Tysiąc znaczeń...
Mania

Tysiąc znaczeń...

Kessy - księżniczka P.R.CZ.Ż została zdradzona przez swojego starszego brata. Czy wraz z zwykłym ludem pokona złe moce?

Moje ostatnie wiersze

Licznik

Odsłon: 14603
Osób: 14385
2. Linia Horyzontu
Notatkę dodano:2010-06-11 15:46:10

        Clary siedziała i siedziała w ciemnym kącie więzienia. Już cała zdążyła się pobrudzić kurzem i nasiąknąć zapachem stęchlizny. Miała zamiar wszyć się w swoją podświadomość by telepatycznie przekazać Jakeowi informacje, gdy przyszli dwaj strażnicy. Jeden chudy drugi gruby.

- Pójdziesz z nami! - powiedział ten chudy. Może i Clary była drobnej postury, ale także silna i mocna, a także wysoka, więc spokojnie poradziła by sobie z tym pajacem. Lecz co z grubym?

        Zrezygnowana wstała i podeszła do strażników.

- O co tak właściwie chodzi? - zapytała

- Lord Kowchilk chcę cie widzieć- odparł gruby - Dalej! Ruszaj się!

         Dziewczyna wyszła i im się obejrzała na jej twarzy pojawiła się czarna opaska. Widocznie chudy ją założył. Nagle poczuła, że się podnosi. Ktoś ją niósł. - To pewnie ten tuścioch - pomyślała.

         Minęły chyba wieki, gdy dotarli na miejsce. Uwolniona z potężnych łap Clary powoli zdjęła opaskę. Pozwolono jej. Znajdywali się w wielkim pomieszczeniu w której co jeden metr wisiał jakiś portret. Jeden gorszy od drugiego. Pokrwawione ręce, wybite oko czy brak ucha.

 

                                                                    *

 

                                       TYMCZASEM W POLSCE

 

- Ewo szybko! Spóźnisz się! - zawołała Klaudia z dołu - No dalej! Wstawaj!

         Dziewczyna niechętnie wyszła z łóżka. Weszła pod szybki prysznic, założyła ubrania przygotowane wczoraj wieczorem, sięgnęła po plecak....i zalała ją nagła fala światła. Znajdowała się w jakimś pięknym, lecz nieznanym jej całkowice miejscu. Szła po zielonej trawie, ptaki śpiewały, a sarny goniły się na polance. Buummm...jedna z sarn padła jak długa. Krew rozprysła się wszędzie. Ewa krzykła. Wiedziała jednak, że nikt oprócz ( niej samej jej ) nie usłyszy.

         I koniec! Znów znajdowała się w swoim pokoju. Założyła plecak i zeszła po schodach na dół. Jeszcze do niedawna myślała, że wyobraźnia płata jej figle, ale to było coś innego. Magicznego. - Nienawidze tego - pomyślała - zawsze wszystko psuje. Niespodzianki, filmy i normalne życie!

         Jej rysunki przepowiadały przyszłość!

         Jak zwykle nie zdążyła się namyślić bo Klaudia nie zamierzała dłużej czekać.

- Jeżeli zaraz nie usiądziesz to nie wiem co ci zrobie! Jedz bo Wiki bęzie tu lada moment!

        Ewa westchnęła. Usiadła przy małym kuchennym stole. Klaudia podała jej tosty z serem. Zjadła tylko jednego.

- OOO... - krzyknęła - Kika...to znaczy Wiktoria już jest! No to bajo...znaczy pa pa ciociu Klaudio!

- Pa dziecko, pa!

       Na podjeździe czekała już Kika na dwuosobowym skuterku.

- Hejo! - przywitała się

- Cześć!

- Co tam? Coś się stało?

- Nie, nie! Lepiej już jedźmy bon Klaudia nas zabije.

        Ewa usiadła obok przyjaciółki i pojechały na kółko literackie, które prowadził pan Hoginss. Pogoda strasznie się zespsuła. Nagle zaczął padać deszcz, ale nadal było gorąco.

        Na kółku jak zwykle nuudaa! Dziewczyny pogadały sobie w ich zeszyciku GR ( Globalnych Rozmów ). Jutro 14 urodzniny Kiki. A Ewa nawet nie kupiła prezentu. Jutro 06.06, czyli urodziny jej mamy. - Nie myśl o tym - karciła się - mama wyjdzie z tego! Słyszysz?! Wyjdzie!

