blog Mrówki
... żeby wszystkim nam było weselej...

logo

324. kto siedzi w szafie?
Notatkę dodano:2007-07-24 20:51:11

- Popatrz - mruknął Olek, wskazując mi jakieś mikroskopijne i niewidzialne kropki na jego koszuli. - Tu sobie wypaliłem dziurę papierosem. Tu mam odrobinę krwi... - jak facet po przejściach, rozwodził się nad stanem własnej garderoby, a ja, bez mała jeżdżąc mu nosem po koszuli, próbowałam dojrzeć to, o czym mówił. W końcu nie wytrzymałam.
- To wiesz co? - zawołałam radośnie - jeszcze sobie potargaj rękaw, poszarp go, to będzie pełny zestaw!
- Skąd w tobie tyle agresji? - zdziwił się Olek i na wszelki wypadek odsunął się ode mnie razem z krzesłem. A potem rzucił jeszcze - Opanuj się!

Nie wiem, skąd mu się wzięły te podejrzenia, że stanowię jakieś zagrożenie...

No dobra, w razie czego pomogłabym mu poszarpać...

Ale tylko na jego wyraźne polecenie ;)

 


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


323. kwestie tytułów
Notatkę dodano:2007-07-21 21:23:04

 

- Ty, weź mi wymyśl tytuł... - poprosiłam brata przy obiedzie. - Bo zastanawiam się już drugą godzinę i nic. Poczekam na olśnienie, a jak mnie nic nie natchnie, to chyba ogłoszę konkurs...
- O, konkurs? - ożywił się brat. - A co będzie można wygrać?
- Tytuł! - oznajmiłam.
- To ja poproszę lorda - parsknął brat.
- Co?????
- Nic, ja poczekam, za chwilę zrozumiesz - powiedział brat i zajął się jedzeniem.
Po chwili załapałam.
- Ahaaaa! Nie! Ten tytuł, co go wymyślisz, zaistnieje jako tytuł! To będzie nagroda! A nie że hrabiowski jakiś...

Przez tę rozmowę przypomniał mi się dialog z uczelni.
Śmialiśmy się wtedy, jeszcze przed obronami, z angielskich brzmień tytułów naszych prac magisterskich. Byliśmy akurat na etapie nabijania się z Olka.
- Angielski to jest dziwny język! - zirytował się Olek. - No sami zobaczcie: powieść po angielsku to "novel".
- Ciekawe, jak w takim razie będzie "nowela" - rzucił ktoś.
- To jasne, "powieść" - wzruszyliśmy z Olkiem ramionami, gnani identycznym skojarzeniem.
- A może "story"? - zastanowił się Olek. - Ale "story" u nas to też coś innego! Mówiłem, że to dziwny język!

 


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


322. notka upalna
Notatkę dodano:2007-07-20 21:10:18

Nie mam pomysłu na notkę, a wszelkie wysiłki dzisiaj ograniczam do niezbędnego minimum. Nie z gorąca, ja lubię, kiedy jest gorąco. Z lenistwa.

Wygrzebałam z zapisków rozmowę z Olkiem. Dialog z czasów, które opisywałam w notkach 292. i 297.
Mam nadzieję, że Olek mnie za ujawnienie tego nie ukatrupi, siła wyższa.

Było wtedy dość gorąco.
Olek stwierdził, że zaraz, z upału, poleci mu krew z nosa. I, nagle ożywiony, dodał:
- Zejdę za moment do dziekanatu, cały zakrwawiony, z podbitym okiem! [musiałby sobie specjalnie podbijać, przyp. Mrówka] I powiem: polemizowałem z Promotorem!

 

Bo praca była za słona?
(w końcu Olek między innymi o Soli ziemi miał pisać...)

 

Na zdjęciu widok z okna z wczoraj.
Dzisiaj - przed chwilą - też był ładny, ale nie chciało mi się lecieć po aparat.

c5c535cfeaf24e4670e48bd7f95779da.jpeg

Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


321. filozoficzna intymność
Notatkę dodano:2007-07-19 21:42:28

Uwaga, będzie notka intymna.

