Blog - migotek

logo

Różne oblicza miłości cz.1
Notatkę dodano:2006-12-23 01:50:05

Miłość.... Takie dziwne uczucie,które posiada parę odmian. Miłość.... Z miłością spotykamy się po raz pierwszy będąc jeszcze małym szkrabem,który nie za bardzo rozumie co się wokół niego dzieje. Wtedy najważniejsze jest ciepło ogniska domowego. Potem wkraczamy już na zupełnie inny poziom miłości,ale jedno pozostaje niezmienne - chęć bycia blisko z drugim człowiekiem.

Z moją mamą od początku musieliśmy radzić sobie sami. Od ojca uciekliśmy gdy miałem dwa lata. Życie nas nie rozpieszczało,ale nie mogliśmy narzekać. Do czasu... Nadszedł moment,kiedy młody człowiek zaczyna tworzyc swoje życie,lecz jak się można domyślić nie zostawało mu to umożliwiane i zaczęły się w związku z tym kłótnie... Ciągnęły się długimi miesiącami. Były o wszystko i o nic. W końcu gdy już się zbliżał początek studiów,powiedziałem:"Dość,nie chcę już takiego życia." i przedstawiłem mojej mamie podanie o przyjęcie do akademika. Było mnóstwo łez,które bardzo mnie poruszyły. Były też obietnice. I pojawił się spokój... Aż przez dwa tygodnie nie było kłótni,lecz jak się pojawiły,to ze zdwojoną siłą. Doszło do tego,że nie chcąc mieć co chwilę nowych kłótni wracałem ok.22-23,by mieć choć odrobinę skupienia na naukę. (Żeby nie było niedopowiedzeń-starałem się pomagać w domu jak mogłem,lecz każda próba pomocy kończyła się krzykiem). Dzięki temu wszystkiemu opuściłem się na studiach,nie miałem czasu na nic.... Lecz pewnego dnia moja znajoma zaprosiła mnie na próbę chóru,w którym to śpiewa. Doznałem niesamowitego uczucia podczas tej próby,dostałem nagle ogromną ilość energii,którą zacząłem wykorzystywać na studiach,by się wyciągnąć. I nagle moja szanowna rodzicielka stwierdziła,że chór stał się moim całym życiem i robiła wszystko by mnie zniechęcić. Zniechęcić od czegoś,co pozwala mi jako tako funkcjonować,by nie popaść w jakąś bardzo poważną depresję. Mamy niezadowolenie zmniejszyło się,kiedy zaprosiłem ją na koncert chóru (a przynajmniej tak mi się wydawało). od tamtego koncertu w domu nie dało się już zupełnie wytrzymać i stwierdziłem,że jest mi potrzebny porządny odpoczynek. Przy okazji dostałem pracę w klubie młodzieżowym w gminie żydowskiej,co poprawiło mi humor. Jako że prezes klubu i ja znamy się z chóru,więc zapytałem,czy jest taka możliwość bym spędził parę nocy w klubie i odpoczął. On się zgodził i przeżyłem najspokojniejszy tydzień od kilku m-cy. Nieuchronnie zbliżał się jednak kolejny koncert. Koncert na Chanukę (święto żydowskie) miał być okazją do radości z powodu zbliżającego się święta. No właśnie... Miał... Na koncert przyszła moja niezaproszona matka...

Oszczędzę szczegółów i powiem tyle: jeśli ktoś w Łodzi ma mieszkanie i chętnie je w miarę tanio wynajmie,to zgłaszam się,bo zostałem bezdomnym...

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
ysh/ Iza:
Ja Cię rozumiem... tyle powiem...

Wątki:

Licznik

Odsłon: 127689
Osób: 53091