Bezsensownik

czyli nazywanie rzeczy po imieniu

Takie tam, powiedzmy nowości
Notatkę dodano:2008-07-18 12:36:02

Ulubioną porą szynszyli jest moment kiedy kładę się spać, a ostatnio również godzina czwarta nad ranem. Właściwie, to jeśli chodzi o szynszyle, to mieszkają one teraz w nowej klatce. Razem ze Sławkiem odważyliśmy się wreszcie na zakup nowego dla nich mieszkanka. Klatka jest ogromna. Wysoka na półtora metra, szeroka na ponad pół. Za to prezentuje się doskonale. Czinczila i Kebab skaczą po nowych półeczkach i żerdkach, których jest w nowej klatce dużo więcej. Niestety w nocy robią tak straszny hałas, że z bólem serca muszę je przenosić do starego M1. Małego szynszylątka jeszcze nie ma... Za to dziś w nocy, a raczej o czwartej nad ranem, Kebab znowu urządził śpiewy operowe. Nie pozostało mi nic innego, jak wyciągnąć go z klatki i trochę uspokoić. Oczywiście moment w którym otwierałam drzwiczki, został skutecznie wykorzystany przez Czinczilę, która jak z procy wyskoczyła pod moje łóżko. Oprócz uspokajania Kebaba, miałam jeszcze Chinchilla hunting.

Wczoraj w końcu udało mi się wybrać do Sandry. Wyszłam z domu przed 9:00, podjechałam najpierw na dworzec do Zabrza, a potem do Bytomia. W Bytomiu odebrałam mojego Sony Ericssona z serwisu. Przy odbiorze, zapytałam kobiety, co się właściwie w nim zepsuło, bo że z klawiaturą było coś nie tak, to wiem. Kobieta tylko na mnie spojrzała, rzuciła okiem na telefon i stwierdziła, że tak, klawiatura się zepsuła. Od razu przyszedł mi na myśl stary żart, w którym grupa głupków jechała autobusem. W pewnym momencie autobus się zepsuł. Poproszono grupę o wyjście z pojazdu, natomiast kierowca zajął się naprawą. Jeden z głupków co chwilę podchodził do zdenerwowanego kierowcy ze słowami: - A ja wiem co się zepsuło! Kierowca skutecznie odganiał głupka, jednak po chwili dał za wygraną. Widział, że sam nic nie wskóra, a głupek okazał się ostatnią deską ratunku. Przywołał go mówiąc: - No to w takim razie powiedz mi, co się zepsuło? Na co głupek tylko odpowiedział:- Autobus się zepsuł!

Kiedy dojechałam do Piekar i wysiadłam na dobrym przystanku, znalazłam ulicę na której mieszka Sandra i zadzwoniłam do drzwi. Ta zrobiła mi niespodziankę, bo zaprosiła jeszcze Anię i Sitka. Spędziłyśmy czas opowiadając sobie co nowego u każdej z nas i obżerając się słodyczami. Kiedy dziewczyny poszły, Sandra zabrała się za obiad. Wrzuciła do garnka pierogi z serem i mięsem, ugotowała, później podsmażyła z cebulką i odrobina pieprzu. Nałożyła na talerze, swoją porcję urozmaicając ketchupem. Ugryzła, przełknęła i stwierdziła:- Magda, te pierogi z serem są na słodko!

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
Magda:
No to macie za sobą nowe, jakże ciekawe wrażenia kulinarne:D Ja ostatnio samodzielnie zakupiłam kurczakowe filety, umyłam, ubiłam, posoliłam, opanierowałam - i nawet nie spaliłam smażąc! Brokuły i ziemniaki dopełniły tego mojego najbardziej skomlikowanego do tej pory dania, jestem z siebie dumna;) Pozdrawiam!

Wątki:

Licznik

Odsłon: 696937
Osób: 681603

Mój ślubny blog:

www.weddblog.pl
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017