Ostrzegam, jeszcze jest szansa na przerwanie lektury i wycofanie się. Żeby potem nie było na mnie.

Gadałam sobie na gg z Fimbulem. Z racji upałów okno mam przez dwadzieścia cztery godziny na dobę otwarte najszerzej, jak się da. Co ma swoje dobre i złe strony. Dobre to takie, że czasami robi się przeciąg (chociaż od wentylatorów się odsuwam, bo od razu robi mi się zimno). Złe - że włazi mi do pokoju gorąco. I owady. Owady w postaci małych muszek (sztuk: 2) i motyla (sztuk: 1, ale za to dwa razy... co on na czwartym piętrze robił?)

Świadomość, że w każdej chwili może coś do mnie przez to okno wleźć i nie mówię że ugryźć, ale choćby dotknąć, mam zakodowaną głęboko. W umyśle, żeby nie było niedomówień.

Rozmawiałam wczoraj wieczorem na gg z Fimbulem.
- Właśnie bym zabiła - zaczęłam niepewnie - ramiączko od stanika.
(refleksja sprzed chwili: mogłam napisać, że "biustonosza", ładniej by na blogu wyglądało. Inteligentniej na pewno)
- ??? - zareagował Fimbul.
- No bo coś mnie łaskotało w ramię. I trzepnęłam odruchowo, bo myślałam, że to jakiś komar. Więc chciałam go zabić. A to ramiączko mi się zsunęło tylko - tłumaczyłam cierpliwie.
- I je zabiłaś? - zdziwił się Fimbul. - Pomyśl tylko... Gdyby odskoczyło, mogłoby zabić ciebie!
- No popatrz, jakie to wszystko kruche na tym ziemskim świecie... - odpisałam mu i poszłam się wyśmiać.


Komentuj(7)

-------------------------------------------------------------------


320. sesja po godzinach
Notatkę dodano:2007-07-18 21:36:26

Kiedyś Ygrek pilnował studentów piszących pewien egzamin z przedmiotu, który wciąż uwielbiam, ale z którym nic wspólnego już nie mam. Nie to piętro. Dodatkowa wskazówka: z tego przedmiotu Boss wymyślał kiedyś kawał, który spointował odruchowo Sal.

Przechodziłam akurat obok otwartej sali.
- Ygrekuś? - ucieszyłam się na widok Y. smętnie siedzącego za biurkiem.
Ygrek uśmiechnął się i podszedł do drzwi. Wiedziałam, że ma pilnować piszących egzamin (do końca zostało pół godziny), więc teatralnym szeptem zapytałam:
- I co? Bardzo ściągają?
- Bardzo! - Ygrek zrobił groźną minę. - A najbardziej te panie tam! - wskazał, które. "Panie" natychmiast zanurzyły nosy w kartkach i udały, że zajmują się tylko własnymi testami.
- Bo ty jesteś niedobry! Powinieneś im sam te przykłady porozwiązywać na tablicy - roześmiałam się szeptem.
- Też coś! Żebym się skompromitował? - mruknął Ygrek.
- Ile czasu nam jeszcze zostało? - zapytał grzecznie ktoś z sali.
Ygrek policzył.
- Dwadzieścia dwie minuty.
- Jako zegarynka byłbyś bezkonkurencyjny! - zauważyłam.
- Zegarynek raczej! - odparł Ygrek, a potem chrząknął głośno i z dezaprobatą. - JA BĘDĘ CHYBA MUSIAŁ UPRZEJMIE DONIEŚĆ, że panie z tyłu się porozumiewają!
Popłakałam się na korytarzu ze śmiechu.
- Cieszę się, że tego z nimi nie piszę... - wypiszczałam.
- Czemu?
- Bo bym się cały czas śmiała. Pięknie udajesz groźnego... - skuliłam się pod ścianą.
Ygrek zrobił dumną minę.
Jakiś czas później ogłosił surowo (oficjalnie - do mnie, nieoficjalnie - tak, żeby słyszała go cała sala):
- Chyba przyniosę aparat. I zrobię zdjęcia. Paniom tu. I tym paniom. Jak ściągają na egzaminie! Będę miał dowód!

