Kolejny z końców. Początek.
Notatkę dodano:2010-08-03 20:31:19

Przepraszam, że tyle czasu nie pisałam… Mój laptop wylądował w serwisie, a nieszczególnie miałam ochotę na pisanie z biblioteki uniwersyteckiej, bez polskiej klawiatury. Później zaczęły się egzaminy. Dużo zostało już zrobione, ale jeszcze więcej pozostaje do zrobienia.

Myślę, że nie ma sensu już wracać do tego co było.

Mój pobyt w Bremie powoli dobiega końca. Czekam jeszcze na oceny z dwóch przedmiotów – Politik und Wirtschaft i EU-Kritik im Kontext der Osterweiterung, ale to były tylko eseje, więc jestem raczej pewna, że będzie dobrze.

Został mi jeszcze tydzień na załatwienie wszystkich formalności, a potem wracam do Polski. Pewnie wszyscy będą pytali, jak minął mi semestr na Erasmusie, a ja z wymuszonym uśmiechem odpowiem: „fajnie”. Być może nawet nie będzie wymuszony. W końcu nie skłamię. Przecież oczywistym jest jednak – że moja odpowiedź, jaka by ona nie była – mnóstwa spraw nie ujmie. Tych najbardziej podstawowych.


Komentuj(1)
Mama
Notatkę dodano:2010-07-09 17:58:03

Tydzień temu w Bremie odwiedziła mnie mama.  Z tej okazji postanowiłam gruntownie wysprzątać mieszkanie. Kiedy efekt był już zadowalający, pojechałam do supermarketu po zakupy. Wracając obładowana, na przystanku tramwajowym spotkałam Henriego, bardzo wyprasowanego Francuza, o którym wspominałam już w poprzedniej notce. Jako prawdziwy gentelmen (a jakże) zaproponował, że skoro mieszka koło mnie, to może pomóc mi dźwigać zakupy. Co prawda, Henri jest, jaki jest, ale stwierdziłam, że skoro chodzi tylko o dźwiganie zakupów, nie ma co wybrzydzać i wręczyłam mu torbę. Kiedy wyszedł ode mnie, a ja wzięłam się za rozpakowywanie zakupów, spostrzegłam kałużę w kolorze czerwonym na podłodze. Z przerażeniem zobaczyłam, że z torby, którą niósł Henri coś wycieka...
Henri nie tylko zmasakrował moje truskawki, ale i popsuł karton z sangrią. Ja oczywiście tego nie zauwazyłam i kilka razy przeniosłam torbę. Cała, dopiero co wysprzątana kuchnia śmierdziała więc winem i truskawkami. Na szczęscie udało mi się to wszystko jakoś ogarnąć.
Miałam ją odebrać z dworca o 7. Zapomniałam tylko, że w sobote o tej porze nie chodzi szóstka, a Uniwersytet dzieli od centrum jakieś 5,4 km. Na szczęście, udało mi się kawałek podjechać autobusem. Resztę drogi musiałam przebiec. Było bardzo swieżo i rześko po deszczu, z drzew spadały płatki kwiatów.
Jakoś zdąrzyłam i mama nie musiała na mnie długo czekać. Myślę, że bardzo się za mną stęskniła. Spotkanie upłynęło w miłej atmosferze. Pokazałam jej Bremę, została ze mna na weekend. W przeszłosci często się nie zgadzałyśmy. Nigdy tak naprawdę nie umiała mnie zrozumieć. Miałam do niej o to pretensje. Teraz wiem, ze mimo wszystko, nawet jeśli mnie nie rozumie, to na swój sposób mnie kocha i troszczy się o mnie jak umie. Być może, to odległość sprawiła, że mam do tego wiekszy dystans.


