Nieistniejący blog
O potędze pióra i myśli spisanych
O filmowej rewolucji…
Notatkę dodano:2009-12-27 20:01:15

Przyszła pora coś napisać. Znowu będzie bardziej filmowo niż książkowo, ale podejrzewam, że pojawi się trochę odniesień do literatury. W końcu nie można mówić o nowej jakości w kinie, bez porównywania do innych dziedzin sztuki, tym bardziej, gdy obraz wywodzi się z tak zacnego gatunku, jakim jest Sci-Fi. Mam na myśli (oczywiście) najnowszy film Jamesa Camerona, pt. Avatar.

Streszczenia fabuły sobie daruję, bowiem nie ma tak naprawdę co streszczać. Pod względem historii jest to Pokahontas w kosmosie, w którym bohaterowie są po prostu bardziej niebiescy. Do tego dochodzi standardowe dla reżysera przedstawienie wojaków, szczypta mistycyzmu, trochę nauki, futurologii, ekologii i masy nawiązań do innych, klasycznych tytułów. Oprócz jednego elementu (pokazanego w zakończeniu) nie ma w Avatarze nic nowego, odkrywczego. Jednak Cameron jest na tyle sprawnym (genialnym) twórcą, że znane i lubiane motywy połączył tak fantastycznie, że wyszło z tego świetne, zapierające dech w piersiach kino, które absorbuje widza w stuprocentach, wyciskając z niego każdy rodzaj uczuć. Zapewne nie udałoby się to bez cudownej techniki, która po raz pierwszy w historii pozwala odbiorcom cieszyć oczy trójwymiarem przez całą projekcję (trwającą niemal trzy godziny).

Dzięki 3D i porażającej wręcz wyobraźni Camerona jest się czym napawać. Od pierwszych sekund widać dbałość o szczegóły, a także masę pracy, którą wykonano po to, aby Pandora żyła i zadziwiała. Opłaciło się, nigdy w życiu czegoś tak pięknego wizualnie nie widziałem! Nawet gdy nic się nie dzieje, a bohaterowie idą przez las, to oczy latają jak szalone z kąta w kąt, tylko po to, aby zarejestrować każdym fragment tej olśniewającej wizji. Świat Pandory jawi się jako twór niesamowicie kolorowy i plastyczny, a jeśli widać w nim szarość, to wyłącznie za sprawą przybycia ludzi. Koncepcyjnie przypomina to odrobinę połączenie wyspy z Crysis’a z domysłami naukowców na temat fauny we wszechświecie pod różnego rodzaju gwiazdami. Wspomnieć należy, iż każdy zakątek Pandory żyje, co manifestowane jest nie tylko przez wędrówki wielkich zwierząt czy poruszenia barwnej roślinności, ale i poprzez latające z boku ekranu muszki etc. Nie widać więc w tym obrazie sztuczności, nawet gdy zwyczajny sposób kręcenia ustępuje generowanej komputerowo grafice, wszystko wygląda na prawdziwe i cały czas zadziwia. I pomyślcie, że każdy kadr wyświetlany jest w trójwymiarze, przez co uczucie obcowania z filmem nigdy nie było tak silne.

Brawa dla Camerona także za to, że czerpie garściami z klasyki Sci-Fi filmowego, jak i książkowego. Widać w Avatarze choćby motywy znane z Matrixa, Obcego i Blade Runnera, a rozbudowana batalistyka i spektakularne bitwy, to charakterystyczne dla Space Opery motywy. Z książkowych inspiracji doszukać się można aluzji do Hyperiona (podejście do człowieka, do tego jak traktuje naturę i co robi z własną planetą), a nawet do tematów rozpatrywanych przez Jacka Dukaja w kilku pracach – Irrehaare czy Perfekcyjna Niedoskonałość. Ogólnie film Camerona mistrzowsko odnosi się do współczesnych trendów w Sci-Fi i jako rasowy przedstawiciel tego gatunku, próbuje nam także coś przekazać. Zabiera głos w sprawie eksploatacji dóbr naturalnych, obecnie prowadzonych działań zbrojnych (m.in. w Iraku), czy dawniejszych poczynań naszego gatunku (jak chociażby zdziesiątkowania Indian). Poza tym dobitnie obnaża duszę człowieka i robi to w sposób bardziej wiarygodny, niż Dystrykt 9.

Z tych powodów odsyłam każdego fana gatunku do kina. Od wielu lat nie było takiego przepychu w Sci-Fi i trzeba z tego korzystać, tym bardziej, że sama technika jawi się niemal tak samo rewolucyjna jak wprowadzenie dźwięku do filmu. Szkoda tylko, że po seansie dookoła jest tak szaro, a samemu nie jest się niebieską istotą, potrafiącą dosiadać fruwające pod niebem stwory.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Licznik

Odsłon: 126745
Osób: 122802
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017