Opisy gg
Notatkę dodano:2010-02-10 00:01:11

 

Postanowiłam zebrać i spisać opisy gg, które ustawiałam sobie w ostatnim czasie. Ciekawych rzeczy można się z nich dowiedzieć :) . A oto lista:

1) Chwile feniksogenne...
2) Hard - Boiled Wonderland
3) Ene due rabe...
4) Nasze drogi mleczne
5) Niechybnie dobiega końca, to nasze łąkogranie
6) Nasze spacery, ławeczki tylko nasze
7) Naturalnie tu jakoś, otwartookiennie
8) Nie tak to robisz... bardziej crescendo
9) Sezon na jesiotra
10) How bloody dictatour became our favourite toy
11) Tam, gdzie rozdymki tygrysie opowiadają niestworzone historie
12) Na księżycu znaleziono korek - ślad ziemskiego karnawału.
13) I am princess for the night, maybe forever
14) Współcześni carowie nie sa już tak szaleni. To znaczy... mam taką nadzieję...
15) Jeśli Meksyk mógł się bez ciebie obejść, to nic mu przecież nie grozi. Na niebie nie ma żadnych kształtów, które można by rozpoznać, przewidzieć kolejną katastrofę...
16) Kochał się poeta w swoich snach...
17) Assia Wevill nie nosi już eleganckich, długich płaszczy.
18) Chłopcy się nie starzeją, wyrastają tylko z przykrótkich obietnic i podglądania dziewcząt
19) Tego dnia znowu upał i ćmy krążące po schodkach żaluzji.
20) Rosjanie czasem mówią mądre rzeczy. Pewnie wymyślają je w zimie.
21) Szaraczki i uszka długie i kicania, kucania za sobą
22) Pod najlepszym hotelem w mieście nie było już żadnych taksówek
23) Posiedzę jeszcze chwilę przy barze i poobserwuję cienie skorupiaków tańczące na piasku. Dopiję mojito
24) Myślę o zielonych kombinerkach
25) Spadały gwiazdy, ale na żadnej z nich nie zacisnęliśmy palców,ty nie ocaliłeś kochanki obłędu i wygnania
26) Ciepłe i puchate
27) Słodki, pluszowy niedźwiadek


Brak komentarzy
Święta, święta i po świętach
Notatkę dodano:2010-02-01 21:49:08
  • Dec. 31st, 2009 at 2:04 AM

Miałam napisać już jakiś czas temu, ale spędzam święta w odciętej od świata wiosce na Syberii, gdzie o dostęp do Internetu nie łatwo. Biorąc pod uwagę zaistniałe okoliczności, jest całkiem miło. Na tyle, na ile rzecz jasna można oczekiwać. Piję aromatyczną herbatę z rumem, próbuję zrozumieć Hegla i obserwuję tygrysy.
Pod choinką znalazłam naprawdę niezłe prezenty - laptopa, nową komórkę oraz książki moich ulubionych autorów (Murakami, Zafon). Najchętniej od razu wzięłabym się za czytanie, ale muszę najpierw skończyć "Gorączkę Latynoamerykańską" Domosławskiego.
Prace domowe ciągle czekają na odrobienie - muszę napisać esej na systemy polityczne, przygotować prezentację o przestępczości zorganizowanej w Ameryce Łacińskiej i rozwiązać zadania z hiszpańskiego. Jutro się za to wezmę. Tak wiem, to Sylwester, ale ja na prawdę nie planuję niczego specjalnego. Może po północy wpadnie Alex i wypijemy razem szampana.
Zobaczymy.
Poza tym ciągle zastanawiam się nad tym wyjazdem do Niemiec. Byłam zdecydowana jechać, ale teraz ogarnęły mnie wątpliwości i sama już nie wiem. Gdybym została, wszystko byłoby o wiele prostsze, ale...

