blog Mrówki
... żeby wszystkim nam było weselej...

logo

294. To, co w życiu ważne...
Notatkę dodano:2007-06-14 21:06:57

Dzisiaj podpadłam panu od WARTOŚCI, co notuję z dziką uciechą.
- Ja, przyznam, nie przeczytałem żadnej książki Chwina - oznajmił ów pan beztrosko na jakieś 15 minut przed rozpoczęciem spotkania ze Stefanem Chwinem. - Nie chciało mi się - dodał z rozbrajającą szczerością. - Więc czy może mi pani przybliżyć, jakie są w jego książkach wartości?
Jemu się nie chciało czytać - mnie się nie chciało streszczać, pan w końcu i tak wie swoje (przy czym użycie słowa "wie" jest tu sprawą dość dyskusyjną).
- Przepraszam, ale nie teraz - odpędziłam się od niego, notując sobie pomysł na satyryczne rozwiązanie w tekście. Pan poczuł się zlekceważony (i słusznie) - przypuszczam, że będzie miał teraz kolejny dowód na poparcie tezy, że u Chwina nie ma WARTOŚCI. Już miał dać mi spokój, ale jeszcze coś wymyślił. Pochylił się, żebym na pewno dobrze go usłyszała.
- Studentki tu zawsze miejsce zajmują, żeby się pokazać profesorowi! - powiedział wskazując na Bossa i na mnie, a jad skapywał z jego słów i wypalał dziurę w podłodze.
Grzecznie stłumiłam parsknięcie i wróciłam do pisania.
Cała zabawa polega na tym, że od pierwszego mojego wyjścia na spotkanie Klubu Dobrej Książki, miejsce mam stałe. Na lewo od wejścia, tyłem do drzwi, jakby się kto pytał. Pół godziny przed spotkaniem natomiast wpadłam przypadkiem na Bossa, który zakomenderował:
- Mrówka - na spotkanie!
Chwilę później wpadłam na Bosskiego Promotora w samej BŚ. Nie mówiąc już o tym, że od co najmniej dwóch dni opowiadałam na prawo i lewo, że idę na Chwina i Boss był o tym doskonale poinformowany.
Inna sprawa, że nie ma szans, żeby mnie na spotkaniu w BŚ NIE zauważył, śmiem egoistycznie twierdzić, że jednak rzucam się w oczy. ZWŁASZCZA własnemu Promotorowi, ku jego rozpaczy niekiedy, jak przypuszczam.
Aż mam ochotę się za tydzień (w ostatni-przedostatni czwartek, przypominam) ubrać jakoś jaskrawo, żeby mnie przypadkiem Boss nie przeoczył, bo się normalnie zapłaczę ;).
W każdym razie pan od WARTOŚCI się obraził, miejmy nadzieję, że nieodwracalnie.

Ale mam do zakomunikowania o wiele ważniejszą rzecz i nie wiem, czy Boss mi za to głowy nie ukręci. A ten pomysł, który notowałam w BŚ z tym ogłoszeniem się właśnie wiąże. Otóż: Boss został profesorem zwyczajnym. GRATULACJE!!!!
Jasne jest chyba, że z tej okazji powstać musiał wierszyk okolicznościowy. Bo Mrówka ma zamiar pobawić się trochę w krakowskich parodystów - do tego przydają się okazje do świętowania.
Tekst powstał w drodze do Katowic, na autostradzie A4. Szlify - w BŚ.

Boss - profesorem jest zwyczajnym -
radości w słowa nie ubiorę...
Należy mu się - bo jest fajny,
bo jest najlepszym profesorem.

Ten sukces dumą nas napawa
(w wierszu nie widać, bo wiersz skromny)
lecz gratulacje, wielkie brawa,
i ze słów pomnik dla potomnych,

życzenia też od blog-ferajny
z przesłaniem takim teraz niosę:
Boss - profesorem jest zwyczajnym
i zawsze NADZWYCZAJNYM BOSSEM

 


Komentuj(8)

-------------------------------------------------------------------


293. orzeczenie lekarskie
Notatkę dodano:2007-06-13 14:03:09

Żeby kontynuować naukę, musimy mieć z Olkiem orzeczenia lekarskie, stwierdzające przydatność kandydata. Do studiów.
- Zawsze myślałem, że takie coś jest ważne na kierunkach typu biologia... chemia... AWF... - irytuje się Olek. - Bo tak to CO mi napiszą na tej kartce? Odczuwa lęk przed regałami? Albo: panicznie boi się litery "ż"?

