Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

DOROSŁY CZY DOJRZAŁY?
Notatkę dodano:2015-07-03 22:31:51

Pierwszy tydzień wakacji Kleszczyka za nami. On nie zdaje sobie nawet sprawy z ekwilibrystyki, którą muszą starsi ponad jego głową wyczyniać aby spokojnie przeszedł ten czas. On bierze co mu dają, i tak powinno być, że nie naruszone jest poczucie bezpieczeństwa małego człowieka. Pewien poziom wiary i zaufania do dorosłych. Stajemy na wysokości zadania, z całą odpowiedzialnością bo przecież od tego są rodzice by było bezpiecznie. Obserwuję dzieciaki z otoczenia i zastanawiam się, czy nie za bardzo otaczam skrzydłami tego swojego chłopaczka. Z moich obserwacji wyłania się obraz zbytniej opiekuńczości czy też pewien rodzaj wyprzedzania faktów o ten jeden krok. Młoda wyobraźnia nie daje tak szerokiego poglądu, a ja z większym doświadczeniem wolę wyprzedzać fakty. Czy unieszczęśliwiam swoje dziecko, czy zabieram mu w jakiś sposób samodzielność tym czuwaniem. Niby staram się nie stać za plecami, nie kontrolować każdego kroku w myśl zasady : „jak się nie wywrócisz to się nie nauczysz”. Moje starania zapewne i tak kiedyś zaowocują wyrzutami, bo moje dobrze nie zawsze znaczyć będzie dobrze w oczach młodego. Choć zdarza się bunt przeciwko moim decyzjom, próby szerszego naznaczenia pewnej autonomii, stawianie na „własnym”, jeszcze przed nami wielkie burze mające świadczyć o dojrzałości i dorosłości. Jeszcze troszkę czasu mi pozostało. Jak życie pokazało z moim starszym synalkiem dorosłość metryczna wcale nie musiała oznaczać dojrzałości. Takiej życiowej dojrzałości w której relacje z własnymi rodzicami nie stanowią już obrazu bitew i potyczek tylko przebiegają w jakiś łagodniejszy i stonowany sposób naznaczony pewnym pogodzeniem się z faktem, że rodziców choć się nie wybiera, powinno się chociaż tolerować. Ostatnie półtora roku tolerancja mnie jako rodzica przez starsze moje dziecko przebiegała w pełnej separacji. Nie istniałam w żadnej formie, byłam niebytem. Skoro takiego wyboru dokonał dorosły mężczyzna, pogodziłam się z niektórymi bolesnymi faktami, przyjęłam do wiadomości i nawet w pewnym stopniu zdarzało mi się zapominać, że kiedyś miałam prócz Kleszczyka jeszcze jedno dziecko. Taka forma wyparcia ułatwiała mi funkcjonowanie. Dzięki temu nie załamywałam rąk, nie gryzłam się tym odrzuceniem. Nastąpiło pewnego rodzaju pogodzenie, że tak jest i już będzie. Nie będę utwierdzać wszystkich w przekonaniu, że to łatwe. Że udało się w stu procentach, że w durnowaty dzień matki nie było mi przykro. Przywykłam choć z bólem, czy pewnym poczuciem krzywdy. Dorosły mężczyzna, choć moje dziecko podjęło własną decyzję, mi nie pozostało nic tylko ją przyjąć i czekać na dalszy rozwój wypadków. Lepiej mi było kiedy nie widziałam, nie słyszałam. Niewiedza daje czasami spokój. Skoro ja jako matka przeszkadzałam w jakiś sposób, nawet nie ingerując w dorosłe życie oraz wybory na drodze mojego dziecka, zadaniem, które dla mnie zostało było usunięcie się całkowite z niej. Półtora roku bez słowa, bez życzeń, bez kontaktów. Separacja. Na tym polegała dorosłość mojego starszego syna i jego żony. Czy to była dojrzałość?. Po półtora roku okazuje się że niczym nie sprowokowane z naszej, rodziców strony, nastąpiło otrzeźwienie i jak to ujęła moja synowa „dojrzeliśmy do pogodzenia”. Tylko czy ja dojrzałam do tego by moimi emocjami na własną nutę miano sobie grać. Straszny mam charakter, nie lubię tańczyć tak, jak ktoś mi każe. Wiara we mnie nikła, może moje dziecko prawdziwie wraca z marnotrawności, a ja nie potrafię w tę przemianę uwierzyć. Może teraz to ja chciałabym poczekać. A może poczekam na dalszy rozwój wypadków i zobaczę co wyniknie z dojrzałości, dorosłości i życiowej pokory, czy ona już się pojawiła czy nawet jeszcze nie kiełkuje.   

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163046
Osób: 145501