Komentuj(1)
Czekając na świt
Notatkę dodano:2009-11-22 00:33:23

31. października w Bałuckim Ośrodku Kultury w Łodzi odbył się wieczór poetycki Justyny Mańki, związany z wydaniem jej debiutanckiego tomiku pt. "Czekając na świt". Wiersze Justyny, prywatnie mojej przyjaciółki, bardzo przypadły mi do gustu. Oryginalne, pomysłowe, świeże i napisane w sposób, który jest mi bliski. Na okładce monachijska latarnia na tle rozjaśniającego się nieba, widok, którego większość osób nie widuje, z tego tylko prozaicznego powodu, że śpi w tym czasie.
Cieszę się, że mogłam pomóc w promocji tomiku chociażby w ten prosty sposób, że rozlepiałam plakaty i informowałam w Internecie. Atmosfera wieczorku była bardzo dobra - przyszli przede wszystkim młodzi, twórczy ludzie, którzy mieli wiele do powiedzenia na temat poezji.
Tego dnia wracając do domu rozmawiałam po drodze z Justyną K., która również należy do naszej grupy poetyckiej. Kiedy ja trwałam w zachwycie nad udanym debiutem przyjaciółki, zaskoczyła mnie stwierdzeniem, że ona woli moje wiersze, bo ja jestem w nich, a Mańka obok. W tamtej chwili, nie byłam pewna, jak mam jej na to odpowiedzieć. Powiedziałam więc tylko, że nie myślałam o tym w ten sposób.
Teraz myślę, że może w tym co powiedziała, jest coś z prawdy. Tylko, że ja dotąd myślałam, że nie umiem zachować niezbędnego dystansu i że to źle.


Brak komentarzy
Wieczór poetycki Justyny Mańki
Notatkę dodano:2009-10-25 15:45:30
Bałucki Ośrodek Kultury "Na Żubardzkiej" w Łodzi ma zaszczyt zaprosić na
wieczór poetycki Justyny Mańki, zorganizowany z okazji wydania przez nią
debiutanckiego tomiku wierszy pt. "Czekając na świt".

Będzie miało to miejsce 30.10.09 o godz. 19.00 w Bałuckim Ośrodku
Kultury "Na Żubardzkiej" (Żubardzka 3) w Łodzi. Tel. (42) 651 67 47
Wstęp wolny, możliwość zakupu tomiku autorki.

Brak komentarzy
Grupa poetycka "Euterpe"
Notatkę dodano:2009-10-18 00:06:37

Moja przyjaciółka z liceum, Justyna, zaprosiła mnie ostatnio na spotkanie grupy poetyckiej "Euterpe" w Bałuckim Ośrodku Kultury. Bardzo cieszę się, że tam poszłam. W pierwszej chwili przestraszyłam się bałaganu panującego w sali i luźnej atmosfery, ale szybko przekonałam się, że to bardzo przyjaźni, twórczy i otwarci ludzie. Mam zamiar pojawić się na kolejnych spotkaniach grupy.
Warto tu nadmienić, że niedługo zostanie wydany tomik wierszy Justyny Mańki pt. "Czekając na świt". Już nie mogę się doczekać.

