Bezsensownik

czyli nazywanie rzeczy po imieniu

Biologicznie
Notatkę dodano:2007-04-06 00:40:59

Rozmawiamy sobie ze Sławkiem na bez wątpienia biologiczne tematy, dyskutując między innymi o gigantyzmie i akromegalii.
- Mój bratanek wlazł kiedyś na taboret i pobrudził mi całe lustro. Teraz jest większy, to pewnie wziąłby krzesło - mówi Sławek.
- No jasne, ludzie rosną. W końcu mają stożek wzrostu. - powiedziałam z przekąsem, wskazując palcem czoło Sławka.
- Tak, tak. Tutaj, o - stwierdził, poklepując mnie po głowie.
Po kilku minutach, popatrzył, zmarszczył brwi i rzekł:
- Ale jak to? Ludzie nie mają przecież stożka wzrostu...


Komentuj(6)

-------------------------------------------------------------------


W dwóch odsłonach
Notatkę dodano:2007-04-04 14:57:33

Odsłona I

Lekcja historii. Umawiamy się z profesor na drugi sprawdzian z II Wojny Światowej - Afryka i Pacyfik - i ustalamy materiał. W pewnej chwili z tyłu klasy daje się usłyszeć pełen zdziwienia głos.
- Szczury po bruku?!
- TOBRUKU! Szczury Tobruku! Tak mówiono na jedną z armii walczących w Afryce.


Odsłona II


Sitek i Ania siedzą sobie podczas przerwy w klasie. Sitek przepisuje mój zeszyt z chemii, Ania konsumuje drugie śniadanie. Nagle Sitek odrywa się z chemicznego odurzenia i spogląda na ogryzek Ani.
- Co ty, jabłko miałaś? - pyta z zaciekawieniem.
- Nie. Czereśnie.
Gdy zadzwonił dzwonek, Sandra wróciła do klasy.
- Słuchaj Sandra - mówię do niej - Ania czereśnie do szkoły nosi.
Po chwili zastanowienia, odpowiada głosem znawcy.
- No, pewnie z jakiejś szklarniowej uprawy...

 


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


No to mamy 9!
Notatkę dodano:2007-03-23 22:13:50

Zaledwie miesiąc temu zamieściłam notkę, w której dałam plamę, nieodróżniając tortilli od tortellini. Dzisiaj śmiało mogę rzec, iż tortilla vel tortellini miało swoją kolejną odsłonę. I choć pogoda ostatnio zadziwia - cóż, dziurę ozonową mamy w końcu na własne życzenie, drodzy użytkownicy freonów - to najbardziej godny podziwu powinien być fakt jakim jest szczęście, którego doświadczam każdego dnia - i tu uwaga, uwaga - półtora miesiąca przed maturą!

 


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


Pokonkursowo
Notatkę dodano:2007-03-11 22:18:13

Politechnika Śląska, po konkursie chemicznym. Z budynku wybiega w moją stronę M.
- Nie wiesz może, gdzie są pozostali? - pyta zdyszany.
- Z tego co mogę wywnioskować, to siedzą jeszcze w sali, albo zbierają się do wyjścia. - odpowiadam z miną znawcy.
- No bo dzwoni do mnie H. a ja nie potrafię w porę odebrać telefonu.
Faktycznie, telefon dzwonił w kieszeni M. jeszcze kilka razy zanim skutecznie go stamtąd wydobył.
- Słuchaj, ja jestem na dworze, stoję z Magdą, to chodź do mnie! - krzyczy do swojej komórki.
Po trzech minutach z budynku wyłania się H. Natychmiast zaczynamy burzliwą dyskusję połączoną z potokiem wrażeń i emocji związanych z konkursem.
- Te zadania były jakieś chore! - na zmianę licytują się w epitetach M. i H.
- A to z benzenem to mi chyba źle wyszło - żali się M. - Bo uzyskałem wynik w kilometrach...
- Ty, ale ja też miałem jakiś taki duży. Bo wyszło mi coś tam, razy dziesięć do siódmej - mówi H. - Podzieliłeś liczbę cząsteczek przez długość?
- Tak, tak, tak! - wybucha pełen entuzjazmu M. - To znaczy, że mamy dobrze!
- Nie, to nie znaczy, że mamy dobrze. To znaczy, że mamy taki sam błąd.
- Jeszcze was oskarżą, że od siebie odpisywaliście - patrzę podejrzliwie na obu panów.
- Nie ma szans, w końcu siedzieliśmy w dwóch różnych salach - odpowiada ze spokojem H.


