Bezsensownik

czyli nazywanie rzeczy po imieniu

491.
Notatkę dodano:2011-03-25 21:38:58

Zgodnie z wczorajszymi zapowiedziami, mój dzień przepływał dzisiaj między kuchnią a… kuchnią! Ciasta na jutrzejsze przyjęcie są już przygotowane, czekają tylko na rozkrojenie i symetryczne ułożenie na eleganckich talerzach. Tym razem na stole zagoszczą tort potrójnie czekoladowy oraz ciasto z masą budyniową. Z tym ostatnim przysmakiem miałam dzisiaj niecodzienne przeboje. Akurat w najbardziej newralgicznym momencie, (czytaj: podczas gotowania budyniu!) zadzwonił telefon. Nic by w tym nie było dziwnego – można przecież jedną ręką przytrzymywać komórkę, drugą natomiast dalej spokojnie mieszać budyń. Sprawa okazała się jednak zdecydowanie bardziej skomplikowana. Zadzwoniła bowiem koleżanka z roku by poinformować mnie, że zostały już wywieszone tematy prac magisterskich. Powiedziała też, że zdjęcie tych tematów jest na naszym grupowym mailu, więc prosiłaby aby tam też wstępnie zadeklarować się i zapisać na wybrany przez siebie temat. A jak wiadomo, kto pierwszy ten lepszy. Rażona niczym gromem z jasnego nieba zapomniałam o budyniu i pobiegłam do swojego pokoju by natychmiast włączyć komputer, przejrzeć tematy, zadzwonić do najbliższej koleżanki z grupy i z nią ustalić, które tematy wybieramy dla siebie. Adrenalina buzowała mi w żyłach, ręce trzęsły się jak u alkoholika, ale dzielnie sprostałam temu priorytetowemu zadaniu. 

Na razie nie napiszę, co udało mi się „upolować”. W poniedziałek odbywają się oficjalne zapisy, więc pewnie dopiero wtedy pochwalę się swoim tematem pracy magisterskiej.

PS Mama dzielnie przejęła inicjatywę dzięki czemu budyń cały i zdrowy wyszedł z opresji.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


492.
Notatkę dodano:2011-03-24 21:54:41

 

Przyznam się bez bicia, że dzisiaj kompletnie nie mam pomysłu na notkę. Być może odpowiedzialne jest za to zmęczenie lub wrażenia mijającego tygodnia, a być może zdolność kreatywnego myślenia przysłania mi świadomość, że oto rozpoczynam oczekiwany od wielu dni weekend. 

Jutro czeka mnie ciekawe wyzwanie w postaci kuchennych rewolucji - pieczenie ciast z okazji urodzin mamy (które tak naprawdę są dzisiaj, ale z wszystkim wiadomych względów organizowane będą w sobotę). Zadanie to przypadło mi do gustu, ponieważ z wszystkich spożywczych zadań właśnie przygotowywanie smakołyków sprawia mi najwięcej przyjemności. Raport dotyczący efektów pracy złożę oczywiście jutro.

Tymczasem z powodu braku głównego wątku w notce zapraszam do lektury recenzji "Trucicielki", zbioru ciekawych opowiadań Erica-Emmanuela Schmitta:

http://www.granice.pl/recenzja.php?id=5&id3=3714

oraz "Stokrotek w śniegu" Richarda Paula Evansa, wzruszającej powieści o zaskakującej przemianie człowieka:

http://www.granice.pl/recenzja.php?id=5&id3=3713.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


493.
Notatkę dodano:2011-03-23 21:40:53

Powodów do radości mam dzisiaj kilka, a dokładnie rzecz ujmując – dwa. Pierwszy z nich związany jest z datą, a to znaczy z faktem, że dzisiaj mamy 23. dzień marca. Dla osób spoza grona rodziny i przyjaciół, data ta nic nie mówi, nie jest to bowiem ani hucznie przez uczniów obchodzony dzień wagarowicza ani nawet upragniony pierwszy dzień lata. Dla mnie i mojego narzeczonego 23. jest kolejnym miesiącem naszego związku. Dzisiaj wypada ich już 57!