e7ad6f33a9d86fb18003885fb40d1086.jpeg

Brak komentarzy
Koniec wakacji
Notatkę dodano:2009-10-07 23:32:55

Ostatnio przechodziłam przez trudny okres. Moje nerwy były naciągnięte do granic wytrzymałości. Kosztowało mnie to dużo wysiłku ale ostatecznie udało mi się chyba znaleźć rozwiązanie. Naturalnie, nie jest ono idealne, jednak w tej postaci wszyscy mogą je jakoś zaakceptować.Teraz już jest lepiej. Jakoś tak lżej na duszy.
W tym roku wakacje nam się nieco przedłużyły, ale za parę dni wracam na uniwersytet. W czwartek spotkałam się już w Cafe Wolność z Sonią i resztą studentów MISH. Omawialiśmy inicjatywy, jakie może podjąć nasze koło naukowe. Wpadliśmy na pomysł zorganizowania konferencji, której celem byłoby ocieplenie wizerunku Rosji wśród Polaków. Osoby ze stosunków przygotowałyby coś o polityce, z filologii - o literaturze, inni o sztuce itp. Nie wiem, może powiem, że Putin jest fajny albo coś. Zobaczymy, jest jeszcze sporo czasu.
Powoli zabieram się za układanie planu. Jak znam życie, nie będzie to łatwe. Wybrałam sobie na razie przedmioty opcjonalne - organizacje zbrojne w Ameryce Łacińskiej i wielokulturowość w UE. Zastanawiam się także nad wyborem języka - chyba zdecyduję się na hiszpański, ale kusi mnie także rosyjski, ze względu na pewnego Rosjanina ;) .
Oczywiście ciągle dużo czytam -  ostatnio mojego ulubionego Murakamiego, Gaimana, Allende a także "Federalizm w UE" Ferdinanda Kinskiego.
Piszę także swoje teksty -  pracuję właśnie nad czymś, co ma być połączeniem harlequina i political fiction w konwencji baśni. Brzmi jak przepis na gniota? Cóż, dodam jeszcze tylko, że głównym bohaterem jest Alexander P. , dyktator z zaburzeniami osobowości. Tytuł roboczy brzmi "Jego Ukraina" ale chyba go zmienię, jako że nie ma tam ani słowa o Ukrainie.
Piszę także kompatybilny do tego tekst pt. "Wyspy Szczęśliwe" w którym to Alexander P. i Julia jadą na wakacje.

PS. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Alex!

fa102dae44e0b5e2a0ba4843d67f7205.jpeg

Brak komentarzy
Majorka
Notatkę dodano:2009-10-01 22:23:56

Przed dwoma dniami wróciłam z wakacji na Majorce. Miejsce to kojarzyło mi się wcześniej głównie z plażami, dlatego bałam się, że może być nieco nudno. Moje obawy na szczęście zupełnie się nie potwierdziły.

Wynajęliśmy mały apartament w trzygwiazdkowym hotelu w miejscowości Cala Ratjada. Hotel nie był może najwyższej klasy, za to okolica – przepiękna. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Cala Ratjada jest pełna zapierających dech w piersiach widoków wybrzeża i  miejsc, gdzie można udać się na górskie wycieczki. Mam ochotę to wszystko opisać –  klimat niemieckich knajp, gdzie turyści przychodzą, by napić się piwa i obejrzeć Bundesligę, sklepy obwieszone czosnkiem i papryczkami chili, nadmorskie restauracje serwujące sangrię i owoce morza.

W miejscach, które widziałam, wyobrażałam sobie bohaterów moich opowiadań. Oczami wyobraźni widziałam ich jadących w drewnianym tramwaju przez ogrody pełne pomarańczy i cytryn, na szlakach górskich pełnych dzikich kóz, na Kocim Wzgórzu. Przede wszystkim na Kocim Wzgórzu. To miejsce wprost idealne, aby wysłać tam Farlito i Eiselberga albo Aleksandra i jego Julię.

No, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jak poskanuję zdjęcia z wyjazdu to na pewno dodam.

82401db9327cc50d7b32f6196f5cccb4.jpeg

Brak komentarzy
Dziewczynka z flamingiem
Notatkę dodano:2009-10-01 22:20:52

Porządkując pliki, natrafiłam na taką oto notatkę, sporządzoną przed około trzema miesiącami:

 

