blog Mrówki
... żeby wszystkim nam było weselej...

logo

333. "i w cuda uwierzyć jeszcze raz..."
Notatkę dodano:2007-08-09 20:28:03

Zdenerwowana byłam. Bez powodu. Nawet nie dlatego, że mi się Świadectwa, znaki w końcu rozpadną, bo w razie czego sobie posklejam. Albo oddam do introligatora. Albo pozszywam ręcznie. Nitką. A potem zażądam od wydawnictwa zrefundowania nitki. Nie wiem, co mnie dopadło za licho, w każdym razie z niewyjasnionych przyczyn nie potrafiłam od rana znaleźć sobie miejsca.
- Weź mi wymyśl coś, bo sama z sobą nie wytrzymam - jęknęłam w kierunku, w którym powinien przebywać brat. Przebywał.
- Zrób porządki - poradził.
Wsłuchałam się w siebie.
- Nie, do tego stopnia źle się nie czuję - oznajmiłam i wymyśliłam sobie zabawę na "teraz". Zabawę związaną zresztą z uczeniem się figur retorycznych. Może i owa zabawa do inteligentnych nie należy, ale, umówmy się, która z wymyślonych przeze mnie zabaw inteligentna bywała chociaż przez moment?

Zaczęłam sobie układać krótkie wierszyki o figurach retorycznych, próbując w tekst włączyć przykłady. Zaczęło się od banału:

Kropka. Kropka. Kropka. I znów.
Nie ma tu. Wcale. Zbędnych. Słów.
Krótkie. Są zdania. Krótkie. Frazy.
Albo. Dzielone. Na. Wyrazy.
Jest w nich. Rytmiczny. Nieraz. Potencjał.
To. Brachylogia. Brewilokwencja.

Zrozumieniu istoty charientyzmu towarzyszyła konieczność poprowadzenia dalszych wyjaśnień:

Ta definicja inną obejmie:
charientyzm: diasyrm, tylko uprzejmie.

A co to jest diasyrm?

Wrogów narobi (i się nie dziwię!)
sztuczka niewyszukana i tania.
Diasyrm - to szydzić z kogoś złośliwie,
to się naśmiewać z czyjegoś zdania.

Potem postanowiłam się pobawić odrobinę satyryczniej:

Gdy słowo ja powtórzę, powtórzę w środku zdania,
nie pamięć jest przyczyną, przyczyną nie skleroza,
to z nudów się nie bierze, nie bierze się z jąkania.
Figura ważna to jest. To jest anadiploza.

Hyperbaton nigdy mi się nie kojarzył z megasnickersem, ale żeby łatwiej zapamiętać...:

Gdzie uroczysty, wzniosły gra ton,
tam często bywa hyperbaton.
Powiedz: upalne mamy lato,
albo: ogromny zjadam baton.
Nic nie poradzę ja, że na to
mówi się właśnie hyperbaton.

A peryfraza narzuciła się tak silnie, że musiałam zapisać po prostu:

Peryfraza - mowy popis.
Zamiast słowa mamy opis.

 

A nad apoftegmatami myślę intensywnie...

Tytuł dzisiejszej notki właściwie jest trochę przypadkowy i uzależniony od tego, czego w tej chwili słucham, cofając się w kabaretowym labiryncie do złotych i pozłotych czasów Tey... a z drugiej strony trochę też oddaje stan ducha, nie oszukujmy się, wszystko jest możliwe. Tylko nie wszystko się opłaca.


Komentuj(213)

-------------------------------------------------------------------


anakreontyk
Notatkę dodano:2007-08-07 12:17:54
zgodnie z obietnicą złożoną Bossowi, dodałam dzisiaj środę dziewiętnastą, czyli anakreontyk współczesny - tekst, który powstał w odpowiedzi na Bosski komentarz z ostatniej notki. Zapraszam na drugą ścieżkę bloga.

Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


332. raz na wozie
Notatkę dodano:2007-08-05 19:16:03

Nie pamiętam, po co mi to było, możliwe że do zwyczajnej prowokacji albo zagajenia rozmowy. Zapytałam kiedyś Marka Lenca o zdanie podrzędne.
- Uwielbiam Marka, który jest cudowny - podałam mu przykład, pierwszy z brzegu i niekoniecznie prawdziwy.
- Tu oba zdania są nadrzędne - sprzeciwił się Marek. - Bo oba są z sensem i na właściwy temat. Więc po co takie ładne zdanie brudzić podrzędnością?