Komentuj(6)
Co tak naprawde sie wydarza, a co tylko sie wydaje?
Notatkę dodano:2010-06-20 14:22:28

Zamierzałam napisać już parę dni temu. Właściwie nie wiem, czemu tego nie zrobiłam. Czasu wprawdzie nie miałam wiele, ale to nie jego mi zabrakło. Tak jakbym jakoś nie mogła się wybudzić na tyle, żeby zacząć pisać. A przecież czeka praca licencjacka, i - co być może ważniejsze - czeka Cesarz (albo jego Ukraina). Kazałam przyjaciółkom żądać ode mnie skończonego opowiadania jak tylko wrócę do Polski. Mam nadzieję, że to mnie jakoś zmobilizuje.
Ciężko mi się pisze to opowiadanie. Walczę z każdym słowem, pilnując, by nie wyrażało ni więcej ani mniej niż chciałam. Jednocześnie zastanawiam się, co tak naprawdę łączy mnie z tą historią. Być może tylko tyle, że znam sekret. Ale to i tak zbyt wiele. Wiem, że ta historia po prostu nie może przeminąć niezauważona, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, jakie mogły by być konsekwencje, gdyby ktoś sie o tym wszystkim dowiedział. Więc bardzo staram się, by oddzielić prawdę od faktów.

Między czasie tutaj wiele się zdarzyło. Na przykład ta impreza, Welcome-Party, pewien bardzo wyprasowany Francuz (Henri) i piękna Finka (Elena). I Zita dzwoniąca do drzwi następnego dnia rano i dziarskim głosem zapraszająca na piknik. I Piknik. I Elena. I nieustający ból głowy. Wieczór polski. A potem zajęcia, na których znowu nie mogłam się wybudzić. Klaus i referaty. Elena. Czy ja mam obsesję?

I znowu nie wiem, co tak naprawdę się wydarza, a co tylko się wydaje. Staram się o tym pisać, odnaleźć rzeczywistość. A ona nieustannie chowa się gdzieś - na drugim planie albo za kulisami, wśród nieistostnych szczegółów. I te wszystkie nicnieznaczące sceny. Drżenia.


Komentuj(1)
Okolicznościowo
Notatkę dodano:2010-04-12 10:36:53

Okolicznościowo

niespodziewanie powracamy do siebie

w nic nie znaczącej scenie

za kulisami wielkiej tragedii

pozostajemy rozsądni

z minami równie zbolałymi

co nieszczerymi poprawiamy poduszki

i zbieramy  z dywanu

rozrzuconą bieliznę

 

nie czas teraz

rozmawiać o tym co było

dalej wszystko już musi być idealne

wszystkie niedoskonałe ujęcia

zostaną wycięte

a przecież naprawdę  się wydarza

choć próbujemy sobie wmówić

że tylko się wydaje

 

nie potrzebuję wcale pocieszenia

przytul mnie mimo to

 

 

 


Komentuj(2)
Odrobina słodyczy
Notatkę dodano:2010-04-09 13:29:56

Brema to naprawdę miłe miasto. Pisałam wam już o krokusach i przebiśniegach, prawda? Dodajmy więc do tego kaczki, Boetcherstrasse i Bremer Bombons Manufaktur, dodajmy zające biegające w okół Instytutu Polityki. O Muzykantach z bajki nie muszę chyba wspominać...Wczoraj byłyśmy z Wiolą i Patrycją z Polski i Liz z Francji i zamówiłyśmy gorącą czekoladę.
Monachium, na przykład, ma ciemne strony swojej historii, ma Hitlera i nazizm. A w Bremie wszystko jest takie urocze i słodkie. To jest miłe, ale w pewnym momencie musiałam poczuć mdłości i wtedy uciekłam. Jest oczywistym, że nie mogłam postąpić inaczej, ale w ten sposób chyba... nie, nie chyba, nie próbuj sie usprawiedliwiać - na pewno - kogoś zraniłam. Matko, nie jestem w tym mieście nawet od tygodnia, a już zdąrzyłam kogoś zranić... Czy to się musi znowu zdarzać?
Później ktoś widział go, jak płakał. Siedziałam potem przy komputerze i obok była Lilian (z Brazylii). Pożyczyłam od niej kabel USB i kopiowałam zdjęcia z Bremy do komputera. Miałam wrażenie, że ona także ma w oczach łzy. Nie wiedziałam, czy to przez Santiago, ale bałam się spytać. W końcu dopiero się poznałyśmy.
Ja nie płakałam - własciwie to nawet jeśli ta sytuacja była dla mnie niezręczna -  nie miałam do tego powodu.
Dziś rano chodziłam po uliczkach Schnoora (najstarszej dzielnicy miasta) i  w maleim sklepiku tam znalazłam pozytywkę, grającą "Bolero" Ravela. Pamiętam, że kiedy byłam mała mój tata uwielbiał ten utwór. Ja wtedy twierdziłam, że jets "paskudny". Nie zapamiętałam z dzieństwa melodii, jedynie kolorą okładkę płyty. Teraz poczułam, że jest piekna. Chyba kupię sobie te pozytywkę.

