Jakiś tam ciąg dalszy, no niech już będzie
Notatkę dodano:2009-06-27 18:09:10

 

Dalej? Coś na pewno będzie. Napiszę. Kiedyś. Pa. No więc tak jak obiecałam. Istnieje ciąg dalszy. Jakiś. Pewnie mógłby być lepszy, ale wszystko wyglądało właśnie w ten sposób. Tak jak to opiszę. Nie chcę niczego poprawiać. Oczywiście mogłabym to uczynić, ale nie ma najmniejszego sensu mijać się z prawdą.

W końcu jednak piszę. Tak, wiem, wiem. Od ostatniej notki minął rok. Nie idzie mi prowadzenie tego bloga. Kiedyś miałam taki ładny, fioletowy na mylogu, prowadziłam go całkiem regularnie. Ale przez ten rok zupełnie nie miałam czasu na pisanie bloga. Szczerze powiedziawszy, nie miałam czasu na nic.

Tak to już jest jak się jest studentem MISHu. Bycie elitą zobowiązuje. Nie można wracać zbyt wcześnie uczelni do domu, nie można leniuchować w weekendy. Cholera, dlaczego wciąż ktoś chce z nas robić jakąś elitę? Czy ja na pewno taka jestem? Przecież chętnie siedziałabym pół nocy czytając książki Murakamiego a potem spała bym do południa.Tak jak pisał Murakami. Obiektywne fakty. Mam na imię Ania. Lubię irlandzką muzykę, deszczowe noce w czerwcu i szybkie motocykle.

Lubię pisać. Jakby na to nie patrzeć, pisanie pomaga uporać się z rzeczywistością. Spojrzeć na pewne sprawy inaczej. Wydaje się, że zaczęłam nowy rozdział. Nowe problemy, sprawy. Czasem udaje się. Naprawdę mnie pochłaniają. Czy właśnie po to dodaję do swojego planu zajęć tyle przedmiotów? Zapisuję się na kolejne kursy językowe? Cholera, dlaczego tak trudno jest znaleźć wakacyjny kurs niemieckiego na wysokim poziomie???

W końcu mam za sobą sesję. Mogę wreszcie odpocząć. Wyspać się. Spędzić trochę czasu z przyjaciółmi. Przeczytać te wszystkie książki, które zgromadziły się między czasie na półkach.  W sierpniu jadę na Majorkę. Właściwie to pieprzyć Majorkę, ja chcę po prostu się wyspać.D

Dobrze by było też coś napisać. Zacząć nowy rozdział. Kilka razy próbowałam zacząć coś nowego. Było przyjemnie. Naprawdę miło. Ale to nie to. Chyba jestem zbyt stała w uczuciach. Dlaczego to wszystko sprowadza się do jednego. Dlaczego?

Teraz mam trochę więcej czasu, więc wygląda na to, że nie długo można się spodziewać kolejnej notki. Pozdrawiam.

 

 

0d084d18fff7694dd74aceb3bbee820e.jpeg

Brak komentarzy
Kuba.
Notatkę dodano:2008-09-03 03:06:52

Wróciłam dzisiaj z Kuby. Mogłabym napisać bardzo wiele o tym wyjeździe. I tak też planowałam, opisać to wszystko co widziałam i co w okół mnie się działo, a może także to wszystko, co wcale się nie wydarzyło. Pewnie usiadłabym przed komputerem rozbawiona i zaczęła opowiadać głupoty na przykład o najpiękniejszym na wyspie budynku jakim była rosyjska ambasada (jakże łatwo podłożyć to pod nasza bajkę, czyż nie?), Batiście, Reaganie i Bushu w Galerii Idiotów, albo o radzieckich cudach techniki, które wiozły nas wgłąb dżungli, do wodospadów.

