blog Mrówki
... żeby wszystkim nam było weselej...

logo

535. ekscesy różne
Notatkę dodano:2008-04-23 23:07:17

Wczoraj nie mieliśmy zajęć, więc poszliśmy do pubu. Z Fimbulem, Anią B. i Mariuszem Ani. W związku z czym mój repertuar alkoholi spróbowanych poszerzył się o pół łyka wódki z sokiem pomarańczowym. Fimbulowej oczywiście. Normalnie w alkoholizm wpadam jak nic ;).
- Wypiłam wczoraj Fimbulowi pół wódki z sokiem - pochwaliłam się Ani Sz. Fimbul zaczerpnął powietrza.
- To znaczy pół ŁYKA wódki - uściśliłam.

A dzisiaj po wykładzie profesora Głowińskiego poszliśmy sobie z Fimbulem i Anią-Szefową (zwaną OberAnią) w to samo miejsce co wczoraj. I przez godzinę rozmawialiśmy o wykładzie, teorii literatury, śmierci autora i tym podobnych; ogólnie bardzo ciekawa dyskusja nam z tego wyszła.

Na wykładzie spotkaliśmy większość Skołowanych (pozdrowienia ;)). Na Skołowaną Agę natknęłam się jeszcze potem w BŚ, siedziałyśmy nawet w czytelni koło siebie. Oczywiście, kiedy już oddałam książkę o poezji konkretnej, skojarzyło mi się, że był tam artykuł, który mógłby się Adze przydać. Starzeję się.
Właśnie - Fimbul ostatnio usiadł, popatrzył w przestrzeń, westchnął z zadumą i spytał:
- Jak to jest przeżyć ćwierć wieku?

 

nie miałam zamiaru pisać notki, sama wyszła. Chciałam tylko przypomnieć wszystkim zainteresowanym, że jutro jest ostatni czwartek :)


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


534. prehistoria
Notatkę dodano:2008-04-21 21:21:44

- Myślisz, że wilki przywiązują wagę do estetycznego wyglądu potraw? - zapytał Fimbul, bo tak nam w trakcie rozmowy wyszło. - W sumie racja, wilk nie świnia - dodał.
- A co to właściwie jest wilk? Dziczyzna? - zainteresowałam się.
- Nie, raczej nie - odpisał Fimbul. - Wilków się nie je. To one jedzą. Nie mają strony biernej.

Przekopiowałam tę rozmowę Ani (Szefowej). Ania odpisała:
- Jak były tyranozaury, to jadły prawilki.

- Tyranozaur był wielki, a prawilk może i większy od wilka, ale nie tak bardzo większy - pouczył mnie Fimbul.
- Zjadłbyś prawilka? - zapytałam ze wstrętem. - One musiały być włochate. Wtedy wszystko było włochate.

 

 


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


533. właściwie to mnie nie ma
Notatkę dodano:2008-04-20 22:14:19

To jest jakieś szaleństwo. Zaczęło się od urodzinowego wierszyka dla Egzekutora; pięć zwrotek ale za to oktawą, na przykład takie:


Widać w traktacie już od pierwszych taktów
afekt ogromny i niedobór lektur.
I chociaż może sensu trochę brak tu,
i nie wywoła skromny tekst efektu,
sam fakt, że nie ma w nim żadnego aktu
już wynagradza mój brak intelektu.
Posyłam zatem wierszyk prosty taki
w oktawę odzian (to dla niepoznaki).

