Bezsensownik

czyli nazywanie rzeczy po imieniu

Cierpliwie
Notatkę dodano:2008-06-03 21:59:40

Wracać z uczelni zmęczoną - zdarza mi się nadzwyczaj często. Wracać z uczelni w stanie takiego zmęczenia, żeby nie móc dojść do własnego pokoju (fakt, jest na drugim piętrze), nieczęsto mi się zdarza.

Dzień zapowiadał się słonecznie - jak kilka poprzedzających go i prawdopodobnie wiele następujących po nim, więc mój nastrój również pozytywnie nastawił się do życia. Na Politechnikę wyruszyłam z nastawieniem, że chociaż za chwilę czekają mnie siódme, albo bodaj ósme, gratisowe laboratoria z fizyki, to tak czy siak są one ostatnie w tym i we wszystkich następnych semestrach. Sprawozdanie z ostatniego laboratorium przyniosłam pięknie opracowane (z dokładnością do niepewności pomiarowych) i wydrukowane, które natychmiast po wejściu do sali oddałam. A że było ono wręcz doskonałe, zwrotu nie dostałam, za to ocena bardzo dobra pojawiła się na karcie. Niestety prawie trzy godziny zegarowe kazano mojej grupie przesiedzieć przy wyłączonym sprzęcie, tak po prostu, o! Dopiero 20 minut przed teoretycznym końcem zajęć, jeden z prowadzących przypomniał sobie o naszej obecności i nie przebierając w grzeczności i zbytnio w słowach, zapytał po co jeszcze siedzimy w sali. To zaskakujące jak słaba jest ludzka pamięć - nikt jednak nie przypomniał prowadzącemu co powiedział zgoła, dwie i pół godziny wcześniej.

Jednak najlepszy terning cierpliwości miałam przed egzaminem ustnym z matematyki, który rozpocząć się miał mniej więcej o godzinie 12:00. Rozpoczął się pół godziny później. To jeszcze dałoby się jakość przeżyć. Trudniej było poradzić sobie z grupą dziewięciu osób, które upierały się, że były również na egzamin umównione i które będą go zdawać tu i teraz. Pominę fakt, że egzamin pisemny rozpoczynał się o godzinie 14:00. Z determinacją zniosłam jednak bolesny upływ czasu, i o godzinie 15:10 zdałam matematykę na pięć.

 

Moją bezsilność dzisiejszego dnia sponsorowały rónież buty na dziesięciocentymetrowym obcasie, które na szczęście ma już z głowy (a raczej ze stóp), a których oglądać - a przede wszystkim zakładać, narazie nie mam ochoty.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wielowątkowo i niespójnie
Notatkę dodano:2008-05-27 21:22:11

Odebrałam indeks z dziekanatu. W rubryczce figuruje stempel "wpis zakończono", a luźno, między stronami włożono - pustą jeszcze - kartę zaliczeniową. Zaczyna się - a właściwie już trwa - nerwowa atmosfera, że wszystkiego za dużo, że wszystko za szybko, że z wszystkim nie zdążę.  

Majowe długie weekendy skończyły się znacznie szybciej, niż te tradycyjne, trwające dwa dni. W tym czasie miałam okazję trochę odpocząć, zwłaszcza, że ostatnimi czasy na uczelni, niemal każdego dnia coś ważnego się działo. Choć pogoda nie do końca dopisała, wolny czas uważam za doskonale spędzony.

W wolnym czasie, razem ze Sławkiem wybraliśmy się do kina na nowego "Indianę Jonesa". Film równie znakomity jak poprzednie trzy części. Zabawny, dowcipny - i oczywiście z happy endem.

Nasze szynszyle - Czinczila i Kebab prawdopodobnie spodziewają się potomstwa, dlatego Sławek czyta fachową literaturę i przygotowuje mnie psychicznie do roli pierwszej szynszylej położnej. Prawdę powiedziwaszy, nie potrafię sobie jeszcze tego wszystkiego wyobrazić i pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że małe szynszylki pojawią się w momencie, kiedy zamknę sesję. W przeciwnym razie - chyba miałabym za dużo szczęścia naraz!  


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


Tym(czasowo)
Notatkę dodano:2008-04-11 21:26:12

Z rozpiski, wiszącej w gablotcie w budynku "Czerwonej chemii" wynika, że sesja letnia rozpoczyna się 9 czerwca. Jeszcze jest więc sporo czasu, by się poduczyć, całkiem sporo. W dodatku, wizja dni spędzanych na nauce nie wydaje mi się aż tak straszna, bo dowiedziałam się dzisiaj, że zaliczyłam zeszło-sobotnie kolokwium na 14 punktów i zapewniłam sobie tym samym zaliczenie ćwiczeń z fizyki. Niestety wciąż jeszcze muszę się martwić laboratoriami i czekającym mnie egzaminem. Ale do tego jeszcze jest czas, całkiem sporo czasu.


