Tak dobrze, że aż źle
spotkania z Jolantą Kwiatkowską

logo

Co robię, przed, żeby nie wpaść w pułapkę.
Notatkę dodano:2014-12-30 13:31:47

Dlaczego dopiero tak póżno, odkryłam pułapkę Nowego Roku? To proste. Nie słuchałam "paplaniny staaaarych" ludzi z mojego otoczenia: babci, mamy, cioć rodzinnych i przyszywanych.

 

Północ.

      Spojrzałam na zegarek i wyszłam na balkon. Czekałam, aż zaczną strzelać sztuczne ognie, z myślami przepełnionymi czasem. Pojęciem, którego nie można jednoznacznie zdefiniować. Nie istnieje dla przyrody czy zwierząt a jednocześnie jest niezbędną wartością dla funkcjonowania ludzi. To ludzie potrzebują świadomości początku i końca. Pory snu i działania. Pracy i odpoczynku. Podziału na to, co było, żeby wiedzieć, że jest teraz i że będzie jutro ( w zasadzie powinno się mówić: może będzie). Po to wymyślono rok z podziałem na miesiące, tygodnie, dni. Dobę, godziny, minuty i sekundy. I to ludzie, odnotowali z satysfakcją, że „namacalnie” ujarzmili czas: przeliczając, mierząc, określając upływ czasu. 

Przypomniał mi się wierzyk T. Boy-Żeleńskiego i wyrecytowałam głośno do rozgwieżdżonego nieba:

            By uniknąć ambarasu,

            Wzięto rok za miarę czasu.                          

            Dzielą go (bardzo wygodnie)

            Na miesiące i tygodnie.

            Tydzień znów z grubsza podzielę

            Na zwykłe dni i Niedzielę.

            Do pracy są zwykłe dzionki,

            A Niedziela dla małżonki.

      Nieujarzmiony czas, nie zwracając uwagi na to, co się o nim myśli, co mu wypada a co nie: biegnie, płynie, cofa się lub stoi w miejscu. Pozwala sobie mieć dobre i złe humory, i wtedy sprawia, że ludzie tracą poczucie czasu i ze szczęścia, i z wielkiej rozpaczy. Zezłoszczony niedocenianiem go – perfidnie mści się. Sam będąc wiecznym – co do sekundy odlicza ludzki czas. 

      Strzelanie na powitanie Nowego Roku uświadomiło mi, że  ludzie wiwatując, ściskając się, całując – zatracają świadomość i nie widzą, że wraz z deszczem świetlistych ogników ich wzrok atakuje pierzasta ślepota. Oślepieni przyjmują z radością noworocznego bobasa, nie dostrzegając w nim konia trojańskiego, który podrzucił im w prezencie – zapomniany czas.

     Ten, który często jest przygarbiony od nadmiernego ciężaru noszonego na plecach. Ten już spowolniały od zużycia materiału w nieprzeliczalnej w kilometrach wędrówce. Ten, u którego inni dostrzegają tylko liczne zmarszczki, zwiędniętą skórę i opadające powieki.

      Ten, któremu odebrano już prawo do widzenia w kolorach. Słyszenia mruczących zalotów dochodzących z dachu. Oddychania orzeźwiającym powietrzem wiosny, korzystania z energii promieni letniego słońca i pląsania po jesiennych liściach. Ten, który jest tylko zdziwaczałym i śmiesznym, chcąc ogrzać się w zimie dotykiem czyjegoś ciała.

      Ten, który pod powłoką starca dalej jest tym, którego tak niedawno witano z radością, uśmiechem lub łzami szczęścia

      Zlekceważony, odrzucony, potraktowany jak bezużyteczny przedmiot, nie obraził się, tylko podrzucił dowcipny prezent. Odchodząc samotnie, wybełkotał bezzębnymi ustami: „Pa. Do rychłego zobaczenia”. I śmiejąc się cichutko zapewniał: „Przywitam was tam, gdzieś, w lepszym świecie, z indywidualną atencją, każdego tak, jak pożegnał mnie”. 

On – Stary … – Rok.

      Noworoczny dzidziuś obdarzony jest unikatową umiejętnością manipulowania czasem. Normalnym śmiertelnikom wydaje się, że czas porusza się jak wahadło. W lewo, w prawo i znów w lewo i ponownie w prawo. Pewnie constans?!

     Niekiedy czas zatrzymuje się w miejscu i niektórzy chcieliby go przyśpieszyć. Nic z tego. Trwa i trwa. Strzałka sekundnika porusza się w niewidocznym tempie, jakby zamarła w miejscu. Innym razem jakby się opiła szaleju gna na oślep, żeby nie dać się wyprzedzić tej minutowej i godzinowej. Dla większości ludzi czas jest czarowną studnią bez dna. Są przekonani, że zaczerpną chwile z jutra, z za rok, z za trzy, z za dziesięć – i nadmiar czasu nigdy się nie skończy.

      I tylko malutki przybysz przemoczony szampanem, oślepiony ogniami i ogłuszony petardami, zdaje sobie sprawę, że starzeje się z sekundy na sekundę, z minuty na minutę. A my z zaskoczeniem, zdziwieniem, najczęściej z niedowierzaniem i towarzyszącym lękiem, już jesteśmy w czasie, w którym towarzyszy nam nadzieja, że ktoś nie zapomni nas pożegnać, zajęty ściskaniem rąk młodości.

      Na balkonach sporo ludzi. Strzelały, spóźnione korki od szampana, wznoszono okrzyki: „Za Nowy Rok”, a ja szeptem rozmawiałam ze wszystkimi moimi Starymi Roczkami.

     „Przepraszam, że wymijałam was w pośpiechu i omijałam szerokim łukiem biegnąc ku życiu. Za to, że złorzeczyłam na codzienną monotonność. Za to, że klęłam na dłużyznę minut. Za to, że wściekałam się na prędkość, z jaką mijały cudowne chwile. Za niedocenienie niezwykłości godzin, które odganiałam jak uprzykrzone robactwo. Za to, że ciągle liczyły się tylko te następne, z niecierpliwością wyczekiwane, w których pokładałam nadzieję na lepiej, radośniej, szczęśliwiej”.

     Po chwili refleksji w myślach dodałam: „Doceniam ten okrutny czas, który przyszedł po dobrym i dziękuję za szansę na przyjście dobrego po złym”.

     Znów szeptem przyrzekłam: „Nie zmarnuję już ani jednej godziny, przywitam każdy dzień, ostrożnie obchodzić się będę z każdą minutą i pożegnam z myślą, że przeżyłam czas świadomie”.

     I patrząc w nowy czas uciekający do gwiazd, postanowiłam: „Uroczyście i z szampanem żegnać się będę z każdym dniem Starego Roku. Dopiero potem przywitam Nowy Rok, obmyślając sposób na zaproszenie miłych chwil, wiedząc, że złe wproszą się same”.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Licznik

Odsłon: 1958484
Osób: 1776640

Na Facebooku

Jolanta Kwiatkowska

jkJolanta Kwiatkowska

Urodziłam się jako płeć żeńska.
(tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce).
Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać).
Nie zdobyłam żadnego szczytu.
Nie odkryłam żadnego lądu.
Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam.
Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam.
Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham.
Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam.
Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie.
Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęśćia, które zsyła nam każdy dzień.

Wyślij wiadomość do autorki

Zostań fanem autorki w wortalu Granice.pl