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


I tylko gwiazda - blask jej znikomy
Notatkę dodano:2007-03-05 19:37:34

Los chyłkiem szedł,
W kołnierz chował twarz,


Niezliczona ilość przebytych kilometrów ze szkoły do domu, z domu do szkoły lub miasta i z powrotem skłoniło mnie do rozważań niemalże filozoficznych, a już z pewnością egzystencjalnych. Co kotłowało się w mojej głowie i tak zaprzątało mi myśli, że nie raz wpadłabym pod tramwaj, gdyby nie w porę wyciągnięta dłoń opatrzności. Wiecznie zamyślona, czasem dziwnie rozmarzona twarz, schowana w znienawidzonym płaszczu puchowym, zaczerwieniona od mrozu i skrępowania, nieśmiało spoglądała częściej pod nogi niż przed siebie.


Jak ruletę toczył dni
Pochyłością lat,


Jak domek z kart rozpadały mi się  plany i marzenia gdy konfrontowałam je z rzeczywistością. To moje bujanie w obłokach, wyuzdane wręcz marzycielstwo, nie pozwalało na zimne i obiektywne odbieranie zaistniełej sytuacji. Czasem trzeba było wybić zęby, żeby przestać gryźć marchewkę. Czasem trzeba było po prostu upaść.


Tężał mroczny wąwóz,
Jak wilgotny mur,


I choćbym miała zbluźnić, to powiem, że było to kuszenie na miarę jezusowego na pustyni. Wtedy padał deszcz. Zresztą, jaki tam deszcz. Mżawka, i to w dodatku jakaś niewydarzona. Założyłam na nogi łyżworolki. Ulica była prawie pusta. Tylko w pewnym momencie, znikąd pojawił się rowerzysta. Pamiętam, że zbliżał się szybko. Jak się później okazało - zbyt szybko. Poczułam w ustach smak słodkiej, ciepłej krwi.


Dno, jak piękno chore,
Ciemne smugi snu
.


I znowu zgubiłam się w centrum Bytomia, szukając Rossmana nie tam gdzie trzeba. Być może próbowałam przypominieć sobie przedwczorajszy, ciężki sen, albo z przyzwyczajenia odwróciłam wzrok od wyrosłej jakby z ziemi, chudej i brudnej dłoni, łagodnie falującej w rytmach pokornej prośby.


Patrzeć nie umiem
Przez różowe szkło,


I gdzie się podział mój optymizm, do cholery? Może spłynął wraz z deszczem, pewnego wrześniowego popołudnia gdy przyszłam na świat?


Dokąd tak szedłem,
O co to mi szło?


Właściwie, to wydaje mi się, że kolejny już raz zgubiłam wątek. Tak, tak, uwialbiam dygresje. Zwłaszcza, gdy mogę sobię trochę pomarudzić. Bo nic tak dobrze nie rozchodzi się po kościach, jak narzekanie skierowane do szerokiego grona publiczności, które albo się zjednoczy z 'cierpiącym' albo znacznie częściej, po prostu wyłączy.


Kiedy nagły świat
Deszcz przebija skroń,


I przychodzi olśnienie. Jak grom z jasnego nieba spada na mnie świadomość tego, że w końcu wypadałoby się wziąść w garść. Matura jest przecież dla ludzi. A człowiek uczy się dla siebie. Zgubiłam się.


Przetrwac mi pozwala
Przetrwać światło
Które dla mnie płonie


Twoja roześmiana twarz, która sprawia, że kwiatki, w połowie grudnia, sięgają okna na drugim piętrze. Twoja ciepła dłoń, klepiąca mnie po plecach. Twoje głębokie wdechy i wydechy dające mi do zrozumienia, że bezsensownym jest powtarzanie w kółko, że nie zdam ustnej matury z polskiego.


Kiedy patrzę w światło
Widzę światło
Które dla mnie płonie


Nienawidzę, gdy zbliża się pora na pożegnanie z Tobą. Tłucze się we mnie wtedy tyle spraw, o których chciałabym porozmawiać. Czesem zwyczajne błahostki, urastające do rangi pytań egzystencjalnych, sprawiają, że mogę zatrzymać Cię przy sobie jeszcze chwilę dłużej. A Ty uśmiechasz się wtedy. I głaszczesz mnie po włosach. Jakoś tak delikatnie.


Jak suchy liść,
Jak kapryśny wiatr,


Czasem tylko trzeba iść pod wiatr, płacząc jednocześnie, gdy ten nienawistnie rozwiera powieki i drażni delikatną soczewkę oka. Zmieszać świat z błotem i znaleść w sobie na 10 sekund siłę supermana, by stwarzać go od początku. Potem tylko załamać ręce, schować zmarznięte do kieszeni i ruszyć dalej.


Dokąd tak biegniesz
Uwikłany w świat,


I nie zastanawiam się już, czy idąc przez park nadłożę drogi. Nie wiem, czy ulica którą podążam, zaprowadzi mnie do celu. Wiem natomiast, że za fakt że nasze drogi się przecięły, zawsze będę wdzięczna losowi.


