Nieistniejący blog
O potędze pióra i myśli spisanych
O narracji
Notatkę dodano:2011-06-30 12:39:09

Długo mi zeszło z Cryptonomiconem, można by nawet rzecz, że guzdrałem się niemiłosiernie. To prawda, ale nie bez przyczyny tak się stało i nie mam na myśli żadnych braków czasu, niechęci do treści czy innych fanaberii. Ot, Cryptonomicon to powieść, którą (mimo gabarytów znacznych) aż szkoda czytać jak najszybciej, jak najkrócej, choć przyznaję, że wobec licznych wydarzeń tętno podnoszących, ograniczanie się stanowi w tym wypadku iście herkulesowe zajęcie.

 

Fabuły opisywał nie będę, jeśli bowiem ktoś zechciałby się owego zadania podjąć, musiałby liczyć się z tym, że przypominałoby to streszczenie biblii, w którym nawet wzmianka o ukrzyżowaniu i finalnym, armagedonowym rozpieprzeniu stanowiłaby informacje średnio-ważne i do przebiegu akcji niewiele wnoszące.

 

Pierwsze, co urzeka w powieści Stephensona, to skala. Autor ze swobodą zajmuje się problemami wolności osobistej jednostki, aby w kilka zdań później analizować zagadnienia o wymiarze globalnym. W te dywagacja powplatane są losy takiej liczby bohaterów, że siłą trzeba odpędzać kolejne konotacje z pismem świętym (jeśli ktoś z Was pamięta rozległe drzewa genealogiczne z Genesis, to powinien uzyskać kompletny obraz pieczołowitości Stephensona). Postacie są przy tym tak wykreowane, że nawet gdyby się w Cryptonomiconie nic nie działo, to wystarczyłyby do wzmagania emocji. Tyczy się to nie tylko bohaterów pierwszo- i drugoplanowych, ale także tych z szeregów najdalszych. Oczywiście, na pierwszy plan wysuwają się osoby, z którymi przyjdzie czytelnikowi spędzić najwięcej czasu: przede wszystkim zaś Randy Waterhouse, Bobby Shaftoe oraz dziadek pierwszego –  Lawrence Pritchard Waterhouse, który jest najlepiej wykreowanym geniuszem w historii literatury (no, przynajmniej w tym wycinku, który poznałem:-). Sceny z ich udziałem czyta się z wypiekami tak silnymi, że aż skórę przepalają, nie wspominając o tym, że palce nie są w stanie nadążyć z przewracaniem kartek. Przy ich boku zdarzyć się może wszystko; w każdym miejscu na Ziemi.


Budzi podziw także zdolność Stephensona do wplatania faktów między wydarzenia będące wytworem jego wyobraźni oraz brawurowe oddanie istoty postaci autentycznych, takich jak Alan Turing czy gen. armii Douglas MacArthur.

 

Kolejną kwestią wynoszącą Cryptonomicon na piedestał jest akcja oraz jej poprowadzenie. Ta książka to nie wyłącznie cudowne dziecko kreatywności do bieli rozpalonej, ale przede wszystkim ADHD-opowieść, napisana takim rytmem, że szczęka opada, język z ust wylatuje, a oczy ściekają po policzkach. Odnosi się wrażenie, jakby autor nadużył kofeiny bądź mocniejszych środków – niebywałe, aby którykolwiek inny pisarz był w stanie tak dociskać pedał gazu przez 1000 stron, bez chwili wytchnienia, nawet bez przystanku na uzupełnienie elektrolitów. Szał.

 

Pozostałe dwie, uzupełniające się kwestie, to humor i strona naukowa Cryptonomiconu. Obydwie są wyborne i atakują mózg odbiorcy wtedy, gdy się ich najmniej spodziewa. Już scena otwierająca przyprawia o spazmy, a kolejne wprawiają w stan bliski padaczki od-śmiechowej (opis przyjścia na świat Waterhouse’a, jego zaloty do przyszłej żony lub akcje jednostki 2702 to cuda komiczno-stylistyczne). Część naukowa, jak zawsze u Stephensona, jawi się dopracowaną w każdym calu, a co najważniejsze – oscyluje dookoła takiej ilości dziedzin, że dla siebie znajdą coś umysły wszelakiego pokroju. Żeby nie było: Cryptonomicon to nie książka prześmiewcza bądź głupawa, w ostatecznym rozrachunku trzeba mieć naprawdę rozległą wiedzę aby wyłapać konteksty i smaczki, a pointa jest więcej niż satysfakcjonująca.

 

Zdążając do końca opowieści, obawiałem się, że całość skolapsuje od nadmiarów, ale nic takiego się nie stało. Historia urywa się w momencie idealnym, do ostatniego zdania nie tracąc swej lotności. Neal Stephenson to geniusz, który panuje nad dowolnym elementem powieści, kierując narracją z wprawą, jaką posiada (bądź posiadało) kilku, może kilkunastu pisarzy w historii.



« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
GgyERgzkVFfsmDiiPd:
Ingshtis like this liven things up around here.

Licznik

Odsłon: 126810
Osób: 122867
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017