NiecoDziennik
masarz czy kulturysta?

Co jest doktorku?
Notatkę dodano:2011-03-20 22:27:15

Na www.nobooks.pl pojawił się nowy wpis - tym razem o tym, gdzie w sieci można spotkać pisarzy, oraz o oficjalnym przewodniku po serialu "Dr House". Warto!


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


No Books?
Notatkę dodano:2010-09-23 14:30:58

Ponownie zapraszam na nowy blog pod adresem: www.nobooks.pl A w nim między innymi recenzja książki Marty Magaczewskiej "Zaćmienie" i - spoza tematów literackich - recenzja płyty Moniki Brodki "W pięciu smakach". Polecam!


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


House, bank i byczki w pomidorach
Notatkę dodano:2010-05-22 23:33:58

Zapraszam na www.nobooks.pl - znajdziecie tam recenzję szóstego sezonu serialu o przygodach pewnego kulawego doktora, informacje o moich perypetiach bankowych oraz recenzję najnowszej książki Joanny Chmielewskiej. 


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Zapraszam na nowy blog
Notatkę dodano:2010-01-24 21:01:00

www.nobooks.pl


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Wyrwa (nie) bardzo bolesna?
Notatkę dodano:2009-06-18 23:25:42

Dla wszystkich zirytowanych polaryzacją polskiego rynku prasowego, ostrego podziału na „wyznawców” „Gazety Wyborczej”, nachalnie narzucającej czytelnikom określony, lewicowy światopogląd oraz miłośników „Rzeczpospolitej” powstanie „Dziennika. Polska Europa Świat” stanowiło duża ulgę. Sam, zirytowany hegemonią „Wyborczej”, a jeszcze zbyt mało odważny na lekturę „Rzepy…” „Dziennik” potraktowałem jako gazetę bardzo „swoją”. Powstawała wtedy, gdy kształtowała się również moja polityczna świadomość, kiedy uczyłem się, co w polityce jest „be”, a co jest „naj”. Z czasem jednak moja sympatia do „Dziennika” malała, bym dzisiaj – już tylko z niewielkim żalem – żegnał go ostatecznie.

Miłe złego – i tak dalej

„Dziennik. Polska Europa Świat” zaczynał doskonale i bardzo mocno. Starał się oscylować gdzieś pośrodku pomiędzy „Wyborczą” a „Rzepą”. Starał się odebrać czytelników przede wszystkim tej pierwszej, nie stworzono w nim bowiem tak obszernych i utrzymanych na znakomitym poziomie dodatków, stanowiących właściwie integralną część gazety, jak „Prawo”, „Ekonomia”, „Moje pieniądze” czy „Dobra firma” obecne w „Rzeczpospolitej”. Jego redaktorzy próbowali za to udowodnić, że możliwe jest wyraźne oddzielenie newsa, informacji od opinii czy komentarza – i długo udawało im się ten stan rzeczy utrzymać. Owszem, ton opinii sprawiał wrażenie propisowskich (a PiS było w 2007 roku u władzy), jednak informacja miała być rzetelna i obiektywna.

Błędów kilka…

Owszem, popełniano błędy. Nie całkiem udał się już choćby tytuł – gdy pytałem w kiosku o „Dziennik”, często otrzymywałem „Dziennik Zachodni” (dziś: „Polskę”, jednak w świadomości czytelników funkcjonuje przede wszystkim stary tytuł). Problemy z dystrybucją były spore – naprawdę często gazety nie można było dostać w centrum Katowic, Gliwic czy Wrocławia, gdy tymczasem narzekano, że sprzedaż spada. Był może „Dziennik” nieco zbyt inteligencki jak na potrzeby przeciętnego czytelnika prasy w Polsce. A jednak – o wiele więcej rzeczy udawało się robić w nim znakomicie.

… i więcej zalet

Przede wszystkim – dziennikarstwo śledcze. Paweł Reszka stał się między innymi dzięki tekstom publikowanym na łamach „Dziennika” niemal legendą tej dziedziny. Ściągnięto do redakcji Jerzego Jachowicza, który stanowił po prostu klasę samą w sobie.

Nie ustawano także w polu kultury. Zamieszczano regularnie felietony Jerzego Pilcha (który nie ukrywał, że skusiło go przede wszystkim spore honorarium, co jednak nie przeszkadzało mu w najmniejszym stopniu w tworzeniu wciąż bardzo dobrej jakości tekstów, stworzono też jedyny tak znakomity dodatek kulturalny, jakim okazała się „Kultura”. A weekendowe wydanie wielu zaczynało od lektury przeniesionej z „Faktu” „Europy” ze świetnymi tekstami najwybitniejszych umysłów świata. Zachwycały też rozmowy Roberta Mazurka, przeprowadzane z ogromną sprawnością i niesamowicie dobrze napisane.

