blog Mrówki
... żeby wszystkim nam było weselej...

logo

467. kolor Mrówki
Notatkę dodano:2008-01-29 21:11:54

Wprawdzie nie mam dzisiaj ani siły, ani humoru na notkę, ale mam na nią materiał i obiecałam Zadrze, że dzisiaj jego kolej. Więc się przemogę i coś opowiem.

Kiedy parę dni temu rozmawialiśmy z Zadrą na gg przypomniała mi się pewna historyjka sprzed trzech lat (z czasów proseminarium, nie wiem, czy minęły trzy lata, czy więcej czy mniej, w każdym razie to było gdzieś na moim trzecim roku). Przytoczę ją, jako że swojej blogowej premiery nie miała - ale to tylko preludium do dalszej opowieści.

Mrówka poszła sobie na egzamin z teorii literatury. Poszła na tydzień albo dwa przed zerówką. Czekała sobie dość samotnie i w stresie niemałym przed drzwiami pewnego Wykładowcy-Egzaminatora. I nagle równocześnie ów Egzaminator wyszedł z sali, a z głębi korytarza nadszedł sobie Boss (już wtedy Boss, jeszcze nie Promotor Mrówki, chociaż chyba sam nie wierzył, że mogłoby być inaczej ;)). Nawiasem mówiąc żona owego Wykładowcy-Egzaminatora wystawiła mi kiedyś jedną z piękniejszych recenzji satyrycznej twórczości, mianowicie czytając mężowi przez telefon redutki popłakała się ze śmiechu i nie była w stanie wykrztusić z siebie ani słowa ;).
Szedł Boss. I szedł Egzaminator.
- Ty na nią uważaj! - polecił Boss Egzaminatorowi. - Bo to jest Mrówka! Czerwona!
- Kosmata! - zaprotestowała Mrówka.
- Czerwona! - nie dał się Boss.
- Kosmata!
- CZERWONA!!! - powiedział Boss dobitnie i pomknął korytarzem do swoich Bosskich spraw.
- Ale ja nie gryzę!!! - zawołała za nim Mrówka.

Powróciła tamta scena do mnie, kiedy rozmawiałam z Zadrą.
- Ja jestem Mrówka Kosmata, bez koloru - poinformowałam go. - Chociaż kiedyś Boss twierdził, że jestem Mrówka Czerwona.
- Aha... bo czerwone mrówki mocniej gryzą, jak pamiętam - powiedział niezdziwiony Zadra.
- Mocniej? Ja myślałam, że tylko czerwone gryzą, a inne nie... - zastanowiłam się. - A poza tym co jak co, ale Bossa nie gryzłam.
- Ciekawe jaka jest JEGO wersja - uciął Zadra.

Tja...

Bywają zdjęcia różne. To jest moje.

6fd1c51022927807dd0ecbdc1838448f.jpeg

Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


466. skojarzenia albo notka na część Piotrka
Notatkę dodano:2008-01-28 19:40:39

Sprawa pierwsza: kto idzie do BŚ - w czwartek o 16:25 czekamy pod bocznym wejściem do BŚ.
Dlaczego przed bocznym wejściem? Bo do Benedyktynki idzie się bocznym wejściem.
Dlaczego o 16:25? Bo i tak nas wpuszczą wcześniej, a przynajmniej się możemy napić jeszcze herbaty i spokojnie zająć nasze miejsca. I załatwić sprawy z G. Nie będę długo czekać, bo mi się nie uśmiecha pogrypowe stanie na zimnie, raz będę samolubna. A poza tym już się umówiłam z Anią B. i Mariuszem o 16:25.
Chyba że ktoś chce iść z wydziału pod BŚ.
Dlaczego w czwartek? Bo w czwartek jest KDK ;)

Wstanę. Chociażby nie wiem co.