4ab839dd6f236ba1df24abd5ad8cd6f8.jpeg

Brak komentarzy
W Bremie
Notatkę dodano:2010-03-29 17:43:32
Już od trzech dni jestem w Bremie. Ale tu jest śmiesznie. Miasto jest b. ładne - wszędzie rosną krokusy i przebiśniegi (mnóstwo krokusów i przebiśniegów!) są rzeki i stawy, a w nich mnóstwo kaczek. Wczoraj widziałam bobra (prawdopodobnie to był bóbr). Pieknie jest nad rzeką i na starówca (znalazłam tam pomnik 4 muzykantów z bajki i fabrykę cukierków - świetne miejsce)
Mieszkam w hostelu w pokoju z Japończykiem (Nori) i Australijką (Philipa). 1 kwietnia przeprowadzam się do Galileo Residenz. dzisiaj rano byłam pierwszy raz na uniwersytecie i mielismy powitalne śniadanie, na które jedliśmy bardzo specyficzne kanapki (np. z szynką, czymś różowym i połowa mirabelki albo z serem i herbatnikiem).
Poznałam dużo ludzi z całego świata np. Elinę z Finlandii i Karin z Austrii.
Mieliśmy test językowy i ja mam poziom C1 więc jestem zwolniona z kursu i mam dużo wolnego czasu.

Brak komentarzy
Wyjazd do Bremy
Notatkę dodano:2010-03-25 15:27:34

No i udało mi się w końcu wszystko pozałatwiać i w niedzielę wyjeżdżam do Bremy. Wczoraj pożegnałam się już z dziewczynami z grupy poetyckiej Euterpe. Idąc tam widziałam, jak wreszcie się wypogadza, śnieg się topi i świeci słońce i poczułam dziwny spokój. Spokój, jaki może odczuwać jedynie osoba, której już to wszystko nie dotyczy.
To dziwne, ale podobna scena jest w moim opowiadaniu - główna bohaterka umiera i wtedy, jakby na przekór wszystkiemu, zupełnie niepotrzebnie, do Lodowej Krainy zagląda długo oczekiwana wiosna. Słońce odbija się od topniejącego śniegu, Aleksander załamuje się, a Farlito wyjeżdża - jej już to wszystko nie dotyczy.

Może jeszcze przed wyjazdem wkleję jakiś wiersz, ale potem nie obiecuję, kiedy napiszę - przez tydzień, dopóki nie dostanę pokoju w akademiku, będę mieszkała w hostelu i nie wiem, czy będzie tam dostępmdo Internetu.

PS. Mój promotor zgodził się na temat pracy licencjackiej, który wymyśliłam - będę pisać o strategii Gazpromu na rynkach europejskich. Właściwie wylądowałam na seminarium z marketingu przez przypadek, bo nie utworzono seminarium na temat Unii Europejskiej, ale udało mi znależć interesujący mnie temat.