napisanego w biegu między jednym zajęciem a drugim. Potem dwie informacje o przyjęciu zgłoszenia na konferencje (nawiasem mówiąc lista za i przeciw wcale nie zdaje egzaminu, kiedy nie jesteście czegoś pewni, przynajmniej nie w moim wypadku, bo mi się wszystko równoważy. Tak naprawdę przydałaby się porządna rozmowa z Promotorem. Ale mam jakieś ukryte przekonanie i cichą nadzieję, że w razie czego Egzekutor i Piotrek mi pomogą. Oni jeszcze o tym nie wiedzą...). Potem szalone pisanie i przepisywanie recenzji, żeby mieć wolną głowę za kilka dni. W wolnych chwilach zbieranie materiałów o konkretystach, udowodnię im, że mają humor w swojej twórczości, bo czemu by nie. Zresztą - już udowadniam, a twórczość dra PM będzie stanowić podstawę jednego z referatów. Piszę jeszcze inny referat na konferencję, na którą być może wcale się nie dostanę, ale tekst i tak wykorzystam. I do tego wszystkiego zachciało mi się nowych kabareaktówek. Właśnie kończę Dawidowi relację z wczorajszej transmisji z PAKI. Płakać się chce, więc się wyżywam twórczo. Wczoraj w nocy zachciało mi się jeszcze pisania satyrycznego i zamiast zamierzonej kołysanki dla Fimbulka (była obawa, że przy niej zasnę), zaczęłam pisać dla ożywienia nagrobki i epitafia. Na przykład takie:

Artysty:
Zmarł z zachwytu nad obrazem.
Zmówmy zań modlitwę razem.

Astronauty:
Łagodnie w trumnie drzemie
aż się płakać chce mi:
pół życia był nad Ziemią
a teraz jest w ziemi

Ambasadora:
Reprezentuje nowy kraj:
raj!

Dźwigacza ciężarów:
Myślał: dźwignę! Lecz był w błędzie.
Niech mu ziemia LEKKĄ będzie

Cudotwórcy:
Tu leży jego ciało.
O jeden cud za mało.

 

Czasami mi tak odbija i nic na to nie poradzę. Możecie się zakraść i po ciemku złamać mi ołówek, ale znajdę drugi.
Przyszłam ostatnio na gg i zaggadałam do Fimbulka:
- Ja tylko tak... na chwilę...
- Bardzo mnie to cieszy - odpisał Fimbul. - Właśnie o tobie myślałem.
- Bardzo źle o mnie myślałeś? - zainteresowałam się i w tym samym momencie Fimbulek napisał:
- Nie bardzo pozytywnie, ale myślałem.

A to się liczy, nie? ;)


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


532. oferma
Notatkę dodano:2008-04-18 22:27:28

Z uwagi na zaburzoną koordynację wzrokowo-ruchową udało mi się rozwalić palec o szafkę. A ponieważ cały czas urażałam sobie skaleczone miejsce, zdecydowałam się na przylepienie plastra.
- Wyglądam jak oferma - stwierdziłam krytycznie, obserwując rękę. - Ale zawsze mogę udawać, że to taki awangardowy pierścionek.
- To jeszcze oczko sobie narysuj - poradziła mama.

Tja...

A na zdjęciu widok z płyty.

3543398e776ff61ddd42e02d5f799826.jpeg

Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


531. teoria względności
Notatkę dodano:2008-04-17 22:10:25
Ponieważ Dawid rozkręca na wydziale koło feminizm-gender-queer, Skołowani zainteresowali się, jak mu idzie.
- I jak" Dużo osób przyszło? - zapytaliśmy w Szczyrku.
- Całe tłumy! - zachwycił się Dawid. - Mnóstwo ludzi. Poszedłem tam po dwóch czy trzech piwach...
- Jasne. I "całe tłumy były" - zaśmiał się Fimbul.
- A pewnie przyszły dwie czy trzy osoby...
- Nie, pewnie był sam Dawid...
- I lustro. Dawid i lustro, a jemu się wydawało, że całe tłumy...

Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


530. fimbulki
Notatkę dodano:2008-04-16 22:22:48

- Idę spać, dobranoc - wystukałam Fimbulowi na gg dzień po powrocie ze Szczyrku.
- Dobranoc - odpisał Fimbul. - I niech ci się przyśnią fimbulki.