Pogoda przez ostatnie kilka dni ma tak szeroki uśmiech na twarzy, że dzisiaj razem ze Sławkiem, między wykładem a ćwiczeniami - z fizyki! - postanowiliśmy pozwiedzać trochę Gliwice. Po długim spacerku, usiedliśmy w kawiarence w kształcie talerza kosmitów i wypiliśmy mrożoną kawę. Mieliśmy dla siebie dużo czasu, oj tak, całkiem sporo czasu.


Niestety dużo czasu zmarnowało się na ćwiczeniach z informatyki. Pobudzającym zniecierpliwienie i irytację było tworzenie układu okresowego pierwiastków w excelu. Nazwa, symbol, masa atomowa, liczba atomowa. Szkoda czasu. Naprawdę, szkoda czasu.

 

 




Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Beznadziejny (tytuł)
Notatkę dodano:2008-04-03 20:28:01
To, że wiersze nie chcą się same pisać jeszcze jestem w stanie zrozumieć. Ale nie trzeba być poetą, żeby co jakiś czas pojawiały się notki na blogu. Jak na razie, to jedyną rzeczą jaka systematycznie sama się pisze, to cotygodniowe kartkówki z chemii i sprawozdania z laboratoriów.

Wahania nastrojów na miarę słupka rtęci za wszelką cenę chcą się do mnie wprowadzić. Jak narazie wdzierają się tylko do torby i towarzyszą mi każdego dnia. Gryzą, gdy wyciągam pieniądze, szarpią za palce, kiedy szukam rękawiczek, drapią za każdym razem gdy wyjmuję klucze. Z dnia na dzień coraz trudniej je odpędzić, nie pomaga już nawet malowanie paznokci.

Radość jest zbyt lotna. Smutek, gęstszy od ołowiu, osiada grubymi warstwami na ramionach. Moja duma jest higroskopijna, doskonale pochłania łzy.



Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Laboratoriów ciąg dalszy
Notatkę dodano:2008-03-18 19:50:17

W związku z tym, że tzw. "laborki" z chemii ogólnej odbywają się w poniedziałki o godzinie 8:30, z tygodnia na tydzień jestem coraz bardziej zdumiona możliwościami jakie otwiera przede mną chemia. Nie ukrywam, że jeszcze bardziej zaskakują mnie metody prowadzenia ćwiczeń przez niektórych prowadzących, stwierdzających: "a niech pani wleje tego octanu sodu pięć centymetrów sześciennych, to znaczy tak pi razy drzwi pięć centymetrów...". Zamieszczam poniżej zdjęcie z ostatnich zajęć. Ponieważ było robione z zaskoczenia, nie zdążyłam się nawet obrócić :)

db1ce0ec1446b8e8b0461b8989052edd.jpeg

Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Czasochłonnie
Notatkę dodano:2008-03-11 22:01:32

To naprawdę zdumiewające, jak czas przelatuje mi przez palce. Drugi semestr trwa zaledwie miesiąc, a mi wydaje się jakby minęło pół roku. Na uczelni wreszcie zaczęło się coś w rodzaju konkretnych zajęć, czyli laboratoria – na razie z chemii nieorganicznej. Jako absolwentka liceum ogólnokształcącego, probówki i zlewki widziałam stojące za szybą w szkolnej gablotce, a odczynniki na zdjęciach w podręczniku. Na laboratoriach wreszcie mam okazję doświadczyć tego wszystkiego w rzeczywistości. W każdy poniedziałek, o godzinie 8:30, ubrana w biały fartuch i okulary ochronne, wkraczam do laboratorium i zajmuję jedno ze stanowisk. Na początku jest krótkie przepytywanie i kartkówka, później przystępujemy do części doświadczalnej. Badaliśmy pH kwasów i zasad, określaliśmy barwy związków nieorganicznych wchodzących w reakcje z różnymi substancjami, sporządzaliśmy różnomolowe roztwory, badaliśmy związki kompleksowe. Zajęcia są całkiem ciekawe, tylko laboratoria wyglądają tak, jakby z szafy miała zaraz wyskoczyć Skłodowska-Curie...

