Pomiędzy marzeniem a rzeczywistością

Pan Marchewka
Notatkę dodano:2012-05-29 18:04:03

 

Zadzwonił do mnie niedawno Pan Marchewka. Tak „zwyczajnie” jak to czasami dzwonią przedstawiciele operatorów sieci telefonicznych. Wiem, że pewnie kilka osób uzna, że dlaczego niby o tym piszę… Nie mogłam jednak się powstrzymać. Po standardowym powitaniu, Pan Marchewka wystartował z pytaniem: „Jakie płaci pani rachunki?” Hmmm…  Odpowiedziałam więc (tak wiem, niegrzecznie) pytaniem na pytanie: „A pan?” No bo skoro już tak się sobie zwierzamy… Pan Marchewka jednak całkiem mnie zignorował (profesjonalne podejście do klienta!) i rozpoczął wywód o korzyściach jakie otrzymam z podpisania przygotowanej specjalnie dla mnie (a jakże!) umowy. Właściwie wcale nie miałam chęci tego słuchać, ale Pan Marchewka właściwie mnie o zdanie nie pytał (znów: profesjonalne podejście do klienta). Kiedy udało mi się przerwać słowotok, wtrąciłam, że nie lubię się skazywać na „przygotowaną specjalnie dla mnie umowę”, bo niby skąd ktoś kto nie ma pojęcia i moich telefonicznych upodobaniach może przygotować cokolwiek „specjalnie dla mnie”. Poczułam, że zezłościłam tym Pana Marchewkę. By go udobruchać, poprosiłam, aby przedstawił mi szerszą ofertę, tak, abym mogła sama coś dla siebie wybrać. Niestety, Pan Marchewka stwierdził, że będzie to dla mnie zadanie nadzwyczaj trudne, owocujące tylko i wyłącznie chaosem i znów zapytał o wysokość moich rachunków. W tym momencie nie byłam już kapryśną, czy nawet trudną klientką, byłam obrażoną klientką i to w dodatku klientką z przymusu! W kilku – przyznaję – dość ostrych słowach nakreśliłam Panu Marchewce kilka podstawowych zasad savoir-vivre’u oraz podejścia do klienta. Oby mu to pomogło w dalszej karierze, której nawiasem mówiąc nie wróżę zbyt dobrze.

Dla mnie to też była nauka. Dowiedziałam się, dlaczego w ofertach pracy na liście wymagań podaje się „wysoka kultura osobista”. Przykre ale prawdziwe.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 42297
Osób: 41376

Wieś zatopiona w zieleni, szczekanie psów, szum drzew… Na zboczu niewielkiej górki – cmentarz. Jeden z najstarszych grobowców, trochę zaniedbany, aczkolwiek widoczne ślady dawnego bogactwa: wysoki, wręcz monumentalny, bogato zdobiony, kute ogrodzenie. Obok ziemna mogiła, otoczona popękaną oblamówką. Obdrapany krzyż i tabliczka - daty i nazwisko pochłonął czas; pozostał tylko napis: JuliaH.

Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017