Cholera, przez cztery lata studiów siedziałam z nim w ławce i nie wiedziałam, że boi się regałów. Stroni od nich, to prawda, ale nie miałam pojęcia, że to ma jakieś głębsze podstawy...

;)


Komentuj(10)

-------------------------------------------------------------------


292. zawsze semi
Notatkę dodano:2007-06-12 21:19:13

Nie spodziewałam się tego spotkania. Dlatego kiedy na korytarzu zobaczyłam Basię, Martę i Dominikę, kwiknęłam z radości.
- Co tu robicie? - zawołałam.
- Czekamy na Bosskie zmiłowanie - wyjaśniła Basia.
Chwilę potem do naszego grona dobił Olek. I już stanowiliśmy jedną trzecią Bosskiego semi.
Przybiegł Boss, od razu odstrzelił Mrówkę. Przepuściliśmy wszystkich, którzy mieli coś zdawać, albo prosić o wpisy, wreszcie przyszła nasza kolej.

Wtarabaniliśmy się Bossowi do gabinetu i rozsiedliśmy się wygodnie.
- A co wy chcecie? - zapytał Boss.
- Seminarium! - odpowiedziała za wszystkich Mrówka.
No i faktycznie spędziliśmy tam SPORO czasu. Prawie tyle, co na seminarium. Biedny Bosski Promotor... ;).
[Pewnie Fimbul, który cierpliwie czekał na mnie przez cały ten czas na korytarzu, każe dopisać "Biedny Fimbul". Też... ]

Z dzisiejszych pomysłów Olka mam trzy najbliższe notki... A "machniom" mnie rozczuliło. Chyba muszę Pancernych znowu obejrzeć...

 

 


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


291. dzieckiem w kolebce
Notatkę dodano:2007-06-11 21:30:05

Na spotkaniu z Chotomską było cudownie, niech żałuje, kto nie był. Ubawiłyśmy się z Anią bardzo, a pytanie, którego nie zadałyśmy, brzmiało: skąd pani czerpie tyle energii?!
Powiem tylko, że Ania chciała się w pewnym momencie do mnie nie przyznawać, wcale jej się nie dziwię. Wanda Chotomska układała z dziećmi rap o drabie.
- Wymyślcie rymy do słowa "rap" - zaproponowała autorka.
- Cap - mruczę do Ani.
- Pub - odmrukuje Ania, ale nie chciałyśmy demoralizować dzieci, więc nie mówiłyśmy tego głośno. Okazało się, że niesłusznie, na pub dzieci zostały naprowadzone.
I po zebraniu rymów wymyślają maluchy piosenkę.
Deszczyk z nieba kap kap kap,
po ulicy idzie drab,
co opuścił właśnie pub,
lecz tam nie pił 7up,
nagle z wody wylazł krab
i za spodnie draba - cap!...
I w tym momencie Chotomska powiedziała, że w ostatniej linijce chce zmieścić słowo "schab".
- I przerobił go na schab - wyrwało mi się.
Dzieci zwinęły się w kłębki ze śmiechu.
Ania zwinęła się prawdopodobnie ze wstydu ;).
Coś mi się wydaje, że więcej się ze mną nie wybierze ;)

Już nie wspomnę o chłopczyku, który siedział najbliżej mnie i Ani, pilnie wyłapywał wszystkie nasze szeptem wymieniane uwagi i skręcał się ze śmiechu podwójnie. Tego to potem musiały mięśnie twarzy boleć. Skoro mnie bolały, a śmiech przez pełną godzinę to dla mnie nie pierwszyzna...

Wracam do domu. Wsiadłam sobie w jaworznicki autobus, a tu ktoś mówi mi "cześć".
Michał, kumpel z klasy z liceum.
- Cześć, skąd wracasz? - zapytałam, kiedy już razem usiedliśmy.
- Z Warszawy - odparł Michał.
Rozejrzałam się ze zdziwieniem... żeby zamiast do autobusu Sosnowiec-Jaworzno wsiąść do autobusu Warszawa- Jaworzno?! Ale przecież NIE MA autobusów Warszawa-Jaworzno...
Michał westchnął i wyznał, że ma dzisiaj pecha wyjątkowego. Jego pociąg stał godzinę w korku (to znaczy wcześniejszy pociąg miał wypadek i zatarasował tory), więc Michał spóźnił się na autobus w Sosnowcu. Czekał na niego godzinę, a potem prawie spóźnił się na następny. A kiedy nasz autobus podskoczył na jakiejś dziurze, Michał powiedział mi:
- Wcale bym się nie zdziwił, gdyby ten autobus się teraz zepsuł. Ale... nie mów pasażerom, że to moja wina...
Obiecałam, że nie powiem ;).