Przyśniły się. Na drugi dzień zapytałam więc:
- Czy mogą mi się dzisiaj przyśnić fimbulki?
- A wykupiłaś abonament? - upewnił się Fimbul.
- Mogę wykupić, fajne były - zgodziłam się.
- Kosztuje tylko 93 fimbulary - powiedział Fimbulek.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


529. Skołowani 3
Notatkę dodano:2008-04-15 20:42:12

Nie pamiętam, czy pisałam o tym na blogu, ale dawno temu wymyśliliśmy sobie z Fimbulem skrót. Skrót pochodził z czasów, kiedy do Fimbula zalecała się dość nachalnie jedna dziewczyna. Oznaczał sygnał do błyskawicznej ewakuacji. Ów skrót to GOFR (Gdy Ona Fimbulka Rozdrażni) - doszło kiedyś nawet do tego, że Fimbul wyciągnął mnie z sali przed wykładem, pokazał na korytarzu jakiś plakat o festiwalu filmowym (skrót na plakacie brzmiał: GOFFR), a potem bez słowa popłakaliśmy się ze śmiechu.
W każdym razie kiedy w Szczyrku Fimbul pokazał mi jeden z domków, ucieszyłam się tak samo.
Tyle, że obok szyldu "GOFRY" był tam szyld "WYPOŻYCZALNIA".
Przyznaję, trochę się zdziwiłam.

Ania w ataku stresu wywrzeszczała nam prosto w twarze: "JA NIE JESTEM CHOLERYCZKĄ!!!!!!!!"
Zawsze potem w chwilach szarpiących nerwy, przypominaliśmy jej, że nie jest. Innym razem, chcąc mnie do czegoś przekonać, powiedziała "mrówiłam ci!"

Radek znosił do kosza śmieci pozostałe po imprezie. Kiedy przechodził koło nas, bez mrugnięcia okiem zanucił na melodię z psalmów: "resztki libacji schodzą do podziemi" - co sprawiło, że wszyscy przewrócili się ze śmiechu.

Wracaliśmy PKS-em do Bielska i wszystkim kleiły się oczy.
- Patrz, Dawid śpi - szturchnęłam Fimbula, po czym zorientowałam się, że Fimbul też próbował drzemać.
- Masz dla mnie jeszcze jakieś informacje? - zainteresował się wyrwany ze snu Fimbul.
- Nie. Opowiem ci bajkę - zaproponowałam. A że za oknem akurat mignął szyld o betonie budowlanym, dodałam zaraz: - O betonie budowlanym.
- Tak właśnie myślałem - mruknął Fimbul.
- A jakie mogą być jeszcze inne betony?
- Obuwniczy - powiedział bez wahania. - Bo są przecież betonowe buciki.
I tak przez kawałek drogi wymyślaliśmy różne rodzaje betonu.

- Masz jakieś ciastko? - zapytał Fimbul.
- Mam - wręczyłam mu małą paczuszkę.
- Chcesz jedno?
- Chcę - odparłam.
Fimbul podsunął mi opakowanie pod nos.
- Ej, myślałam, że mi też wyjmiesz! - zirytowałam się.
- Trochę ruchu nie zaszkodzi - powiedział Fimbul spokojnie.

- Poczęstujemy Dawida? - tym razem ja skierowałam pytanie do Fimbula. Fimbul spojrzał na drzemiącego Przytulankę.
- Nie, on śpi. Niezdrowo jest jeść w trakcie snu - powiedział.

Tym razem (wracała z nami Dominika) zajęliśmy dwa przedziały. Najpierw wpadła do naszego Aga.
- Przyszłam was odwiedzić - poinformowała. - Macie jakieś ciastka?
Potem próbowaliśmy się doliczyć, ile osób zostało w drugim przedziale po pożegnaniu z Radkiem i Sabiną.
- Pięcioro, bo tam jest Dawid! - stwierdziła Ania.
- To oni mają większy przedział? - zdziwiła się Dominika.