Kiedy nagły świat,
Deszcz przebija skronie,


Czy to śnieg, czy burza, teraz już zawsze znajduję tą ukrytą radość. Radość, która schowana w zakamarkach mózgu, przytłoczona realizmem i perfekcjonizmem, nie umiera, tylko czeka na zaproszenie. Radość to taka cholerna, podstarzała hrabina. Z zewnątrz dystyngowana i niedostępna. Po rozgryzieniu zajmująca i niesamowicie sympatyczna, a na dodatek uzależniająca.


Przetrwać mi pozwala,
Przetrwać - światło,
Które dla mnie płonie,


Bo w gruncie rzeczy, życie to ciągłe poszukiwanie. Przewodnika z latarką. I bateriami.


Kiedy patrzę w światło
Widzę światło,
Które dla mnie płonie!


A potem wystarczy już tylko uwierzyć, że to co się dzieje, nie dzieje się za karę, tylko w nagrodę.
 

Kiedyś chciałbym dojść już tam
I do szyby przytknąć twarz,
Odnaleźć w środku
Siebie sprzed tych trudnych lat.


Łapię się na tym, że zdarza mi się jeszcze chodzić ze spuszczoną głową. Nie jest to jednak już tak częste, jak rok temu. Teraz zamiast patrzeć pod nogi, patrzę w niebo - i na to samo wychodzi - tyle tylko, że wyglądam znacznie bardziej optymistycznie. Bo jak wpadać, to ze skrajności w skrajność.


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


Kiosk w makro-wydaniu
Notatkę dodano:2007-02-27 19:40:45

Około godziny 12:00. Lekcja j.angielskiego.
- Co to jest news-agent? - pada w pewnym momencie pytanie.
- No, jakto co, salon prasowy! - odpowiada z przejęciem Sandra.
Określenie tak mnie rozbawiło, że nie byłam w stanie uspokoić się przez kolejne 20 minut. Koniecznie domagałam się opowiedzenia szczegółów dotyczących tego miejsca. W efekcie wyszło na to, że "wystarczy stać na przystanku autobusowym, by zza rogu wychylił się salon prasowy, do którego koniecznie trzeba udać się z hipermarketowym wózkiem".


Za pomoc w tworzeniu notki - ukłony dla Sandry.


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


Dzień dzisiejszy
Notatkę dodano:2007-02-23 22:43:15

Dzień dzisiejszy upływa pod cyfrą 8, którą zdecydowanie bardziej wolę przedstawić w płaszczyźnie poziomej, o właśnie tak: ∞


Dzień dzisiejszy przyczynił się do odkrycia jednego z najsmaczniejszych osiągnięć ludzkości, a mianowicie tortilli szpinakowej, której objętość znacznie przewyższała możliwości konsumenta.


Dzień dzisiejszy wiązał się bezpośrednio ze sromotną porażką w scrabble, tym straszniejszą, że podchodziłam do gry w świetle chwały wczorajszego zwycięstwa.


Dzień dzisiejszy owiany chłodem, jeśli nie mrozem, sprawił, że pierwszy raz w tym roku założyłam czapkę.


Dzień dzisiejszy trwał zdecydowanie krócej niż 24 godziny.

 


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


Bez odpowiedzi
Notatkę dodano:2007-02-19 22:32:26

Kiedy byłam mała, chciałam zostać malarką. Chciałam mieć długie, sięgające pasa, czarne włosy. Co sezon, uzbierać całą kolekcje ręcznie malowanych figurek z kinder niespodzianki. Jako malarka, chciałam mieć imponujących rozmiarów warsztat, pokaźną sztalugę i pracę, która przynosi satysfakcję, bo rzecz jasna na pieniądze liczyć bym nie mogła - o czym jako siedmiolatka nie wiedziałam. Chciałam mieszkać w zamku o tysiącu komnat, jeździć konno i codziennie dostawać nową sukienkę.

 

Jonasz Kofta

 

Trzeba marzyć

 

Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć

 

Gdy spadają jak liście
Kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć
W chłodnej, pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć

 

W rytmie wieczornej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj o tym
Trzeba marzyć
Żeby się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
Trzeba marzyć

 

Marzenia w rytmie popowej piosenki wdzierają się do kieszeni podczas cotygodniowej jazdy tramwajem, gdy rozbrzmiewa dźwięk komórki, której właścicielką niekoniecznie jest nastolatka.  Po grających środkach komunikacji miejskiej można się łatwo domyślić, co aktualnie króluje na listach przebojów. Im utwór jednych bardziej łapie za serce, tym drugich trafia raczej w żołądek, przyczyniając się do rozpowszechnienia tańców godowych pawi. Kto ma w tym wypadku rację? Prawdopodobnie nikt. Jedni i drudzy jednakowo kochają i nienawidzą ten utwór za to, że mówi o tym czego nie mają. O tym, że nigdy naprawdę nie kochali, że zawszę będą Jadwigą i Czesławem ze Słonecznej, bez szans na przyszłość, bez perspektyw.

