Tak dobrze, że aż źle
spotkania z Jolantą Kwiatkowską

logo

Nie chcę słyszeć – chcąc słyszeć.
Notatkę dodano:2012-11-01 12:34:25

Słyszę a nie chce słyszeć: „Dziś dzień zadumy, wspominamy swoich bliskich, którzy odeszli”.

 

A jednak chcę i słyszę.

        Słyszę głos tych, co ich nie ma a są. Rozmawiam z nimi. Opowiadam, co u mnie. Pytam, co u nich? Czasami kłócę się jak kiedyś, że to nie tak, że nie rozumiem dlaczego Oni nie rozumieją. Mam pretensję, że dzwonię a nie odbierają. Proszę, żeby przyszli, a Oni nie mają czasu. Widzę ich niewidzialny uśmiech albo grymas. Czuję dotyk – bezdotykowy. I wiem, że nie odeszli. Są. Nie tylko dziś jesteśmy razem. Codziennie są ze mną, przy mnie, we mnie.Dlatego uśmiecham się, bo lubili mnie uśmiechniętą. :D


Komentuj(13)

-------------------------------------------------------------------


Zapraszam
Notatkę dodano:2012-10-22 17:35:47

Dziś poniedziałek. Ja - myślami jestem przy piątku. W piątek wybieram się na Targi Książki w Krakowie. Dotrę na tyle wcześnie, żeby mieć czas spokojnie pozwiedzać i poodwiedzać. A w sobotę?

 

      W sobotę (27.10) będę na stoisku granice.pl nr F5 w godz. 11.00 - 13.00 czekać na spotkania z tymi, którzy znajdą czas i będą mieli ochotę zobaczyć się i porozmawiać ze mną. Zapraszam Ciebie....i Ciebie....a może i Tobie uda się przyjść???

Do zobaczenia w realu. :D


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Są ludzie, którzy ważą, mierzą, słyszą i widzą – sercem.
Notatkę dodano:2012-10-03 15:04:43

            Po ukazaniu się „Przewrotności dobra” dostałam maila od Andrzeja. Od Andrzeja – bo, gdy spotkaliśmy się na Targach i podpisywałam temu nieznajomemu mężczyźnie książkę, zaczęliśmy rozmawiać. I kierowana dziwnym impulsem zaproponowałam, byśmy mówili sobie po imieniu. W malu przeczytałam: 

 

Dorotko!....

Obejmuję Cię, czule, ostrożnie, jak najdelikatniejszą roślinkę, jak najbardziej kruchy skarb...

Żeby Ci było dobrze w Twoim milczeniu, bezpiecznie w Twoim raju, żebyś poczuła przynależność do tego świata, do człowieka, do istnienia...

Dorota!

Jesteś dla mnie abstrakcją, wymyśloną fikcją, nieistniejącym obrazem człowieka, kobiety, Siły, wszystkich ludzkich możliwości, nieskończoności pomiędzy dwoma biegunami o najbardziej odmiennych kolorach...

... a jednak... pomimo tej nieuchwytności nigdy nie byłem z nikim tak blisko w tej nieskończoności, nigdy nie rozumiałem tak bezgranicznie drugiego człowieka – i nigdy nie czułem takiego zrozumienia dla siebie samego jak w lustrze Twojego wnętrza. Chciałbym opowiedzieć, jaką Cię widzę, ale nie potrafię wypowiedzieć żadnego ze znanych mi słów, żadne nie zbliża się nawet na wyciągnięcie ręki do Tej, z którą w kilka godzin spędziłem całe jej życie. Zresztą nie istnieją słowa, które opisałyby Dorotę, bo niemożliwe jest opisanie nieskończoności. Nie wierzę w istnienie „dobra“ i „zła“, dlatego każdy Twój ruch był mi bliski, naturalny, konieczny, uzasadniony... Nigdy się nie dowiem, ile w tym było Świadomości, ile było w Tobie podziału na „jasną i ciemną stronę“, ale ja byłem tam z Tobą w każdej chwili po „właściwej stronie“, po jedynej możliwej. Byłem tam z Tobą do samego końca… a może i dłużej….

 

Jolu!

Dziękuję Ci za jedną z najważniejszych książek!!

 

            Poczułam się dziwnie. Te słowa były mi znajome. Skąd ten nieznajomy człowiek wiedział, jak ja – rozmawiałam z Dorotką, spisując jej historię i długo po, gdy bezskutecznie szukałam wydawnictwa, które historię Doroty udostępniło by innym?