       Po zajęciach pogoda znowu się zmieniła. A może nie?! To tylko Ewa widziala oślepiający błysk, i już nie było jej na tym świecie. Znajdowała się znowu na tej zielonej polance co rano. Tym razem coś kazało jej popatrzeć w góre. Na niebie przesuwały się jasne chnury, ale było tam coś jeszcze. Taka...złota poświata. Podobna do linii horyzontu.

 

                                                                   


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


1. Proroctwo
Notatkę dodano:2010-06-07 15:39:20

 

             Mary stała przed Pałacem Rodzeństwa Czterech Żywiołów. W skrócie P.R.C.Ż. Na dziedzińcu jak zwykle tłumili się ludzie. Mogli tam przebywać od 11.00 do 17.00. Później w pałacu działy się rzeczy o których nikt nie miał pojęcia ( oczywiście oprócz Mary i dwojgiem rodzeństwa tam mieszkających ) . 

            Chociaż było już po 17.00 strażnicy wpuścili ją bez zbędnych pytań. Znali Mar aż za dobrze.

                Pałac był przepięknie urządzony. Prawie na każdej ścianie przyczepione zostały obrazy z kolorowych kamyczków – mozajek. Wzdłuż ułożone ( lub posadzone) kwiaty i rośliny pokazywały piękno wszystkich kontynentów. A to palmy czy kakao, a to sosna czy wrzos, a jeszcze gdzieś indziej ryż lub kukurydza.

                Mary zmierzała do sali tronowej w której zwykle przebywała Kessy, jedna z dwójki rodzeństwa Czterech Żywiołów – jak mówił na nich tłum. Są najlepszymi przyjaciólkami. Sala ta była najpiękniejsza z wszystkich. Na każdej ścianie ( a były ich cztery ) wisiały obrazy przyozdabianie złotem, przedstawiające Cztery Żywioły.

              Kiedy Mary dotarła na miejsce niestety nie zobaczyła Kessy. Za to na jednym z tronów siedział jej starszy brat. James.

-Witaj Mary. Cóż za piękny dzień – powiedział

-Witaj James. Nie wiem czy taki piękny - odpowiedziała – Dzisiaj jesteś jakiś inny!

-Tak. Zmieniłem swoje zwyczaje i uprzedzenia, kiedy dowiedziałem się że zostanę nowym Królem P.R.C.Ż!!!!

-Ty?! Przepraszam że to mówię, ale nie masz żadnych szans z Kessy. Jutro przyjeżdża John, który się wszystkim zajmie! A kiedy dowie się że znowu coś planujesz to...

-To że widziałaś rzeczy nie tam gdzie trzeba i nie o tej porze, nie znaczy, iż musisz wszystkim wszystko wypaplać – przerwał jej – A tak w ogóle to Kessy jest w swojej komnacie. Chyba ćwiczy! Ale na próżno!

                 Mary myślała, że pokopał ją prąd. Czyżby James znowu coś planował?! Miała nadzieje że nie w końcu to same Proroctwo przydzieliło Kessy zadanie zostanie jak to się mówiło wśród ludzi: Królową P.R.C.Ż. A naprawdę spadkobierczynią talizmanu ośmiu rąk i łączniczką między ziemią a niebem, ponadto zatrzymywanie linii czasu.... .

 

 

 

                                                                       *

 

 

                         Jake rozglądał się nerwowo po ulicach. Oczekiwał „ mężczyzny ” , który miał przynieść mu „ paczkę ”. Najprawdopodobniej „mężczyzna” nie był mężczyzną, a „paczka” nie była paczką, ale i tak czekał.

                       Chłopak miał coraz mniej czasu. Łowcy Ciemności mogli zjawić się w każdej chwili. Ta banda jakieś trzy tygodnie temu zaatakowała Smicity, i miasto znalazło się pod ich niewolą.

Nagle koło śmietnika rozległ się cichy, mocny głos

-Chodź do mnie – przemawiał -weź to i daj Clary. Ja nie mam dużo czasu.

                Jake bez słowa podszedł do kosza i odebrał małe zawiniątko. Słychać było tylko cichy szmer i już nie było tego kogoś, kto znajdował się za śmietnikiem.

Tylko parę uliczek dzieliło JK od domu. Domu jego i Clary.

-Przyszedłem siostrzyczko – powiedział Jake, gdy tylko wszedł do przedpokoju. Lecz odpowiedziała mu cisza.