 

R. 19 lat. Matka czteroletniego chłopca. Cztery lata temu nie miała wygórowanych marzeń. Jak najdłużej chciała ukryć ciążę i wciąż powiększający się brzuch. Nie chciała by zostawił ją ojciec dziecka. Nie chciała wylecieć ze szkoły. Bała się upokorzenia, pragnęła jak najszybciej urodzić i zdjąć z siebie kilometry bandażu, którym owijając się jak sztywnym gorsetem, chciała zamaskować ciążę.

 

L. 29 lat. Cztery lata temu razem z mężem przeglądała słownik imion. Miał się nazywać Karol - imię brzmiało dostojnie i wręcz gwarantowało świetlaną przyszłość. L. kupowała cudowne preparaty dla kobiet ciężarnych i regularnie zażywała kwas foliowy. Chodziła do szkoły rodzenia i codziennie ćwiczyła.

 

Dzisiaj Oskar, syn R. bawi się w zasikanej piaskownicy i wkłada brudną łopatkę do buzi. Karol nie żyje. Urodził się z wrodzoną wadą serca. Na pierwszy miesiąc nie dostał białego, pluszowego misia. Dostał białą, malutką trumienkę.

 

Która z nich miała bardziej wymagające marzenia? Pierwsza chciała tylko żyć jak nastolatka. Spotkałam ją niedawno, kiedy pchała przed sobą wózek, jak Syzyf ciężki kamień. Jak zwykle miała nieświeżą kurtkę i źle rozmazany na twarzy fluid. Spuściła wzrok, udając że poprawia dziecku koc, gdy mijała mnie na ulicy. Druga chciała żyć dla kogoś. Ginekolog-położnik stwierdził, że każda kolejna ciąża jest ryzykowna i będzie się kończyć tak samo, choć nie wyklucza nawet poronienia. Do dzisiaj L. przegląda słownik imion. W rezultacie: żadnej z nich się nie udało.

 

Bo marzyć to chcieć, ale nie móc. Czasem pragnie się tak bardzo, że marzenie  zostaje przysłonione prawdopodobieństwem ziszczenia się.

 

Trzeba marzyć
W chłodnej, pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć

 

Tak naprawdę, marzenia spełniają się tylko wtedy, kiedy nie są NASZYMI marzeniami. Zjawiają się zwykle w złej chwili, w złym momencie, niedostrzeżone, zignorowane, przoczone. Marzyć, to myśleć, że zawsze mogłoby być gorzej. To w cichym, przytłumionym buncie godzić się na swoje życie. Marzyć, to liczyć na uśmiech losu. Marzyć, to wiedzieć, że mimo wszystko, ma się drugą szansę.

 

W rytmie wieczornej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj o tym
Trzeba marzyć
Żeby się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
Trzeba marzyć

 


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


Studniówka 2007
Notatkę dodano:2007-02-03 20:25:01

Piękna noc, oczekiwana od dawna, przypłacona następnego dnia dysfunkcją oddechową spowodowaną bólem wszystkich mięśni.

 

Ale warto było. Najlepsze rzeczy i najcudowniejszych ludzi poznaje się tylko raz w życiu.

571ea0b80a26e24ac7ce7e5780492dee.jpeg

Komentuj(12)

-------------------------------------------------------------------


Imiennie
Notatkę dodano:2007-01-30 22:12:04

Kierując się w stronę łazienki, zajrzałam do pokoju brata, skąd wydobywały się dźwięki radosnej rozmowy. Stanęłam w drzwiach pokoju i wpadłam w wir pogawędki.
- Ja mam takie babskie imię - mówi mój brat - kiedy dostaję dyplom, to pisze na nim "Dla Dominika". I nie wiadomo wtedy czy chodzi o chłopca czy dziewczynkę...
- Tiaa - odpowiadam z powątpiewaniem - najbardziej męskie to mam ja imię. Dajmy na to, taki Magdalen!
Leżąca na dominikowym łóżku mama podejrzliwie spogląda najpierw na mnie, potem na brata.
- Chociaż z drugiej strony, jeszcze bardziej męskie imię ma mama - kontynuuję po krótkim namyśle - W końcu rodzaj męski od Lidia, to Lidl!


Komentuj(7)

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 696815
Osób: 681481

Mój ślubny blog:

www.weddblog.pl
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017