Doczytawszy do tego miejsca dziewczyny zapewne zaczęłyby się śmiać i robić głupie aluzje, a ja podchwyciłabym temat i odpowiedziała coś w rodzaju: "Władimir zapewniał, że są całkowicie bezpieczne. I faktycznie, choć po drodze silnik przestał pracować i zatrzymaliśmy się na chwilkę w końcu jednak dotarliśmy bezpiecznie na miejsce, do wodospadów." Ta uwaga rozbawiłaby nas wszystkie, w końcu oparta byłaby na żarcie, wszystkie wiedziałyby oczywiście, że Władimira tam ze mną nie było. Ale przyznanie tego otwarcie zdawałoby się również być stwierdzeniem nie do końca zgodnym z prawdą, bowiem mówiąc o Władimirze rozumiałyśmy podświadomie, że istnieje to drugie dno, że on jednak gdzieś tam ze mną był, nawet jeśli nie w rzeczywistości, to jakoś tak bardziej metafizycznie na pewno.

I teraz również w to wierzyłam, mimo że przecież niedawno jeszcze słyszałam głośny klakson gdy odjeżdżał, wciąż wierzyłam, że ta historia ma jakiś ciąg dalszy, ciągle jeszcze dusiłam się w jego zbyt mocnych uściskach i marzyłam, by nigdy nie puszczał. I nawet jeśli już dawno zdążyłam się wypłakać , utracić sens życia i kontynuować je na nowo, to przez cały ten czas wierzyłam, że to wszystko nie mogło się tak po prostu skończyć. A nawet jeśli tak właśnie się stało, to i tak warto było przeżyć tych kilka pięknych chwil razem. Nawet jeśli rankiem i tak nie polubiłabym go bardziej choć trochę, to tutaj nocą, koty nie wychodzą nocą na spacer by gdzieś dojść, lecz żeby poznawać... Tak pisałam i wierzyłam w to i nadal pisze wiersze w tym stylu... I tak chyba jest najlepiej. W Hawanie, wieczorami, przy dźwięku pianina, siedząc samotnie na małych ławeczkach porozrzucanych po najmroczniejszych zaułkach czułam, że w jakiś sposób ta historia toczy się nadal. Tylko że kiedy nocą lecieliśmy gdzieś nad Atlantykiem, już po obejrzeniu filmu, wciąż kilka godzin przed lądowaniem w Warszawie naszła mnie taka refleksja, że to już naprawdę mógł być koniec, a to co dzieje się teraz, to już zupełnie inna bajka. Że po wakacjach pójdę na studia, tam może kogoś poznam i on zapewne będzie porządnym człowiekiem, i że... Ble! Nie chcę, by to kończyło się właśnie w ten sposób!

Dalej? Coś jednak będzie. Napiszę jeszcze. Kiedyś. Zapewne. Pa.

Cmentarz w Hawanie

 

 


Komentuj(2)
Kilka słów o maturach
Notatkę dodano:2008-06-18 01:56:03

W ostaniej notce obiecałam, że napiszę parę słów na temat matur. Byl to zamiar dosyć oczywisty i w logiczny sposób wynikający z kolei rzeczy. Teraz jednak, kiedy myślę o egzaminach maturalnych, choć minął zaledwie miesiąć, mam wrażenie, że był to o wiele dłuższy okres czasu. Kiedy w zeszłym roku, po przyjeździe z Niemiec myslałam o tym, co wydarzyło się wcześniej, zdarzenia też wydawaly się bardziej odległe. Teraz, kiedy to Niemcy przyjechali do nas, sytuacja wygląda podobnie. No, ale o przyjeździe Niemców napiszę może innym razem, teraz skupię się na maturze.

