogą zdecydować: „Wejść do zakopconego pubu, czy nie?”. Pomyśleć: „Iść do restauracji gdzie nie wolno palić, czy zjadam w tej, co ma niby salę dla palaczy?”. Wybrać: „Czy papieros bardziej mi przeszkadza, czy rozstanie z nią (z nim)?”.

            Uważam się za wykształconą i świadomą obywatelkę. Przemysł tytoniowy to legalna produkcja. Przynosząca znaczne wpływy do budżetu państwa. Zagraża kryzys gospodarczy. Muszę ratować gospodarkę mojego kraju. Stoi na skraju bankructwa. Jestem zobowiązana palić w interesie szeroko pojętego dobra narodu i ojczyzny.

Nie dziwi mnie, nawet jestem za – zakazem reklam papierosów.  Jestem też wypełniona zdumionym podziwem, że nikotynę można reklamować nadal. W naukowo – medyczny sposób. Czysta /pozytywny wydźwięk/ nikotyna /nie papieros/ ma korzystne skutki. Ułatwi zwalczenie nałogu. Według mojej pokrętnej logiki to mnie więcej tak, jakby reklamować czyste opium: „Bierz małe dawki czystego a odzwyczaisz się od zanieczyszczonego”. Ludzie oczekują na cud a mają go codziennie pokazywany i udowadniany.

Naukowcy usilnie pracują nad lekami z czystą nikotyną, żeby do minimum ograniczyć jej skutki uboczne. Moją dewizą, już od dawna było: „Precz manipulacji”. Czysta nikotyna – mniej – szkodliwa. Mniej, jeszcze mniej, całkowicie mniej – nie zmienia faktu, że szkodzi. Nie będę żuć. W tym przypadku nie sprawdza się slogan: „Guma zabezpiecza”.

            Wszyscy stosują „wyjątki” we wszystkim. Ja też należę do grupy: wszyscy. Mam, więc takie same prawo. Zrobiłam wyjątek. Zgodziłam się na manipulację. Sama sobą. Od wewnątrz drzwiczek szafki, w której trzymam zapas papierosów, przylepiłam kartkę z treścią naukową: „Trwają badania nad opracowaniem leków zawierających nikotynę dla podtrzymania rozwoju „choroby Alzheimera”. Ja to rozumiem, że i demencji starczej, czyli czas się bronić.  

            Nawet gdybym nie chciała nikotynowej stymulacji jestem na nią skazana z braku wyboru, mimo że stymulacje mogą być różne.  Ręczne są często stosowane, szczególnie w wieku nastoletnim. Ci starsi wspomagają się w okresie osamotnienia. Nie jestem nastolatką. Samotną też nie. Te odpadają.  Stymulacje „łóżkowe” stosują obie płcie nawet nie zdając sobie sprawy, że się stymulują. Najczęściej dla osiągnięcia odwrotnego efektu od usprawnienia pamięci. Chcą przyśpieszyć zdolność zapomnienia. O nim, o wczoraj, o sobie. O czymkolwiek. Czasami o całym świecie. I – czasami – się udaje. Wtedy, gdy wzajemna stymulacja przyniosła oczekiwany przez oboje efekt.

            W walce z nałogiem zastosowałam naukowo zalecaną stymulację farmakologiczną dla wzmocnienia atutów reklamowych, żeby dać szansę im i sobie. Spotęgowałam własnym pomysłem racjonalizatorskim, który zamierzałam opatentować. Pomysł wydawał się godny nagrody. Może nie Nobla. Na pewno złotej statuetki „Złamanego Papierosa”.

            Siadałam na ławce w godzinach szczytu przy ruchliwym skrzyżowaniu. Żując gumę z czystą nikotyną, wdychałam spaliny i pastwiłam się nad papierosem. Miętoliłam, zgniatałam i na koniec z satysfakcją wrzucałam go do kosza na śmiecie. Pomysł miał braki. Trudno na ławce w centrum miasta grać w brydża, pić kawę czy koniaczek i plotkować na ważne tematy z psiapsiułą. Załóżmy, że przy niewielkim nakładzie siły (przyniesienie jeszcze jednej ławki) i postawieniu sójki na czatach (przed policją i strażą, bo pić na ulicy nie można) do zrealizowania. A co z papierosem, koniecznym uwieńczeniem udanego seksu (nieudanego, tym bardziej?). Na ławce? W zawieruchę i deszcz? Kolejny mój genialny pomysł wylądował na właściwym dla niego miejscu, czyli w koszu na śmieci w towarzystwie jeszcze nie pustego kartonika z gumą.