-Halo! Clary! - krzyknął - wróciłem!

                 Jake pokonał przestrzeń między wszystkimi pokojami w parę sekund. Mary zniknęła. Wybiegł szybko by zobaczyć czy LOCH...

 

                                                                       *

 

                 Mary stojąc przed wysokimi drzwiami do pokoju Kessy miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Nie tak normalnie obserwuje. Jakby ktoś przemierzał ją wzrokiem na wylot, wyrywając poszczególne informacje z jej ciała.

                Drzwi otworzyły się, a w nich stanęła cudowna dziewczyna. Była wysoka i miała długie, ( sięgające do pasa ) kasztanowe włosy, spięte w koński ogon. Na jej aksamitnym ciele leżała doskonale obcisła, błękitna bluzka na ramiączkach i krótkie spodenki.

-Cześć Mary

-Cześć Kessy. Przeszkadzam?

-Nie, nie. Właśnie kończyłam ćwiczyć. Wejdź!

 

                                                    *

 

  Mary opowiedziała Kessy o dziwnym uczuciu które napotkała kiedy pukała do jej pokoju.

                  

 

 

- Aha...hm - zamy sliła się Kess - To takie nierealne - Mary zawsze porażała jej niesamowita powaga i sposób wypowiadania się niezależny od okoliczności - myślę, że to może Leon. Ostatnio odkrył posiadanie mocy w jego ciele. Podobno potrafi wydobyć informacje z ciała " swojej ofiary " - tutaj księżniczka pokazała ruchy palcami - Tylko dlaczego miałby testować je na tobie?

- Nie wiem! W ogóle...ja nie znam tego Leona! Kto to jest, tak apropos?

- To nowy doradca Jamesa. Podobno mój brat chcę przejąć tron! Wyobrażasz to sobie - nawet jak Kessy się wściekała, mówiła łagodnie i spokojnie. - ktoś puścił taką plotkę na rynek, a przecież już dawno pogodził się z tym, że to ja mam żądzić Mountrymem.

         Mary nie wiedziała czy powiedzieć przyjaciółce o Jamesie. Z jednej strony bardzo chciała jej wszystko wyznać, ale z drugiej wiedziała rzeczy o których nie powinna nawet słyszeć. - Zawsze jest jakieś ale - przemknęło przez myśl Mary. Westchnęła - Nie wiem co mam zrobić. To wszystko jest takie skomplikowane. - w głowie kłębiło się jej mnóstwo pytań - Dlaczego James chce odebrać Kessy korone? Dlaczego Leon próbował wydobyć z niej informacje? Dlaczego James robił to co robił? Czy chce do tego wrócić? Jakie ma plany? Czy Kessy powinna wiedzieć?

- Hej, jesteś tu?

- Tak, tak. Zamyśliłam się!

- Właśnie widze! A co cie tak zamyśliło? -zapytała , a po krótkiej chwili milczenia dodała - jeżeli można wiedzieć!

- Może później ci opowiem! Po prostu ten Leon..och..nie ważne! Nie psujemy sobie atmosfery!

     

                                                                     *

 

               Jake szykował się do wyjścia. Przygotował prowiant, zabrał czystą bielizne i zamknął wszystkie okna. Pomyślał o LOCHU. Co robiła jego siostra? 

- Mam tylko nadzieję, że nic się jej nie stało. - ale nadal wyszuwał jej aurę. Była lekko zielonkawa, ale nadal niebieska. Czyli dobrze. Niestety jego możliwości na tym się kończyły. Żyła, ale mogła być torturowana, zmasakrowana lub gwałcona. JK musiał szybko coś wymyślić.   

 

                                                                      *

 

               Clary siedziała na ziemi. Znajdowała się w obskurnym pomieszczeniu. Jego ściany pokryte były grzybem. Pleśnią. Kraty w oknach i zamisat drzwi stanowiły przeszkodę w ucioeczce, ale to nie był by problem. Była przecież czarownicą. Przynajmniej tak na nią mówili. Potrafiła namieszać ludzią w mózgu, by robili rzeczy które ona chce. Dlatego jej nie zabili. Kraty pokryte zostały pieczęcią, którą mógł zdjąć tylko ten, co ją nałożył. Clary nie wiedziała kto to.

- Nie poddam się - rzuciła do siebie szeptem - Jestem przecież w LOCHU.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017