W końcu lektor, pan Piotr, ogłosił piętnaście minut przerwy i wszyscy wyszli z sali i poczłapali w stronę automatu z kawą. Ustawiłam się w kolejce za Moniką. Korytarz był dość ciasny, a ponieważ wszystkie grupy miały przerwę w tym samym czasie szybko robiło się tu tłoczno. Teraz, kiedy parter został przeznaczony na naukę języka angielskiego dla dzieci metodą Helen Doron, było tu niezwykle gwarno. Po chwili pan Piotr zawołał Monikę, aby porozmawiać z nią na temat jej wyjazdu na studia do Wirginii, więc dziewczyna opuściła kolejkę. Teraz stałam za Michałem, studentem polonistyki z pierwszego roku.  Nie widzieliśmy się od świąt. Teraz wreszcie mieliśmy okazję porozmawiać, ale słowa jakoś nie cisnęły się na język, toteż omówiliśmy tylko nasze plany zajęć i wymieniliśmy się uwagami na temat zamiarów Moniki. Koło nas wszędzie biegały dzieci, czuliśmy się dziwnie dorośli wśród nich.

Michał spojrzał na mój dekolt i zwrócił uwagę na wisiorek, który dostałam od przyjaciółek z liceum na osiemnaste urodziny.

-Uuu…  kot –powiedział oglądając jego motyw i uśmiechnął się. Także się uśmiechnęłam.

Potem zbliżył się do mnie i szepnął mi do ucha coś jeszcze, ale w ogólnym hałasie nie zrozumiałam, czy mówił o studiach, planach Moniki, kawie, czy może jeszcze o czymś innym.  Czułam jego ciepły oddech na policzku i nie miało to już większego znaczenia. Nie sądziłam, że zdarzy się coś jeszcze, ale chwilę później, gdy już myślałam, że odsunie się ode mnie, jego usta zbliżyły się do moich  i zamknęły w nieśmiałym pocałunku. To było takie lekkie muśnięcie, nic więcej, ale  całkiem przyjemne.

Po chwili usłyszeliśmy za sobą krzyk. Nagle przepchnęła się między nami kilkuletnia blondyneczka o twarzy słodkiego aniołka, która trzymała w rękach wielkiego pluszowego flaminga i wymachiwała nim wściekle, wydając przy tym dzikie odgłosy.


Nie wydarzyło się już nic więcej. Przerwa zaraz się skończyła, po zajęciach minęliśmy się bez słowa i każde poszło w swoją stronę. Tydzień później musiałam być na uniwersytecie, więc nie przyszłam na angielski, następnie nie zjawił się on. To już były ostatnie zajęcia. Wygląda na to, że dziewczynce z flamingiem udało się nas skutecznie rozdzielić.
Oczywiście, gdybym naprawdę chciała, mogłabym się jakoś skontaktować z Michałem - tyle że sama rozumiałam dobrze, że to nie ma już żadnego sensu. Znowu. Połączenie zostało zerwane.
To się znów zdarza. Znów jest naprawdę miło i przyjemnie - tak samo jak z Wiktorem, Piotrem, Łukaszem... A potem coś, jak ta dziewczynka, zjawia się by nas rozdzielić. I nie ma już do czego wracać. A może tak naprawdę nigdy nie zależało mi na żadnym z nich? Bo, tak naprawdę, żaden z nich nie jest NIM?
Zastanawiam się, co tak naprawdę łączyło mnie z NIM i czy nadal łączy? Ciekawa jestem, co ON myśli o tej całej sytuacji, ale przecież nie spytam. Nie wiem. Po prostu nie wiem. Nie mogę zapomnieć.