            Nigdy łatwo się nie poddawałam. Mam swój rozum. Silną wolę. Byle nałóg nie mógł mieć nade mną przewagi. Kolczyki magnetyczne w ucho wpięłam. W ciało dałam sobie wbijać igły, Po przeczytaniu paru artykułów zachwalających akupunkturę jako sposób na walkę z nałogiem w ciało dałam sobie wbijać multum igieł. Nawet w czoło. Nie pomogło. Nie poddałam się, poddając.  Wychodząc po seansie hipnotycznym byłam pewna skuteczności.  Skutecznie uspokoiłam sumienie i mogłam z przyjemnością zapalić.  

            I po co dałam obcej osobie gmerać w mojej podświadomości, wkładając do nie j ble, ble, ble typu: „Palenie jest beee”. Spokojne sumienie tylko mnie zubożyło. Wydałam kupę szmalu. Straciłam wiele cennego czasu na zabiegi. Nerwów, czy tym razem poskutkuje. Próbowałam, bo byłam nieskutecznie douczona lub zdążyłam zapomnieć, co kiedyś umiałam. Wystarczyło dziesięć minut poświęcone na otworzenie kilku linków w necie. Okazało się, że silniejsza wola od mojej zaprogramowana jest na genowym twardym dysku. organizmu. Wola genu zmuszającego mnie, żebym była dobrą obywatelką. Innych nałogów nie miałam. Moje i mojego portfela szczęście. Wadą jest myśl, która mnie bardzo nieskutecznie zasmuca. Nie dofinansowywałam przemysłu gorzelnianego. I nadal tego się trzyma. Wniosek przykry dla mnie. Byłam i jestem, niestety, pół wzorową obywatelką.


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Donoszę o donosie
Notatkę dodano:2013-04-12 15:11:26

okladkaJakiś czas temu przyznałam się, że piszę donos. To fragment:

Niniejszym donoszę, że w imieniu wszystkich, czyli moim własnym piszę donos, który zatytułowałam: Ja i Oni – pół żartem, pół serio. Opisuję dokładnie, nic nie zatajając wszechobecne molestowanie psychiczne i fizyczne dziś dla zamydlenia oczu naukowo nazwane mobbingiem, że niby to tylko pracodawca – pracownik). Nie! Wszyscy - wszystkich, bez względu na płeć i pokrewieństwo od pierwszej chwili zaistnienia (orgietka plemnikowo – jajowa) na tym ziemskim padole - wszystkich, których molestować się dało. Od lat przedszkolnych, w zasadzie regularnie i z codzienną skrupulatnością i prawie, co godzinę. Doniosę w nim, że zamaskowani prześladowcy o kosmicznych zapędach sadystyczno-masochistycznych tylko czasami pozwalają pooddychać powietrzem bez ich nachalnej współobecności, ale tylko po to, żeby samemu nabrać sił do dalszego dręczenia każdej godności osobistej, stosując wszystko, co mają pod ręką: groźby, szantaż emocjonalny itp. I te pe nie ma, co wymieniać, bo wystarczy jedno słowo powtórzone trzy razy: naciski, naciski, naciski...

Dodałam też:

Z góry przewidując, że mój anonimy donos podpisany imieniem i nazwiskiem zostanie przyjęty, jako bezdyskusyjny dowód na popełnienie przeze mnie przestępstwa w postaci zdradzenia tajemnicy tajne przez poufne specjalnego znaczenia – sama się w post scriptum przyznam, że zasługuję na banicję do Norwegii i dożywocie w więzieniu w Halden (dostęp do studia dźwiękowego, wydzielonych ścieżek do uprawiania joggingu, nie mówiąc o takich przyziemnych drobiazgach jak telewizory, lodówki, biblioteka, wygodne sofy, stoliki na kawę, czy oczywistościach w postaci osobnego pomieszczenia z dwoma łóżkami, w którym można przyjmować członków rodziny na całą noc).
    
I obiecałam:

Obiecuję, że dam znać, czy ujrzy on światło dzienne, czy od razu pójdzie na przemiał a ja będę mogła dalej żyć, ciesząc się wolnością, bo przecież ta jest najważniejsza a nie żadne bytowe fiu bździu w głowie

Obiecałam, dotrzymuję i donoszę. Donos Ja i Oni – pół żartem, pół serio ukazał się i  „robiąc” za list otwarty – jest już dostępny w księgarniach stacjonarnych Matras i w księgarni internetowej  www.matras.pl


Jestem już spakowana i radością ugotowana czekam codziennie skoro świt na wizytę czarnych typów. Drżę na myśl pieszczot glebowych, podarunku w postaci wspaniałych bransoletek i podróży kabrioletem sygnałowym do wybranego przeze mnie więzienia, w którym z przyjemnością dożyję do ostatniego dnia.

