blog Mrówki
... żeby wszystkim nam było weselej...

logo

388. Fimbul
Notatkę dodano:2007-10-26 21:47:46

Nasza znajomość z Fimbulem rozpoczęła się od pisania sobie wiadomości. Najpierw PW (Prywatne Wiadomości) na forum, potem maili i wieści na gg, potem, kiedy się wreszcie poznaliśmy - godzinami potrafiliśmy gadać, pisaliśmy do siebie tradycyjne listy zwane "ręcznymi PW". Każdy, kto chociaż raz dostał od Fimbula maila, ten wie, jaka to wspaniała lektura. Nic więc dziwnego, że kiedy czuję się nieswojo, uciekam w azyl stworzony właśnie przez niego (to znaczy przez Fimbula, nie przez maila).

- Fimbulku, bądź... - poprosiłam na gg tradycyjnie.
- No jestem - odparł Fimbul z drugiej strony kabla.
- Ja już nie mogę wytrzymać, wszystko mnie denerwuje i wyprowadza z równowagi, na wszystkich się złoszczę - napisałam mu.
- I dlatego chciałaś, żebym był? - zainteresował się gwałtownie Fimbul.
- Hmm... cóż... wszyscy inni już sobie poszli - oznajmiłam mu i wreszcie się roześmiałam.
- Tak też właśnie myślałem - z filozoficznym spokojem stwierdził Fimbul.
- A tak poza wszystkim, miałam ci powiedzieć, że nie możemy już więcej rozmawiać. Najlepiej by było, żebyś zniknął z mojego życia.
- Dlaczego?
- BO MI ZAWYŻASZ STANDARDY! I potem z nikim nie mogę się dogadać, bo prawie każdy wydaje się mniej inteligentny niż ty!

I Fimbul dostał ataku śmiechu ;).


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


387. sen zimowy
Notatkę dodano:2007-10-25 22:22:57

Pogoda mnie nie nastraja twórczo.
A właściwie inaczej - twórczo mnie nastraja, owszem, ale jednocześnie nakazuje spać. Całymi godzinami, całymi dniami (żeby tak się dało...), całymi tygodniami.
Sen zimowy wydaje mi się teraz największym osiągnięciem przyrody. W związku z tym na gg mam ustawiony od dawna opis "śpię / SEN ZIMOWY".
I nie mogę się doczekać przestawienia czasu na zimowy, bo pośpię sobie godzinę dłużej.
Czy to znaczy, że jestem stara? Czy tylko - że przemęczona? 

- Jak się czujesz w ogóle? - zapytała Mrówka z troską Zadrę.
- Generalnie może być, dzięki. W poniedziałek wracam do pracy.
- O ranyyy... to za długo sobie nie poodpoczywałeś - zmartwiła się Mrówka.
- No jak nie? - zdziwił się Zadra. - Trzy tygodnie zwolnienia! Ty naprawdę w sen zimowy zapadłaś, czy jak?

 

No co? Mnie czas płynie inaczej. ;)


Komentuj(7)

-------------------------------------------------------------------


386. biblioteka w Jaworznie...
Notatkę dodano:2007-10-24 23:00:07

- Widzieliście kiedyś głupka? - zapytała Mrówka, wpadając wczoraj do domu.

Ale od początku.
Rano pojechałam sobie do Katowic.
Ponieważ im zimniej, tym większa szansa, że nie przyjedzie autobus, stałam sobie 20 minut w deszczu (ZIMNYM), czekając na powrotny. Na przystanek wybiegłam tak, żeby czekać najwyżej 15 sekund...

W każdym razie przyjechałam do domu na ostatnią chwilę przed obiadem i dostałam awizo z poczty. Po obiedzie pojechałam więc do centrum po książki. Rzuciłam przez ramię "zaraz wracam", popędziłam na przystanek, biorąc ze sobą tylko awizo, bilet miesięczny i dwie chusteczki. I parasolkę.
Nie miałam zegarka, bo mi się zepsuł ostatnio i nie mam czasu nic z nim zrobić.
Nie wzięłam telefonu, bo i po co, skoro zaraz wracałam.
Nie wzięłam portfela z takich samych względów.
Dotarłam do centrum, odebrałam książkę i wracam.
W centrum układ jest taki:

