Bezsensownik

czyli nazywanie rzeczy po imieniu

Końca nie widać...
Notatkę dodano:2009-01-26 20:14:59

Czasu mam jak na lekarstwo. Sesja jak księżyc w pełni, długo jeszcze potrwa zanim zgrabnie skurczy się do zwyczajnych, codziennych zajęć, laboratoriów czy wykładów.

O zaliczenia martwić się już nie muszę, choć wpisy zdobyć nie jest już tak prosto. Dzisiaj złapałam się na tym, że nie wiem, gdzie podziałam indeks. Kiedy w końcu przypomniałam sobie, że dałam go koleżance, żeby zdobyła mi wpis z matematyki stosowanej, ta zupełnie bez sensu zaniosła go do swojej prowadzącej laboratoria z chemii analitycznej, po to by ta dała go mojej prowadzącej. Było to działanie o tyle bez sensu, że aby zdobyć wpis z analitycznej, oprócz zaliczenia zajęć i kolowkwiów, należy oddać zawartość szafki ze sprzętem w takim stanie w jakim się ją dostało. Jak na złość, na ostatnich zajęciach zniknęły nam z szafki szczypce laboratoryjne, które razem z koleżankami musimy aby dostac wpis niestety odkupić. Nie byłoby z tym najmniejszego problemu, gdyby nie fakt, że na sprzęt ten trzeba czekać cztery tygodnie. I właściwie nie ma w tym nic nielogicznego - szkło laboratoryjne można kupić od ręki, gdyż psuje się dość często, w przeciwieństwie do metalowych szczypiec, które psuć się nie psują, ale mogą zostać skradzione...

Jutro ciąg dalszy egzaminów. Trochę już siły nie mam i chęci też są jakby mniejsze do pracy.


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


Bieszczad ciąg dalszy
Notatkę dodano:2009-01-04 18:38:14

O poświąteczno-sylwestrowym pobycie w Bieszczadach mogłabym napisać wiele. Mroźno i śnieżnie było od czasu gdy przyjechaliśmy aż do naszego wyjazdu. Lesko zwiedzilismy wraz z przewodnikiem (okazał się on być jak my, absolwentem I LO im. Jana Smolenia w Bytomiu), który opowiedział nam historie miasteczka, pokazał najciekawsze miejsca, m.in. cmentarz żydowski, synagogę, kościół czy rynek. Jednak mnie najbardziej ucieszył zamek, dzis hotel, w którym spaliśmy i konsumowaliśmy ogromne posiłki.

Zabawa sylwestrowa była doskonała. Wytańczylismy się i wybawilismy chyba za wszystkie czasy. Zresztą ludzie z którymi siedzieliśmy przy stoliku bawili sie chyba najlepiej z wszystkich gości. Lampka szampana, noworoczne życzenia wymienione przede wszystkim ze Sławkiem, ale również z zupełnie obcymi ludźmi, życzliwymi osobami życzącymi dużo zdrowia i założenia wspaniałej rodziny. Później telefony do naszych bliskich. Fakt, nie bawiliśmy sie do białego rana, ale Nowy Rok powitaliśmy z nowymi nadziejami i marzeniami, które z każdym dniem są bliżej nas.

Na dole zdjęcie. Sławek narcystycznie dodał w swoim blogu tylko siebie, więc ja dodam nasze wspólne zdjęcie.

bcffa60cd8a474484800fb03f3104d38.jpeg

Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Bieszczadzko
Notatkę dodano:2009-01-03 19:16:12

Przyjechaliśmy z Leska, choć tak naprawdę wracać nie chcieliśmy. Końska dawka odpoczynku, wspólnie spędzana każda minuta i otaczające nas wszędzie Bieszczady - niewiele rzeczy może się z tym równać.

Zwiedziliśmy wzdłuż i wszerz miasteczko, powędrowaliśmy w najrozmaitsze zakamarki, szlaki i ścieżynki. Porobiliśmy masę zdjęć.

To tak w dwóch słowach, bo padam z nóg. Blisko dziewięciogodzinna jazda PKS-em może być naprawdę wyczerpująca.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Zmęczenie materiału
Notatkę dodano:2008-12-09 20:34:53

Obowiązków zamiast ubywać wciąż przybywa. Nigdy nie zostawiam niczego na ostatnią chwilę, jednak ostatnio wydaje mi się, jakby tak było. Choć sesja się jeszcze nie zaczęła, a o zaliczeniach nikt nie wspomina, kolokwiów przybywa, sprawozdania spadają deszczem na głowę. Nie mówię, że zarywam noce żeby się uczyć – o nie, nigdy tak nie robię i jeszcze nie zdarzyło mi się przez to czegoś nie zaliczyć – a i tak czuję się jakbym nie spała od co najmniej tygodnia. Wstaję wcześnie rano, zajęcia zaczynam koło południa, a kończę wieczorem. Nie mam czasu żeby zjeść coś wartościowego czy napić się w tym czasie czegoś ciepłego. W dodatku ta zmieniająca się wciąż pogoda – spadki ciśnienia, coraz chłodniejsze, deszczowo-śniegowe dni.