Na zdjęciu - widok z ulicy, przy której stoi domek. Zdjęcie autorstwa (chyba) Skołowanej Gosi.

9dc41590f3171259dd0ce554b600905a.jpeg

Komentuj(6)

-------------------------------------------------------------------


528. Skołowani 2
Notatkę dodano:2008-04-14 21:35:42

Kiedy siedzieliśmy przy grillu, Aga nagle chwyciła jedną z leżących na talerzu mandarynek i... zatopiła w niej zęby. Nikt nie chciał jej potem uwierzyć, że zrobiła to dlatego, żeby łatwiej jej się obierało. Nie mieliśmy wątpliwości: po prostu lubi skórki, tylko wstydzi się do tego przyznać. Kiedy chwilę później złapała w locie muszkę, Fimbul oblizał się, sugerując, że ją też będzie próbowała zjeść.

- Fimbul, idziemy na pięterko? - wrzasnęłam do Krzyśka, kiedy musieliśmy coś przynieść z domku.
- To chodź, a nie gadaj! - odwrzasnął Fimbul, stojąc przy drzwiach. - Ja jestem człowiek czynu! No właśnie... jak ja jestem człowiek czynu, to ty co jesteś? Mrówka czynu? - zainteresował się, wbiegając po schodach. - Jak się mówi ludu pracujący, to do ciebie: mrowisko pracujące?
Fakt, że przy wbieganiu na piętro (tam były nasze pokoje) zaklinowaliśmy się w przejściu (a potem jeszcze parę razy klinowaliśmy się w drzwiach do WC) jest naprawdę niegodny uwagi.

Ze szczegółów pikantnych jeszcze dialog ze ścielenia (jeden z wielu):
Ania: Wskakuj do poszwy!
Dawid: Czy to znaczy, że masz na mnie ochotę?
Fimbul: To taka alternacja sz do ch?

W ogródku była też jedna huśtawka, stale w użyciu. Kiedy huśtał się na niej Radek, zawołałam, żeby się trzymał i nie rozhuśtywał zbyt wysoko, bo spadnie.

Przeskakuję kawałek, bo kiedy się zaczęła noc...
... koło pierwszej poszłyśmy się z Magdą od Ani położyć do naszego pokoju. Przyszła Ania i obiecała, że zaraz też się pojawi. Zgasiła nam światło i poszła. Po dobrych dziesięciu minutach, kiedy odgłosy ze świetlicy stawały się coraz cichsze nagle drzwi się otworzyły, rozbłysło światło i Ania z Dominiką zaczęły rozmawiać. Szeptem, żeby nas nie obudzić. Dostałam ataku śmiechu i powiedziałam im, że skoro już zdecydowały się na zapalenie światła, to mogą nawet krzyczeć, bo umarłego by te lampy obudziły. Ania z Dominiką po cichu wyszły.
- Nie wiem, czy jest sens zasypiać - powiedziałam do Magdy. - Bo potem przyjdzie Ania, żeby się położyć, a potem przyjdzie Dawid, żeby coś powiedzieć, a potem przyjdzie Fimbul, a potem znowu ktoś...
- Fakt, do pogadania przy następnym wejściu - odezwała się Magda.
Po kilkunastu minutach drzwi otworzyły się bezszelestnie. W półmroku pojawił się Dawid i wyszeptał cichutko:
- Przepraszam, bardzo przepraszam, ja tylko po komórkę, przepraszam...
Podszedł do stolika, po ciemku znalazł jakąś komórkę, zabrał ją i wyszedł, ciągle przepraszając. Przynajmniej po cichu i bez zapalania światła.
Potem przyszła Ania z Dominiką, ale zaraz wyszły. Wróciła Ania. Położyła się.
Wtedy do pokoju wszedł Fimbul. Pokazał się i zgasił światło.
- Fimbul, gdzie ty właściwie jesteś? - zapytałam, bo umiałam sobie wyobrazić, gdzie on w ciemnościach poszedł i na czym się rozbije. Fimbul zapalił komórkę i nią pomachał. Przysiadł sobie na moim łóżku.
- Opowiem wam bajkę - postanowił. - Dawno, dawno temu...
- Żyły sobie wilkołaki - zaproponowałam.
- Dlaczego wilkołaki? - zgłosił sprzeciw Fimbul.
- Nie wiem, wszystko mi jedno - wycofałam się, ale Fimbul stracił ochotę do kontynuowania opowieści. - Możesz mówić byle co, tylko głosem melodyjnym i monotonnym - zaproponowałam. Fimbul zaświecił mi telefonem w oczy.
- Chcesz spać? - upewnił się.
- Tak. Możesz też tu przyjść spać, tylko sobie pościel przynieś.
Fimbul się zniechęcił i poszedł.
Wparował do nas o 6:30 rano, z pytaniem "śpicie?". Ponieważ nie spałyśmy, zaczęliśmy powoli wstawać. Powoli - najpierw pograliśmy sobie w łóżku na gitarze. Co mamy udokumentowane na zdjęciach, ale te akurat fotki zostały ocenzurowane. ;).
Myłam sobie zęby w toalecie, kiedy ktoś załomotał do drzwi. Fimbul. Otwieram.
- Jak ty się tu myjesz, to ja idę do waszego pokoju się ubrać - zdecydował, widząc mnie spienioną. Poszedł i zamknął się na klucz u nas.
 