A jednak czuli respekt przed Ygrekiem i zachowywali się przyzwoicie.

Wesoło i tak było ;).


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


319. samo-ch(ł)ód
Notatkę dodano:2007-07-17 22:24:01

Gdybym, tak zupełnie hipotetycznie, szła dzisiaj po papierze ściernym drobnoziarnistym, powłócząc nogami, albo i nawet nie powłócząc, to zeszlifowałabym się do uszu. Od dołu.

Zrobiłam jakieś 7368348 kilometrów. Pieszo (dawno temu Egzekutor, dawniej znany jako w-s, czyli mój wykładowca-satyryk, powiedział, że nie lubi określenia "na piechotę" i tego się będę trzymać).

Po dzisiejszych spacerach mam zapewnioną zgrabną sylwetkę do końca 2015 roku, a że przez cały czas świeciło wściekłe słońce, to i opaleniznę na trzy lata z hakiem posiadam.

Miałam do załatwienia sprawę w pobliżu Ikei (na drodze z Sosnowca do Katowic). Żeby się tam dostać, musiałam wysiąść w Katowicach, na Zawodziu, pod Słowianem. I przejść kawałek. Jakiś kilometr i trochę (wiem, bo były szyldy ;)). Na miejscu połaziłam sobie trochę w różnych kierunkach, żeby odkryć, czy mam jakikolwiek autobus do Katowic. Nie miałam, chyba że przebiegłabym przez autostradę. Pomysł wydał mi się mało zachęcający.
Załatwiłam wszystko i poszłam z powrotem pod Słowiana (a szyld o kilometrze z hakiem wisiał na drodze i bardzo mnie denerwował). Pod Słowianem okazało się, że żadnych autobusów ani tramwajów do centrum nie mam. To znaczy owszem, mam, ale nie teraz. Za godzinę. Obwąchałam trzy przystanki, na żadnym się nie udało znaleźć potrzebnego mi środka komunikacji.
Wróciłam się do połowy drogi pod Ikeę (czyli pół kilometra i pół haka). Z kładki nad drogą szybkiego ruchu widać na horyzoncie taki malutki, mniejszy niż pudełko zapałek, budyneczek. Hotel Qubus. Tam musiałam dotrzeć, żeby skręcić na wydział, na którym za godzinę byłam umówiona z Fimbulem i Luckiem.
Zeszłam sobie na poziom Osiedla Gwiazd i zadzwoniłam do Fimbula.
- Fimbulku?
- Stało się coś? Pewnie chcesz mi powiedzieć, że nie dotrzesz na czas?
- Nie, chciałam właśnie powiedzieć, że ja już zmierzam na wydział i możesz nawet wyjeżdżać z domu od razu. CHCIAŁAM. Ale w tej chwili to już nie wiem. Słuchaj, idę... i zrozum mnie dobrze, IDĘ z Zawodzia. Jestem koło Rawy więc może jakoś trafię. Ale nie wiem, o której!
Chwilę jeszcze pogadaliśmy, Fimbul powiedział, że spotkamy się jak dojdę (JEŚLI dojdę). A potem zachichotał i dodał "powodzenia".
No bardzo śmieszne.
Szłam sobie.
Szłam.
I szłam.
I szłam.
A przypominam uprzejmie, że słońce trochę świeciło.
Szłam.
Po dwudziestu minutach zgubił mi się brzeg Rawy (mam nadzieję, że ta rzeka się nazywa Rawa, że nic nie pokręciłam...), ale za to zauważyłam majaczący w oddali budynek WPiA. Więc ten budynek obrałam sobie za cel.
I szłam.
I szłam.
Po drodze minęłam jakiegoś pana z psem. Pies spojrzał na mnie niechętnie (bo MIAŁAM wodę i NIE MIAŁAM futra, dwa powody, dla których mnie nie polubił) i natychmiast skręcił do cienia. Pomyślałam, że to ma sens i poszłam tam za nim.
I szłam.
I szłam. Cieniem.
Cień mi się skończył. Zgubił mi się brzeg Rawy, zgubił się też budynek WPiA, ale wydawało mi się cały czas, że utrzymuję przynajmniej dobry kierunek.
Więc szłam.
I szłam.
I szłam. Ze świadomością, że jak się zgubię całkiem, to będę musiała wrócić się do miejsca, które poznam...
Odnalazł mi się budynek.
Potem odnalazł się brzeg Rawy, zaraz potem budynek zniknął, a brzeg Rawy zniknął chwilę później. I to wcale nie jakaś odwrotność fatamorgany, tylko stale mi te punkty orientacyjne coś zasłaniało.
I szłam.
I szłam.
I doszłam na Bankową.