Od kiedy pamiętam, egzaminy pisemne nigdy nie wywoływaly we mnie reakcji stresowych. Czasem trochę może denerwowałam się przed wypowiedziami ustnymi, początkowo może trochę strachu wzbudzały we mnie sprawdziany profesora S. ale to trwało krótko i przeszło. Przed egzaminem gimnazjalnym nie odczuwałam strachu w ogóle, kiedy moje koleżanki denerwowały się jak im pójdzie, ja tylko śmiałam się doradzając im, jak popełnić samobójstwo, by nie wyglądało to komercyjnie. Zawsze byłam pilna uczennicą, nie miałam problemów z nauką, dlatego też za naturalne uważałam, że zdam egzamin.No, ale matura to co innego, zupełnie inny poziom trudności i waga egzaminu, więc strach powinien się jednak pojawić. Tak się jednak nie stało.

O maturze myslałam bardzo nie wiele, chociaż bardzo dużo się uczyłam. Nauka była jednak dla mnie przede wszystkim sposobem na to, by nie mysleć o tym, co naprawdę ważne, tak się jednak nie dało, mogłam zająć mysli jedynie na jakiś czas, chociaż czasami, podobnie jak w przypadku mojego zainteresowania literaturą czy poezją, ten wyimaginowany świat całkowicie mnie pochłaniał. Zazwyczaj później szybko zostawałam spowrotem wypluta do rzeczywistości, jednak zdarzało się, że granice między tym, co realne a zmyślone - tak przecież cienkie i nieprecyzyjne -kompletnie się zacierały, także niesposób było dociec, co wydarzyło się naprawdę.

Wysiłek przyniósł jednak rezultaty, i póki co, jestem spokojna o swoje wyniki matur. Zdawalam polski, historię, WOS i niemiecki, wszystko na poziomie rozserzonym. Niedlugo będą wyniki, juz teraz jednak jestem przekonana, że napisałam na tyle dobrze, by zostać przyjetą na wybrane studia.

Wśród moich przyjaciół największe problemy sprawila historia, poniewaz część osób, wybrała temat o losach Polski i Węgier w latach 1919 - 1956, mimo że nie dysponowała zbyt szczegółową wiedzą na temat Węgier w tym okresie. Jeszcze kilka dni później profesor S. nakrzyczał na kilka osób z powodu tego wyboru, grożąc im, że będa pracowac w McDonaldzie. ja wybrałam jednak pierwszy temat, o sytuacji tych samych krajow w XVII wieku, o czym posiadałam dosyć szczegółową wiedzę, również na temat historiografii.

Jako ostatni zdawałam ustny niemiecki. Nauka tego języka w wymiarze trzynastu godzin tygodniowo (siedmiu w szkole i sześciu na kursie) przyniosła efekty i zdałam mature na 95% na poziomie rozszerzonym. No tak, ale miałam dobrą motywację. W dodatku dzień wcześniej dowiedziałam się, że osoba, której naprawdę nie lubię, dostała jedynie 60%. To bardzo podniosło mnie na duchu, chociaż ona i tak właściwie już wczesniej była osobą, która przegrała. Takie moje małe, prywatne zwycięstwo. Jednak ostateczna bitwa rozegra sie później i tym razem nie będzie tak łatwo o zwycięstwo, głównie z powodu nieistnienia reguł, które deydują o wygranej. Jesli chodzi bowiem o maturę, wszystki jest dziecinnie proste -wystarczy po prostu się uczyć.


Komentuj(5)
Gorąca Syberia
Notatkę dodano:2008-05-18 23:13:01

<Poprzednie notki dostępne są pod adresem: http://www.panideazurro.mylog.pl , nie wklejaam ich tutaj ze wzgledu na brak czasu, teraz w związku z wakacjami obiecuje się poprawic i pisac i tutaj i tam>

 