Piotrek ma skojarzenia. 90% naszych luźnych rozmów (oj, mam wrażenie, że to "luźnych" też by po swojemu zinterpretował) opiera się na dwuznacznościach. Ostatnio zapytał, czemu nie przytaczam tych rozmów na blogu.
- Czemu się boisz, że kogoś zgorszysz? - zapytał. - I kogo? Kogo ty jeszcze możesz zgorszyć? Jak ktoś wchodzi na blog Mrówki, nomen omen Kosmatej, to niech się później nie dziwi...
- A wiesz - skojarzyło mi się. - Czytałam ostatnio twój wstęp do Rewii. I popłakałam się przy słowach "Bo duży maż, ma znaczenież. Z dużym się liczą. Jak się ma dużego (...), to świadczy to lepiej o posiadaczu".
- MRÓWKA!!! - nakrzyczał na mnie wirtualnie Piotrek. - Tam o wielkość pomnika chodziło!!! Gdzie ty się skojarzeniami zapędzasz?

- Uczelnia nas ubezpiecza od ukończenia 26. roku życia? - zastanowił się dzisiaj.
- Chyba tak. A ty już ukańczasz? - upewniłam się.
- Co ukańczam?
- Rok życia - wyjaśniłam.
- Aha, wybacz - odpisał enigmatycznie Piotrek.
- Wybaczyć, że ukańczasz 26 rok? No dobra...
- Jestem myślami w świecie końcówek i flektywów - napisał Piotrek.
- W świecie końcówek to ty jesteś zawsze. Przynajmniej zawsze jak rozmawiamy - musiałam to powiedzieć. I zaraz się zemściło...

- A może pójdziesz z nami do BŚ na ostatni czwartek? - zapytałam Piotrka, bo w końcu prawie każdego pytam, w związku z czym całkiem ładna grupa się już uzbierała.
- Gdzie ty mnie chcesz ciągać? - zaniepokoił się Piotrek.
- Do BŚ... to dobre miejsce na rozpustę intelektualną...
- A o której to ta rozpusta?
- O 17. Umawiamy się z chętnymi pod bocznym wejściem BŚ. Chyba że chcesz na uczelni... - zaproponowałam, bo chciałam być miła i pomocna.
- CO CHCĘ NA UCZELNI????????? - napisał mi Piotrek, a w brzęczku z gg brzmiało przerażenie.
Najpierw nie odpowiadając napisałam, że nie wiedziałabym na którym piętrze, a wind nie lubię, dopiero potem wyjaśniłam:
- Chyba że chcesz się SPOTKAĆ na uczelni i iść do BŚ.
- Aha, bo już się bałem - ulżyło Piotrkowi. - Z kosmatymi to nigdy nic nie wiadomo. Co im chodzi. Po głowie.
- Ja cię chyba wykorzystam - odparłam.
- Miej litość... - odezwał się Piotrek.
- ... na blogu - uzupełniłam.
- Na blogu proszę bardzo. Ale precyzuj, na Boga, precyzuj! Bo zacznę chodzić w przebraniu po wydziale - zagroził Piotrek.


Sam zaczął.

 

To bardzo proszę o info, kto przychodzi pod BŚ, kto przychodzi na uczelnię i stamtąd idzie pod BŚ i kto w ogóle nas olewa i idzie do Benedyktynki sam.

 

6ac553d95aa919c3b5fdf347bd5d1ae2.jpeg

Komentuj(7)

-------------------------------------------------------------------


465. wiek znowu
Notatkę dodano:2008-01-27 20:56:18

Właściwie mogłabym prowadzić pięć blogów i na każdy z nich wrzucać codziennie jedną (inną niż wszystkie) notkę i też by wystarczyło. Ludzie, zwolnijcie, bo nie nadążam z zapisywaniem wszystkich zabawnych sytuacji i powiedzonek...

Parę dni temu Fimbul o 7:50 rano (rano! W nocy!) przysłał mi smsa. W nocy dźwięk w telefonie mam wyłączony (jak bateria siądzie, to telefon też), alarmu wibracyjnego nie posiadam, a świecić mógłby sobie do woli, gdyby nie fakt, że już nie spałam. Sama z siebie obudziłam się koło 8:00 (co jest u mnie stanem nienormalnym, myślałam, że jest 10, więc właściwie obudziłam się przez pomyłkę). Napisałam Fimbulowi, że już nie śpię i, co dziwniejsze, że nie chce mi się już spać.

- No, starsi ludzie tak mają, że spać nie mogą - odpisał mi Fimbul.


 

To się dowiedziałam...