Z Michałem też mamy ciekawe wspomnienia...
Jeszcze w czasach liceum wracaliśmy po lekcjach paczką ośmioosobową (Mrówka, Marta i faceci z klasy). Michał niósł moją gitarę. Szedł dumnie z futerałem i nagle ogłosił w przestrzeń:
- Szef z przodu, mafia za nim!
Natychmiast wszyscy chłopcy zaczęli się ścigać i wyprzedzać. Nam (Mrówce i Marcie) rola "mafii" jak najbardziej odpowiadała, więc zostałyśmy w tyle. Ale przynajmniej bez bagażu ;).
Innym razem, kiedy wszyscy byliśmy ubrani na apelowo, faceci z klasy zbuntowali się akurat przed religią i stwierdzili, że nie będą już chodzić w krawatach. Krawaty, ku zniesmaczeniu księdza, przejęły dziewczyny. Ja miałam krawat od Michała, bo mi najbardziej pasował kolorystycznie do spodni od kostiumu :). Cały dzień chodziłyśmy w tych krawatach i potem ciężko się było z nimi rozstać. Szkoda, że nie zrobiłyśmy sobie wtedy zdjęcia.
A ostatnio Michał odwoził mnie po święceniach Tolka z Olkusza.
Doszliśmy do wniosku, że chociaż jeszcze mieszkamy w jednym mieście, to nie możemy się normalnie przez przypadek spotkać na ulicy. Musimy w nietypowych okolicznościach. Zdarza się.


Komentuj(7)

-------------------------------------------------------------------


290. wiersz o Fimbulu
Notatkę dodano:2007-06-10 20:41:08

Napisałam tekst, który już możecie przeczytać w środzie piętnastej. Na gg rozmawialiśmy o nim z Fimbulem.
- Muszę o Fimbulku napisać jakiś panegiryk... - piszę. - Tylko powinien być piękny i wspaniały...
W tym momencie Fimbul odpowiedział fraszką:

"Wiersz o Fimbulu"
Mrówka chce uczynić pięknym tak
że od trzech lat wiersza brak.

Celne, nie powiem ;).
I zapraszam na drugą ścieżkę bloga, na środę piętnastą.


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


289. "dziś mam wolny wieeeczóóór"
Notatkę dodano:2007-06-09 20:42:26

Marlena, koleżanka mojego brata, którą z niewiadomych dla mnie samej przyczyn nazywam Leniem, poskarżyła mi się ostatnio, że od paru miesięcy bezskutecznie umawia się z moim bratem na pizzę.
- To jak będziecie iść, to przypomnij mojemu bratu, że ma siostrę - zaproponowałam.

 Postanowiłam też zwrócić uwagę brata na istnienie tych planów i jednocześnie zareklamować się dyskretnie.
- Jak będziecie z Leniem szli na pizzę, to pamiętaj, że masz starszą siostrę! - zagadnęłam go.
- Dobra - odparł brat Mrówki. - Zapytamy, czy możemy zabrać ze sobą resztki.


Komentuj(12)

-------------------------------------------------------------------


288. zagadki matematyczno-przyrodnicze
Notatkę dodano:2007-06-07 19:15:57

1. Z punktu A do punktu B z prędkością 10 km/h wyrusza procesja. Obliczyć, po jakim czasie od startu panowie policjanci będą musieli wstrzymać ruch na drodze prowadzącej do punktu B, jeśli zaraz za punktem A znajduje się furtka, przez którą jednocześnie mogą przejść trzy osoby.

2. Jakie jest prawdopodobieństwo, że zepsuje się głośnik obsługiwany przez jednego z braci K., skoro przez ostatnią dekadę bracia K. notorycznie (choć nie specjalnie) wpływali na brak sprawnego nagłośnienia w czasie procesji?

3. Jak daleko dotarł żuk, którego Mrówka strzepnęła z rękawa taty? Dla ułatwienia dodam, że żuk natychmiast i z ogromnym oburzeniem przefrunął odrobinę do przodu i wylądował na rękawie jakiegoś pana. Przez dobre pięć minut siedział tam sobie spokojnie. Potem słuch o nim zaginął (o żuku, bo pan zniknął nam z pola widzenia... hmm, może raczej należałoby napisać, że potem WZROK o nim zaginął?). Pół godziny później brat Mrówki szepnął do Mrówki:
- Pspspspsps jakiś żuk, podobny do tamtego!
- Co ty powiesz! - ucieszyła się Mrówka. - I na jakimś panu siedział?
- Tak - mruknął brat Mrówki. - Na mnie!