POCZTA - PRZYSTANEK - BIBLIOTEKA

jedno przy drugim.
Na przystanku okazało się, że nie mam autobusu, dopiero za dwadzieścia minut. Godzinę sprawdziłam sobie na poczcie. Postanowiłam przejść się pod bibliotekę.
Przeszłam i z nudów przeczytałam wystawiony za szybą plan imprez bibliotecznych do końca października.
I zobaczyłam, że za godzinę mam w bibliotece spotkanie klubu książki. Spotkanie, na którym mi zależało. Do tej pory żyłam w przekonaniu, że mam do niego jeszcze kilka dni i nawet nie sprawdzałam, kiedy jest.
Nagle zaczęło mi się trochę spieszyć.
Gdybym miała komórkę, zadzwoniłabym do domu, że zamiast za pięć minut, wrócę za trzy godziny.
Gdybym miała pieniądze, mogłabym sobie kupić w jakiejś knajpce coś gorącego do picia.
Zresztą, pal sześć, mogłam wejść do biblioteki i naciągnąć na herbatkę moje znajome, które tam pracują. Zrobiłyby mi.
Ale nie mogłam zmienić butów na suche. A te, w których biegałam cały dzień nasiąkły mi wodą tak, że równie dobrze mogłabym po tym zamarzniętym deszczu chodzić boso.

Sprawdziłam, że mam szansę dojechać do domu, przebrać się i wrócić.
Autobus przyjechał w miarę punktualnie.
Z przystanku do domu biegłam.
Wbiegłam i zasapana poinformowałam w progu mamę:
- Widziałaś kiedyś głupka? Bo jak nie, to masz teraz dziesięć minut, żeby mi się przyjrzeć.
(dowiedziałam się, że przecież widzą mnie w domu codziennie, to już się zdążyli naprzyglądać.)
Przebrałam się, zabrałam torebkę i pobiegłam na autobus w kierunku centrum.
Wróciłam w to samo miejsce, w którym byłam chwilę wcześniej. Ale z o wiele mniejszym poczuciem własnej wartości.

A dzisiaj w bibliotece spotkanie z Ewą Lipską. Nie dość, że siadłyśmy z Anią (Szczepanik) w pierwszym rzędzie, to jeszcze Ania została przedstawiona jaworznickim tuzom. Jako gość z Sosnowca ;).
A Prowadzący (<--tu link ;)) spotkanie zrobił nam potem zdjęcie. To nic, że robił je pół godziny, sama z aparatem Ani miewam problemy. Oczywiście uciął mi kawałek głowy (Lipska zresztą do końca nie wierzyła, że którejś z nas czegoś na tym zdjęciu nie utnie, albo że nie zrobi go do góry nogami). Przynajmniej było wesoło ;).

9a1e9f0ff3436f23dd5a8c6c621c8038.jpeg

Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


385. moje przygody w mieście R. - odcinek trzeci (czy tam czwarty)
Notatkę dodano:2007-10-23 22:34:28

O moich wyjazdach do miasta R. mogłabym już książkę napisać. Kiedy wczoraj opowiadałam Madzi najnowsze przygody, ta parsknęła śmiechem, a potem powiedziała:
- Ty chyba na poczekaniu wymyślasz te historyjki, to niemożliwe, żeby ci się tak tydzień w tydzień coś takiego przydarzało.
A opowiadałam (tak jak i na blogu) tylko historie "dojazdowe".