Edit: sklerozę też mam!
KOCHANI! W czwartek o 17:00 w BŚ (Benedyktynka) jest czwartek. To znaczy Klub Dobrej Książki. Dzienniki Iwaszkiewicza, pierwszy tom, laudator - prof. Paszek, prowadzi Boss. Idziemy stadem, zakładając wariant optymistyczny, że wyzdrowieję. Na razie w grupie:
Mrówka
Ania Szczepanek
Magda P.
Dawid
Fimbul
Megi z Igorem
Ania B. (jeśli się zdecyduje, mam nadzieję, że tak)
Sal (może by się przeszedł), może z Martą
Slk (jak zdąży, a niech spróbuje nie zdążyć, to będzie miał ze mną do czynienia. O ile wyzdrowieję)
i pewnie Egzekutor, ale to już nie z nami...
Ania, widząc listę, skomentowała to z radością: pan od Wartości nam nie podskoczy...

Kto chce się jeszcze dołączyć - zapraszamy!!! Miejsca nie zabraknie... To czekam na info, kogo jeszcze mamy zabrać ;)

 


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


464. taśmy prawdy
Notatkę dodano:2008-01-26 20:13:45

Relacjonowała mi Ania piątkowe przygody Koła.
- Siedzieliśmy w 422, więc na 418 nakleiliśmy kartkę wyrwaną z zeszytu. "Jesteśmy w 422. KNP" - opowiadała. Pominę milczeniem, skąd wzięli taśmę ;).
I nagle Ania przestraszyła się.
- O cholera! - napisała. - Zapomniałam to odkleić!

Przewróciłam się ze śmiechu i obiecałam, że jeśli wyzdrowieję do środy, to odkleję.
- Może dr D. odlepi... - zastanowiła się Ania. - Bo jak nie, to się Boss zdziwi...

 

 

A poza tym zapytałam Sala, czy przeczyta moją książkę, jak ją wreszcie skończę.
- A ile mi zapłacisz? - zapytał Sal rzeczowo.

 ;D.

9924e0e722fa62931f50b363493f40dc.jpeg

Komentuj(25)

-------------------------------------------------------------------


463. ogłoszenia
Notatkę dodano:2008-01-25 21:34:24

Ogłoszenia parafialne liczne:
1) W niedzielę około 10 rano będzie można w Radio Łódź usłyszeć wyróżnioną balladę Mrówki. W wykonaniu nie Mrówki. Radia Łódź można słuchać przez internet - www.radiolodz.pl
Co nie oznacza, że wstanę o tej porze, żeby posłuchać. Ale może komuś się będzie chciało. A ballada ma się też pojawić w wersji internetowej na ichniej stronie.

2) Skończyłam pisać o Różewiczu i dopisałam 3 strony o Andrusie. Co oznacza, że się lepiej czuję. Mają na to wpływ rozmaite maile (jakie - pisałam kiedyś ;)). I rozmaite perspektywy.

3) Zrobiłam zdjęcia z okna. To znaczy: zobaczyłam widok, pobiegłam po aparat, przybiegłam, wyjęłam aparat, włączyłam go, podeszłam do okna z wycelowanym w widok obiektywem, a widoku już nie było. Na szczęście zaraz wrócił.

 

Wczorajsza rozmowa z Piotrkiem (a właściwie koniec tej rozmowy, całości nie będę przytaczać, żeby nikogo nie gorszyć, my ciągle skojarzeniami operujemy)

Mrówka: Idę, bo mi łeb...
Piotrek: Co ci łeb?
Mrówka: Odpadł...
Piotrek: To jak piszesz?
Mrówka: RĘKAMI!

Dzisiejsza rozmowa z Piotrkiem (fragment, jak wyżej)
Piotrek: O szlag! Facet sobie opublikował nawet widokówkę od Miodka!
Mrówka: Nie martw się, powiem Bossowi, żeby ci przesłał i też się będziesz mógł chwalić... A ja też ci mogę napisać...