Na Bankowej ochlapałam się wodą, żeby się chociaż trochę ochłodzić.
Chlapałam się przez pięć minut.
Wyszłam z budynku.
Wyschłam w 20 sekund.

Doszłam na wydział. Wyrobiłam się w godzinę. Lucek na wieść o tym, że SZŁAM z Zawodzia, padł ze śmiechu.
Przyszedł Fimbul.
I zaciągnął mnie do Biblioteki Śląskiej.
Po drodze okazało się, że musimy zrobić obejście zwykłej trasy, bo wylewają asfalt.
Chciałam zawrócić.
Fimbul powiedział, że mam ogromne zdolności w wymyślaniu coraz to nowych powodów do marudzenia.
I poszliśmy.
A z BŚ trzeba było wrócić. Na dworzec, który jest od wydziału oddalony o 15 minut drogi, a od BŚ o jeszcze dodatkowe 15.

Poszłam.

To, że w Jaworznie nie mam przystanku pod domem, naprawdę stanowi niegodny uwagi szczegół, a wyjście na czwarte piętro to piękne ukoronowanie dzisiejszych spacerów.

A ten maleńki hotel Qubus z bliska wygląda mniej więcej tak jak na zdjęciu ;)

1c81f8879790dd1353d583e3eb50f746.jpeg

Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


318. krtek
Notatkę dodano:2007-07-16 22:06:15

Już mi się oberwało od paru osób, że nowej notki nie ma na blogu, więc odrywam się od przeżyć siatkarskich i wracam do rozśmieszania.

- Mnie jest remont w domu - wytłumaczył mi Piotrek swoją chwilową nie-obecność (czyli obecność gdzie indziej). - I trawnik do koszenia.
- Trawnik to bym ci może nawet i skosiła - wyrwałam się. - Bo nigdy w życiu nie kosiłam trawników, zawsze to nowe doświadczenie.
- Wiele nie straciłaś - mruknął zgryźliwie Piotrek.
- Ale myślę, że to może być zabawne, dopóki sobie nic nie odetnę...
- To bardzo przyjemne, gdy kosisz spalinową. I trawnik rośnie na równej powierzchni... - zaczął Piotrek.
- Aha, czyli twój rośnie na nierównej i kosisz nożyczkami?
- Ale jak masz elektryczną, która ciągle się zacina - kontynuował Piotrek, który na moje docinki uodpornił się dawno temu. - A po drodze kretowiska...
- Biedne kreciki! - rzuciłam. - Ty sobie wyobrażasz, co one czują? "Ten głupek znowu rozwalił nam domek!"
- A czy one sobie wyobrażają, co ja czuję? - zirytował się Piotrek. - Ich domek jest pod ziemią. Ja im co najwyżej rozwalam tymczasowe wyjścia.
- Oczywiście, że sobie wyobrażają, co czujesz! Tylko jako zwierzęta dyskretne, nie muszą cię o tym informować! Niszczysz im nawierzchnię! Robią sobie konkursy na najładniejsze wyjście, a ty wszystko rozwalasz!
- To one niszczą mi nawierzchnię - zauważył trzeźwo Piotrek. - Ja się do ich norek nie wpycham.
- Właściwie racja... Ale nie możesz być takim egoistą! - broniłam prawa kretów do kopania dołków.
- A one mogą? Nie mogą wyłazić gdzie indziej? Albo za każdym razem w tym samym miejscu?
- Ale teraz ty wychodzisz na samoluba, bo one ci w końcu nie bronią wstępu do norek.
- Ale ja im do norek nie włażę! - zaznaczył Piotrek z naciskiem.
- Ale mógłbyś!
- Ale ja nigdzie nie chcę wychodzić! Mogły włazić pod ziemię w lesie. A nie na terenach zamieszkanych przez innych.
- Tak, w lesie jest taka tabliczka z napisem "Do ogrodu Piotrka" i strzałką przy odpowiedniej norce. Tamtędy przechodzą. One się po prostu czują niedoceniane i chcą zwrócić na siebie twoją uwagę - wyjaśniłam.