Właściwie to nawet nie wiem czy czekam na święta. Jakaś część mnie krzyczy, żeby w końcu porządnie się wyspać, zamknąć w szafie wszystkie kolory chemii i odsapnąć od tego całego uczelnianego zamieszania. Reszta jednak – ta rozsądna, cholernie praktyczna przypomina, że tuż po Nowym Roku, w drugim tygodniu stycznia czekają mnie cztery kolokwia, a dwa tygodnie później rozpoczyna się sesja.

Dużo tego – a ja sama muszę sobie z tym poradzić.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Grudniowo
Notatkę dodano:2008-12-02 21:38:20

Gdyby nie kalendarz, którego ostatnie kartki kurczowo trzymają się ściany, możnaby pomyśleć, że w końcu zawitała do nas wiosna. Pogoda zmienia się bowiem jak wzory w kalejdoskopie – raz wychodząc na uczelnię zakładam zimowy płaszcz, innym razem jesienną kurtkę. Boże Narodzenie powinno być oprószone grubą warstwą śniegu za oknem, bijące żarem z rozpalonego kominka (niestety świątecznych skarpet nadal brak…) oraz kojące atmosferą spotkań z bliskimi, których widzimy na co dzień, a z którymi tak rzadko rozmawiamy. I choć obrazek ten przypomina jedną z wielu pocztówek, które wyślę pewnie pocztą – tą elektroniczną – to mam nadzieję, że nie do końca się on ziści. Powodów jest kilka, jednak najważniejszym jest ten, że sylwester spędzamy ze Sławkiem w Lesku – a do Leska trzeba jakoś dotrzeć. Będzie to dla nas dużo łatwiejsze, jeśli nie spadnie śnieg.

Jeżeli chodzi o nowości, to z pewnością jest ich kilka, choć sama już nie wiem, czy zdołam je wszystkie opisać. Dziś na przykład na laboratorium z nieorganicznej, koleżanka podgrzewała kwas octowy, który niefortunnie wyskoczył z probówki i wylądował prosto na karku stojącego obok kolegi. Ten z krzykiem odskoczył jak poparzony (w sumie, to trochę poparzony został) i zdołał tylko dowiedzieć się, że tajemnicza substancja, która go dosięgła, oprócz tego że była gorąca i śmierdząca, groźna nie jest.

Kolokwia sypią się na głowę jak oszalałe. Jutro organiczna, za tydzień analityczna i nieorganiczna. Nauki trochę z tym jest, a że godziny zajęć nie są za komfortowe, tym bardziej jest to męczące. Ostatnio łapię się na tym, że czytając dla relaksu wieczorem jedną z wielu zaległych już książek, zasypiam po trzydziestu stronach.

Jednak najważniejszym wydarzeniem dzisiejszego dnia były narodziny Wiktorii, córeczki mojej koleżanki, którą poznałam kilka lat temu w szpitalu. Jest to dla mnie tym bardziej ważne, że Ela tak jak ja choruje na cukrzycę, a dzieciątko, choć urodziło się przed wyznaczonym terminem jest zdrowe. Cieszę się jej szczęściem i muszę w końcu znaleźć chwilę, żeby ją i malutką odwiedzić.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Uczuciowo
Notatkę dodano:2008-11-21 21:20:40

W Bytomiu spadł pierwszy śnieg. W Gliwicach jeszcze nie i nawet jakoś nie jest mi z tego powodu żal. Zimę lubię, ale jak to mówią – w górach i na stokach. W miastach ze śniegu robi się obrzydliwa plucha, a wędrówki między wydziałami nie należą do najmilszych. Zwykle człowiek nie ma ochoty wyściubiać nosa nawet poza obręb kaptura.

Kolokwium z chemii fizycznej zaliczyłam. Uważam to za swój mały, osobisty sukces tym bardziej, że prowadzący podchodzi do grupy w stylu „nie będę się wam narzucał”, a zajęcia kończy po trzydziestu minutach.

Coraz bardziej utwierdzam się w mojej „miłości” do chemii analitycznej. Z niecierpliwością czekam na kolejne laboratoria. Nie zniechęca mnie nawet drugi pęknięty tygielek, przez który przedłuża mi się analiza wagowa siarczanu(VI) baru.

I chociaż będę narzekać na wszystkie nudne przedmioty i grozić w duszy, że jeśli wygram w totolotka to kupię Politechnikę, to jednak lubię te moją uczelnię. Bądź co bądź, z całym inwentarzem.