 

 

Nieco więcej nerwów kosztują mnie laboratoria z fizyki. Na razie miałam wątpliwą przyjemność uczestniczyć na pierwszych takich zajęciach (nie licząc organizacyjnych) i badać różne zjawiska związane z prądem. W praktyce okazało się to przesuwaniem drążka w oporniku - tam i z powrotem - przez trzy godziny. Fakt, że najpierw badało się natężenie i napięcie dla prądu stałego, później dla zmiennego - z wszystkimi możliwymi wariacjami, czyli podłączeniami cewki bez lub z rdzeniem, kondensatorów szeregowo lub równolegle. Jednak nadal dziwi mnie to, że teoria wydaje się strasznie zawoalowana, gdy tymczasem w praktyce elektryczność okazuje się zjawiskiem codziennym, wręcz naturalnym... Wspomnę jeszcze, że koleżanki z grupy badające "lepkość cieczy" przez trzy godziny nalewały do kubka wodę ze zbiornika, by zaraz z powrotem ją tam przelać... No cóż, tego dnia każdy z nas miał twórcze zajęcie.

 

 

I tak to się jakoś teraz dzieje, że wychodzę na uczelnię rano, a wracam późnym popołudniem. W domu przygotowuję teorię na kolejne laboratoria, lub sporządzam sprawozdania z tych które już odbyłam. Na kalendarzu skaczę tylko palcami z weekendu na weekend i sama sobie nie wierzę, że tak często muszę przekładać kartki. Zbytnio nie marudząc, chcę tylko powiedzieć, że mimo wszystkich spraw, które wydarzyły się w ciągu ostatniego miesiąca czy dwóch, oprócz wszystkich wydarzeń, których się nie spodziewałam, a które przesunęły mój związek na dalsze tory, a także tych sytuacji, których nie mogłam przewidzieć, uniknąć albo zaakceptować, to cieszę się, że mogłam tego wszystkiego doświadczyć. Że właśnie w takich momentach zdaję sobie sprawę, że jestem częścią, małym fragmentem wskazówki zegara odmierzającego wypożyczone mi lata. I nie chciałam robić tutaj żadnej, cholernej refleksji o przemijaniu. No cóż, niech zostanie. Niech tak będzie. Jest dobrze tak, jak jest. Na razie jest za mało jest czasu, żeby mogło być lepiej.


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Level 2
Notatkę dodano:2008-02-23 22:42:32
Istnieje taki moment w życiu, na który właściwą reakcją, jest słowo: tak. Tak, tak zaręczyłam się ze Sławkiem.

Komentuj(17)

-------------------------------------------------------------------


Poznać szynszyla...
Notatkę dodano:2008-02-21 14:20:14

Szynszyl to stwór zacny, towarzyski, mięciutki i cieplutki. Czinczila, bo o niej mowa, kilka dni temu poznała Kebaba - szynszyla Sławka. Na początku spotkania zwierzęta zdawały się nawzajem ignorować, jednak po chwili nastąpiła wymiana uprzejmości i dwa stwory zostały sobie przedstawione. Czinczila zaprosiła swojego gościa do klatki i tam zwierzaki spędziły razem kilka godzin. Kebab jest szynszylem bardzo żywiołowym i aktywnym, dlatego bez obiekcji skorzystał z kąpieli piaskowej i darmowej wyżerki. Jednak oprócz wszystkich swoich, bądź co bądź, męskich nawyków, przytulił się w końcu do o połowę od siebie mniejszej Czinczili.


Niestety po tym spotkaniu, Czinczila podpatrzyła zachowanie Kebaba i z "szynszyla do rany przyłóż", zmieniła się w kopię zapasową szynszyla sławkowego. Szynszyl, jak wiadomo, poliglota, bez wahania zeżarł słownik.


Jednak na najlepszy - jak narazie - numer trzeba mi było poczekać do dzisiejszego poranka. Wczoraj fatalnie się gdzieś przeziębiłam, dlatego noc miałam z głowy - raz było mi ciepło, raz zimno, oprócz tego pełny nos, no i ból gardła - nie pozwalały na spokojny sen. Nad ranem męczona zapchanym nosem, usłyszałam tupot małych stóp. Spojrzałam na zegarek. Była 5:45. Zapaliłam światło i ujrzałam to, czego spodziewałam się już wcześniej. Szare futro w popłochu uciekające za klatkę. Wyszłam z łóżka i stwierdziłam, że Czinczila zrzuciła kratkę umocowaną ponad plastkikowym denkiem. Kratka stanowi podłogę klatki. Zwierzak nie może chodzić po prawdziwym dnie, ponieważ jest tam wygryziona przez koszatniczkę dziura wielkości pięści. Jako że kratka spadła na dno, Czinczila wygramoliła się przez otwór i zaznała prawdziwej wolności. Kiedy oceniłam sytuację - brak zniszczeń, jedynie kilka kup zalegających podłogę pokoju i szynszyl pod łóżkiem - zajęłam się naprawianiem klatki. Gdy domek Czinczili był już z powrotem gotowy, musiałam zająć się polowaniem. Szynszylowi wyraźnie sprawiało przyjemność kicanie z jednego końca pokoju na drugi, tym bardziej że nie sprawia jej trudności przeciśnięcie się przez prawie wszystkie szczeliny. Po długich walkach i cierpieniach szynszyl został wreszcie złapany, spacyfikowany i umieszczony w klatce.