 

            Okazało się, że Andrzej Lipiński to autor „Kalinki”, również wydanej przez wydawnictwo Dobra Literatura. Czułam, że znajdę odpowiedź w Jego książce. Przeczytałam na początku lipca i………….

 

            I dalej nie umiem wyrazić tego, co czułam w trakcie czytania i co czuję nadal. To, co powiem, wiem, że będzie jasne tylko dla tych, co czytali mój „Kod emocji”. Ale inaczej nie umiem, nie potrafię opisać swoich odczuć. Odpowiedź znalazłam, ale nie zliczę tych pytań, które podczas czytania „rzucałam” gdzieś w górę, wiedząc, że nie dostanę odpowiedzi. Nie zliczę wykrzyknikowej złości, którą wykrzyczałam w bezchmurne niebo, wiedząc, że nikogo nie poruszy. I wiem tylko jedno. Żadnej kropki nie postawiłam i choćbym chciała – nie postawię, bo nie ma miejsca – na kropkę.

 

            Andrzeju, przepraszam, że nie napisałam do Ciebie maila. Może kiedyś, gdy się spotkamy, patrząc Ci w oczy, łatwiej mi będzie „wyrzucić” z siebie te poplątane, splątane i zasupłane myśli.

Podziwiam Cię. Podziwiam Was. Dziękuję za potwierdzenie, iż są ludzie, którzy ważą, mierzą, słyszą i widzą – sercem. 

 


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


Szok? Nie szok?
Notatkę dodano:2012-09-15 14:53:46

           Była taka „piosenka”: Kamień na kamieniu, za kamieniem kamień, a za tym kamieniem jeszcze jeden kamień….”. Przypomniała mi się niedawno, gdy towarzyszył mi szok za szokiem tak intensywnie, że cała byłam zszokowana do entej potęgi.

            Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość, że by móc uzyskać jeden, za to bardzo ważny urzędowy dokument, muszę sprostować kilka urzędowych dokumentów sprzed kilkudziesięciu lat (z wszelkimi ważnymi urzędowymi pieczęciami i podpisami ważnych, urzędowych osób). W dodatku, że sprostowanie ich wymaga zdobycia pełnych odpisów dokumentów z archiwów urzędów w różnych miastach.

            Z przerażeniem myślałam o przejechanych kilometrach w tę i z powrotem po kilka razy. Już widziałam siebie wchodzącą nie w porę do jednego czy drugiego urzędniczego pokoju. Słyszałam urzędniczy głos: „To nie takie proste, nie na już, trzeba to czy tamto….”. 

I swój: „Może jednak, bardzo mi zależy, proszę zrozumieć…”.

            Ciśnienie mi skoczyło tak wysoko, że podskakiwały wszystkie myślowe klepki, pytając: „Jak z tych minusów zrobić plus?”. One pytały, ja nie znałam odpowiedzi, ale przypomniałam sobie teleturniej, w którym można było zadzwonić do przyjaciela. I jak to ja, zamiast zadzwonić przyjaźnie logicznie - nielogicznie zadzwoniłam do nieprzyjaznego urzędu. Po przemiłej rozmowie urzędniczka poprosiła o mój telefon, mówiąc, że za około 2 godziny oddzwoni, by wyczerpująco poradzić mi jak najlepiej tę sprawę załatwić. Szok. Oddzwoniła. Szok. Poradziła. Szok. Obdzwoniłam pozostałe urzędy. Szok. Szok. Szok. Po dwóch tygodniach jak w bajce „ Stoliczku nakryj się” na moim stole leżały wszystkie potrzebne urzędowe dokumenty. Jeszcze tylko wizyta w warszawskim archiwum i……mogłam iść odebrać bardzo dla mnie ważny, współczesny, urzędowy dokument.  

 

            Szok? Czy nie szok? – do dziś nie wiem. Dalej nie rozumiem, dlaczego „trąbi się” wszem i wobec na wszystkie strony we wszystkich możliwych formach przekazu, tylko o tym co złeeee, o tym co dobre – milczymy. Czyżby – dobre – to już - normalne? Normalność – tak oczywista, że nie godna uwagi?

 


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


Może....nie morze???
Notatkę dodano:2012-09-02 12:31:51

Drodzy znajomi i nieznajomi odwiedzający mnie „blogowo”.