Marzłam sobie na przystanku, kiedy na stanowisko 3. podszedł jeden z moich dawnych wykładowców, profesor L.
- Dzień dobry, panie profesorze! Pan też do Rybnika? - zapytała dziarsko Mrówka, poszczękując zębami. Profesor skinął głową. Mrówka rzuciła mu współczujące spojrzenie.
I w tym momencie nadjechał autobus, a właściwie AUTOBUS. Spełnienie marzeń - gdyby ktoś, oczywiście, marzył akurat o autobusie. Piękny. Biały. CZYSTY. Umyty, cichy i pachnący. Z przyciemnianymi szybami. Z elektroniczną tablicą, na której mrugał zachęcająco napis "Rybnik". Ciepły i połyskujący.
W dodatku przyjechał punktualnie.
Popatrzyłam na profesora L. ze zdumieniem.
- Coraz lepsze autobusy na tej trasie! - zauważyliśmy. - I w dodatku nie jest opóźniony!
Atmosfera radosnego oczekiwania trwała dwie sekundy. Autobus idealny już podjeżdżał na nasze stanowisko. Nie zmieniał napisu, nie mogliśmy więc mieć wątpliwości - przyjdzie (czy tam przyjedzie) nam odbyć przymusową podróż w warunkach komfortowych. W warunkach idealnych nawet.
I wtedy Autobus zatrzymał się i przepuścił karykaturę autobusu. Typowy PKS, stary, roztrzęsiony (szyby mu klekotały), brudny od spalin, warczący, hałasujący i dryndowaty... i z pustymi tekturkami zamiast nazwy miasta, podjechał na nasze stanowisko, kierowca otworzył zaś drzwi (czy może same się otworzyły?) i wrzasnął z całej siły:
- RYBNIK!
- Tak wygląda zderzenie marzeń z rzeczywistością - mruknęłam do profesora L.
Cóż było robić, wsiedliśmy.
Kierowca poszedł po tabliczki i zostawił otwarty autobus. Siedziałam w środku szczękając zębami (ogrzewania nie było, więc kiedy wysiadłam w mieście R., nie musiałam przeżywać termicznego szoku). Po chwili usłyszałam z głośników dworcowych:
- Autobus do Rybnika podjedzie na stanowisko trzecie.
Autobus pasował (no, umownie pasował, powiedzmy, że można to nazwać autobusem, bo miało koła), stanowisko trzecie pasowało. Nie grał mi tylko użyty w tej wypowiedzi czas... Siedziałam w autobusie, autobus stał na stanowisku trzecim i jako żywo nie miał zamiaru na nie podjeżdżać. Nawet kierowcy nie było.
Na szczęście kierowca wrócił, upchnął tabliczki tam, gdzie się zmieściły i ruszyliśmy.
Pojechał inną trasą niż zwykle, więc miałam wycieczkę krajoznawczą. Nie spałam, bo za zimno. A poza tym... przed nosem miałam przyklejoną naklejkę-ulotkę-reklamę "pół wieku PKS".
Oczywiście dostałam ataku śmiechu, bo przyszło mi do głowy, że przez te pół wieku nie zmienili taboru.
Dopiero na uczelni kolega ze studiów powiedział, że nie wiadomo, czy ta naklejka nie pochodzi z lat 90.
Ja przyjmowałam za pewnik, że jest z tego roku (taki rodzaj wzmocnienia autobusu od środka, żeby się nie rozpadł). Jak się okazuje - mogła być starsza :D.

Ale to nie wszystko, mówiłam przecież, że moje wyjazdy do miasta R. kończą się materiałem na książkę.

W Domu Kultury w Łaziskach Górnych odbywa się (widziałam szyld) wystawa kanarków kształtnych.
Całe szkolne życie przebyłam w przekonaniu, że BEZKSZTAŁTNE bywają tylko ameby. Nie wiedziałam, że kanarki też. Tak mnie wmurowało, że zapisałam tylko miejsce i nazwę wystawy, daty nie. Jeśli ktoś będzie chciał pojechać i zobaczyć na własne oczy kształtne kanarki, a potem podzielić się tu wrażeniami, to proszę kontaktować się z DK w Łaziskach Górnych.
A jeśli wystawa już była, to przepraszam ;) baneru nie zdjęli ;).

To nie wszystko.
Kiedy dojeżdżałam do własnego przystanku i dwie wieże Bazyliki w mieście R. było już widać na horyzoncie (a dwie wieże Bazyliki to dla mnie sygnał do wysiadania), kierowca odebrał telefon. I powiedział:
- Tutaj jestem! No w Katowicach!

Bardziej uwierzyłam Bazylice, wysiadłam. Obejrzałam otoczenie - byłam w mieście R.
Kierowca był w innej czasoprzestrzeni widocznie.
I zawsze twierdziłam, że ludzie przez wynalezienie komórek więcej kłamią.