Ciekawe, czy to był ten sam... jakoś czuję się za niego odpowiedzialna. Człowiek musi patrzeć, co i gdzie strzepuje.


Komentuj(4)

-------------------------------------------------------------------


287. owadem być
Notatkę dodano:2007-06-06 21:25:40

Mrówka pisze dzisiejszą notkę kuląc się na krześle i starając się, żeby jak najmniej jej wystawało na żer dla przeróżnych owadów, które właśnie pokój Mrówki wybrały sobie teraz na miejsce zlotu.

Wpadają tu dzisiaj przez uchylone okno owady różnej wielkości, ale przeważnie małe i różnego przeznaczenia, ale przeważnie obrzydliwe. I fruwają. Może też jakieś pełzają, albo po prostu chodzą, ale Mrówce nic o nich nie wiadomo - przezornie nie rozgląda się na boki i na dół w myśl zasady, że czego oczy nie widzą... 
Niestety i tak procesje owadów przelatują ciągle (jak dotąd trzykrotnie) przed  nosem Mrówki, która ma zbyt mało siły psychicznej, żeby zgnieść takiego owada w ręce albo żeby wytrzymywać to fruwanie; i za małą koordynację wzrokowo-zeszytową potrzebną, żeby trafić owada zeszytem. Ponadto sprytne robale wybierają sobie na arenę swoich fruwań ekran komputera. Albo klawiaturę. Więc nawet jakby próbowała trafić, skończyłoby się to całkowitym zdemolowaniem sprzętu przy równie całkowitym ocaleniu owada.

W związku ze złośliwością świata maleńkich robali (to znaczy minikomarów i muszek owocówek, innych jak dotąd nie zarejestrowałam) Mrówka co chwilę otrząsa się ze zgrozy i obrzydzenia, przez co wygląda, jakby miała dreszcze. A to przy dzisiejszej pogodzie świadczy niechybnie o upadku umysłowym.

Być może dlatego wąchając kwiatki na balkonie z rozpędu powąchałam pszczołę. Wiecie, że pszczoła ma futerko???

Przynajmniej ta miała...


Komentuj(6)

-------------------------------------------------------------------


286. telefonów ciąg dalszy...
Notatkę dodano:2007-06-05 20:29:42

Rozmawiałam wczoraj wieczorem z Piotrkiem. Okazało się, że oboje mamy sprawę do dziekanatu, więc może się tam spotkamy.
- W razie czego jestem pod komórką cały czas - przypomniałam Piotrkowi, jednocześnie wyobrażając sobie to, co właśnie powiedziałam.
- Dobra! - ucieszył się Piotrek. - To smsy z pogróżkami masz gwarantowane. I sygnałki o trzeciej nad ranem.
- Super! - odpisuję. - To będzie notka z pogróżek!
- Znowu o mnie napiszesz? - zaniepokoił się Piotrek.
- A nie? To w końcu nobilitacja! - powiedziała bezczelnie Mrówka i uciekła. Tak na wszelki wypadek ;).

Tak na marginesie: Fimbul kupił mi książkę Stradeckiego W kręgu Skamandra za złotówkę. Dziękuję! :)

A poza tym siedziałam dzisiaj w czytelni Biblioteki Śląskiej. I trzymałam w rękach książkę Załuckiego wydaną w Stanach, Uśmiech po polsku. Z dedykacją od autora ("Uroczej pani Z. z sympatią - Marian Załucki"). Z datą 9.02.1965. Dar z Londynu. Habent sua fata libelli chciałoby się, ku rozpaczy mojego wykładowcy z literatury romantyzmu, napisać.


Komentuj(6)

-------------------------------------------------------------------


285. szlachetność charakteru Mrówki
Notatkę dodano:2007-06-04 20:47:12

Przyjechałam dzisiaj na uczelnię. Fimbula nie było jeszcze pod planem (potem się okazało, że z mojej winy, bo autobus mi się spóźnił). Poszłam więc na piąte piętro, bo pamiętałam, że o dziesiątej Ania będzie się bronić.
Na piątym piętrze najpierw wypatrzyłam bukiety kwiatków, a potem Anię.
- Ania! Przyszłam cię podtrzymać na duchu! - zawołałam radośnie.
- Przynajmniej ty - westchnęła Ania. - Bo wszystkie dziewczyny mi napisały esemesy, że zaspały, że nie przyjdą, że się spóźnią...
- No, ale ja nie mogłam ci tak napisać! - oburzyłam się. - Nie mam twojego numeru.