Na razie ma notkę ;)

da0eab03d4074a9fefef1693d4aafce0.jpeg

Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


462. wiadomości mrożące
Notatkę dodano:2008-01-24 20:37:48

Nie żeby mnie łeb bolał... skądże... A jeśli człowiek ma jakiś życiowy limit kichania, to jutro o 12 w południe wyczerpię swój przydział. I będę mieć spokój do końca satyrycznej egzystencji.
Podbudowana poranną rozmową z Fimbulem (mój telefon zdecydował, że sam do niego zadzwoni) i mailem od Bosskiego (moja skrzynka sama Bossowi maili nie wysyła póki co), wzięłam się za pisanie o Różewiczu-satyryku. I prawie dzieło dociągnęłam do końca. Z przerwami na spanie. I jedzenie. Zostało mi jakieś pół strony. To i tak niezły wyczyn. Przepiszę w przypływie sił witalnych. Na razie widzę podwójnie.

W poniedziałek wracaliśmy z Olkiem do domu. To znaczy - Olek do domu, ja na przystanek. Ciemno już było, a my rozmawialiśmy o mrożących krew w żyłach sprawach.
- Przygotowywałem materiał i mam nadzieję, że mnie pod nim nie podpiszą - oznajmił Olek. Nie dziwię się, materiał był o porachunkach mafijnych czy czymś w tym rodzaju. Postanowiłam go pocieszyć, bo jednak - kumpel z ławki, od tylu lat...
- Ale wiesz... niedługo będzie lato - powiedziałam mu. Olek, który też spodziewał się pocieszenia, popatrzył na mnie z lekkim osłupieniem.
- ???
- No... wcześniej się zrobi widno, nie będzie już ciemnych zaułków... - wyjaśniłam.
- Tak, to wykończą mnie w jasnym - zgodził się Olek. - ŚREDNIA POCIECHA.

Cóż, ja się starałam.

A dzisiaj zadzwonił do mnie Olek i powiedział "po głosie słyszę, że faktycznie jesteś chora. Czyli NIE udajesz".
:D


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


461. chora jestem.
Notatkę dodano:2008-01-23 20:59:31

Boli mnie wszystko. Kiedy robiłam listę części ciała, które powinnam sobie uciąć, żeby przestało boleć, wyszło mi, że zredukuję się o jakieś 98%.
Normalnie nie miewam gryp. Z wyjątkiem tych, które mam. Nieczęsto. Dzisiaj właśnie mam. I przypuszczam, że do jutra mi nie przejdzie, niestety. A jutro chciałam być u Egzekutora. Po teksty.

I tak nie jestem w stanie nic zrobić. Moja egzystencja polega dzisiaj na leżeniu i wpatrywaniu się w przedmioty rozmaite. Żeby je przenieść siłą woli. Żeby zmienić kasetę w magnetofonie (tak, przerzuciłam się ostatnio na słuchanie bardzo starych kaset ze złotych czasów TEY) najpierw przez pół godziny wpatrywałam się tępo w pudełko, w nadziei, że kaseta sama z niego wyskoczy, a potem rzuciłam się na nie w jednej chwili, zmieniłam kasetę błyskawicznie i ległam bez ducha.

Rozdźwięk między ciałem i umysłem mam dzisiaj zbyt silny. Leżę i myślę o tym, że mogłabym teraz pisać jeden z rozpoczętych tekstów. Że wystarczyłoby drgnąć i przyciągnąć do siebie zeszyt. Że potem wystarczyłoby otworzyć ten zeszyt, wziąć do ręki pióro i... nie. Za dużo roboty. W związku z tym, że umysł by chciał coś robić, a ciało niezbyt, w związku z tym, że ciało wygrywa, leżę i nie robię nic.
Poza wyrzutami sumienia. Te sobie robię, bo sumieniu też się nie chce.

Rano, kiedy uświadomiłam sobie swój stan, wysłałam do Slka smsa, że jestem chora. Pfhrrr.
Slk odpisał, że on też, więc jestem w dobrym towarzystwie. Zawsze to jakieś pocieszenie.

A notka miała być o czymś zupełnie innym, ale już trudno. Chora jestem, nie chce mi się myśleć.