Tjaaa...

 

Mam wrażenie, że Sal zareagowałby podobnie ;)


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


331. wpis
Notatkę dodano:2007-08-02 22:22:22

Poszłam dzisiaj dokonać wpisu na te studia, co to wszyscy poza mną wiedzieli, jaką odpowiedź z Ulubionego Wydziału dostanę, a mnie w chwili otwierania koperty z informacją skakało ciśnienie. Z piętra. 
Przy okazji poszłam, bo byłam na wydziale umówiona z trzema w sumie osobami - wakacje, nie wakacje, ale rozprowadzanie książek do recenzji musi działać ;).
Wychodzę z Fimbulem i Luckiem do Ani, na pierwsze piętro.
- Może któryś z was ma ochotę ponieść ciężką torbę? - pytam.
- Nie, to zbyt niebezpieczne - odpowiada Lucek.
- Jak to?
- No, wiesz, feministki i te sprawy...
- Ale ja jestem ANTYfeministką! - warknęłam.
- Ale ja o tym nie wiem! - zripostował Lucek.
Jak się dowiedział, byliśmy już na piętrze ;)


Pani w nowym dziekanacie wytrzeszczyła oczy.
- To JUŻ chce się pani zapisać?
- No niekoniecznie dzisiaj, mogę przyjść we wrześniu - powiedziała Mrówka, która sobie uświadomiła, że jest sierpień.
- Dobra, może być dzisiaj - machnęła ręką pani z dziekanatu. Tylko proszę poczekać na zewnątrz pięć minut, muszę program uruchomić.
Wyszłam na zewnątrz.
Fimbul i Lucek, którzy tam na mnie czekali, dostali natychmiastowego ataku śmiechu.
- JUŻ cię wyrzucili? - wykrztusił któryś z nich.
- Nie, tylko program się musi uruchomić.
- Taki na korbkę? - zainteresował się Fimbul. I sam sobie odpowiedział - A, już wiem, zabrakło węgla.
Lucek oparł się o ścianę i zaczął płakać.
- Wyobraziłem to sobie właśnie - jęknął.
Za chwilę pani z dziekanatu wyniosła mi papierki do wypełnienia.
Odwróciłam się z pełną przerażenia miną.
Lucek współczująco podał mi długopis, usiedli z Fimbulem z obu moich stron i podpowiadali mi, jak wypełnić formularze.
Najgorzej, oczywiście, było przy dacie.
Wpisuję niepewnie "1.08.2007"
- A dzisiaj drugi jest, hahahaha - cieszy się Lucek.
Poprawiłam.
- "Stosunek do służby wojskowej" - czytam. - Mogę wpisać: "entuzjastyczny"? - podnoszę wzrok na Lucka.
- Wpisz: przerywany! - mruknął Fimbul.
- Ale nie wiem, czy zwróciłaś uwagę, że tu jest takie słówko: "mężczyźni"... - delikatnie podpowiedział mi Lucek.
- A kto by tam na mężczyzn zwracał uwagę? - pytam i parskam.
- No jako antyfeministka powinnaś, zdecydowanie! - stwierdził Lucek.

No i znowu wszystko na mnie ;)

Zdjęcie Profesora W z ogródka.

5e112e9f0946378ad6fce7105d4cb177.jpeg

Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


330. won mi z pokoju!
Notatkę dodano:2007-07-30 22:20:17

Siedzi tu gdzieś ten mały, głupi krwiopijca. Zaczaił się, teraz poczeka, aż zgaszę światło i zacznę zasypiać.
Ech, chyba dzisiaj nie zacznę.
Jeśli tylko zamknę oczy i zapadnę w półsen, zabzyczy mi prosto do ucha.
Nawet się nie poderwę.
Nie będę zapalać światła, po co?
I tak zawsze jest szybszy. Schowa się.
Położę przy łóżku patelnię. I jak tylko usłyszę choćby jedno bzyknięcie, rąbnę z całej siły.
Któreś z nas tego nie przeżyje.
Mam nadzieję, że to nie będę ja.
Już nawet nie mam pretensji o to, że gryzie, że potem lata sobie taki - krew z mojej krwi. Tylko że BZYCZY!!!
Jakby nie mógł gryźć po cichu. Najlepiej kogoś w innym województwie...
A to pierwszy komar w tym roku.

