Wprost Naokoło

logo

Lukier na krłasą
Notatkę dodano:2012-10-11 04:26:53

Śniłem o rozrywaniu ciała na kawałki, morderstwo jakieś grupowe czy inna cielesna zagłada. Z majaku w majak prowadził mnie sen, aż do przebudzenia o trzeciej nad ranem. Na wczesne śniadanie szyna weszła w basa doskonale, śmigając po kawą nasmarowanym torze zmęczonego wczorajszym urodzinowym desperadziem przełyku. Po kawie i jedzeniu śmignąłem do samochodu i samochodem do Pyrzowic w tempie ekspresowym, za co dziękuję Robiaczom Autostrad. Na lotnisku długo nie zabawiłem, jedynie chwil kilka wystarczających na przepoczwarzenie się z gąsienicy lądowej w motyla odrzutowego oraz napełnienie brzucha smacznym paliwkiem, a to pierwsze to ja, a to drugie to on. On, czyli ten właśnie, w którego wszedłem, a który, szczytując na wysokości dziesięciu kilometrów, wylądował szczęśliwie we Frankfurcie. Przywiozłem do Frankfurtu czekoladki z alkoholem i pistacjami oraz drugie z alkoholem i wiśniami, a potem wsadziłem je razem ze sobą do samolotu do USA. Przeleciały ze mną dziewięć tysięcy kilometrów nad Europą, Atlantykiem, Grenlandią, Zatoką Hudsona, Kanadą i kilkoma stanami. Wraz ze mną oglądały Meridę i jej lekko niedźwiedziowatą matkę, tysiąc słów w liściach zaklętych oraz wielkie kawały alabastru zamiast piersi czarownicy czarującej wampira Deppa. Wraz ze mną obserwowały języczek u wagi, jak przechyla się z jednej strony w drugą, obierając raz stronę nabrzmiewającej potrzeby, a raz deptania po pani z siedzenia obok w drodze do toalety. I wraz ze mną czekały w kolejce do odprawy celnej, słuchając okiem i oglądając uchem raz po raz film witający cudzoziemców przez własnoziemców na ich pożyczonej od Indian ziemi amerykańskiej, miodem niedźwiedzi łapiących łososie w pysk zębaty i mlekiem chłopca od kału ściskającego swojego konia płynącej. Byłem na ziemi wolnych i w domu odważnych, do których zaliczyłem i siebie po konstatacji w wynajętym samochodzie, że GPS w telefonie uparcie pokazuje lotnisko we Frankfurcie jako moje obecne miejsce pobytu. Zdałem jednak ostatecznie test na orientację. W hotelu zalogowałem się po siedemnastej, akurat na czas, żeby się rozpakować, wybyć do sklepu po piwo i wino, a potem skonsumować żeberka, krewetki, krążki cebulowe i zdrową sałatkę z dodatkiem polanego litrem lukru krłasą, czyli lekką kolację a la Texas.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Licznik

Odsłon: 22041
Osób: 21878