Notatkę dodano:2013-12-05 02:16:41

Ostatni dzień w Pekinie. Rano poszłyśmy z Inke po śniadanie, potem z Andreą wybrałam się na zakupy. On kupił dużo paczek chińskich papierosów jako pamiątki dla przyjaciół we Włoszech, ja różne rodzaje herbat i słodyczy. Potem było śmiesznie, bo Gandi zobaczyła w sklepie paczkę prezerwatyw i myślała, że to gumy do żucia. Rozmawiałyśmy z nią i okazało się, że jej wiedza na „te” tematy jest praktycznie zerowa. Dziewczyna ma 19 lat, pochodzi z Indonezji. Ja rozumiem, że nie każdy musi się śpieszyć, ale jakąś wiedzę wypadałoby jednak mieć. Zdziwiliśmy się, kiedy powiedziała nam, że podczas tego wyjazdu po raz pierwszy widziała całujących się ludzi, bo w Indonezji nikt nie robi tego publicznie. Przeprowadzaliśmy z nią „uświadamiającą” rozmowę, tłumacząc „co to jest orgazm” albo „dlaczego występują prezerwatywy w różnych zapachach”. Gandi krzywi się, czerwieni, śmieje, my też się śmiejemy, a potem na ulicy krzyczy za nami „you are pervert!” Wygłupialiśmy się wyobrażając sobie noc poślubną Gandi i jej przyszłego męża – całuje ją w policzek, poczym odsuwają się od siebie zawstydzeni i to wszystko 


Brak komentarzy
Powrót do Pekinu
Notatkę dodano:2013-10-28 00:15:32

Powrót do Pekinu, powrót do … cywilizacji? Siedzimy w jednym z naszych apartamentów. Co z tego, że apartament jest luksusowy, skoro nie ma elektryczności. Zostało nas już niewielu – dwie dziewczyny z Indonezji – Inke i Gandi, dziewczyna z Tunezji – Rahma, muzyk z Sycylii – Andrea. Po powrocie wzięliśmy szybki prysznic i udaliśmy się na kolację do włoskiej restauracji. Zamówiłam risotto z krewetkami i szparagami, jedzenie takie średnio włoskie, raczej bardziej chińskie włoskie, ale dość smaczne. 
Teraz siedzimy przy świeczkach nie mogąc zapalić światła. W wielkich oknach z siedemnastego piętra widać nocne światła Pekinu. Obrazy, obrazy. Przypominam sobie rozświetlony Dubaj, przypominam tamtą noc przed wyjazdem i to, co było widać, kiedy zgasło światło. Pewne rzeczy wsiąkają tak bardzo


Brak komentarzy
Notatkę dodano:2013-10-02 16:15:09

Dzisiaj w szkole odbyła się ceremonia pożegnalna. Z tej okazji każda klasa przygotowywała występy. Nasza była początkowo bardzo nieskora do współpracy, dzieci strasznie nieśmiałe, pytane o to, co chciałyby robić, odpowiadały tylko „I will only watch” albo „I don’t want to participate”. Z Olivią obawiałyśmy się kompromitacji. W końcu jednak udało nam się namówić dzieciaki do wykonania jednego tańca. Wyszło chyba nie najgorzej. Niektóre klasy prezentowały tradycyjne tańce Mao w specjalnych kostiumach, inne przygotowały jedynie coś prostego. 
Po ceremonii znalazłam dwie moje ulubione uczennice płaczące, bo będą musiały wrócić do domu. Pomyślałam sobie, że dla nich znaczy to coś więcej niż dla mnie, że być może nie mają prawdziwego domu, do którego mogłyby wrócić, że ten obóz to jedyna dobra rzecz, która je spotyka. Przytuliłam mocno płaczące dziewczynki i wtedy stało się coś dziwnego. Nie wiem, czy ma to związek bardziej z nimi, czy z Tobą, czy z tym wszystkim, w tym momencie poczułam, jakby coś we mnie pękło. Pewnie powinnam była zrobić coś mądrzejszego, ale rozpłakałam się razem z nimi.


Brak komentarzy
Notatkę dodano:2013-09-17 20:56:54

Dni upływają na jakichś tam bezsensownych czynnościach typu gotowanie dziesięciu litrów budyniu dla całej szkoły albo próby nauczenia chińskich dzieciaków poloneza. Wieczorami jesteśmy zapraszani czasem do domów przez nauczycieli ze szkoły – większość z nich szuka w nas po prostu towarzystwa do picia, po angielsku mówią bardzo mało albo wcale. Ostatnio byłyśmy z Olivią w odwiedzinach u jednej nauczycielki i tu było inaczej – mimo że jej angielski jest bardzo słaby gadało nam się całkiem miło, chrupałyśmy orzeszki i piłyśmy mleko sojowe w różnych smakach. Długo nie zapomnę miny Paula, który wpadł kompletnie pijany (po wizycie u innego nauczyciela) i krzyknął: „What??? You drink… a soya milk here?!!!” :)

 

Szkoła jest otoczona górami, wychodzisz do sklepu, musisz przejść przez góry, chcesz odwiedzić nauczyciela w domu, musisz przejść przez góry. Do najbliższego miasta (takiego, gdzie kurczaki chodzą po ulicach) jest godzina drogi, Internet działa tu sporadycznie, komórki często nie łapią zasięgu. To taki trochę odwyk od świata, odwyk od…


Brak komentarzy
Notatkę dodano:2013-09-10 15:59:31

Dzisiaj dzień wolny, udaliśmy się na wycieczkę z nauczycielami ze szkoły. Chodziliśmy po górach, poszliśmy nad rzekę i zeszliśmy do jaskini. Potem mieliśmy grilla – było to o tyle dziwne, że przygotowaliśmy go na pewnej wysokości między skałami.