Z czasem rozbudowano dział „Opinie”, który faktycznie stał się chlubą „Dziennika”. Do dziś dzień zaczynam od lektury komentarzy w serwisie internetowym czasopisma, który – sam w sobie – okazał się przedsięwzięciem nie do końca udanym. Publikowali tu Marcin Król i Jadwiga Staniszkis, swe miejsce znalazł także Jan Maria Rokita, który okazał się jednym z najlepszych analityków życia politycznego, o wiele lepszym, niż kiedykolwiek był politykiem. Ale i w redakcji znaleźli się publicyści mający wiele do powiedzenia. Zaremba, Karnowski, Rybiński, nawet – nieco słabszy Krasowski – to wszystko nazwiska osób, które zapisały się złotymi zgłoskami w historii polskiej publicystyki.

Gazeta bardzo polityczna

Niestety, moment rozpoczęcia działalności przez gazetę sprawił, że postrzegano go „jako dużo bardziej prorządowy, niż był i niż by chciał” – podkreślał podsumowując początki pisma redaktor naczelny. Z czasem więc, gdy Polacy coraz bardziej poczęli odwracać się od PiSu, malała również sprzedaż „Dziennika”. Ten, niestety, z czasem przyjąć strategię najgorszą z możliwych. Niemal całkowicie zmienił linię polityczną, zaczynając wyznawać filozofię „ciepłej wody w kranie”. Po zmianie rządu uwierzono, że to PO jest lekarstwem na całe zło – a przynajmniej zapewni ludziom spokój i wspomnianą już ciepłą wodę w kranie. Tak zaczęła się kruszyć nawet i ta mała grupka wiernych czytelników, jaka wcześniej gazecie została. Również światopogląd i priorytety zdawały się zmieniać. Nagle pojawiły się tu teksty i głosy za eutanazją czy prawem do aborcji, proekologiczne czy nawołujące do równouprawnienia homoseksualistów. „Dziennik” stawał się drugą „Wyborczą”, tylko o wiele mniej wyrazistą i o wiele mniej… „wyborczą”, jak mówiono. Atakowano równocześnie „Rzepę” bardzo ostro, co sprawiało momentami wrażenie załatwiania prywatnych rozrachunków. Redaktorzy „Dziennika” zarzucali dziennikarzom „Wyborczej”, że za dużo zajmują się konkurencją – tymczasem zaś sami popełnili dokładnie ten sam błąd.

Początek końca

I tak właśnie „Dziennik” się skończył – postrzegany jako gazeta tworzona przez megalomanów, ludzi, którzy najlepiej wiedzą po prostu wszystko, tylko nie – jak robią gazetę, którą ludzie chcą kupować. Porażką na taką skalę, na jaką sukcesem było wykrycie afery z corhydronem, okazała się sprawa Kataryny, której tożsamość „Dziennik” ujawnił, równocześnie udając, że jej wcale nie ujawnia. Szantaż, zmasowany i zupełnie idiotyczny atak, manipulacja, mieszanie wojny z chamskimi komentarzami pod tekstami czy blogami z walką z najlepszą chyba polską blogerką polityczną okazało się ostatnim tangiem w „Dzienniku”.

Już tylko „Fakt”

Na placu boju Axel Springer pozostanie właściwie z jednym tylko „Faktem”. Marne są szanse, by w wyniku zapowiadanego na jesień połączenia „Dziennika” z „Gazetą Prawną” powstał jeden naprawdę silny tytuł. Tym bardziej, że na razie brak nań pomysłu, a najlepsi dziennikarze i publicyści „Dziennika”, największe gwiazdy i nazwiska szukają sobie miejsca w innych redakcjach. Będzie nam więc brakowało głosu Jachowicza, Zalewskiej, Reszki, Zaremby, Rokity i Pilcha w ramach jednego tytułu. Będzie brakowało nam „Kultury”, nie wiadomo, co stanie się z „Europą” (podejrzewam, że wróci do „Faktu”). Będziemy tak dobrych tekstów poszukiwać, śledzić. I znajdziemy – bo natura (także natura rynku prasowego) nie znosi pustki. I żałować, że brak nam „Dziennika” będziemy dość krótko. Bo wyrwa, luka, jaką ten tytuł po sobie pozostawi, nie będzie w ostatecznym rozrachunku zbyt wielka. 


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Pani Minister, zapraszamy na... studia!
Notatkę dodano:2009-06-17 23:35:19

Miało być zniesienie habilitacji. Zapowiadano szeroką kontrolę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Obecnie minister Barbara Kudrycka zapowiada możliwość kształcenia się za darmo wyłącznie na jednym kierunku studiów dziennych. I w ten oto sposób kolejny genialny projekt zmiany oblicza szkolnictwa wyższego. Projekt równie nieudolny, nietrafiony, który – można mieć nadzieję – podobnie jak wcześniejsze pomysły minister Kudryckiej nie zostanie wdrożony w życie. 