Po tym, jak zeszłoroczny idiota zdechł z głodu.
Chyba z głodu, bo z czego innego? Ani razu mnie nie ugryzł, mieszkał sobie w pokoju i na własne oczy widziałam, jak wgryzał się w poręcz od mojego fotela do spania. Nie zdążyłam go wtedy zabić. A potem już go nie było. A może się wyprowadził, bo mu nie smakował fotel, albo coś...
W drewnianą szafkę też się wgryzał. Nie mam dobrego zdania o komarach, ale ten był przypadkiem szczególnym...

Nie wiem, czy ten, którego przed chwilą widziałam (widziałam, bo mi próbował do oka wleźć, w każdej innej sytuacji zostałby przeoczony, a ja żyłabym sobie w błogiej nieświadomości), więc nie wiem, czy on mnie już ugryzł, czy jeszcze nie.
W związku z tym WSZYSTKO mnie swędzi.
Jeśli nie zobaczę tu dzisiaj jego zwłok, nie kładę się spać.
I kto tu ma krwiożercze myśli?

 

 

 

PS - dostałam dzisiaj Przekraczanie granic. O twórczości Tadeusza Różewicza. JUPI!
I przeczytałam, a poza tym napisałam pół nowej kabareaktówki, więc nie mam siły na lepsze notki ;)


Komentuj(6)

-------------------------------------------------------------------


329. Kabareaktówka...
Notatkę dodano:2007-07-29 22:42:11

... czyli nie usiedzi Mrówka spokojnie.

Ponieważ Załuckiego z przyczyn rozmaitych (zwłaszcza lenistwa, bo trzeba do Krakowa po książkę pojechać) na jakiś czas musiałam odłożyć, zabrałam się za realizację nowego pomysłu.

Pomysł to cykl tekstów o współczesnym polskim kabarecie, czyli Kabareaktówka. Miało toto być w stylu felietonu, wyszło skrzyżowanie felietonu z esejem. Substytut gatunkowy: (re)akt.
Kabareaktówka to
a) reakcja na kabaret najmłodszy,
b) kabaretowa aktówka, czyli teczka ze szkicami o kabarecie.

Pierwszy tekst już powstał i możecie go przeczytać tutaj:
Mariolki na scenę

W tym miejscu bloga powinny się jeszcze znaleźć podziękowania dla Slka, za to, że mi pozwolił publikować tekst w witrynie... ale poczekam z tym do jakiejś nagrody ;).

Mrówka: Chciałam ten tekst wysłać Bossowi, ale nie mogę, bo mu miesiąc temu obiecałam, że przez trzy miesiące nie będę pisać!
Ania Szczepanek: Wytrzymaj! Jeszcze tylko dwa miesiące! To wcale nie jest tak długo!

tja ;)


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


328. błogie lenistwo
Notatkę dodano:2007-07-28 18:01:42

Nie dalej jak miesiąc temu stwierdziłam, że sama ze sobą nie mogę wytrzymać. Wpadam we wściekłość od byle czego, mam wszystkiego dosyć i w ogóle staję się nieznośna nie tylko dla otoczenia, ale i dla siebie.
Krótka autoanaliza i już wiedziałam - to z przepracowania. Akurat pozdawałam wszystko, co do zdania było, miałam przed sobą miłą perspektywę - wakacje. I ani chwili wytchnienia, niestety.
Tak dłużej być nie mogło.
- Robię sobie dwa tygodnie wolnego! - oznajmiłam radośnie Fimbulowi, kiedy ten tylko pojawił się na gg.
- To znaczy, że mam nie pisać do ciebie maili? - zapytał.
- NIE! Masz pisać! To JA sobie robię dwa tygodnie wolnego, a nie TY. Na maile odpisywać będę - rozwiałam jego wątpliwości. Fimbul jakoś to zaakceptował.
- I wiesz co? - rozmarzyłam się. - Od dzisiaj, jak ktoś będzie coś ode mnie chciał, to powiem "a, nie chce mi się!" I tak przez dwa tygodnie! Dwa tygodnie błogiego lenistwa!!!
Fimbul się tym nie przejął zbytnio, za to ja rozpłynęłam się w zachwycie nad zapowiadającymi się miniwakacjami. Motto, czyli "nie chce mi się" wbiłam sobie do głowy tak na wszelki wypadek, żeby przez pomyłkę nie zgodzić się na jakieś zajęcie.
Do wieczora nie robiłam nic.
Następny dzień zaczęłam od miłej myśli, że NIC nie będę robić, bo mi się nie chce. I że nareszcie wiem, jak bardzo to jest przyjemne. Że tego mi brakowało. Że wreszcie mogę sobie po prostu pobyć w rozleniwieniu, czyli zgodnie z własną naturą. I tak dalej.
Wieczorem wpadłam na szaleńczy pomysł, w który zaangażowało się mnóstwo ludzi, zarażonych moim entuzjazmem (a mój entuzjazm wziął się bezpośrednio od entuzjazmu Fimbula).
Nagle okazało się, że mam pełne ręce roboty, którą sama sobie znalazłam.
CAŁKOWICIE zapomniałam o moich dwóch wolnych tygodniach. Przypomniałam sobie wczoraj. Ale teraz nie mam na nie czasu.
Poza tym już sobie odpoczęłam ;).