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


460. udźwig Mrówki
Notatkę dodano:2008-01-22 22:07:04

Kupiłam sobie w antykwariacie książkę satyryczną (Tomik z wolszczyzną jakby się ktoś pytał).
Potem na wydziale wypożyczyłam sobie dwa zbiorki satyr Waligórskiego.
Na czwartym piętrze (szłam do Egzekutora) spotkałam Bossa, który oddał mi książkę.
Poszłam do Egzekutora, który dał mi dwie książki, znienacka, bo nie po nie poszłam.
Zamiast do domu, pojechałam na pocztą i stamtąd odebrałam jeszcze przesyłkę. Książkę oczywiście.
DOBRZE, że dopiero w domu sobie uświadomiłam, ile rzeczy ze sobą wiozłam. W przeciwnym razie zostawiłabym wszystko pod słupem.

Do Egzekutora (którego w końcu znam dłużej niż Bossa) szłam z duszą na ramieniu. Niepotrzebnie, jak się okazało. Egzekutor ucieszył się, że przyszłam, twierdząc, że poprawiam mu humor. Bossowi poprawiłam, jak sobie poszłam (tym, że sobie poszłam). Tak mi się przynajmniej wydaje.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


459. z miasta R.
Notatkę dodano:2008-01-21 22:02:13

Napisałabym, że wyjazd do miasta R. nie odznaczał się niczym szczególnym, gdyby nie fakt, że właśnie owo "nic szczególnego" jest w przypadku wyjazdów do miasta R. stanem nienaturalnym.
Przyjechałam na dworzec. Poszłam sobie do kasy. Poprosiłam o Bilet z Kasy (chociaż do odjazdu autobusu było jeszcze 17 minut. Kasę zamykają na 15 minut przed odjazdem, co w praktyce oznacza, że na 20 minut przed planowanym odjazdem autobusu nie ma w kasie czego szukać). Sprzedali mi. To się zaczyna robić nudne: trzy Bilety z Kasy w trzy tygodnie... tak tydzień w tydzień.
Przyjechał autobus. I nowy kierowca. Nawet nie popatrzył w moją stronę, tylko ostentacyjnie odwrócił się do okna. Stałam cierpliwie z Biletem z Kasy w garści i czekałam, aż się popatrzy. Popatrzył i prawie że wzruszył ramionami.
Phi.
Dojechał do miasta R. punktualnie i tak jakoś... zwyczajnie.

Za to kiedy chciałam wrócić...

Po raz pierwszy (z racji terminu zaliczeniowego) miałam zamiar wrócić do Katowic autobusem o godzinie 13:25.
O 13:20 znalazłam się na dworcu w mieście R.
O 13:34 Mój Wykładowca (którego mylę z innym wykładowcą, więc wtajemniczeni się domyślą, o którego chodzi... wcale nie są podobni, ale ja kiedyś rzuciłam w rozmowie, że są jak dwie krople wody. W efekcie wszyscy ich rozróżniają bez problemu. Oprócz mnie) poszedł zapytać się w kasie.
Nawet nie wiedziałam, że to coś na dworcu w mieście R. to kasa jest...
Wrócił (Mój Wykładowca) i powiedział, że pani w kasie twierdzi, że ten autobus przeważnie nie jeździ. Na przykład w zeszłym tygodniu nie pojechał ani razu. A w ogóle to tak często go odwołują, bo on jest katowicki. A następny jest o 14:10 (to sama wiedziałam, bo nim czasami wracam).
Hmmm...
Rozczarowaliśmy się, Mój Wykładowca gdzieś sobie poszedł, ja połaziłam koło Biedronki (bo dworzec w mieście R. jest za bardzo oddalony od miasta R., żeby połazić po jakichś sensowniejszych okolicach).
O 14:05 znowu spotkaliśmy się na dworcu. I zaczęliśmy wymyślać, że ten autobus też nie przyjedzie. W ciężkich chwilach człowiek zabawia się różnymi pomysłami. W pewnym momencie doszliśmy do wniosku, że to wszystko nas śmieszy, bo mamy nadzieję, że ten o 14:10 jednak przyjedzie.
Żałuję, że się nie nagraliśmy, bo stężenie absurdu wyszło takie, o jakie mogłabym podejrzewać tylko Olka. I Bossa ewentualnie.