Semestr kolejny na Politechnice Śląskiej już otwarty. Dziś odbył się pierwszy wykład z chemii nieorganicznej. Omówione zostały związki koordynacyjne, inaczej mówiąc - kompleksowe. Profesor tłumaczył ich rolę i budowę, a w końcu stwierdził, że w znacznych ilościach wystepują w naszych organizmach.

- Jeśli ktoś was kiedyś zapyta, czy macie kompleksy - stwierdził - to zgodnie z prawdą, możecie mu powiedzieć, że tak.

Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Wiosenne (?) porządki
Notatkę dodano:2008-02-11 20:07:32

Stałam dzisiaj na przystanku autobusowym, czekając na transport do Bytomia. Zanim jednak osiemset pięćdziesiąt przyjechał, na piętnaście minut stałam się świadkiem interesującego zjawiska. Otóż, po przeciwnej stronie ulicy, dwóch dżentelmenów zaopatrzonych w maszynę-myjkę typu karcher szorowało, a raczej opryskiwało jeden z budynków Politechniki Śląskiej. Widok był tak wciągający, że gdyby autobus nie zasłonił mi widoku, to pewnie bym go przegapiła. Mężczyźni starannie, centymetr po centymetrze opryskiwali ściany budynku tak, że brud dosłownie spływał z niego strugami. Najlepsze było jednak to, że urządzenie pozwalało zmyć nawet nie do końca wydarzone graffiti. Nie wiem jak skończyło się całe przedsięwzięcie, ale sądzę, że dość skutecznie. Fakt faktem, ta częśc budynku, która została oczyszczona, wyglądała naprawdę imponująco.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Sesja, książka, sesja, ksiązka, (sesja, książka)...
Notatkę dodano:2008-02-02 23:36:22

Ostatni tydzień, a nawet dwa, obfitował w zmagania sesyjno-książkowe. Z jednej strony musiałam ujarzmić pierwsze w życiu egzaminy (no, nie licząc tych maturalnych i prawa jazdy). Najpierw była chemia ogólna - i to w dwóch odsłonach. Jako pierwszy, egzamin pisemny, teoretyczno-zadaniowy, trzy dni później ustny - bardziej teoretyczny niż zadaniowy, choć zdarzli się studenci skarżący się na "podchwytliwe zadania z treścią". Oba egzaminy przeszły bezboleśnie, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że ilość materiału jaka na nie obowiązywała porównywalna była z tym jaki trzeba było umieć podchodząc do matury. Różnica była jedna - do matury przygotowywałam się prawie trzy lata, do egzaminu - tydzień. Po chemii przyszedł czas na matematykę. Z racji tego, że miałam 5 z zaliczenia, byłam zwolniona z części zadaniowej egzaminu. Musiałam zdać już tylko teorię. Kolejna dawka stresu, kolejne zawalone notatkami dni, stoliki i biurka. Opłacało się. Egzamin zdałam na 5. Tak więc, skończyłam sesję dużo wcześniej niż pozostali. Teraz przez najbliższe dwa tygodnie funduję sobie relaks i regenerację sił na kolejny semestr.


Tak się złożyło, że w dniu ostatniego egzaminu, popołudniem, miało się odbyć spotkanie promujące naszą (moją, Sławkową, Maćkową i Paulinową) książkę, "My. Opowieści Smoleniaków". Jest to publikacja zawierająca wspomnienia absolwentów I LO im. Jana Smolenia w Bytomiu, poczynając od tych, którzy maturę zdawali tuż po wojnie, a kończąc na naszych rówieśnikach. Książka opatrzona jest krótkimi, odautorskimi komentarzami oraz zawiera listę absolwentów. Tylko my - i nasze rodziny - wiemy ile czasu, pracy i wysiłku włożyliśmy w książkę. Wywiady, zbieranie i gromadzenia materiału, selekcja, skład - to wszystko złożyło się na ostatnie dwa tygodnie stycznia. Jednak efekt na jaki zapracowaliśmy jest - skromnie mówiąc - rewalacyjny. To książka o Smoleniakach - ale przede wszystkim dla Smoleniaków. Miłej lektury!


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 696844
Osób: 681510

Mój ślubny blog:

www.weddblog.pl
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017