Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

GALOP CODZIENNOŚCI CZYLI POZA PLANEM
Notatkę dodano:2016-03-17 08:26:07

Są dni, które można zaliczyć do szalonych. Ich przebieg jest inny, pełen dynamizmu i z większymi dla nas, lub innych konsekwencjami na przyszłość. Taki właśnie dzień dziś miałam. Po części spodziewając się tego szaleństwa odwlekałam wyjście spod kołderki na ile to było możliwe. Mając świadomość tego co nas czasami czeka jakaś obawa, wewnętrzny alarm próbuje powstrzymać przed nieuchronnym. A przecież to co ma nastąpić jest nieuniknione. Choćbym robiła uniki, odwlekała to i tak się wydarzy. Nie było sensu pozorować działań opóźniających. Kołdra została odrzucona stanowczym ruchem. Mój dzień się rozpoczął. Bulgoczący kapuśniak o piątej nad ranem niczym sen niewybudzonego wariata miał stanowić preludium do dalszego, nie do końca przewidywalnego dnia. Już wiedziałam, że z niektórych przyjemności będę musiała zrezygnować. Cóż, te które będą mi dane wykorzystam na ile się da. Jednak jeszcze tym jaśniejącym porankiem nie wiedziałam jak potoczą się moje sprawy, choć ich dynamizm dał się odczuć już w trakcie wychodzenia Kleszczyka do szkoły. Biała koszula stanowiąca część galowego stroju tuż przed wyjściem okazała się wybrakowanym tworem, który w trybie natychmiastowym musiał być przed wściekłą matkę doprowadzony do ładu. Brakujący przy szyi guzik, igły, które nie chciały ze mną współpracować, za słabe okulary i ten galopujący jak to zwykle w takich sytuacjach czas.... . Nie dajmy się zwariować, byle guzik nie może doprowadzić do kataklizmu, choć wydaje się to bardzo bliskie. Nim stawię się w gmachu sądu jako niezbędny świadek w rozprawie drobnego pijaczka muszę zrobić coś dla siebie. Przecież to mój wolny od pracy dzień...Do trzynastej mam na tyle czasu by choć próbować rozrzedzić zebrane we mnie emocje na tutejszej pływalni. Z racji planowanej wizyty u ślepej Temidy nie wypada mi obnosić się z plecakiem wypełnionym przemoczonymi chlorowaną wodą basenowymi fatałaszkami. Jakoś upycham wszystkie, choć lekko ograniczone w ilości, rupiecie w swojej poważniej niż plecak wyglądającej torbie. Jak się okazuje zbędne te zabiegi mające sprawić wrażenie mojej powagi i poszanowania dla sądu. Obecność okazała się niepotrzebna, co ogromnie mnie ucieszyło. Zza kulis doszły wieści o pełnym przyznaniu się do winy, wymierzonej karze i fakcie ugodowego zakończenia sprawy. Łomot spadającego z mojego serca kamienia prawie całkiem rzeczywiście słyszałam. Nigdy więcej żadnego świadkowania ani emocji z tym związanych. Czuję się lekko z racji tego odsuniętego kielicha goryczy, z powodu dwóch godzin moczenia na basenie, słońca, które całkiem intensywnie o sobie przypomina... . Ale przecież to nie koniec mojego dnia. Czeka mnie jeszcze coś mającego w perspektywie dać mi całkiem dobre wspomnienia. Nim wybije dziewiętnasta mam czas na Kleszczyka z jego lekcjami, świąteczne mycie części okien i minuty oczekiwania, które już sygnalizują pewien poziom fizycznego zmęczenia. Im bliżej wieczoru tym większe moje rozedrganie spowodowane takim durnym stanem w skrócie określanym jako chciałabym i boję się. Zdaję sobie sprawę że powinno być tylko chciałabym. Cóż jednak mam poradzić na ten drugi czynnik, skoro on wielokrotnie właśnie temu chceniu towarzyszy. A czegóż to tak bym chciała ? Ano wyjazdu na dziewięciodniową pielgrzymkę do Włoch. Rodzicielka moja choć z innymi politycznie poglądami, z odmiennym zdaniem na wiele spraw, wynalazła mi tą eskapadę, w dużej części obiecała sponsorować, a ja mam kawałek kwoty dołożyć, mam ułożyć swoje sprawy tak, by pojechać. I pojadę. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, świat się nie zawali, za miesiąc z haczykiem wyruszę drogą na południe. Coraz bardziej chcę... Okazało się że chcenie ma szansę być wprowadzone w życie, wolne miejsca jeszcze się znalazły, teraz pozostaje tylko czekać by zrealizować coś, co nie miało się wydarzyć a się wydarzy.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163281
Osób: 145736