Kolejnym powodem do radości jest zaliczenie – po trudach, zmaganiach i wyjątkowym wysiłku umysłowym – widma 1H NMR. Mimo że do zaliczenia całego przedmiotu droga jeszcze daleka, to dzisiejszy sukces zmotywował mnie do działania i pokazał mi, że nigdy nie mogę się poddać.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


494.
Notatkę dodano:2011-03-22 21:56:19

Jako człowiek młody, będący na bieżąco z różnego rodzaju nowinkami, myślałam, że niewiele rzeczy jeszcze jest mnie w stanie zaskoczyć. Przerzucając kolejne telewizyjne kanały, natknęłam się dzisiaj na dość specyficzny talk show. Nie widziałam początku, zatem dopiero po kilku chwilach domyśliłam się jaki temat został poruszony. Obejrzałam wypowiedzi kilku biorących udział w programie osób, które dla własnej przyjemności – i jak wielokrotnie podkreślały, także dla udoskonalenia własnego wizerunku – nie tylko tatuowały czy kolczykowały w różnych miejscach ciało, ale przeważnie samodzielnie wykonywały zdecydowanie bardziej dramatyczne operacje. Standardem było rozcinanie języka skalpelem, a potem codzienne, trwające kilka miesięcy jego rozrywanie, aby się nie zrastał. Efekt – dwa języki, niczym w wężowej szczęce, utrudniona wymowa i seplenienie. Padł także pomysł na wszczepianie sobie silikonowych bądź teflonowych implantów, powodujących żylaste wypukłości na rękach.

Fakt, faktem, nie znoszę horrorów w których leje się krew. Ale oglądając tych ludzi miałam wrażenie, że uczestniczę w jakiejś szalonej, makabrycznej uroczystości zorganizowanej przez samego Hannibala Lectera. Krew odpłynęła mi ze wszystkich miejsc i skumulowała się gdzieś w okolicach żołądka. Tam też poczułam niebezpieczny ucisk, a całą uwagę skupiłam na tym, żeby zachować świadomość.

Nie chcę w żaden sposób oceniać takiego zachowania – przekraczającego powszechnie pojmowaną definicję estetyki i graniczącego ze zdrowym rozsądkiem upiększania się, narażania na niebezpieczeństwo już nie tylko zdrowia, ale często życia. Mogę jedynie powiedzieć, że tego nie rozumiem i pewnie dlatego, także nie potrafię zaakceptować.

Boli tylko czasami świadomość, że obecnie zwracamy większą uwagę na to jak wyglądamy  - im bardziej ekstremalnie tym lepiej – niż co potrafimy i co tak naprawdę chcemy w życiu osiągnąć. 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


495.
Notatkę dodano:2011-03-21 21:57:03

 

Poniedziałek ma zwykle to do siebie, że co tydzień zapowiada się paskudnie. Niedzielny wieczór, pełen nostalgii i poczucia straty za mijającym weekendem przepełnia czarę „nowotygodniowej” depresji. Jednak dzisiejszy dzień, który w moich wczorajszych myślach miał się beznadziejnie rozpocząć, trwać i zakończyć, okazał się dniem może nie specjalnie pełnym emocji i ekscytującym, ale przynajmniej spokojnym. Raczej takim o którym się długo nie pamięta, bowiem niewiele – pewnie pozornie – istotnych spraw miało miejsce.

Wieczorową porą udało mi się chociaż częściowo nadrobić recenzyjne zaległości. Na szafot zawędrowały „Stokrotki w śniegu” Richarda Paula Evansa oraz najnowszy zbiór opowiadań Erica-Emmanuela Schmitta „Trucicielka”. Więcej o tych książkach będziecie mogli wkrótce przeczytać w dziale „Recenzje”.

Jutro w Lotto kumulacja:  21 000 000 zł. Gracie?

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


496.
Notatkę dodano:2011-03-20 21:01:49

Dopiero gdy niedziela powoli zaczyna przeradzać się w poniedziałek, uświadamiam sobie, że kolejny tydzień znowu przepłynął mi przez palce. Nie jest, jakby się mogło zdawać tak, że ten czas mogę spisać na straty - każda chwila poświęcona była w końcu na działanie. W największym stopniu są to sprawy związane z uczelnią, w zdecydowanie mniejszym (nad czym pewnie nie tylko ja ubolewam) życie towarzysko-uczuciowe i przyjemności. Tak już chyba być musi, że aby cieszyć się relaksem, należy wpierw na niego ciężko zapracować. Ten weekend obfitował jednak w pracę. Sobota - właściwie całkowicie poświęcona na ogarnięcie nowych zagadnień, których przyswajanie i powtarzanie czeka mnie jeszcze jutro i we wtorek, niedziela natomiast - na dalsze prace związane z przygotowaniem nowego bloga.

Jeśli zatem o blog chodzi, to muszę się pochwalić, że ogólny zarys już w sieci istnieje! Teraz pozostaje dopracowanie mnóstwa szczegółów - menu, boksów, w których będę publikować treści oraz dopasowanie jednego z najważniejszych elementów graficznych. Całość, choć jeszcze oczywiście niedopracowana, prezentuje się niezwykle obiecująco.

