Tak dobrze, że aż źle
spotkania z Jolantą Kwiatkowską

logo

O znajomej - Oli.
Notatkę dodano:2012-03-15 18:30:54

Szukałam i szukałam, i nie mogłam znaleźć odpowiedzi na prawie Hamletowskie pytanie: „Być podwładną faceta, czy nie być”. A gdy już być, to być bierną czy stosunkowo czynną figurą? Wściekła, ale z odpowiedzią wróciłam do domu i opowiedziałam wszystko klawiaturze, która zapisała to jako fragment „Tak dobrze, że aż źle”.

           

………Wróciłam z pracy do domu wściekła na cały świat. Awantura w pracy z kompletnym idiotą, który przedstawianie się zaczynał od wyraźnie zaakcentowanego: „Magister” potem już bełkotał. Ja wiedziałam swoje. Dyplom na pewno kupiony. Trudno nie bełkotać: Wirginiusz Psipsiński. Jedna z koleżanek (zdarzają się takie naprawdę życzliwe) poradziła mu, żeby nie akcentował „magister” tylko swoje nazwisko. „Magistrów multum a rzadkie nazwisko to powód do dumy” przekonywała go, niestety bezskutecznie. Ja wiedziałam, że jednym ze zdrobnień jego imienia jest Wiruś i nadałam mu taką ksywkę, która szybko się przyjęła. Tego dnia wkurzył mnie raz, obraził dwa razy. O jeden za dużo. Po burzliwej dyskusji w gronie paru osób udało się osiągnąć consensus. Wszedł „magister bełkotliwy” i już po pierwszych moich słowach wyjaśnień zareagował z miną nieomylnego eksperta: „To się kupy nie trzyma. Jako magister wiem, co mówię. Przemyślcie to jeszcze raz.”. W pokoju zapadła cisza, w której moje słowa brzmiały głośniej niż zamierzałam: „Wirusie, my nie rozważaliśmy konsystencji gówna, więc kupa może się nawet rozbryzgać”. Zrobiło się ciszej niż cicho. Jedna z koleżanek zbladła pod fluidowo-pudrową tapetą. Któryś z panów zastygł pochylony nad biurkiem, jakby na blacie dostrzegł coś nieprawdopodobnego, drugi wpatrywał się z zafascynowaniem w wyłączony ekran monitora. Magister czerwieniał i już miał swoim zwyczajem wrzasnąć: „Byle baba…”, gdy podeszłam do niego, sycząc pieszczotliwie: „Od dziś nie będziesz już „Wirusiem”. Będziesz oficjalnie naszym kochanym „świrusiem” i wyszłam.

W trzy godziny później wychodziłam z sekretariatu z podpisaną zgodą (na moją, oczywiście dobrowolną prośbę) na wypowiedzeniu umowy o pracę za porozumieniem stron, bez zachowania okresu wypowiedzenia.

Koleżankom powiedziałam, że pogadamy na neutralnym gruncie. Zabrałam swoje drobiazgi i

 po raz trzeci wyszłam, tym razem ostatecznie jako od następnego dnia bezrobotna.

 

 

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
bezrobotna )):
Tak ,czasami trzeba uwierzyć,że jest się człowiekiem i powiedzieć stop,kiedy tobą pomiatają. Po prawie 6 latach harówki dla pewnej firmy ,gdzie szefem była pani w bardzo słusznym wieku (zaniki pamięci dawały o sobie znać)powiedziałam dość i w ciągu jednej chwili po trzech nieprzespanych nocach powiedziałam sobie dość ,czas zacząć myśleć o sobie ! No i od 15 miesięcy jestem bez pracy ...i bez szansy na jakąkolwiek inną, bo tu gdzie mieszkam na pewno nie znajdę,gdyż ta pani i jej koleżanki mi to zapowiedziały. Fakt trochę mi żal ,bo lubiłam to co robiłam,no bo jak wytłumaczyć fakt ,że przez 4 m-ce pracowała po 12-15 godz na dobę za 1tyś zł miesięcznie a pozostałe 8m-cy wysłuchiwałam jaka to powinnam być wdzięczna ,że firma daje mi zarobić 1tyś m-nie,za 8 godz nic nie robienia. A jeśli chodzi o magistrw - to kiedys dość juz dawno temu ,pewna pani przedstawiając mi swojego męża powiedziała ....a to jest mój mąż magister....niestety nie dosłyszałam nazwiska bo natychmiast wypaliłam ,wyciągając doń rękę ubrudzoną ziemią od przesadzania kwiatów - a zawód mój , to widły i gnój - rolnik jestem ! powiedziałam zgodnie z prawdą po czym powróciłam,do moich roślinek.....bo co mi tu będzie jakaś z magistrem wyjeżdżać, człowiek sie liczy ,a nie jego papier.Papier to ja mam w łazience ,czasem nawet pachnący. Pozdrawiam.

Licznik

Odsłon: 1959234
Osób: 1777390

Na Facebooku

Jolanta Kwiatkowska

jkJolanta Kwiatkowska

Urodziłam się jako płeć żeńska.
(tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce).
Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać).
Nie zdobyłam żadnego szczytu.
Nie odkryłam żadnego lądu.
Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam.
Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam.
Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham.
Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam.
Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie.
Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęśćia, które zsyła nam każdy dzień.

Wyślij wiadomość do autorki

Zostań fanem autorki w wortalu Granice.pl