 

Śniło mi się dzisiaj, że zdaję egzamin u Egzekutora. I Egzekutor pytał mnie o motywy sarmackie w twórczości Norwida... nie wiem, skąd mi się takie pomysły w snach biorą...


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


327. świętowanie
Notatkę dodano:2007-07-27 22:17:55

Lubię się rano wyspać, nie powiem. Dlatego niezbyt przyjazne myśli naszły mnie dzisiaj, kiedy przed siódmą rano pod blokiem jakiś kre... ekhm... jakiś facet zaczął się wydzierać.
Wydzierał się do kogoś, kto, sądząc po odgłosach, siedział w oknie.
Po to ludzkość wymyśliła telefony komórkowe (i stacjonarne też zresztą), internety, rozmaite krótkofalówki, łącza z dwóch pudełek i nitki i ozdobną papeterię, żeby facet w XXI wieku musiał się wydzierać pod oknem. Przed siódmą rano.
Grrmrrrh.
Próbowałam zasnąć.
- Mam dzisiaj urodziny! - pochwalił się ów spod okna. - Może wpadniesz? - zawołał do kogoś.
- A kto będzie? - zainteresowała się osoba z okna.
I facet zaczął wyliczać.
Chwała mu za to, że nie podawał rysopisów i wieku. Gdyby na przykład zawołał, że przyjdzie wujek Ziutek, lat trzydzieści cztery, grafik komputerowy, średnio owłosiony, poszłabym spać na balkon. Nie, facet spokojnie i kulturalnie zaczął wyliczać. Mogłam wyjrzeć i złożyć mu życzenia, oblewając go jednocześnie wiaderkiem wody, żeby miał na śmigus-dyngus. Ale nie chciało mi się wstawać i miałam nadzieję na to, że jemu się nie będzie chciało gadać. Chciało mu się.
O SIÓDMEJ RANO. POD OKNEM!
Naliczyłam ośmiu gości (i nie zasnęłam, a podobno liczenie baranów pomaga...). Osoba z okna dalej nie była zdecydowana.
- Przyjdź, bigosik się już od środy gotuje! - zachwalał facet, a we mnie też się zaczęło gotować. Nie bigosik, raczej furia.
Jeszcze coś tam powymieniał i poszedł.

W związku z tym od połowy dnia zaczęli się po osiedlu snuć panowie w wieku konsumpcyjnym, po spożyciu. Różne rzeczy śpiewali, ale mało twórczo. Przeważnie po kilku słowach kończyła im się wena. Spacerom panów towarzyszył dźwięk stukających o siebie flaszek. Niedawno przestali spacerować. I śpiewać. I nastała błoga cisza. Jeśli wieczorem wznowią swoje śpiewy, to znowu się nie wyśpię.

 

A tak zupełnie bez związku - dzisiaj urodziny ma Sławek (ale to nie on wydzierał się rano pod moim oknem :D).
Posłałam mu smsa (bo zdarzenia ostatnich dni niczego mnie nie nauczyły):

Dla Sławka prezenty, życzenia, ordery
i wierszyk w komórce - niech ma!
od dziś imię jego: Czterdzieści i Cztery!
(to co, że dzielone przez dwa?)