 

- Może Ktoś z Was mieszka w Katowicach lub w bliskich okolicach.

 

- Może „wirtualny” znajomy chciałby zamienić wirtual w real?

 

- Może i już realny znajomy znajdzie czas, by przyjść na Targi Książki w Katowicach.

 

- Może akurat w sobotę 8 września.

 

- Może odwiedziłby stoisko granice.pl nr 18 ( w samym środku).

 

Jeżeli 5 razy tak - to serdecznie zapraszam. Będę czekać w godzinach 10.00 -13.00 wraz ze swoimi bohaterami, którzy by nie robić tłoku schowani będą w: „Jesiennym koktajlu”, „Tak dobrze że aż źle”, „Kodzie emocji”, „Rozsypanych wspomnieniach”, „Pułapce Nowego Roku” i „Przewrotności dobra”.

 

Wcale nie przewrotnie powiem, że ceny książek będą super promocyjne……. :D 


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


Moje słowa zbędne....
Notatkę dodano:2012-08-31 16:18:20

Słowa zbędne…..

 

Dziś dzień blogera. Kto czytał moją książkę „Tak dobrze, że aż źle” wie, że lubię wszelakie nietypowe świąteczne dni obchodzić z przmrużeniem oka.

Jednak nadal kołaczą myśli z poprzedniej notatki, dlatego zamieszczam tu wiersz Alicji Stankiewicz i……… słowa zbędne.

 

Stara kobieta

hymn chcę napisać dla starej kobiety 
która kobiecość swą pogrzebała 
o szmince już zapomniała

a zapytana o młodość i miłość 
uśmiecha się tylko smutnie
i odpowiada - niestety niestety 

zza najtańszej sztucznej szczęki sepleni
mówi o smutnej życia jesieni
siwe włosy pod chustkę chowa

a przez sen cicho popłakuje
za utraconą młodością
niespełnioną miłością
za tamtym upalnym latem
za tym którego już nie zobaczy
i już nigdy nie odżałuje 

stale marznie od swojej starości
spragniona zwyczajnej miłości
której ciepły pled nie gwarantuje …

 

Autorka - Alicja Stankiewicz. Jej wiersze można przeczytać w antologii poezji "To dla Ciebie Mamo"  i w tomiku "Prześcignąć wiatr".

 


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


Od Sasa do lasa.
Notatkę dodano:2012-08-27 13:49:50

W dużej miejscowości, w dużym markecie, w dużej aptece – matce dzieciom zamiast wydania przepisanych tabletek zrobiono wykład na temat etycznej, moralnej, ludzkiej i nadludzkiej szkodliwości środków antykoncepcyjnych. Wykładowo wyłożono to i owo ale z pasją godną tego najważniejszego: działania wczesnoporonnego. Pąs na twarzy kobiety zczerwieniał jeszcze bardziej po słowach wykładowczyni: „Ja wiem, co to etyka i ja mam sumienie…. (tu chwila na wymowne milczenie), w mojej (duma z posiadania była tak silna, że to „mojej” zabrzmiało najbardziej wymownie) aptece - nikt nie przyczyni się do grzechu.

W dużej miejscowości, w dużym szpitalu, na kilku dużych oddziałach - dużo łóżek zajmują starsi i dużo starsi pacjenci. Bez problemu i bez znajomości natychmiast zostali przyjęci. Wystarczyła etyka i sumienie ich bliskich. I jeszcze tylko drobiazg a tak istotny, gdy np. bliscy zaplanowali urlop. Wystarczy przez kilka dni nie dać nic do picia i odwodnione starcze życie jest pod dobrą opieką a spokojne sumienie może etycznie wygrzewać się na słońcu.

Od kilku dni nie wiadomo dlaczego, skąd i po co świdrują moje klepki słowa: ”Katuj! Tratuj! Ja przebaczę wszystko ci jak bratu. Męcz mnie! Dręcz mnie Ręcznie! Smagaj, poniewieraj, steraj, truj! Ech, butem, Knutem, Znęcaj się nad ciałem mem zepsutem! a z krtani nie wiadomo dlaczego, skąd i po co wydobywa się krzyk: „Nie wybaczaj!”.

Żadne tabletki anty i przeciw nie pomogły. Panaceum okazała się myśl: „Najwyższy Sędzia wie - co to etyka i sumienie”.


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


XXI wiek - prawdziwy mężczyzna
Notatkę dodano:2012-08-14 20:15:50

Włączyłam telewizor. Reklama.