Przyjechał PKS. Czysty. Przynajmniej z zewnątrz.
Więc oczywiście od razu stwierdziliśmy (z MW), że na pewno zaraz kierowca wywiesi karteczkę, że zepsuty, nieczynny, nie pojedzie albo coś. Czarnych scenariuszy mieliśmy około 80.
Kierowca podjechał na nasze stanowisko.
I o mało co nie urwał tabliczki z napisem "stanowiska", na słowo honoru przyczepionej do prowizorycznej wiaty dworca w mieście R. (kto był, ten wie, że dworzec w mieście R. jest... specyficzny. Olbrzymia połać błota, od tyłu nasyp kolejowy, pofałdowana blacha na słupkach i napis "stanowiska". Być może są jakoś te stanowiska doprecyzowane, nie sprawdzałam. Nie warto, następny kierowca to i tak urwie).
W momencie, kiedy kierowca miał urwać tabliczkę z dachu dworca, popatrzyliśmy na siebie z MW i uznaliśmy, że teraz wszystko wróciło do normy. I możemy wsiadać. I jechać.

A Biletu z Kasy w mieście R. jeszcze nie próbowałam kupić...

Aha, PS
na rozkładzie jazdy przy autobusie o 13:25 w mieście R. jest znaczek "S".
W legendzie znaczków nie ma wyjaśnienia dla znaczka "S".
W związku z tym zaczynam przypuszczać, że "S" oznacza "nie jeździ". Ale nie wiem jak to literowo dopasować.


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


458. w Bosskim gabinecie
Notatkę dodano:2008-01-20 21:25:11

Na ostatnie koło zaglądał do nas co jakiś czas Boss, donosząc o ludziach, którzy mu jeszcze nie pozwalają przyjść.
- Przyszedł do mnie student, który miał być o godzinie 11 - usprawiedliwił się Bosski Promotor, po czym zniknął za drzwiami. Popatrzyliśmy na zegarki. Dochodziła 15.

Kiedy o 15 zobaczyłam na korytarzu Krzysia, zrozumiałam wszystko.
- To ty jesteś tym studentem, który miał przyjść na 11? - rozpłakałam się ze śmiechu.
A potem postanowiłam zastukać jeszcze do gabinetu Bossa i zadać mu jedno szybkie pytanie.
Weszłam do sekretariatu - a tam ciemno. Jak ćma, skierowałam się w stronę światła dochodzącego z pokoju Bossa.

- O, Mrówka! - ucieszył się Boss. - Siadaj, dam ci herbaty, z cytryną, sam wyciskałem.
[w tym punkcie wieczornej relacji Piotrek mruknął "pozazdrościć cytrynie" - przyp. Mrówka].
- Ja właściwie tylko na dwie sekundy - powiedziała Mrówka tonem usprawiedliwienia. I już siedziała w odnowionym gabinecie Bossa. Z filiżanką herbaty. Przepysznej.
(Dla marudnych: dawno tam nie byłam, skoro nie miałam pojęcia o nowym wystroju gabinetu... ech... starzeję się widocznie ;))
Bosski zaproponował, żeby zawołać też Anię, która jeszcze była na uczelni.
Pobiegłam po nią (bo nie odbierała telefonu), biegiem wróciłam (bo co będę głupio marnować czas, w którym mogę bezkarnie siedzieć u Bossa).
I spędziliśmy z Anią, Magdą, Bosskim i OK (Opiekunką Koła) bardzo miłą godzinę.

- Możecie do mnie wpadać, jak siedzę sobie taki samotny - zaproponował Boss, kiedy wychodziliśmy. Nie dodał, że rzadko się takie chwile zdarzają, ale co tam.
- Taaaak? - ucieszyła się Mrówka gwałtownie.
- Nie! Ty nie! - odparł natychmiast Boss.

I nie wiem, jak rozmowa przy wyjściu zeszła na temat herbaty, ale Ania zapytała z podziwem patrząc na Bosskiego:
- To pan profesor... sam... wyciskał?

Do dzisiaj płaczę przez to ze śmiechu.

Poza tym dzwonili z Radia Łódź, że dostałam w konkursie na balladę wyróżnienie (za tekst, który był dedykowany MK). Życie bywa zaskakujące...