Brak komentarzy
Notatkę dodano:2013-08-31 22:24:17

Siedzę w klasie i przez otwarte okno patrzę na góry i skąpane w deszczu pola ryżowe. Mamy właśnie przerwę na lunch, przerwaliśmy dekorowanie klasy polskimi motywami. Było z tym sporo zamieszania - prosiłyśmy Kevina żeby kupił nam białe i czerwone balony, kupił różowe, połowa z nich i tak wyfrunęła przez okno, a kiedy chciałyśmy mleko do przygotowania deseru dostałyśmy mleko w proszku dla niemowląt.

 

Obok mnie Paul, chłopak z Rumunii studiujący w Szkocji, wyjada z mojego talerza ryż i niezbyt smaczne warzywa. Ja nie mam specjalnej ochoty jeść, mam dość pozbawionych smaku posiłków podawanych w tutejszej stołówce. Rozmawiamy, flirtujemy. Paul jest przystojnym blondynem, kończy w tym roku studia i pracuje dla jednej z brytyjskich firm naftowych. Dzisiaj powiedział mi coś, co sprawiło, że przez sekundę pomyślałam sobie, że być może to czas, aby przeciąć to wszystko i rozpocząć nowy rozdział. Nie chodzi mi nawet o Paula – przecież wiem dobrze, że zanim nasza znajomość jakoś by się mogła rozkręcić, trzeba będzie już się rozstać i wracać do swoich krajów i aż tak bardzo mi nie zależy. Ale to, co powiedział dzisiaj, sprawiło, że poczułam, że może być jakoś inaczej i też dobrze.

 

 

 

Ps. Ta rubryka "Polecane" mnie troszkę niepokoi. Przecież ja się z Redakcją nie spoufalałam, więc co mój blog tam robi? Nie zamierzam także zacząć pisać regularnie ani z sensem...


Brak komentarzy
Notatkę dodano:2013-08-27 12:54:32

Uważacie, że … yyy… zgubienie uczniów to duży problem? Bo mi dzisiaj zginęła dwójka. No ale w Chinach i tak mają za dużo dzieci, prawda? Braku tej dwójki nikt nawet nie powinien zauważyć… Ewentualnie zgarnie się jakieś dwie dziewczynki ze wsi i może nikt nie pozna, że to nie te…

 

No dobra, chyba jednak nie nadaję się na nauczycielkę :/


Brak komentarzy
Notatkę dodano:2013-08-24 11:12:16

Wraca znowu i znowu. Myślę o tym jak o ostatnich dwunastu godzinach przed końcem świata, chociaż potem wydarzyło się jeszcze wiele. Kiedy masz tylko tyle czasu, nie da się już zbyt dużo. Nie ma sensu rozmyślać nad tym, czego się nie zdążyło.

 

Więc będziemy się kochać a potem może pójdziemy zjeść coś dobrego. Kiedy następnego dnia rozstaniemy się na parkingu, będziemy wiedzieli, że nie ma potrzeby robić już nic więcej i że wszystko, co się zdarzyło, w jakiś sposób było dobre i potrzebne i ważne.


Brak komentarzy
Notatkę dodano:2013-08-23 11:52:00

Mogłabym robić wszystko, a siedzę w odciętej od świata szkole internatem w górskiej prowincji Chin i uczę dzieci Mao angielskiego. Warunki są tu raczej ciężkie, nie ma ciepłej wody, śpimy na piętrowych łóżkach, nie mówiąc już o tym, jak wyglądają toalety. Chłopakom udało się zainstalować Internet, ale co z tego, skoro ciągle są przerwy w dostawach prądu…

Mimo wszystko nie jest tak źle – ludzie są fajni, dzieciaki przeurocze. W mojej klasie jest siedemnaście dziesięciolatków, dwunastu chłopców i pięć dziewczynek. Niektórzy są nieśmiali i niezbyt chętni do bardziej aktywnego udzielania się w klasie, ale generalnie lekcje przebiegają bez większych problemów.

 Wygląda na to, że jeden z chłopców się we mnie zakochał. Jest gruby, bucowaty i niegrzeczny, nie słucha co mówię na lekcjach, tylko składa kwiatki z papieru i mi je daje albo prosi Olivię żeby tłumaczyła na angielski różne dziwne teksty o tym, jaka jestem piękna. Ja to mam szczęście do mężczyzn… Przynajmniej mały deklaruje, że nauczy się angielskiego, żeby móc ze mną rozmawiać, a to już pewien walor edukacyjny tej sytuacji.

 

Dzisiaj w szkole odbywały się uroczystości i mogliśmy oglądać tradycyjne tańce Mao. Przygotowano wspaniały show. Pod koniec zostaliśmy wciągnięci na scenę i zmuszeni do tańczenia. Po wszystkim dzieci w kolorowych kostiumach chciały robić sobie z nami zdjęcia i brać autografy, zupełnie jakbyśmy to my stanowili dla nich jakąś atrakcję.


Brak komentarzy
Notatkę dodano:2013-08-22 00:19:43

Od ponad 30 godzin jestem w podróży w pociągu do Guizhou. Jestem zmęczona i śpiąca, jest mi zimno. Marzę o łazience, gorącej kąpieli i łóżku (najlepiej z Tobą do tulenia). Przynajmniej mam tu wifi i mogę informować świat o mojej marnej sytuacji.


Brak komentarzy

Wątki:

Moje ostatnie wiersze

Licznik

Odsłon: 57069
Osób: 52523
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017