Chwilę później na piętro wbiegła zadowolona z siebie Ania.
- Obiecałam, że zaraz przyjdziemy pomóc w przygotowywaniu śniadania - powiedziała. - I zrobiłam Krzyśkowi herbatę! - dodała, ogromnie z siebie dumna. - Zaraz zaraz... czy ja mu ją zalałam?

Popłakałam się ze śmiechu, kiedy do pokoju wpadł Fimbul oznajmiając, że po całej kuchni szukał tej obiecanej herbaty i nigdzie jej nie znalazł. Zastanawiam się, czy Ania włożyła chociaż torebkę do szklanki.

A potem poszliśmy wszystkich Skołowanych budzić, oznajmiając, że za pół godziny śniadanie. Najciężej było z Dawidem. Spał na łóżku z Dominiką. Tylko że Dominika leżała wygodnie na narzutach (poduszkę wcześniej Dawid wyniósł do Ani i zapomniał zabrać), przykryta po uszy kołdrą, a Dawid kulił się z zimna na swojej połowie łóżka. Fimbul zlitował się w końcu, zdjął kołdrę z Dominiki i przykrył oboje sprawiedliwie. A że mimo próśb i gróźb Dawid nie chciał wstać, włączyliśmy mu na cały regulator radyjo. Mruknął "mhm" i spał dalej. I tak odżył po dwóch godzinach...

A w nocy powstał dadaistyczny wiersz, z którego fraza gender-łender przylgnęła do Dawida i stała się określeniem na cały szczyrkowy wypad...

Na zdjęciu - harem Fimbula

d4cbf7765c64c58a57b1bb79cc99be98.jpeg

Komentuj(10)

-------------------------------------------------------------------


527. Skołowani part 1.
Notatkę dodano:2008-04-13 21:58:46

Właściwie zaczęło się, kiedy wsiedliśmy do pociągu. W ośmioosobowym przedziale zmieściło się jedenaścioro Skołowanych, jak się wkrótce okazało - twórczych. Radek wynalazł metodę otwierania butelek sprzączką od paska (przyczepionego do Sabiny), a Dawid odkrył w sobie talent deklamatorski. Ku przerażeniu Agi (jedynej z słuchem absolutnym) i irytacji Fimbula, zaczęliśmy grać na gitarze. Przy Czarnym bluesie o czwartej nad ranem Dawid-Przytulanka zawołał, że będzie recytować, po czym w natchnieniu i z moim akompaniamentem wygłosił fragment wiersza Szymborskiej: "nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem. Jeżeli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem, pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta, jeżeli mamy dalej żyć". A potem poleciała zwrotka z Czarnego bluesa. Fimbul się trochę zdenerwował, bo z braku miejsca ciągle obijało się o niego pudło gitary, ale jakoś to przeżył.

