Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

DO KIEDYŚ...
Notatkę dodano:2016-04-28 19:39:18

Wiem, że nie powinnam, zdaję sobie sprawę, że ten czas mogłabym wykorzystać w jakiś całkiem sensowny sposób z dużo rozsądniejszymi efektami. Siedzę odwrócona od czekających na spakowanie ubrań. Samo włożenie wszystkiego do torby zajmie mi parę minut. W podświadomości będzie dzwonił alarm : a może czegoś nie wzięłaś, może pominęłaś jakąś pogodową ewentualność!?. Kto wie czy właśnie to odkładanie na ostatnią chwilę nie ma dać temu larum jak najmniej czasu na gnębienie mnie wątpliwościami. Już jutro oderwę się od paru zniechęcających mnie spraw, jakbym wskoczyła w inną rzeczywistość z dystansem do tego co tu. Potrzebna jest mi odskocznia, by na chwilę zająć myślenie czymś innym niż otaczające mnie bezmózgie gnomy, które gęsto ostatnio zaludniły moją życiową przestrzeń. Muszę oderwać się od świadomości bezsensu walki z tym tałatajstwem. Może właśnie dlatego tu usiadłam by wylać odrobinę żółci nikogo nie krzywdząc. Życie uczy pokory, choć ona często bardzo gorzki smak ze sobą niesie. Chciałabym tej pokory mieć więcej i to w formie bardziej bezbolesnej i bezsmakowej. By nie musieć myśleć, by umieć się oderwać i co najważniejsze pogodzić nawet z krzywdami. Ciężko mi to przychodzi. Zepsuł mi się programator albo wadliwie został poustawiany w odbiorze tego świata. A może to moje ego zbyt rozrosłe. Będę miała, mam nadzieję, więcej czasu na przemyślenie paru spraw i na ostygnięcie w złych emocjach. Zobaczymy czy mi się uda.

Ciuchy dalej leżą... czy wszystko musi na mnie czekać?... Mam jeszcze parę minut, nim wskoczę w bardzo wartki odcinek swojej życiowej rzeki. Jak to powiedziała moja mama: po co będziesz piekła chleb, lepiej odpocznij przed drogą... . A mój chleb już o siódmej rano wyjęłam z piekarnika, widocznie nie potrafię zająć się odpoczywaniem. Choć może akurat teraz odpoczywam, siedząc, udając, że nie ma za mną tej sterty czekającej by stać się bagażem. Ta właśnie chwila stanowi mój relaks, tylko pewnie moja mama by tego nie zrozumiała.

Za chwilę jadę jako osoba towarzysząca dzieciakom z klasy Kleszczyka na basen. Chyba po raz pierwszy bez konieczności rozbierania, bez przyjemności pływania. Moje dziecko genetycznie przeze mnie obciążone zamartwiało się cały ranek czy przyjdę na czas, czy sobie poradzę... . Staram się przekonywać swoimi czynami, że na mnie jak na Zawiszy, że słowo droższe pieniędzy, że jak coś powiem to tak zrobię, a ono niepomne moich zachowań w strachu niepewności. Dziwna to przypadłość braku wiary a może wątpliwości, czy też oczekiwania, że akurat tym razem matka zawiedzie. I znowu udowodnię, niezawodność o której za chwilę nie pozostanie w pamięci śladu. Widać tak to już jest, że jedni nigdy nie dotrzymują słowa, a jednak za każdym razem się im wierzy a inni wręcz odwrotnie mimo niezawodności budzą wątpliwości. Nie ma wyjścia udowodnię po raz kolejny... .

Zbliża się wieczór, udowodniłam niezawodność, sterta ubrań stała się bagażem, a ja w jakiejś niezdecydowanej wierze, że pozostało mi w domowych pieleszach tak niewiele godzin. Przecież jeszcze parę dni temu nie wiedziałam, że krzyżówka losu wyprawi mnie w nieznane miejsca. Zapewne w równie szybkim tempie ponownie tu zawitam, choć ten czas będzie miał inny wymiar i smak. Postaram się jak najwięcej zauważyć i zapamiętać, i nawet jeśli niewiele z tego skopiuję na zdjęciach, o które mój małżonek bardzo mnie molestuje, niewiele tu opiszę to tego co zobaczę nikt mi nie zabierze. Teraz znikam, dając szansę na odpoczynek od siebie zarówno znielubionym gnomom jak i tym, którzy w jakiś sposób mnie tolerują.

 

Do kiedyś...

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
nektrus:
bardzo ciekawy wpis
817b7f7e48d9a9bca2d8d498423c0715Jak zwykle trafnie ujęte, czekamy więc na to, co kiedyś...

Autor:kselope


Wątki:

Licznik

Odsłon: 162708
Osób: 145163