8ed9e6267bdb7e05a491a987a9a6e68d.jpeg

Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 543809
Osób: 444388

Występują, występowali:

Agnieszka - wokalistka i autorka muzyki do R2, Skołowana

Ania (Szczepanik) - duch niespokojny i wędrowny, Szefowa Skołowanych, wystarczy jedno słowo, żeby wsiadła w cokolwiek i pojechała na drugi koniec świata

(w kolejności przeważnie alfabetycznej)

Ania B. - śliczna i przemiła doktorantka Bossa, żona Mariusza

Ania od Piotrka - tak naprawdę to Marcina Ania od Piotrka, ale wszyscy mówią na nią Ania od Piotrka, żeby było łatwiej skojarzyć; językoznawca utalentowany

Arturek - król POM-ów, przebywający w Krakowie, bloga nie prowadzi, a przynajmniej nic o tym nie wiem

Biały (Michał) - tekściarz - przyszłość polskiego hip-hopu

Boss (zwany też PrzenajBosskim) - cierpliwy Promotor Mrówki, charakteryzowany bez przerwy w notkach na blogu 

brat Mrówki - brat Mrówki

Dawid - dawniej redaktor publicystyki, nazywany Przytulanką

dr PM - chwilowo (od paru lat) bezpseudonimowy najbardziej wyrozumiały z wykładowców Mrówki, znany też jako PawMaj, Prawa Ręka (czasy komiksów), Urzędnik z Biura Rzeczy Zagubionych (Rewia)

dystych - satyryk specjalizujący się w małych formach

Egzekutor - dawny wykładowca Mrówki, satyryk, współautor Wielkiej Rewii

Fimbul - "łowca dakiń nowego eonu"

Juan Pablo - "domorosły pseudosatyryk (...). Słodzi dwie łyżeczki"

Kalina - Kalina Beluch, satyryk. Specjalność: zabawy słowne i żart absurdalny

Kama - współautorka R3, w tejże R3 występująca jako SKZBTZW

Lady Q - kobieca i przekorna, blogowa specjalność: szermierki słowne z ML

Maciek - doktorant z miasta R., kierowca dla Piotrka Rybnickiego i Mrówki

Megi - blondyna z Psem Asystentem, Igorem. Razem prowadzą bloga (blondyniblondyna), chcą się zająć dogoterapią

Michel - MWG-owiec

migotek - patrz: komentarze blogowe

ML - Marek Lenc, rysownik satyryczny, ilustrator Wielkiej Rewii

Olek - kolega z ławki ze studiów, kiedyś prowadził bloga, pracuje w telewizji (albo udaje, że pracuje, a na legitymację z tv podrywa dziewczyny)

Patiinka - utalentowana muzycznie pracoholiczka, siostra Arturka

Piaskovy - informatyk, który pracował też przy zdejmowaniu płyt z wydziału filologicznego

Piotrek - doktorant z szalonym poczuciem humoru i skojarzeniami

Piotrek Rybnicki - jeden z doktorantów, których poznałam w mieście R.

Profesor W - promotor Promotora Mrówki

Radek - jeden ze Skołowanych, muzyk, radiowiec

Robo - kabareciarz

Sabina - dziennikarka, jedna ze Skołowanych, seminarzystka Bossa, dziewczyna Radka

Sal (znany także jako Kamil M.) - typ charakterystyczny, bohater SalTo i licznych blogowych anegdotek, nie do scharakteryzowania

Skołowana Gosia - utalentowany fotograf, magistrantka Bossa

Slk - Tyran uwielbiający Osiecką i.k.

Zadra - dziennikarz, współautor Rewii, prowadzi fotobloga, swoje ojcowskie doznania opisuje na blogu Okiem taty

Złośnica - prowadzi bloga razem z Brzydalem

Inne linki

strona Władysława Sikory


bloog niecodzienny Artura Andrusa

chlip-hopowy blog Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego

kabaret Adin - jeden z najciekawszych kabaretów scen offu (skład: Sikora, Andy, Julia, Chomik, Smutny)

strona poświęcona Ryanowi Stilesowi

strona Colina Mochrie

Sungha Jung - urodzony w 1996 wirtuoz gitary

Marcin Pałasz - autor książek dla dzieci i młodzieży
Wawrzyniec Prusky - blog roku 2005
Daniel Koziarski - pisarz
Kasia Krzan - recenzentka Granic, doktor nauk humanistycznych

Calvin i Hobbes - komiksowe paski Billa Wattersona (ang.)
filolog.katowice.pl - nieoficjalne forum studentów filologii polskiej