Dawno nie pisałam. Głównie się uczyłam, ale między czasie zauważyłam, że wiele zdąrzyło sie wiele zmienić. Och tak, poczynając od momentu, gdzie mniej więcej skończyłam, najpierw opowiem o studniówce. Ona zaangażowała nas wszystkich, niezależnie od tego, jak bardzo próbowalismy ją ignorować i ciągneła się w sposób zgoła idiotyczny ku narzuconemu nam z góry happy endowi. Swit przyniósł jednak ukojenie i wyzwolenie. Tak więc nawet jeśli ta sytacja odciagnęła nas bw mniejszym lub wiekszym stopniu od głównego wątku to w końcu i tak odnieślismy zwycięstwo - przynajmniej w sensie zniszczenia wrogów. nalezy tu oczywście podziękowac wszystkim sojusznikom, przy okazji skrobnąć o nich coś ładnego i... i tyle. Nic więcej nie da się zrobić, pozostaje teraz juz tylko czekać na ostateczne rozwiązanie. To nastąpi juz niedługo, choć właściwie nie wiem, czy pisze to raczej ze strachem czy z ulgą.

<Poniższy fragment ma charakter humorystyczny, radzę nie brać go na serio. Tak całkiem>

Tymczasem co u innych? Dominika ostatecznie zerwała ze Ździsławem. Wiedziałam, że to w końcu nastąpi. No wiecie, różnica wieku, temperamentu... Poza tym Ździsław był jedynie administratorem w naszej szkole, nie to, co mój Władimir. (mniemam, że Władimira wszyscy znają, prawda?) W każdym razie nie oszukujmy się, staropolska kultura i tańce renesansowe nie są dla niej az tak atrakcyjne jak mogłoby to się wydawać. No i administrator? To znaczy, nie żeby było coś złego w pracy administratora, ale Dominika ma swoje potrzeby i...Czara goryczy dopełniała się, kiedy pojawiły się poważne podejrzenia, że Zdzisław ma romans z profesor B. Żeby pocieszyć biedaczkę, ostatnio na matematyce zamiast grzecznie siedzieć w bibliotece jak prosił profesor, udałysmy się do sexshopu, gdzie kupilyśmy jej tańczącego penisa we fraku i kapeluszu.

U Justyny na razie bez zmian. Nadal jest z Januszkiem (dyrektorem naszej szkoły). Po maturze zamierzają sie ujawnić i ogłosić światu, że w poprzednie wakacje wzieli ślub. Ola i Roksana dzielą Dariem (polonistą). Jak twierdzą, jest on być może mizernym nauczycielem, ale za to ma ekhm... inne atuty, a szczęście, to jedyna wartość, która sie mnoży, gdy ją się dzieli. No cóż, być może niektórzy są zbyt konserwatywni, żeby zaakceptowac ten sposób życia, tak samo zreszta jak inne opisywne tu zboczenia, ale cóż... pozwólmy ludziom być szczęśliwymi według ich własnego uznania... Tymczasem Dario właśnie uczy się gotować. Na razie ćwiczy rzucanie frytek na patelke z odległości metra i uniki przed pryskającym tłuszczem.

Cóż... życzymy powodzenia.

No, ale może wróćmy do mnie. Nie ulega wątpliwości, ze jak dla mnie aktualnie najbardziej hmm... paląca w tych dniach jest kwestia gorących, połyskujących w promieniach upalnego słońca syberyjskich widoków. Tak, tak, kochani, być może wydaje wam się, że "gorąca" to nie jest najszcześliwsze określenie jeśli chodzi o Syberię, ale, uwierzcie, temperatura może byc tam naprawde wysoka. Juz wyjaśniam. Chodzi o to, że aktualnie własnie tam znajduje się Istota Rzeczy - nie ma co się oszukiwać - jedna z wielu, oczywiście nawet nie najwazniejsza, mimo to intrygująca i taka dosyć ... no ... No. Mysle, że to już wszystko wyjaśnia, a jeżeli coś pozostaje jeszcze nie dość zrozumiałe to widocznie musi tak pozostac. Nie moge powiedzieć już ani slowa więcej - to znaczy, nie żebym osobiście nie chciała podzielic się wrażeniami ale niektórzy szaleją na punkcie bezpieczeństwa. Tak wiem, wiem, to juz zakrwawa na manię bezpieczeństwa, ale cóż. Wychodzę z założenia, że czasami lepiej przesadzić z bezpieczeństwem niż dopuścić się jakichś zaniedbań. Dlatego też znaleźliśmy tą knajpę na Syberii. Ogółem rzecz biorąc to całkiem uroczy zakątek, na południu Rosji, przy granicy z Mongolią, w Republice Tuwy. Przepływa tam Jenisej. Naprawdę przyjemne miejsce, co prawda kawę tam podają bardzo podłą, ale za to niezbyt tłoczno, dyskretnie, mozna zachować prywatność. Regularnie bywają tam jedynie różne Czukcze i Kałmuki, ludziska przyjaźnie nastawione, niezbyt upierdliwe a i z natury tak słodko nicnierozumiejące.

