Bezsensownik

czyli nazywanie rzeczy po imieniu

Cause I got too much life running through my veins, going to waste
Notatkę dodano:2009-03-18 22:12:10

Któryś już raz z rzędu łapię się na tym, że czas ucieka mi taj jak w piosence Robbiego Williamsa. Czas, który jak podpowiada wikipedia, jest jednym z podstawowych pojęć filozoficznych, zagwozdką dla zwykłego śmiertelnika, dla wybitnych natomiast źródłem do snucia zbyt mądrych jak na środek mroźnego, oddalonego o tysiące lat świetlnych od wiosny tygodnia myśli.

Środa, niestety tylko podczas tygodni parzystych jest dla mnie furtką do weekendu. Nie żebym nie miała zajęć w czwartek i w piątek. Otóż mam, kolejno wykład z inżynierii chemicznej i procesowej i chemii organicznej, ale ogrom obowiązków każe pomachać na pożegnanie wyidealizowanemu systemowi studiowania i zabrać się za rzeczy, które angielskie słowo "urgent" doskonale opisuje. A obowiązków namożyło się jak królików przed Wielkanocą. Poniedziałki szczelnie opakowane w wykłady, które najodporniejszych przyprawią o łopatę wątpliwości i pytań o przyczynę wszechrzeczy. Ciągnące się następnie do godziny pół do piątej ćwiczenia kolejno z agnielskiego i IChemu skutecznie wysysają pokaźny, spowodowany rozpoczynającym się, długim tygodniem enuzjazm. Wtorki natomiast odziane są w biały fartuch laboratoriów. I to nie byle jakich! O 8:30 otworem stoją drzwi na chemię analityczną. Co tydzień zajęcią odbywają się z innym prowadzącym, który ma nas zapoznać z metodami instrumentalnymi. Zajęcia trwają do godziny 13:00. W tym czasie nawet najoporniejsi zdążą zaliczyć (lub nie) ustne kolokwium, przeprowadzić doświadczenie i napisać sprawozdanie - często na stojąco, bo stołków jak na lekarstwo (ewentualnie podpierają ściany na korytarzu). Wrażeń wtorkowych dopełniają laboratoria z chemii fizycznej. Od 14:00 do 17:00 można rozgryźć wiele interesujących fizykochemicznych zagadnień, a już z pewnością (choć niewielką) wychodować brodę lodową. Jednak punktem kulminacyjnym jest środa. Wykład z ChFu jest doskonałym momentem aby doszlifować swoją wiedzę na seminaria z chemii organicznej. A seminaria jak to seminaria polegają na cotygodniowym maglowaniu zestresowanych i obkutych po uszy i dziurki w nosie studentów przed tablicą z niezliczonej ilości reakcji substytucji nukleofilowej tudzież aromatycznej. Kolorowych chorób tego rodzaju jest niestety dużo więcej.

Cóż, robić jest co, kryzys jak narazie uczelni ani wykładowców nie dosięgnął. Szkoda tylko, że dzieląc czas na wszystkie te obowiązki nie można go w jakiś cudowny sposób na nowo odzyskać i  przemnożyć.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 696888
Osób: 681554

Mój ślubny blog:

www.weddblog.pl
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017