Spojrzeliśmy przypadkiem przez okno i na widok zorganizowanej grupy wsiadającej do naszego pociągu ktoś zawołał:
- O, patrzcie, wycieczka!
Grupa wsiadła do naszego wagonu i zaglądając do przedziału, w którym się rozbiliśmy, skomentowała "o, wycieczka!".
- Co wy z tą wycieczką? - zirytował się ktoś i w ten sposób słowo "wycieczka" stało się niemalże obelgą.

Kiedy wysiedliśmy w Bielsku, poszliśmy do kasy, żeby kupić od razu bilety powrotne. Przy okazji na dworcu z Fimbulem rozegraliśmy mecz w urojonego badmintona. Nie mieliśmy rakietek, nie mieliśmy lotek, więc stąd urojony. Potem Fimbul stwierdził, że przestaliśmy grać, bo zepsułam lotkę (urojoną, widocznie jestem utalentowana). Po dwóch stronach wejścia usiedli sobie za to Dawid i Radek. I obaj zaczęli rozmawiać przez telefony. Udawali, że nie dzwonią do siebie.
Druga podobna scenka wydarzyła się pod domkiem. Dawid wybrał jakiś numer i przyłożył słuchawkę do ucha. W tym momencie Bossowi zadzwonił telefon.
- Biblioteka Śląska? - zapytał Boss.
- Dawid z tej strony - odezwał się Dawid.

W Bielsku musieliśmy się przesiąść do PKS-u. Przy okazji Ania zapytała kierowcę:
- Czy ten autobus zatrzymuje się na przystanku Szczyrk-Wodospad?
- Tak. Ale ten przystanek nazywa się Szczyrk-Zapora - odpowiedział kierowca, a nas skręciło ze śmiechu na myśl o szczelności tej zapory.
- Jak już dojedziemy - zaczął Fimbul - to daleko jeszcze będzie w pionie od przystanku do domku?

W pokojach były ogromne szafy ścienne. Nazwaliśmy je szafami dla kochanków.
- A dlaczego nie szafami na trupa? - zgłosił protest Fimbul. Zapytałam, czy trzymał kiedyś trupa w szafie pionowo.
Pod wieczór Ania zaczęła rozmawiać przez telefon. Moment wybrała sobie niespecjalny, bo akurat wszyscy Skołowani władowali się do pokoju Fimbula. Żeby mieć trochę spokoju, Ania wlazła z telefonem do Fimbulowej szafy. Skończyła rozmawiać i wtedy zorientowała się, że Fimbul trzyma drzwi od zewnątrz.
- MOŻESZ MNIE STĄD NIE WYPUSZCZAĆ - zawołała głosem, który na zewnątrz brzmiał jak trochę przytłumiony (może przez te drzwi). - MNIE TU BARDZO WYGODNIE!
- Nie mamy zamiaru cię wypuszczać - odwrzasnęliśmy jej.

Na przystanku spotkaliśmy kota. Pięknego. Zawołany przyszedł i dał się pogłaskać. Chwilę później zachwycona Mrówka relacjonowała swojemu Promotorowi:
- Bossie, atrakcja turystyczna Szczyrku. Znaleźliśmy kota. Śliczny!
Boss popatrzył na Mrówkę uważnie i zapytał:
- A smaczny był?

Za to kiedy okazało się, że na cały domek i wszystkich Skołowanych mamy tylko dwie łyżeczki, Radek dziarsko zawołał:
- To nic, będziemy oblizywać!