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Notatkę dodano:2007-10-22 23:07:00
wróciłam, padłam, piękna notka o przygodach w podróży do miasta R. jutro, zapraszam

Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


384. kto tu kłamie?
Notatkę dodano:2007-10-21 22:00:23

- Ale mam teraz ładny pulpit - pochwalił się Piotrek. - Z jabłkiem na środku. Jabłko jest niebieskie.
- Ktoś cię oszukał - wybiła go z zachwytu Mrówka. - Nie ma niebieskich jabłek.
Piotrek wyjaśnił, że firma Apple, bynajmniej nie spożywcza, ma niebieskie jabłka.
- Ale to się nie liczy! - upierała się Mrówka. - Zjadłbyś szarlotkę z niebieskich jabłek?
- Bardzo chętnie - odparł Piotrek. - Za to z brązowych bym raczej nie zjadł.

- Dyski zdefragmentowane - dodał po chwili.
- Biedne dyski... - zmartwiła się Mrówka.
- Czemu?
- Bo je zdefragmentowałeś. Jakbym była dyskiem, to nie wiem, czy by mnie to ucieszyło.
- Ale wymyślasz - zdenerwował się Piotrek. - Gdybyś się pofragmentowała, to za defragmentację byłabyś wdzięczna.
- Ale myślisz, że bym się zrosła z powrotem?
- Nie wiem. Ja tylko dyski umiem defragmentować, nie mrówki. Mrówek to nawet nie fragmentowałem.

I to mu się chwali ;)


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


383. błyskawiczna notka instant
Notatkę dodano:2007-10-19 22:56:14

Wsypać do wody i wymieszać.

Egzekutor wrócił z Cieszyna, z tej okazji wymyśliła Mrówka kawałek wierszyka powitalnego:

 


Z początku flesze, werbel trzaska,
tłum dziennikarzy tworzy szpaler.
I na ludowo, jak z obrazka
chleb, sól i panna. I kawaler.

I wstążek wielobarwna tęcza,
i głośno gra orkiestra dęta,
i dziecko bukiet kwiatów wręcza,
i uroczystość rozpoczęta.

I są humory znakomite,
i jest też pełno w kuflach piwa.
No i dygnitarz jest z odczytem.
I też okrzyki są (na wiwat).


Egzekutor był w Cieszynie,
teraz wraca - serca w górę.
niechaj pieśń radosna płynie,
niech rozbrzmiewa kalamburem
(wiedzą satyryczne bogi,
że kalambur to ubogi
i nie mówię wcale, że nie...)
Cieszył Cieszyn się szalenie,
że tam Egzekutor wpadł.
I pomyśleć aż się lękam,
jak by brzmiała ta piosenka
gdyby zwiedzić chciał Kraj Rad...



Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


382. awantury
Notatkę dodano:2007-10-18 22:16:33

- Moja pani promotor zrobiła mi awanturę, że się u niej nie pojawiam - wyznała mi ostatnio M.
- No żeby tak mój Promotor kiedyś mnie zrobił... - westchnęła Mrówka.

 

Tylko że ja Bossowi nie daję szansy ;). Inna sprawa, że od czterech miesięcy nie potrafię przepisać rozdziału, nawet nie pamiętam, w jakim stanie go zostawiłam. Więc może się w końcu doczekam ;).