A na zdjęciu widok z okna sprzed paru dni.
Kreta nie widziałam. Ale w końcu pod moim blokiem nie mieszkają...

476dc0286a0857dd4293b6a5be4a7774.jpeg

Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


317. list z mrowiska
Notatkę dodano:2007-07-13 12:30:07

1. Muszę przyznać, zaskoczyliście mnie. Nie wiedziałam, że pomysł, który zrodził się jako mocno optymistyczne "a może by tak spróbować" zyska aż taką aprobatę. Jak na razie - nikt z zaproszonych do ciężkiej pracy nie odmówił. Wszystko nabiera rumieńców, zyskujemy poparcie w kręgach najwyższych i coraz więcej szans na zwycięstwo ostateczne i niezależne od zewnętrznych czynników. Dziękuję! A w razie jakichkolwiek pytań - proszę o maila :). Jeśli ktoś chce się dołączyć - sprawa jest otwarta. A szczegóły też mailowo.

2. Dawno temu kłóciłam się zaciekle o wartość zajęć z kultury literackiej z kimś, kto na takie zajęcia nie uczęszczał. Kłóciłam się nie na zasadzie "a bo to fajne zajęcia i ja je lubię" (chociaż też bym mogła) tylko "a zobaczysz, że mi się to w życiu przyda". Przydało się. Przedwczoraj podczas meczu machnęłam tekst, w którym wykorzystałam wiedzę z wykładów. Dostałam podziękowania za cenne uwagi i zaproszenie do współpracy. Nie wiedziałam, że aż do Słupska mnie wyniesie z tekstami, ale co tam ;). Nie narzekam.

3. Czy kto widział, jak biegnie listonosz ulicą? Bo wydaje mi się, że coś go zjadło. Akurat teraz. Chciałabym już wiedzieć - albo mi się udało, albo nie, czasami niepewność jest gorsza od złych wiadomości. Ale dosyć nerwówki, zajmę się czymś innym...

4. ... na przykład Ligą Światową. Jeszcze do niedzieli włącznie będę wieczorami mocno nieobecna, dlatego notki na blogu regularnie powinny ukazywać się dopiero od poniedziałku. Takie życie kibica ;)

5. A chwilowo znikam do innych zajęć, notkę wymyślę potem, wszystkich Was czytam regularnie i bywam tu częściej, niż piszę; zostawiam jeszcze wzorem Slka moją jedną recenzję, która wkrótce w witrynie, a z której z niewiadomych powodów jestem dumna:
http://www.granice.pl/?id=5&id3=801 
i obiecuję, że następna notka będzie już normalna ;)

 


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


316. Freud by się uśmiał
Notatkę dodano:2007-07-10 20:48:45

Obudziłam się na dwie godziny przed południem i trwałam przez chwilę w niemym osłupieniu.
Zastanawiałam się, jakim cudem moja wyobraźnia, nieskrępowana racjonalistycznymi uwagami, potrafi we śnie wykreować coś, czego nie stworzyłabym na jawie.
Ale od początku.