 

A gdybyście czasem chcieli donos przeczytać, zapraszam do księgarni internetowej www.matras.pl


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


Dostałam, spodobało mi się...to się dzielę.
Notatkę dodano:2013-03-28 13:15:24

Na Wielkanoc od króliczka,

niech Ci wpadną do koszyczka,

niezła kasa i kiełbasa,

radość życia, coś do picia

i na miłość chęci tyle,

by mieć wszystko inne w tyle.

 

Chęci u mnie duuuużo - tył trochę maaały :)


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


Będę kandydować
Notatkę dodano:2013-03-07 12:07:36

        Słuchając, jak mnie przekonują do swoich racji „gadające głowy” z lufcika, wyciągnęłam jedynie słuszny wniosek, że powinnam kandydować. Jedna z moich zmurszałych, ale w młodości złośliwych klepek spytała ironicznie: „Słuszny?” i zachichotała ha ha ha. Zrobiłam zygu-zygu i udowodniłam swoje kompetencje.

 

     Gdy nastał okres, pomiędzy pojawieniem się gwiazdy centralnej Układu Słonecznego, wokół której krąży Ziemia nad linią koła wielkiego na sferze niebieskiej, prostopadłego do pionu, a osiągnięciem przez najjaśniejszy obiekt na niebie górnej kulminacji, byłam już rozbudzona. Czuwałam, z nadzieją na wiadomość od osoby pozostającej ze mną w stosunku do wspólnego przodka w tym samym stopniu pokrewieństwa. Jako uzależnionej zamarzył mi się mi się heterogenny aerozol, powstający wskutek niecałkowitego spalania, składający się z fazy gazowej i rozproszonych w niej cząsteczek stałych. Będać świadoma, że zaciąganie się na czczo, jest podwójnie szkodliwe, najpierw posiliłam się żeńskimi komórkami rozrodczymi ptaków z rzędu grzebiących, po poddaniu ich obróbce termicznej. Komórki rozrodcze uzyskałam na własność w sposób przewidziany prawem. Czując niedosyt, sięgnęłam po produkt żywnościowy o szerokiej gamie kształtów wytwarzany na bazie silnie rozdrobnionych ziaren zbóż oraz tlenku wodoru. Musiałam uzupełnić wkład energetyczny, bo miałam w planie użycie narzędzia złożonego z podłużnego styliska i umieszczonego na jego końcu aparatu czyszczącego.

            Zza konstrukcji zamykającej otwór w ścianie dochodził odgłos z pomieszczenia przeznaczonego dla stałocieplnych kręgowców posiadających zdolność do przemieszczania się ponad powierzchnię ziemi. Przez kilka chwil w ramach ćwiczeń fizycznych, zajęłam się przedmiotem o kształcie elipsoidy, z reguły o trzech równych półosiach, wypełnionym najczęściej mieszaniną gazów i wykorzystywanym w celach ludycznych. 

            Zasłużyłam na nagrodę. Postanowiłam przemieścić się po powierzchni stałej z niewielką prędkością – niezwiązaną z dążeniem do osiągnięcia określonego punktu na tejże powierzchni. Natknęłam się na przeznaczony dla konsumentów zakład gastronomiczny o niezbyt wysokim standardzie, w którym spożywa się zamówione napoje alkoholowe. Otoczyła mnie tam fala akustyczna o znacznej amplitudzie. Po pewnym czasie zrobiłam zwrot, czując się najmłodszym członkiem organizacji opartej na zasadach skautingu, albo jakbym oglądała utwór, którego akcja toczy się w II połowie XIX wieku w zachodniej części USA.

            Wracając, byłam w stanie układu mechanicznego, w którym suma sił wewnętrznych działających na ten układ równa się zeru.

Dzień zakończył się terapią wywołaną, najczęściej pozytywnymi bodźcami emocjonalnymi, fizjologiczną reakcją organizmu polegającą, na wydawaniu charakterystycznych dźwięków połączonych z napięciem mięśni twarzy.

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 1958483
Osób: 1776639

Na Facebooku

Jolanta Kwiatkowska

jkJolanta Kwiatkowska

Urodziłam się jako płeć żeńska.
(tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce).
Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać).
Nie zdobyłam żadnego szczytu.
Nie odkryłam żadnego lądu.
Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam.
Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam.
Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham.
Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam.
Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie.
Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęśćia, które zsyła nam każdy dzień.

Wyślij wiadomość do autorki

Zostań fanem autorki w wortalu Granice.pl