Może bardziej umiliłabym mu urodziny NIE wysyłając tego wierszyka? ;)


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


326. cenzuralne smsy
Notatkę dodano:2007-07-26 21:40:12

Wczoraj wieczorem, dumna z efektów własnej pracy (skłonność do popadania w megalomanię jest jedną z moich starannie pielęgnowanych wad), zdecydowałam się wysłać do Slka smsa z raportem. Ponieważ nie chciało mi się wystukiwać wszystkiego na malutkiej klawiaturze telefonu, skorzystałam z gg.

Napisałam do Sławka:

Mamy nowe wydawnictwo.Mrowka kreci z V.[- - - -] (Dekret z dn. 12 XII 1981, o stanie wojennym... poz. 154)(o współpracy, kwestie [- - - -] zostawiam Tobie jak wrocisz,bo sie do tego nie nadaje).mam 6 recenzji z ksiazek,ktore mi wczoraj dales i jedna z akapitu,co do mnie przyszla dzis

Wysłałam tego smsa, nie zastanawiając się nad jego treścią. Do wersji blogowej trochę go ocenzurowałam, bo nie chcę zginąć marnie z rąk przynajmniej dwudziestu, łącznie z własnymi, przepisując CAŁY tekst. Dziś sms wymagałby aktualizacji o tyle, że V. się zgodziło (wiedziałam!) i doszła mi jedna recenzja. Nieważne.

Wysłałam to do Slka z gg i niemal natychmiast nagle zadzwonił mi telefon.
Podskoczyłam na krześle, bo jakoś wysłanie smsa nie skojarzyło mi się z posiadaniem komórki.
Patrzę na wyświetlacz - Sławek.
Odbieram.
- Czy mogłabyś POWIEDZIEĆ mi to, co napisałaś w smsie jeszcze raz i jakoś wytłumaczyć? - zapytał ze zgrozą w głosie Slk.
Powtórzyłam, precyzując niektóre elementy i wyraźnie stawiając kropki.
- Mam zapalniczkę? - zagadnął Tyran, kiedy skończyłam. Mało nie spadłam z krzesła, próbując się domyślić, o co mu chodzi.
- Ekhm... yyyy... - zaczęłam z nadzieją, że mnie olśni. Olśniło: Slk pytał o recenzję z ostatniej powieści Chmielewskiej. - Nie masz. Ja mam na kartce.
- Przepisać!
- Tajest! - zasalutowałam odruchowo, w wyobraźni trzaskając obcasami, bo naleciałości z Pancernych zostają człowiekowi na długo.

A przecież to, co napisałam, było oczywiste... ;)


Komentuj(7)

-------------------------------------------------------------------


325. rozważania poranne
Notatkę dodano:2007-07-25 22:30:16

- No to branoc - powiedziałam Piotrkowi, na znak, że powoli będę znikać z powierzchni gg.
- Dorbanos - rzucił Piotrek. I natychmiast dodał - Dorabanos.
- Kabanos - odparłam i miałam już iść, ale Piotrek wyraźnie się rozkręcał.
- Drobanos! - dodał z uczuciem.
- Droba nos? Że niby nos kury? - zapytałam zdziwiona. A potem Piotrek rzekł:
- Dobranos.
I już się nie czepiałam.

Wczoraj Sławek podwiózł mnie pod blok (nic to, że przeoczyliśmy zjazd z autostrady w Jaworznie, a następny był dopiero w Sosnowcu, więc w efekcie zrobiliśmy jakieś 20 kilometrów więcej, a do Jaworzna przyjechaliśmy od przeciwnej niż z Katowic strony, mogłam nie gadać, tylko patrzeć, gdzie jedziemy). Siedzimy w samochodzie i Slk daje mi książki do recenzowania. Układam je sobie w pustej całkiem torbie.
Układam.
Układam.
Układam.
Układam.
Stosik w torbie zaczął wystawać nad zamek. Tak zaczął wystawać, że musiałabym mieć jeszcze 1,5 torby, żeby się zmieścił.
Oddałam Sławkowi prawie wszystkie książki i zaczęłam się przepakowywać. Zmieściły się wszystkie, tylko dwie musiałam trzymać w reklamówce.
- Teraz już wiesz, dlaczego cię odwiozłem? - zapytał Slk retorycznie.