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


381. mam pamięć
Notatkę dodano:2007-10-17 22:21:44

- Powinnaś się dzisiaj cieszyć - poinformował mnie wczoraj Slk, grzebiąc w plecaku. - Powinnaś się cieszyć, bo mam dwie rzeczy - sprecyzował. - Dobry humor i samochód. Więc mogę cię do domu podrzucić.
Nawet mnie to ucieszyło, nie przeczę. Zwłaszcza kiedy odebrałam sobie na uczelni podręcznik. Bo okazało się, że ja i Boss inaczej rozumiemy słowo "podręcznik". Jakieś siedem razy inaczej ;). Ale bardzo mi się przydaje, dziękuję.
Przespacerowaliśmy się ze Sławkiem do "Śląska", wzięliśmy po październikowym numerze.
- Schowasz je? - zapytał Slk na schodach.
- Schowam. Do ciebie czy do mnie?
- Może być na razie do ciebie.
- Dobra, to jak się następnym razem zobaczymy, to ci oddam twój egzemplarz - mruknęłam, nauczona doświadczeniem, upychając "Śląski" w mojej torbie. Wróciliśmy na Plac Sejmu, wsiedliśmy do auta Slka i pojechaliśmy do mnie.
Ponieważ ostatnio udało nam się przeoczyć zjazd z drogi od autostrady, przejechaliśmy się nadprogramowo z powrotem do Sosnowca. Tym razem wypatrywaliśmy już skrętu z trasy starannie.
- Ej, dlaczego nie ma tu drogi? - zaniepokoiła się Mrówka. 
- Jest, tam - Slk kiwnął głową w stronę horyzontu.
- Ufff! Bo już myślałam, że znowu pojedziemy do Sosnowca... ale coś mi nie grało, bo przecież mogli drogę zamknąć, ale nie zdążyłaby chyba zarosnąć lasem...

Po drodze (już bardzo po drodze, na jedno osiedle przed moim) zahaczyliśmy o stację benzynową.
"Zaraz bede w domu tylko tankujemy na Osiedlu Stalym" - wysłałam smsa do brata, kiedy Slk poszedł po benzynę.
"CO tankujecie?" - odpisał brat natychmiast.
Po chwili byłam w domu, więc mu odpowiedziałam. Żeby sobie nie robił nadziei i żeby mu nie było przykro :D.
Slk pojechał, a kiedy zadzwonił do mnie pod wieczór, oznajmiłam mu, że "Śląsk" przyniosę mu, kiedy się będziemy widzieć następnym razem.
I proszę, jak się znam na sobie ;).

A Egzekutor w Cieszynie, może powinnam jakiś wierszyk powitalny wymyślić? Jak wróci, to nie będzie nudno i przestanę Bossowi głowę zawracać...


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


380. w krainie absurdu
Notatkę dodano:2007-10-15 22:37:39

Dojazd do miasta R. to zawsze loteria.
Bywa, że loteria inspirująca.
Rano przyjechał PKS, spóźniony o dobre 10 minut.
Ponieważ marznę, kiedy tylko temperatura powietrza spadnie poniżej 20 stopni, możecie sobie wyobrazić, jak się czułam.
Jak pojemnik na lód do whisky.
Przyjechał spóźniony PKS, kierowca otworzył drzwi i wrzasnął:
- Co to, k***, pół godziny w korku stałem!
Miałam szczerą ochotę odwrzasnąć, że przynajmniej, k***, było mu ciepło, ale zajęłam się szczękaniem zębami.
Pojechaliśmy.
Pan Kierowca bardzo wziął sobie do serca wszelkie porady co do zachowania odległości między pojazdami. Kiedy stał w kolejnym korku, zatrzymywał się na 10 metrów przed innymi samochodami.
Wyprzedzały nas średniej wielkości CIĄGNIKI.
Tylko patrzyłam, czy kierowcy, wzorem autobusów komunikacji miejskiej, nie pozdrawiają się wzajemnie (to znaczy Nasz Pan Kierowca Już Opanowany i kierowcy ciągników).
Na widok znaku "uwaga, fotoradar, zwolnij" dostałam ataku śmiechu. BARDZIEJ zwolnić się nie dało. Na pustej drodze jechaliśmy jakieś 15 km/h.

Poza tym dowiedziałam się, że jedno z miast leżących na trasie jest monitorowane KAMERAMI.
Moje chyba monitorami w takim razie, bo tego nikt na jaworznickich tablicach nie sprecyzował.

A potem, po wszystkim, już w domu zaskoczył mnie edytor tekstu.
Napisałam "4400 liter". Jako ilość LITER.
Edytor zaproponował mi przelicznik:
4400 liters - 1 162,10 gallons

i zapytał "czy chcesz usunąć tag INTELIGENTNY?"

Może i jestem zmęczona.
Ale to mnie zdecydowanie przerosło. Idę spać.