Brak komentarzy
Kicha, klapa, kompletna kompromitacja.
Notatkę dodano:2010-02-23 23:23:16

Jak wyżej. Myślę, że ten tytuł jest wystarczająco sugestywny. Dzisiejszą notkę kieruję do osób, które wiedzą, o czym piszę i nie muszę im tego wyjaśniać. Pozostałych przepraszam i obiecuję, że niedługo dodam także coś dla nich.
Bardzo zaangażowałam się w tę sprawę, mimo że właściwie mnie nie dotyczy. Wynegocjowano bardzo dobre porozumienie, kompromis, który mógłby przynieść pożytek wszystkim stronom. Bardzo żałuję, że nie doszło do jego realizacji. Skutki tego mogą być naprawdę opłakane.
Liczę, że Aleks  jeszcze coś wymyśli i znów uda się obrócić tę porażkę w sukces. On pozostaje jedyną nadzieją, co jest dość paradoksalne, bo jeszcze niedawno opowiadał się po przeciwnej stronie.


Brak komentarzy
A miało być tak pięknie
Notatkę dodano:2010-02-17 03:22:33

Siedzę przed ekranem komputera i oglądam Przerwane objęcia. Uwielbiam Penelope Cruz, uwielbiam Almodovara.  Staram się wsłuchiwać w dialogi, żeby podszkolić mój hiszpański, bo mimo, że Lupita (wspaniała kobieta!) dała mi piątkę, jest naprawdę żałosny.
A przede wszystkim mam ochotę zapomnieć.
Wszystko układało się tak pięknie. W piątek załatwiłam najważniejsze formalności związane z wyjazdem do Bremy i spędziłam naprawdę miły wieczór z Justyną i Dorotą, moimi przyjaciółkami. Najpierw byłyśmy na wieczorze autorskim Doroty Sunimskiej, autorki książki "Zwierz w łóżku" w Poleskim Ośrodku Sztuki, potem udałyśmy się do kawiarni Czekolada Retro na Moniuszki, gdzie przy grzanym winie i cieście orzechowym rozmywały się granice żartu i było w tym wszystkim już coraz mniej wyobraźni i coraz więcej prawdy. A może tylko tak się wydawało. W końcu słodycze mogą być skutecznym substytutem uczuć.
Kiedy wróciłam do domu wszystko zaczęło się walić. Kiedy sprawdziłam pocztę okazało się, że prawdopodobnie nie dostanę miejsca w akademiku, choć było to już praktycznie ustalone. Potem mój pies, sędziwy york, rozchorował się. Wiedziałam dobrze, że ma nowotwór, czasem w nocy się dusił, ale dotąd objawy nie były poważne. A teraz bardzo osłabł i w pewnym momencie przestał się dusić i zaczął chodzić. Chodził od jednego pokoju do drugiego i z powrotem, w kółko i tak przez kilkanaście godzin. Próbowałam go zatrzymać, ale nic to nie dało. W końcu wykończony położył się na podłodze w łazience. Zaniosłam go do łóżka, gdzie przespał cały dzień. Od kiedy się obudził nie chce nic jeść. Udało mi się go nakarmić trochę za pomocą strzykawki, ale boję się, że to zwiastuje najgorsze.
Mogłabym napisać tu o jeszcze jednym wydarzeniu, ale myślę, że będzie lepiej jeśli poświęcę mu osobną notkę.


Komentuj(2)
Wyjazd do Bremy
Notatkę dodano:2010-02-11 22:36:45

Wygląda na to, że zdecydowałam się i jadę na semestr letni do Bremy w ramach programu Erasmus. Właśnie dostałam e-maila w którym zaproszono mnie na powitalne śniadanie i kurs językowy na tydzień przed rozpoczęciem zajęć, 24 marca. Z tego powodu chciałabym przyjechać do Bremy 23 marca.
Było sporo załatwiania i  kłopotów z biurokracją, ale w końcu wszystko udało się i jadę. Załatwiałam sobie akademik i  wygląda dość zachęcająco. Standard zupełnie inny niż w Polsce.
Już nie mogę się doczekać tego wyjazdu, chociaż wiem, że będę tęskniła za wieloma osobami z Łodzi.


Brak komentarzy

Wątki:

Moje ostatnie wiersze

Licznik

Odsłon: 57038
Osób: 52492
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017