< Odtąd można już brać na poważnie. Tylko na Boga, nie czepiac się za bardzo szczegółów, jakby co.>

Teraz żegnam was serdecznie. W najbliższym czasie z pewnoscią znowu napiszę, nie jestem teraz aż tak bardzo zajęta, więc skrobnę coś o maturach i planach na wakacje, a może i dalsze życie. Zobaczymy.


Brak komentarzy
Hej!
Notatkę dodano:2007-07-10 01:00:55
Cześć, jestem Vanillivi d'Azurro, lub po postu Ania. Pare dni temu zarejestrowałam się na tym portalu, więc myślę, ze dobrze by było, powiedzieć więcej. Zastanawiałam się, co powinnam napisać w tym dziale, bo naprawdę nie chce kłamać, ani posługiwać się żadnymi szablonami. Kiedy jedna z czytelniczek stwierdziła, że chciałaby mieć tak ciekawe życie jak ja, poczułam, że dała się zwieść kłamstwu, chociaż przysięgam, że te wszystkie głupoty, które tu wypisuję, to najszczersza prawda. Jakby wzięła za życie to co było tylko chwytem literackim, za pomocą którego przemieniłam szarą rzeczywistość w kolorowy sen. No, ale do rzeczy. Wypadałoby się jednak przedstawić, więc napisze wprost. Nick Vanillivi d’Azurro zastępuje imię Ania, mam 17 lat, chodzę do drugiej klasy liceum o profilu europejskim z rozszerzonym niemieckim. Jestem typową humanistką, uwielbiam czytać książki, pisać opowiadania i wiersze, historię i języki obce, szczególnie niemiecki. Za to chemia i fizyka to dla mnie czarna magia, chociaż staram się je jakoś zaliczyć na czwórki. Co w przyszłości? Już w wieku pięciu lat postanowiłam, że będę miała najlepszy zawód i zdobędę cały świat i od tej pory wiele się w tej kwestii nie zmieniło. A tak serio to myślałam o stosunkach międzynarodowych, europeistyce albo politologii. Mam okropną siostrzyczkę, którą wszyscy biorą za moją bliźniaczkę bo choć cztery lata młodsza, cztery centymetry wyższa, i psa którego dostałam mimo iż wszyscy wiedzą, że uwielbiam koty, a jednak nie wyobrażam sobie życia bez niego. Słucham Emilie Simon, Björk, Rammsteina, Die Toten Hosen, Shakiry , Nelly Furtado, System of a down…I wiele innych, bo jak zacznę wypisywać, to długo nie skończę. Mam kilka wspaniałych przyjaciółek… i co by tu jeszcze napisać… . Chcecie się dowiedzieć więcej? To zapraszam tutaj: http://www.panideazurro.mylog.pl. Pozdrawiam. Vanillivi d’Azurro
e1db50dffe474ebf41d339261625cdef.jpeg

Komentuj(11)

Wątki:

Moje ostatnie wiersze

Licznik

Odsłon: 56957
Osób: 52411
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017