 

Nauczycielka: Co musi prawdziwy mężczyzna?

Uczeń ok. 9 lat : Zbudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna.

 

Wyłączyłam z wściekłością.

Dlaczego? Nie powiem.

 

Powiem, że do dziś pamiętam słowa mojego taty, gdy słysząc powyższe, śmiał się, mówiąc do swoich dwóch córek: „Pamiętajcie, że prawdziwy mężczyzna to ten, który zrobi wszystko dla swoich kochanych kobiet”.

 

Minęło tyle lat, jeszcze więcej podobno się zmieniło. Podobno…..

 

I przyznam, że określenie: „swoje kobiety” do dziś mnie nie drażni. Tata udowadniał nam do końca, że „swoje” to znaczy wiedzące, że są bardzo kochane, bezpieczne i najważniejsze dla mężczyzny – męża i ojca.

 

Tata – nie zbudował domu, nie posadził drzewa i nie spłodził syna – ale był najprawdziwszym prawdziwym mężczyzną.

 

 Żjemy w XXI wieku. Podobno....


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


Kocham - nie kocham - łona..... natury.
Notatkę dodano:2012-08-03 00:18:03
    Byłam na Mazurach. Z czysto egoistycznych względów szare komórki  zostawiłam w mieście, by pilnowały czterech ścian. Dziś wróciłam z "memłona" mazurskiego. Ściany z szarymi komórkami są, za to nie ma komarów, nie ma pająków, nie ma much. Uff.
Jutro bezmyślnie "miastuję", bo za duży upał, by zaprzęgać do jakiejkolwiek pracy szare komórki. Pojutrze jadę do swojego "Sumakowa", gdzie czekają już na mnie chmary komarów, pająków, much. Uff.
I znów pojadę sama. Nie mogę żadnej z myślowych komóreczek, które tylko czasami myślą, narażać na spanie w pajęcznie z pogryzionymi synapsami w sześciozerowym bakteryjnym towarzystwie.
Przeczytałam, że jedna mucha może na swoim ciałku mieć ponad milion bakterii. W tzw międzyczasie (czyli między oganianiem się od ww towarzystwa) przeczytałam jeszcze to i owo w prasie, i wysłuchałam tego i owego w telewizji.
I powiem tak. Wolę pamiętać tylko o tych zerach bakteryjnych, bo w tym przypadku wszelkiego rodzaju lepy - pułapki lepowe, szczególnie w połączeniu z innymi substancjami wabiącymi skutkują tym co powinny. Czyli nie zatruwają otoczenia, a odmuszanie polega na tym, na czym powinno polegać. Na wyłapywaniu - much. Uff
 



Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Zamiar kontrolowany
Notatkę dodano:2012-07-17 20:53:27

W sezonie ogórkowym – od czasu do czasu trzeba zafundować mizerię. Przypomnieć, że sezon urlopowy przy niesprzyjającej pogodzie wzmaga apetyt. Odkryć, zakryte lub ukryte: „Stary olej, myte ścierką mrożone ryby i przeterminowane warzywa - taka jest rzeczywistość”. By wzmocnić niusową rewelację, zacytować trochę łaciny: „Tu wszystko k.... spleśniałe”. I razem z innymi nadziwować się nad dziwami, które, co tu dużo mówić, najbardziej dziwują tych, których dziwować nie powinny.

            Ci, których dziwować nie powinno, na pewno powinni od razu doprawić mizerię śmietaną, mówiąc: „Na drugi dzień lokal został zamknięty”. Nie zrobili tego, więc sama sobie mizerię dopieprzyłam: „Nowelizacja ustawy o swobodzie działalności gospodarczej uchwalona w 2009r zakłada obowiązek informowania przedsiębiorców o zamiarze przeprowadzania kontroli.

            I ucieszyłam się, że serwowanie „uzdrawianych” potraw, „nijak się nie ma” do mojej nielogicznej logiczności.

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 1959515
Osób: 1777670

Na Facebooku

Jolanta Kwiatkowska

jkJolanta Kwiatkowska

Urodziłam się jako płeć żeńska.
(tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce).
Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać).
Nie zdobyłam żadnego szczytu.
Nie odkryłam żadnego lądu.
Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam.
Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam.
Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham.
Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam.
Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie.
Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęśćia, które zsyła nam każdy dzień.

Wyślij wiadomość do autorki

Zostań fanem autorki w wortalu Granice.pl