Blog - bowska

W Twoim pokoju nie ubywa mi lat...
Notatkę dodano:2007-01-12 23:49:41

Wszystkim tym, którzy trzymali kciukasy i tym, którzy nie wierzyli, że kiedykolwiek mogło się udać - dziękuję. Wszystkich tych, którzy jeszcze nie wiedzą, informuję, że Adaś Nowak ckliwego maila mi napisał. Jego udało się przekonać (za pomoc przy czym dziękuję Tomaszowi B'e), niestety z zespołem poszło gorzej. Rozumiem, że jakby się raz zgodzili, to wywowałoby to lawinę podobnych próśb. I rozumiem, że nie mają żadnej pewności do stopnia umiejętności zaśpiewania danego materiału. I wszyscy razem rozumiemy, że jest mi przykro trochę mimo wszystko, no bo skoro się coś zaczyna, to jednak jakaś wiara w powodzenie musiała się narodzić. Życie, no. I wiem, że to jest do zrobienia, tylko trzeba więcej, inaczej, ale to już nie moja w tym rola, by do tego dochodzić. Kończę temat stwierdzeniem, że znowu zrobiłam coś, co nikomu korzyści nie przyniosło. Zamieszania, zawodu i niedosytu - jak najbardziej.

Pamiętam swój pierwszy dzień w przedszkolu. Podejszła do mnie wtedy jedna dziewczyna, o lokach pokręconych niczym najbardziej zawiłe zadanie matematyczne. Miała duże okulary i sukienke w groszki. Od tego czasu los zaczął nas zawsze rzucać w te same strony. To z nią usiadłam w ławce w pierwszej klasie. To jej musiałam pomagać, kiedy posikała się na lekcji w klasie drugiej. To ją musiałam pocieszać na zielonej szkole, przenosząc jej rzeczy do innego pokoju. To z nią przeżyłam pierwszą lekcje fizyki. To u niej spędzałam czas po lekcjach, dopóki nie dowiedziałam się, że jej rodzice mieli do mnie dziwne awersje. To ona zawsze pomagała mi na matematyce. To z nią licytowałam się o ostatnią naszywkę Dżemu w sklepie. To ona kazała mi iść pomiędzy wilki, które prawie mnie pożarły. To ją pierwszą nazwałam "przyjacielem", mimo, że zrobiłam to w histerycznej furii, kiedy musiałam powiedzieć cokolwiek. Wyrwało mi się jej imie, co zdzwiwiło mnie wtedy bardziej, niż teraz Ciebie. To ona zawsze rzucała racjonalne spojrzenie na moje głupie pomysły. To z nią ubierałam wyimaginowanego ucznia na francuskim. To u niej spędziłam pierwszą część swoch 16nastych urodzin, za co pokutuje(my) do dziś przecież. To ona była powodem największych plotek i roszczeń w szkole. To ona prawie zaprowadziła mnie do sądu. To ona zawsze będzie "jedwabną dziewicą", ze swoim dziwnym psem i bratem. To jej charakter sprawił, że istniały między nami okresy szczerej nienawiści, a teraz już pozostała tylko obojętność podszyta oglądaniem się na ruch tej drugiej, w nadziei odnalezienia i wytknięcia jakieś wady. To ona nie zaprosiła mnie na swoje 18naste urodziny. Nie, wyobraź sobie, że nie mam żalu. Wiadomość ta wywowała raczej śmiech i świadomość  definitywnego skończenia pewnej epoki. No bo przecież już nigdy nie usiądziemy razem, będac takimi, jak wtedy.

Nie mogąc zasnąc w nocy czytałam ostatnio Twoją "Różową kronikę" ;-). Uderza do mnie najbardziej ostatnie zdanie. Kompletnie zapomniałam o tym "a potem zniknął za zakrętem". A przecież to takie ważne dla nas było. I wiesz co. Pomimo wszystkich złych rzeczy, które były między nami, o których ja Ci nigdy nie mówiłam, a Ty zresztą mi też nie. Wczoraj doszłam do wniosku, że chyba Cię kocham. Tak na swój sposób. Tak właśnie dziwnie, z falami przypłów i odpływów. Nieprzerwanie od tylu lat, co każe mi sądzić, że tak już bedzie zawsze. I to najbardziej kocham; że tak już będzie zawsze.

Ostatnia zdarza mi się mówić rzeczy, ktore zdecydowanie nie powinny wychodzić z pola mojego umysłu. Takie małe ryzyka, na którego pozwalam sobie każdego dnia.  Zdecydowałeś się kiedyś, drogi czytelniku, na krok wobec drugiego człowieka, który nie dawałby Ci żadnej drogi odwrotu? Żadnego zrzucenia na "okoliczności", "emocje", "źle mnie zrozumiałaś", "wcale tak nie myślałem", "no to nie do końca tak było"? Ja coraz częściej tak robie i na swój sposób stwarza mi to powody do dumy. Zawsze wtedy serce bije, jak oszalałe, ale dobrze mieć pewność. Albo wte, albo wewte. Dosyć przypadkowości.

Zdecydowanie przyszedł czas na małe zakupy. Plecak mi sie rozpruł, portfel mi się rozpruł, rodzina mi się rozpruła.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
47_freeNajważniejsze w całym zamieszaniu, które profesjonalnie przede mną ukryłąś był twój pomysł (abstrakcyjny z samego założenia), zaangażowanie i nadzieja! Podziwiam odwagę i upór... to jest w Tobie niesamowite. Pamiętasz rozmowe o poświęceniu...? Dzięki Promyczku

Autor:


archer:
Lubię takie zamieszanie.. Podziw i szacunek. Czekam na więcej takich pomysłów.. Jejonku ;)
bowska:
nie ma czegoś takiego, jak "pomysł abstrakcyjny" ;-)
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017