Założenia są z pozoru całkiem słuszne. Każdy, kto studiował w ostatnich latach, wie, jak trudno jest czasem dostać się na studia – tym bardziej, że miejsca blokują na nich często studenci kilku kierunków, wykładanych często na różnych wydziałach, którzy na żadnym z nich jakoś nie bardzo potrafią sobie poradzić. Ich motywy są różne: a to zbyt wygórowane ambicje studentów czy ich rodziców, a to chęć „wyłudzenia” różnego rodzaju dofinansowań, form wsparcia czy też stypendiów socjalnych. Tymczasem autentyczni miłośnicy danej materii muszą czekać w kolejce, aż zwolni się dla nich miejsce, decydować się na kształcenie w ramach studiów płatnych czy wybierać inne, mniej interesujące ich kierunki. 


Projekt minister Kudryckiej miał dotyczyć jedynie 10% obecnie studiujących w Polsce. A równocześnie – około 10% najzdolniejszych studentów mogłoby uzyskać możliwość zwolnienia z opłat i dalszego studiowania za darmo na dwóch kierunkach. Fakty są takie, że oszczędności wynikające z tytułu tak zwanej reformy byłyby minimalne, liczba miejsc na uczelniach nie zwiększyłaby się ani o jotę, natomiast ambitni studenci, usiłujący pogodzić naukę na dwóch kierunkach, natykaliby się co krok na kolejne kłody, rzucane im pod nogi. Gdzie sens, gdzie logika?


Tym bardziej, że o ile w Europie Zachodniej czy w USA studiowanie na dwóch kierunkach jest sprawą dość częstą, pragnienie poszerzania horyzontów intelektualnych, a zarazem perspektyw znalezienia pracy poprzez zgłębienie kilku dziedzin pozostaje oczywistością, o tyle w Polsce to nadal rzadkość. Najzdolniejsi studenci trafiają na studia międzywydziałowe, dźwięcznie nazwane MISH (Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne) lub MISMP (Międzywydziałowe Indywidualne Studia Matematyczno-Przyrod nicze). Liczba problemów, z jakimi stykają się na co dzień, jest ogromna. Formalności, kłopoty z dobrym ułożeniem planu, uzyskaniem zaliczeń, zaakceptowaniem programu studiów – to sprawy, którym muszą poświęcać niemal tyle samo uwagi, co nauce. Bywa, że w natłoku codziennych problemów jedno czy drugie zaliczenie, kolokwium czy egzamin napiszą nieco słabiej. Jednak w ogólnym rozrachunku spore ambicje przynoszą konkretne profity – absolwenci studiów międzywydziałowych prowadzonych w trybie indywidualnym to ludzie, którzy błyskawicznie robią znakomite, błyskotliwe kariery, to prawdziwe przyszłe elity. Jak projekt Kudryckiej wpłynąłby na ich życie i codzienność? Strach się bać…


Wiadomo, że system szkolnictwa wyższego w Polsce wymaga gruntownej reformy. Poloniści muszą się w końcu dowiedzieć, jak uczyć i poznać przynajmniej kilka nazwisk współczesnych felietonistów czy dziennikarzy, ekonomiści dowiedzieć, czym jest hossa, a politolodzy poznać… doktryny polityczne. Prawnicy powinni uzyskać łatwiejszy dostęp do możliwości praktycznego wykonywania zawodu, zaś studia – niezależnie od tego, na jakim kierunku człowiek się uczy – muszą przynajmniej w pewnym stopniu przygotowywać do przyszłej pracy, kształtować umiejętności praktyczne. Zmienić trzeba więc bardzo wiele. Tyle tylko, że aby przeprowadzić udaną reformę, wypada najpierw problem gruntownie zbadać i dobrze się do tego przygotować. Pani minister, zapraszamy… na studia!

Sławomir Krempa

komentarz dla portalu Wstecz.pl


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 52701
Osób: 46907

O autorze:

Sławomir Krempa, ur. 1985. Redaktor naczelny wortalu Granice.pl, były sekretarz redakcji czasopism specjalistycznych dla branży spożywczej. Autor książek: "My. Opowieści Smoleniaków" (z Magdaleną Galiczek, Pauliną Wyrębowską i Maciejem Sewerynem, Wydawnictwo Hyla 2008) oraz "XX lat Śląskiego Cechu Rzeźników i Wędliniarzy w Katowicach" (z Danutą Bujak, Agencja Reklamowa Artur, 2009). Redaktor antologii poetyckiej "Nadchodzące pokolenie" oraz zbioru wierszy "Poezja jest kobietą".
e-mail: skrempa@granice.pl

BLIP

Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017