Śniło mi się (i bardzo proszę, bez psychoanalizy ;)), że uciekam i ukrywam się przed... siedmioma krasnoludkami i jednym teletubisiem. Tylko że te krasnoludki i teletubiś były monstrualnych rozmiarów! Wszyscy mieliśmy dostęp do eliksirów powiększających i pomniejszających, żeby było sprawiedliwie. Tylko te moje NIE DZIAŁAŁY!
Cóż, sprytna byłam i udało mi się schować.
W wiosce Smerfów.
Dokładnie - za oszkloną willą Papy Smerfa.
Przez co stałam się mimowolnym świadkiem przestępstwa.
Przeszła mianowicie przez wioskę Smerfów (żadne tam chatki-grzybki, piękne domy!) mała dziewczynka. Narysowana przez Billa Wattersona. To znaczy - tą samą kreską, co Calvin i Hobbes.
Dziewczynka szła przez wioskę, obserwowana przez wszystkie Smerfy i przeze mnie (zza winkla). Szła i machała koszyczkiem.
Nie, nie zjawił się wilk.
Dziewczynka przeszła sobie (czasami podskakując) za dom Papy Smerfa i z koszyczka wyjęła balonik. Nie przejmowała się, że cały czas była pod obstrzałem spojrzeń całej wioski i mnie
Sięgnęła do rurociągu, który zaopatrywał osadę Smerfów w gaz.
Odkręciła gumowego węża i przytknęła jego końcówkę do balonika.
Nadmuchała sobie balonik gazem (węża przykręciła z powrotem).
I poszła sobie, wymachując koszyczkiem i nadmuchanym balonikiem.
WSZYSCY (to znaczy wszystkie Smerfy i ja) wiedzieli, że ona kradnie gaz. Tylko nikt nie był w stanie zareagować, nie wiem dlaczego.
Poszła sobie z tym balonikiem i kradzionym gazem, a ja się do tej pory nie potrafię otrząsnąć.

No bo naprawdę - nigdy nie rozmyślałam nad metodami podprowadzania gazu. SMERFOM w dodatku.
Nigdy bym nie wpadła na to, że gaz można w baloniku wynosić.
"Ja się boję sama spać"... Ale w sumie nieźle się w tym śnie bawiłam.
Tylko na widok teletubisiów będę pluć.


Komentuj(16)

-------------------------------------------------------------------


315. militarne mrowisko
Notatkę dodano:2007-07-09 18:48:17

Kiedy byliśmy z Slkiem na majówce u Profesora W i Slk poruszył temat służby wojskowej, Profesor W powiedział, że może mu zrobić wakacyjne przeszkolenie wojskowe we własnym ogródku.
- A mnie? - zapytała zazdrośnie Mrówka.
- Tobie też - obiecał Profesor W. - Będziesz się tu czołgać.
- Dobra! - ucieszyła się Mrówka. - To jeszcze weźmy Bossa na sierżanta! Ale będzie wesoło!

W sobotę Profesor W zaproponował mi, że zatrudni mnie do kopania rowów za domem. Jeszcze nigdy nie kopnęłam żadnego rowu, ale co mi tam, zawsze mogę się nauczyć ;).

Tak czy inaczej zapowiada się zabawne lato.

To nic, że pada.
(wparowałam dzisiaj do redakcji "Śląska" wbluzce na ramiączkach i z dekoltem do pasa. Sekretarka na mój widok uśmiechnęła się i zapytała "nie za gorąco?" Dopiero wtedy się zorientowałam, że przecież przyszłam w czasie największej ulewy... jakoś mi się udało ten fakt przeoczyć ;))

 


Komentuj(13)

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 543319
Osób: 443898

Występują, występowali:

Agnieszka - wokalistka i autorka muzyki do R2, Skołowana

Ania (Szczepanik) - duch niespokojny i wędrowny, Szefowa Skołowanych, wystarczy jedno słowo, żeby wsiadła w cokolwiek i pojechała na drugi koniec świata

(w kolejności przeważnie alfabetycznej)