 

I nie umiem pisać pastiszy.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 543682
Osób: 444261

Występują, występowali:

Agnieszka - wokalistka i autorka muzyki do R2, Skołowana

Ania (Szczepanik) - duch niespokojny i wędrowny, Szefowa Skołowanych, wystarczy jedno słowo, żeby wsiadła w cokolwiek i pojechała na drugi koniec świata

(w kolejności przeważnie alfabetycznej)

Ania B. - śliczna i przemiła doktorantka Bossa, żona Mariusza

Ania od Piotrka - tak naprawdę to Marcina Ania od Piotrka, ale wszyscy mówią na nią Ania od Piotrka, żeby było łatwiej skojarzyć; językoznawca utalentowany

Arturek - król POM-ów, przebywający w Krakowie, bloga nie prowadzi, a przynajmniej nic o tym nie wiem

Biały (Michał) - tekściarz - przyszłość polskiego hip-hopu

Boss (zwany też PrzenajBosskim) - cierpliwy Promotor Mrówki, charakteryzowany bez przerwy w notkach na blogu 

brat Mrówki - brat Mrówki

Dawid - dawniej redaktor publicystyki, nazywany Przytulanką

dr PM - chwilowo (od paru lat) bezpseudonimowy najbardziej wyrozumiały z wykładowców Mrówki, znany też jako PawMaj, Prawa Ręka (czasy komiksów), Urzędnik z Biura Rzeczy Zagubionych (Rewia)

dystych - satyryk specjalizujący się w małych formach

Egzekutor - dawny wykładowca Mrówki, satyryk, współautor Wielkiej Rewii

Fimbul - "łowca dakiń nowego eonu"

Juan Pablo - "domorosły pseudosatyryk (...). Słodzi dwie łyżeczki"

Kalina - Kalina Beluch, satyryk. Specjalność: zabawy słowne i żart absurdalny

Kama - współautorka R3, w tejże R3 występująca jako SKZBTZW

Lady Q - kobieca i przekorna, blogowa specjalność: szermierki słowne z ML

Maciek - doktorant z miasta R., kierowca dla Piotrka Rybnickiego i Mrówki

Megi - blondyna z Psem Asystentem, Igorem. Razem prowadzą bloga (blondyniblondyna), chcą się zająć dogoterapią

Michel - MWG-owiec

migotek - patrz: komentarze blogowe

ML - Marek Lenc, rysownik satyryczny, ilustrator Wielkiej Rewii

Olek - kolega z ławki ze studiów, kiedyś prowadził bloga, pracuje w telewizji (albo udaje, że pracuje, a na legitymację z tv podrywa dziewczyny)

Patiinka - utalentowana muzycznie pracoholiczka, siostra Arturka

Piaskovy - informatyk, który pracował też przy zdejmowaniu płyt z wydziału filologicznego

Piotrek - doktorant z szalonym poczuciem humoru i skojarzeniami

Piotrek Rybnicki - jeden z doktorantów, których poznałam w mieście R.

Profesor W - promotor Promotora Mrówki

Radek - jeden ze Skołowanych, muzyk, radiowiec

Robo - kabareciarz

Sabina - dziennikarka, jedna ze Skołowanych, seminarzystka Bossa, dziewczyna Radka

Sal (znany także jako Kamil M.) - typ charakterystyczny, bohater SalTo i licznych blogowych anegdotek, nie do scharakteryzowania

Skołowana Gosia - utalentowany fotograf, magistrantka Bossa

Slk - Tyran uwielbiający Osiecką i.k.

Zadra - dziennikarz, współautor Rewii, prowadzi fotobloga, swoje ojcowskie doznania opisuje na blogu Okiem taty

Złośnica - prowadzi bloga razem z Brzydalem

Inne linki

strona Władysława Sikory


bloog niecodzienny Artura Andrusa

chlip-hopowy blog Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego

kabaret Adin - jeden z najciekawszych kabaretów scen offu (skład: Sikora, Andy, Julia, Chomik, Smutny)

strona poświęcona Ryanowi Stilesowi

strona Colina Mochrie

Sungha Jung - urodzony w 1996 wirtuoz gitary

Marcin Pałasz - autor książek dla dzieci i młodzieży
Wawrzyniec Prusky - blog roku 2005
Daniel Koziarski - pisarz
Kasia Krzan - recenzentka Granic, doktor nauk humanistycznych

Calvin i Hobbes - komiksowe paski Billa Wattersona (ang.)
filolog.katowice.pl - nieoficjalne forum studentów filologii polskiej