35488b341b746df90e76c0577a557d45.jpeg

Brak komentarzy
Neva masquarade
Notatkę dodano:2009-08-06 17:25:00
Zakochałam się. Tak tak, już widzę minę Dominiki, która po przeczytaniu tego zdania wydymając usta w ironicznym uśmiechu mówi „Znowu!” Wyobrażam sobie także reakcję Roksany, która skonfundowana stwierdza, że moje życie uczuciowe jest pochrzanione i że nic z tego już nie rozumie. Ale wiecie co? Mniejsza o nie. Opowiem Wam o moim wybranku. Poznałam go dzisiaj w Realu. Tak konkretniej to w sklepie zoologicznym w Realu. Właściwie do w ogóle się tam początkowo nie wybierałam, ale będąc na zakupach pomyślałam, że mogę przy okazji kupić także szampon dla mojego yorka. Od pierwszej chwili, kiedy go ujrzałam, zrozumiałam, że pasujemy do siebie idealnie. Te jego stalowe oczka, to jego piękne, srebrne umaszczenie… Uwielbiam koty syberyjskie, a neva masquerade szczególnie. Nazwałabym go Władimir. To imię pasuje do niego idealnie. Niestety, nie ma szans, by mama zgodziła się na kota w domu. Mam już psa, który niechętnie zaakceptowałby nowego towarzysza, zwłaszcza, że nasze mieszkanie nie jest szczególnie duże. Cena 1100. złotych też robi swoje, ale nie sądzę, by był to czynnik decydujący. Mimo to muszę przyznać, że zakupy były naprawdę udane. Kupiłam sobie kostium w Triumphie i sukienkę w Qiosque. Znalazłam też kilka ciekawych pozycji książkowych po pięć złotych na wyprzedaży w supermarkecie.

Brak komentarzy
Coś na lipiec
Notatkę dodano:2009-07-09 01:19:41

Pisząc notki na bloga ostatnimi czasy czuję się trochę jakbym pisała sequel bestselerowej książki. Akcja już dawno w jakiś sposób się zakończyła i nie ma za bardzo sensu już dalej tego kontynuować, ale czytelnicy chcą więcej i z dochodami ze sprzedaży rozstać się trudno. Więc coś tam się pisze. Autor wyrobił sobie całkiem niezły styl dlatego pisanie idzie mu całkiem nieźle. Pojawia się kilka całkiem fajnych scen. Tyle, że to już za bardzo nie ma sensu. Autor poszukuje nowych wątków, ale żaden z nich nie jest wystarczająco atrakcyjny, by uratować tę historię. Próbuje wrócić do starych, ale one już dawno zerwały się. Chociaż to głupie, ma jeszcze nadzieję, że kiedyś uda się je pozszywać.

Tak od mniej więcej roku wygląda moje życie. Wciąż próbuję nadać tytuł, ale nie ma to żadnego sensu. Okres przejściowy? Coś między? Na razie nie jestem w stanie napisać drugiego tomu.

Przynajmniej są wakacje i mogę trochę odpocząć. Jakoś to jest. Zapisałam się na kurs niemieckiego. W końcu udało mi się znaleźć grupę dla zaawansowanych. Niestety, nie obyło się bez problemów – przy zapisywaniu się pani w sekretariacie pomyliła moje dane z danymi dziewczyny o tym samym nazwisku. Możecie sobie wyobrazić, jakie było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że powinnam chodzić na kurs podstawowy. Rozmawiałam z lektorką, która potwierdziła mój stopień znajomości języka. Pomyłka wyjaśniła się dopiero przy spisywaniu umowy.

Grupa jest mała, ale całkiem sympatyczna. Poznałam naprawdę miłą dziewczynę. Ma na imię Karolina, chodzi do prywatnego katolickiego liceum w Skierniewicach i zamierza studiować medycynę. Wiem jak to brzmi, ale jest naprawdę w porządku.

Poza tym znów doszło do głosu moje uzależnienie od książek. Byłam dziś w bibliotece, jedynie po to, aby oddać podręczniki do ekonomii i islamu. Nie mogłam się jednak powstrzymać i wypożyczyłam „Kafkę nad morzem” Murakamiego i „Wstęp do geopolityki” Colina Flinta. Obydwie te pozycje wyglądają na bardzo interesujące. Cóż, czytanie to jest nałóg znacznie silniejszy ode mnie.

 


Brak komentarzy

Wątki:

Moje ostatnie wiersze

Licznik

Odsłon: 57024
Osób: 52478
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017