Komentuj(10)

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 543402
Osób: 443981

Występują, występowali:

Agnieszka - wokalistka i autorka muzyki do R2, Skołowana

Ania (Szczepanik) - duch niespokojny i wędrowny, Szefowa Skołowanych, wystarczy jedno słowo, żeby wsiadła w cokolwiek i pojechała na drugi koniec świata

(w kolejności przeważnie alfabetycznej)

Ania B. - śliczna i przemiła doktorantka Bossa, żona Mariusza

Ania od Piotrka - tak naprawdę to Marcina Ania od Piotrka, ale wszyscy mówią na nią Ania od Piotrka, żeby było łatwiej skojarzyć; językoznawca utalentowany

Arturek - król POM-ów, przebywający w Krakowie, bloga nie prowadzi, a przynajmniej nic o tym nie wiem

Biały (Michał) - tekściarz - przyszłość polskiego hip-hopu

Boss (zwany też PrzenajBosskim) - cierpliwy Promotor Mrówki, charakteryzowany bez przerwy w notkach na blogu 

brat Mrówki - brat Mrówki

Dawid - dawniej redaktor publicystyki, nazywany Przytulanką

dr PM - chwilowo (od paru lat) bezpseudonimowy najbardziej wyrozumiały z wykładowców Mrówki, znany też jako PawMaj, Prawa Ręka (czasy komiksów), Urzędnik z Biura Rzeczy Zagubionych (Rewia)

dystych - satyryk specjalizujący się w małych formach

Egzekutor - dawny wykładowca Mrówki, satyryk, współautor Wielkiej Rewii

Fimbul - "łowca dakiń nowego eonu"

Juan Pablo - "domorosły pseudosatyryk (...). Słodzi dwie łyżeczki"

Kalina - Kalina Beluch, satyryk. Specjalność: zabawy słowne i żart absurdalny

Kama - współautorka R3, w tejże R3 występująca jako SKZBTZW

Lady Q - kobieca i przekorna, blogowa specjalność: szermierki słowne z ML

Maciek - doktorant z miasta R., kierowca dla Piotrka Rybnickiego i Mrówki

Megi - blondyna z Psem Asystentem, Igorem. Razem prowadzą bloga (blondyniblondyna), chcą się zająć dogoterapią

Michel - MWG-owiec

migotek - patrz: komentarze blogowe

ML - Marek Lenc, rysownik satyryczny, ilustrator Wielkiej Rewii

Olek - kolega z ławki ze studiów, kiedyś prowadził bloga, pracuje w telewizji (albo udaje, że pracuje, a na legitymację z tv podrywa dziewczyny)

Patiinka - utalentowana muzycznie pracoholiczka, siostra Arturka

Piaskovy - informatyk, który pracował też przy zdejmowaniu płyt z wydziału filologicznego

Piotrek - doktorant z szalonym poczuciem humoru i skojarzeniami

Piotrek Rybnicki - jeden z doktorantów, których poznałam w mieście R.

Profesor W - promotor Promotora Mrówki

Radek - jeden ze Skołowanych, muzyk, radiowiec

Robo - kabareciarz

Sabina - dziennikarka, jedna ze Skołowanych, seminarzystka Bossa, dziewczyna Radka

Sal (znany także jako Kamil M.) - typ charakterystyczny, bohater SalTo i licznych blogowych anegdotek, nie do scharakteryzowania

Skołowana Gosia - utalentowany fotograf, magistrantka Bossa

Slk - Tyran uwielbiający Osiecką i.k.

Zadra - dziennikarz, współautor Rewii, prowadzi fotobloga, swoje ojcowskie doznania opisuje na blogu Okiem taty

Złośnica - prowadzi bloga razem z Brzydalem

Inne linki

strona Władysława Sikory


bloog niecodzienny Artura Andrusa

chlip-hopowy blog Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego

kabaret Adin - jeden z najciekawszych kabaretów scen offu (skład: Sikora, Andy, Julia, Chomik, Smutny)

strona poświęcona Ryanowi Stilesowi

strona Colina Mochrie

Sungha Jung - urodzony w 1996 wirtuoz gitary

Marcin Pałasz - autor książek dla dzieci i młodzieży
Wawrzyniec Prusky - blog roku 2005
Daniel Koziarski - pisarz
Kasia Krzan - recenzentka Granic, doktor nauk humanistycznych

Calvin i Hobbes - komiksowe paski Billa Wattersona (ang.)
filolog.katowice.pl - nieoficjalne forum studentów filologii polskiej