- Fimbulku? - zagadnęłam, kiedy siedzieliśmy przy grillu (nawiasem mówiąc, sprzątaliśmy potem po omacku, bo się nagle zrobiło ciemno).
- Co?
- Bardzo cię lubię - wyznałam.
- NIE ODDAM CI MOJEJ HERBATY - odparł Fimbul.
A i tak mu potem wypiłam pół herbaty. I łyk wina wieczorem.
Kiedy poszłyśmy do chłopaków, żeby im pomóc z pościelą, Dawid próbował wleźć do poszwy na kołdrę. Ma w tej poszwie zdjęcie, które Fimbul zatytułował "Dawid Duchowny".

Ze specjalnych efektów pirotechnicznych - Radek przy rozpalaniu grilla najpierw długo i pracowicie w niego dmuchał ("nie nadmuchasz go, większy się nie zrobi" - wytłumaczyła mu Mrówka), a potem, kiedy polał go czymś co wyglądało jak woda, uzyskał płomień na pół metra. Nie chciał bisować.

Przy wieczornym śpiewaniu Windą do nieba, a dokładniej przy słowach "gości tłum coś fałszywie odśpiewa" Fimbul BARDZO ZNACZĄCO popatrzył na Bossa. Hmm... nie rozumiem ;). W każdym razie na drugi dzień Boss stwierdził:
- Mrówka, udowodniłaś wczoraj, że nie umiesz grać na gitarze. Tylko udajesz.

Starałam się ;).
Na zdjęciu: Fimbul zamyka w szafie Anię.

PS: przez to zdjęcie skojarzyło mi się coś jeszcze. Dawid kupił w sklepie wielki sok. Kiedy przyszliśmy do domku i instalowaliśmy się w pokojach, Fimbul postanowił zamieszkać przy nas. Zajrzał do jeszcze wolnego pokoju i powiedział:
- Dawid już tam był, bo na stoliku na środku pokoju stoi "Kubuś".

e00900cc5162f7b2609cddcf9abf1813.jpeg

Komentuj(13)

-------------------------------------------------------------------


526. po Szczyrku
Notatkę dodano:2008-04-12 22:08:57

Kiedy wracaliśmy pociągiem (najpierw pekaesem ze Szczyrku do Bielska, potem pociągiem z Bielska do Katowic, potem autobusem z Katowic do Jaworzna) i za oknami ujrzeliśmy dworzec w Czechowicach-Dziedzicach, Mrówka zawołała "zadzwonię do Piotrka!". Skojarzenie nieprzypadkowe, Piotrek w Czechowicach mieszka.
- No słucham?
- Cześć Piotrek. Pozdrowienia z dworca w Czechowicach. Wracamy właśnie ze Szczyrku, wszystko ci opowiem potem - wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu.
- Momenty były? - zaśmiał się w słuchawkę Piotrek.
- No ba... - odparłam, bo cóż innego można było?

Wystarczy wspomnieć, że komentarz jednej z posiadaczek aparatu fotograficznego po wariackiej sesji zdjęciowej brzmiał:
- Najpierw będę musiała sprawdzić, które z tych fotek można pokazać w domu...

A potem, koło drugiej w nocy, w ciemnym pokoju rozbrzmiał głos Fimbula (który to Fimbul siedział zresztą na łóżku Mrówki). Fimbul mianowicie po próbie opowiedzenia bajki i dyskusji na temat spędzania dalszej części nocy, po krótkiej ciszy, westchnął w zadumie:
- To będzie długa notka...


 


Komentuj(13)

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 543685
Osób: 444264

Występują, występowali:

Agnieszka - wokalistka i autorka muzyki do R2, Skołowana

Ania (Szczepanik) - duch niespokojny i wędrowny, Szefowa Skołowanych, wystarczy jedno słowo, żeby wsiadła w cokolwiek i pojechała na drugi koniec świata

(w kolejności przeważnie alfabetycznej)

Ania B. - śliczna i przemiła doktorantka Bossa, żona Mariusza

Ania od Piotrka - tak naprawdę to Marcina Ania od Piotrka, ale wszyscy mówią na nią Ania od Piotrka, żeby było łatwiej skojarzyć; językoznawca utalentowany