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Destrukcyjnie
Notatkę dodano:2008-11-05 22:38:28

Z życia podczas laboratoriów - najświeższe fakty:
- kolokwium z nieorganicznej napisane
- reakcje charakterystyczne III grupy kationów niedokończone
- zniszczenie probówki na skutek ogrzewania jej nad palnikiem, w wyniku czego zawartość równomiernie pokryła kawałek blatu pod dygestorium
- kolokwium z analitycznej przełożone na za dwa tygodnie
- zniszczenie tygielka - nie osobiste, aczkolwiek ucierpiałam głównie ja (no i tygielek niewątpliwie też...) skutkiem czego prażyłam osad Asi, a swój wyprażę za tydzień, kiedy mój nowy tygielek będzie gotów do ważenia i pracy nad palnikiem

Przemyślenia, refleksje i spostrzeżenia:
- z tygodnia na tydzień mam w szafce nr 6 więcej statywów a mniej probówek
- ogrzewanie szkła nad ogniem należy przeprowadzać ostrożnie, w przeciwnym bowiem razie dno oddziela się od ścianek
- roztwory lubią z probówek eksplodować
- kwas po ogrzaniu jest gorący, zwłaszcza na dłoniach
- siarczki trudno się domywa
- człowiek bardzo przywiązuje się do swoich małych przedmiotów, zwłaszcza jeśli waży je conajmniej trzy razy z dokładnością do czterech miejsc po przecinku


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


Niedzielnie
Notatkę dodano:2008-10-26 11:33:39

Długie godziny spędzane na uczelni sprawiają, że w weekendy mam okazję trochę zwolnić tempo i zaczerpnąc świeżego powietrza. Jak na ironię, terminy kolokwiów wysypały się nagle z rękawów wszystkich prowadzących zajęcia. W środę czeka mnie spotkanie twarzą w twarz z chemią organiczną i analityczną, dlatego wolne sobotnie i niedzielne przedpołudnie skutecznie wypełniają mi nazwy zwyczajowe związków organicznych oraz nomenklatura systematyczna. Na szcząście wniknęłam znowu w ten uczelniany tryb - widzę już co jest ważne a co ważne trochę mniej. Coraz bardziej natmoiast podoba mi się chemia analityczna, którą będę brać poważnie pod uwagę wybierając w przyszłości specjalizację. Konstruowanie zestawu do sączenia, zakładanie sączka, zlewanie roztworu znad osadu - dla laików to szczyt nudy, dla chemika analityka - pasja.

Za niecały już tydzień wybiorę się na groby. Lubię kiedy zapada już zmrok, a nad cmentarzem unosi się ten migotliwy blask zniczy, buchający od nich żar i przepiękna łuna. I ten zapach dogasających świeczek, ale szczególnie wspomnień.


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Stypendialnie
Notatkę dodano:2008-10-17 21:01:11

Stypendia przyznane. Znalazłam się w pierwszej kategorii. Listy osób które uzyskały stypendium ułożone były według numerów indeksu. Oglądałyśmy je razem z Asią. W pewnej chwili mówię do niej:
- Słuchaj, to nie jest przypadkiem twój numer legitymacji?
- A gdzie tam - odpowiada Asia - Ja żadnego podania o stypendium nie składałam.
- Nie trzeba było nic składać - mówi Marta - W dziekanacie policzyli ci średnią i przyznli stypendium.
- Te czekaj, sprawdzę - stwierdziła - Jaaa, faktycznie! To mój numer!
Dostała drugą kategorię. To znaczy niewiele mniej ode mnie.

Dziś na fizycznej ćwiczeniowiec przez ponad godzinę tłumaczył jedno zadanie, którego i tak nie rozwiązał do końca. Potem stwierdził, że on zdaje sobie sprawę, że "tak rozwlekle tłumaczy", ale uważa że jest to lepsza metoda, niz żeby grupa spisywała zadania z tablicy. Potem przeprosił za trywialny język jakiego używa i za to, że mógł tym sposobem kogoś "zbeszcześcić".


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Czwartkowo
Notatkę dodano:2008-10-16 19:45:57

List wciąż nie ma, a napięcie rośnie. Dzisiaj gablotkę z napisem "stypednia" oblegało kilkanaście osób, które następnie zaczęły licytować się, kto zasięgnie informacji w dziekanacie. Ostatecznie nikt nie poszedł. Jutro dziekanat będzie nieczynny, więc trzeba poczekać do poniedziałku.

Dzieisjsze wykłady okazały się niesamowicie nudne. Ilość informacji na chemii fizycznej była wprost proporcjonalna do czasu przerzucania kolejnych slajdów, efektem czego mam dosyć sporo obciętych w pół słowa zdań, a co najgorsze równiez wzorów. Za to podczas nieorganicznej zdążyliśmy przerobic slajdów kilka, zatrzymując sie niemiłosiernie na co "ciekawszych".

Jutro organiczna, a na niej kartkówka (!) podczas wykładu. Potem dwie godziny okienka i tzw. "szybcy i wściekli" czyli ćwiczenia z fizycznej.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 696715
Osób: 681381

Mój ślubny blog:

www.weddblog.pl
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017