Przede mną kolejny ciężki tydzień zajęć. Aby go dobrze rozpocząć muszę nabrać odpowiedniej ilości sił – zatem sen, którego notorycznie mi brakuje nie może sprostać temu zadaniu. Zdecydowanie lepsze działanie miał cały dzień spędzony z narzeczonym, a kiedy i ten dobiegł końca – dobra lektura do poduszki.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


497.
Notatkę dodano:2011-03-19 22:13:57

Większą część dzisiejszego dnia zabrały mi uczelniane sprawy. Nauki jak się znowu okazało jest strasznie dużo, a przedmioty - raczej skomplikowane. Mimo że to już końcówka czwartego roku, bliżej niż dalej do upragnionego końca, z dyplomem inżyniera od niecałych dwóch miesięcy w kieszeni, to tak naprawdę wcale nie jest łatwo. Najgorsza, przynajmniej w moim przypadku, jest świadomość, że błąd został popełniony dużo wcześniej. W pewnym nawet momencie wydawało mi się, że do wielu rzeczy można się z czasem przyzwyczaić. Niestety, na "wydawaniu się" jak na razie skończyło.

Sobotni, trzeci już odcinek "Bitwy na głosy" utrzymał dobry, zeszłotygodniowy poziom. Aczkolwiek wybór widzów nie był specjalnie zaskakujący, to jednak w głębi serca miałam nadzieję zobaczyć jeszcze za tydzień zespół z Lublina.

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


498.
Notatkę dodano:2011-03-18 22:04:00

Ha! Pierwsze elementy graficzne do nowego bloga są już gotowe. Jak już pisałam wczoraj, ogólny zarys od kilku dni istnieje w mojej głowie i na roboczej, raczej zaniedbanej kartce. Prawdę powiedziawszy nie mogę się już doczekać kiedy wreszcie ujrzę mój twór w całości i rozpocznę w końcu spójne, monotematyczne blogowanie.

Poza tym udało mi się dzisiaj przyswoić kilka nowych, rosyjskich słówek. Problem z tym językiem jest taki, że litery drukowane wyglądają inaczej niż pisane, a pisane przypominają litery polskie, ale wymawia się je zupełnie inaczej. Przykładowo, duże, pisane "D" wygląda faktycznie jak polskie "D", natomiast małe "d" przypomina "g". Nie wspomnę już o wspaniałych "sz", "cz" i "szcz", na których nie trudno połamać sobie język. 

Na wieczór pozostawiłam sobie lekturę najnowszej powieści Erica-Emmanuela Schmitta. Szerzej o książce napisze oczywiście w recenzji, zdradzę jedynie, że autor powrócił do dawnej, znanej z "Oskara i Pani Róży" formy.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


499.
Notatkę dodano:2011-03-17 21:49:13

Po nocy obfitującej w koszmary, zespolone płytkim, nerwowym snem poranek okazał się niewiele lepszy. Głowa pękała mi w szwach, mimo że poprzedniego dnia nie skosztowałam ani kropelki trunku, a zapuchnięte powieki jak na złość nie chciały powitać smutnego, pochmurnego, płaczącego deszczem dnia.

Czasami chce mi się parsknąć sarkastycznym śmiechem na samą myśl o tym, że działam jak barometr. Kiedy wszystko się układa, sprawy idą gładko, a sukcesy czają się za każdym rogiem, zwykle towarzyszy temu dobra, a przynajmniej zadowalająca aura. Wczoraj wraz z pogorszeniem pogody, zapadnięciem zmroku i odejściem resztek sił, także dobra passa wybrała się na daleki, samolubny spacer, pozostawiając mnie zdaną na chichot przewrotnego losu.

Pod wieczór za to, poczyniłam pierwszy krok do założenia nowego, poświęconego wiadomej tematyce bloga. Jest już adres, jest pomysł na grafikę, teraz wypada tylko zakasać rękawy i wziąć się do pracy. Trzymajcie kciuki!


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


500.
Notatkę dodano:2011-03-16 22:06:20

Miała być notka gloryfikująca upływ czasu, upamiętniająca fakt, że do ślubu pozostało już 500 dni oraz zapowiedź regularnych z tej okazji wpisów. Właściwie nic z wymienionych wcześniej rzeczy miejsca mieć nie będzie - może oprócz postanowienia dodawania codziennie krótkich notek.

Powiem tylko, że dzisiejszy dzień był jednym z gorszych, tych totalnie depresyjnych i rozbijających człowieka na drobne kawałeczki momentów. Dzień jutrzejszy już za niecałe dwie godziny. Nie wiem tylko czy się cieszyć, że dzisiaj już wreszcie mija, czy bać się, że nieznane jutro będzie jeszcze gorsze.  


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 696743
Osób: 681409

Mój ślubny blog:

www.weddblog.pl
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017