Arturek - król POM-ów, przebywający w Krakowie, bloga nie prowadzi, a przynajmniej nic o tym nie wiem

Biały (Michał) - tekściarz - przyszłość polskiego hip-hopu

Boss (zwany też PrzenajBosskim) - cierpliwy Promotor Mrówki, charakteryzowany bez przerwy w notkach na blogu 

brat Mrówki - brat Mrówki

Dawid - dawniej redaktor publicystyki, nazywany Przytulanką

dr PM - chwilowo (od paru lat) bezpseudonimowy najbardziej wyrozumiały z wykładowców Mrówki, znany też jako PawMaj, Prawa Ręka (czasy komiksów), Urzędnik z Biura Rzeczy Zagubionych (Rewia)

dystych - satyryk specjalizujący się w małych formach

Egzekutor - dawny wykładowca Mrówki, satyryk, współautor Wielkiej Rewii

Fimbul - "łowca dakiń nowego eonu"

Juan Pablo - "domorosły pseudosatyryk (...). Słodzi dwie łyżeczki"

Kalina - Kalina Beluch, satyryk. Specjalność: zabawy słowne i żart absurdalny

Kama - współautorka R3, w tejże R3 występująca jako SKZBTZW

Lady Q - kobieca i przekorna, blogowa specjalność: szermierki słowne z ML

Maciek - doktorant z miasta R., kierowca dla Piotrka Rybnickiego i Mrówki

Megi - blondyna z Psem Asystentem, Igorem. Razem prowadzą bloga (blondyniblondyna), chcą się zająć dogoterapią

Michel - MWG-owiec

migotek - patrz: komentarze blogowe

ML - Marek Lenc, rysownik satyryczny, ilustrator Wielkiej Rewii

Olek - kolega z ławki ze studiów, kiedyś prowadził bloga, pracuje w telewizji (albo udaje, że pracuje, a na legitymację z tv podrywa dziewczyny)

Patiinka - utalentowana muzycznie pracoholiczka, siostra Arturka

Piaskovy - informatyk, który pracował też przy zdejmowaniu płyt z wydziału filologicznego

Piotrek - doktorant z szalonym poczuciem humoru i skojarzeniami

Piotrek Rybnicki - jeden z doktorantów, których poznałam w mieście R.

Profesor W - promotor Promotora Mrówki

Radek - jeden ze Skołowanych, muzyk, radiowiec

Robo - kabareciarz

Sabina - dziennikarka, jedna ze Skołowanych, seminarzystka Bossa, dziewczyna Radka

Sal (znany także jako Kamil M.) - typ charakterystyczny, bohater SalTo i licznych blogowych anegdotek, nie do scharakteryzowania

Skołowana Gosia - utalentowany fotograf, magistrantka Bossa

Slk - Tyran uwielbiający Osiecką i.k.

Zadra - dziennikarz, współautor Rewii, prowadzi fotobloga, swoje ojcowskie doznania opisuje na blogu Okiem taty

Złośnica - prowadzi bloga razem z Brzydalem

Inne linki

strona Władysława Sikory


bloog niecodzienny Artura Andrusa

chlip-hopowy blog Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego

kabaret Adin - jeden z najciekawszych kabaretów scen offu (skład: Sikora, Andy, Julia, Chomik, Smutny)

strona poświęcona Ryanowi Stilesowi

strona Colina Mochrie

Sungha Jung - urodzony w 1996 wirtuoz gitary

Marcin Pałasz - autor książek dla dzieci i młodzieży
Wawrzyniec Prusky - blog roku 2005
Daniel Koziarski - pisarz
Kasia Krzan - recenzentka Granic, doktor nauk humanistycznych

Calvin i Hobbes - komiksowe paski Billa Wattersona (ang.)
filolog.katowice.pl - nieoficjalne forum studentów filologii polskiej