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 543870
Osób: 444449

Występują, występowali:

Agnieszka - wokalistka i autorka muzyki do R2, Skołowana

Ania (Szczepanik) - duch niespokojny i wędrowny, Szefowa Skołowanych, wystarczy jedno słowo, żeby wsiadła w cokolwiek i pojechała na drugi koniec świata

(w kolejności przeważnie alfabetycznej)

Ania B. - śliczna i przemiła doktorantka Bossa, żona Mariusza

Ania od Piotrka - tak naprawdę to Marcina Ania od Piotrka, ale wszyscy mówią na nią Ania od Piotrka, żeby było łatwiej skojarzyć; językoznawca utalentowany

Arturek - król POM-ów, przebywający w Krakowie, bloga nie prowadzi, a przynajmniej nic o tym nie wiem

Biały (Michał) - tekściarz - przyszłość polskiego hip-hopu

Boss (zwany też PrzenajBosskim) - cierpliwy Promotor Mrówki, charakteryzowany bez przerwy w notkach na blogu 

brat Mrówki - brat Mrówki

Dawid - dawniej redaktor publicystyki, nazywany Przytulanką

dr PM - chwilowo (od paru lat) bezpseudonimowy najbardziej wyrozumiały z wykładowców Mrówki, znany też jako PawMaj, Prawa Ręka (czasy komiksów), Urzędnik z Biura Rzeczy Zagubionych (Rewia)

dystych - satyryk specjalizujący się w małych formach

Egzekutor - dawny wykładowca Mrówki, satyryk, współautor Wielkiej Rewii

Fimbul - "łowca dakiń nowego eonu"

Juan Pablo - "domorosły pseudosatyryk (...). Słodzi dwie łyżeczki"

Kalina - Kalina Beluch, satyryk. Specjalność: zabawy słowne i żart absurdalny

Kama - współautorka R3, w tejże R3 występująca jako SKZBTZW

Lady Q - kobieca i przekorna, blogowa specjalność: szermierki słowne z ML

Maciek - doktorant z miasta R., kierowca dla Piotrka Rybnickiego i Mrówki

Megi - blondyna z Psem Asystentem, Igorem. Razem prowadzą bloga (blondyniblondyna), chcą się zająć dogoterapią

Michel - MWG-owiec

migotek - patrz: komentarze blogowe

ML - Marek Lenc, rysownik satyryczny, ilustrator Wielkiej Rewii

Olek - kolega z ławki ze studiów, kiedyś prowadził bloga, pracuje w telewizji (albo udaje, że pracuje, a na legitymację z tv podrywa dziewczyny)

Patiinka - utalentowana muzycznie pracoholiczka, siostra Arturka

Piaskovy - informatyk, który pracował też przy zdejmowaniu płyt z wydziału filologicznego

Piotrek - doktorant z szalonym poczuciem humoru i skojarzeniami

Piotrek Rybnicki - jeden z doktorantów, których poznałam w mieście R.

Profesor W - promotor Promotora Mrówki

Radek - jeden ze Skołowanych, muzyk, radiowiec

Robo - kabareciarz

Sabina - dziennikarka, jedna ze Skołowanych, seminarzystka Bossa, dziewczyna Radka

Sal (znany także jako Kamil M.) - typ charakterystyczny, bohater SalTo i licznych blogowych anegdotek, nie do scharakteryzowania

Skołowana Gosia - utalentowany fotograf, magistrantka Bossa

Slk - Tyran uwielbiający Osiecką i.k.

Zadra - dziennikarz, współautor Rewii, prowadzi fotobloga, swoje ojcowskie doznania opisuje na blogu Okiem taty

Złośnica - prowadzi bloga razem z Brzydalem

Inne linki

strona Władysława Sikory


bloog niecodzienny Artura Andrusa

chlip-hopowy blog Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego

kabaret Adin - jeden z najciekawszych kabaretów scen offu (skład: Sikora, Andy, Julia, Chomik, Smutny)

strona poświęcona Ryanowi Stilesowi

strona Colina Mochrie

Sungha Jung - urodzony w 1996 wirtuoz gitary

Marcin Pałasz - autor książek dla dzieci i młodzieży
Wawrzyniec Prusky - blog roku 2005
Daniel Koziarski - pisarz
Kasia Krzan - recenzentka Granic, doktor nauk humanistycznych

Calvin i Hobbes - komiksowe paski Billa Wattersona (ang.)
filolog.katowice.pl - nieoficjalne forum studentów filologii polskiej