Ania B. - śliczna i przemiła doktorantka Bossa, żona Mariusza

Ania od Piotrka - tak naprawdę to Marcina Ania od Piotrka, ale wszyscy mówią na nią Ania od Piotrka, żeby było łatwiej skojarzyć; językoznawca utalentowany

Arturek - król POM-ów, przebywający w Krakowie, bloga nie prowadzi, a przynajmniej nic o tym nie wiem

Biały (Michał) - tekściarz - przyszłość polskiego hip-hopu

Boss (zwany też PrzenajBosskim) - cierpliwy Promotor Mrówki, charakteryzowany bez przerwy w notkach na blogu 

brat Mrówki - brat Mrówki

Dawid - dawniej redaktor publicystyki, nazywany Przytulanką

dr PM - chwilowo (od paru lat) bezpseudonimowy najbardziej wyrozumiały z wykładowców Mrówki, znany też jako PawMaj, Prawa Ręka (czasy komiksów), Urzędnik z Biura Rzeczy Zagubionych (Rewia)

dystych - satyryk specjalizujący się w małych formach

Egzekutor - dawny wykładowca Mrówki, satyryk, współautor Wielkiej Rewii

Fimbul - "łowca dakiń nowego eonu"

Juan Pablo - "domorosły pseudosatyryk (...). Słodzi dwie łyżeczki"

Kalina - Kalina Beluch, satyryk. Specjalność: zabawy słowne i żart absurdalny

Kama - współautorka R3, w tejże R3 występująca jako SKZBTZW

Lady Q - kobieca i przekorna, blogowa specjalność: szermierki słowne z ML

Maciek - doktorant z miasta R., kierowca dla Piotrka Rybnickiego i Mrówki

Megi - blondyna z Psem Asystentem, Igorem. Razem prowadzą bloga (blondyniblondyna), chcą się zająć dogoterapią

Michel - MWG-owiec

migotek - patrz: komentarze blogowe

ML - Marek Lenc, rysownik satyryczny, ilustrator Wielkiej Rewii

Olek - kolega z ławki ze studiów, kiedyś prowadził bloga, pracuje w telewizji (albo udaje, że pracuje, a na legitymację z tv podrywa dziewczyny)

Patiinka - utalentowana muzycznie pracoholiczka, siostra Arturka

Piaskovy - informatyk, który pracował też przy zdejmowaniu płyt z wydziału filologicznego

Piotrek - doktorant z szalonym poczuciem humoru i skojarzeniami

Piotrek Rybnicki - jeden z doktorantów, których poznałam w mieście R.

Profesor W - promotor Promotora Mrówki

Radek - jeden ze Skołowanych, muzyk, radiowiec

Robo - kabareciarz

Sabina - dziennikarka, jedna ze Skołowanych, seminarzystka Bossa, dziewczyna Radka

Sal (znany także jako Kamil M.) - typ charakterystyczny, bohater SalTo i licznych blogowych anegdotek, nie do scharakteryzowania

Skołowana Gosia - utalentowany fotograf, magistrantka Bossa

Slk - Tyran uwielbiający Osiecką i.k.

Zadra - dziennikarz, współautor Rewii, prowadzi fotobloga, swoje ojcowskie doznania opisuje na blogu Okiem taty

Złośnica - prowadzi bloga razem z Brzydalem

Inne linki

strona Władysława Sikory


bloog niecodzienny Artura Andrusa

chlip-hopowy blog Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego

kabaret Adin - jeden z najciekawszych kabaretów scen offu (skład: Sikora, Andy, Julia, Chomik, Smutny)

strona poświęcona Ryanowi Stilesowi

strona Colina Mochrie

Sungha Jung - urodzony w 1996 wirtuoz gitary

Marcin Pałasz - autor książek dla dzieci i młodzieży
Wawrzyniec Prusky - blog roku 2005
Daniel Koziarski - pisarz
Kasia Krzan - recenzentka Granic, doktor nauk humanistycznych

Calvin i Hobbes - komiksowe paski Billa Wattersona (ang.)
filolog.katowice.pl - nieoficjalne forum studentów filologii polskiej