Zakurzalec
Moje kurze duże i nie duże. ;)

logo

Z dziennika wyprawowicza cz. I
Notatkę dodano:2013-01-07 22:10:30

„Doktorze…

- Tak, Henry?

- To jest podręcznikowy przykład, że człowiek codziennie wydeptuje w to samo gówno.”

 

Zaczynam swoją przygodę z konkursem „52 książki”. Zawsze lubiłam czytać, ale nigdy nie przeliczałam ile ich przewertowuję w ciągu tych 365 dni. Zaczęłam dość nie typowo, jak na siebie, bo od Stephen’a King’a i jego „Łowcy snów”. Choć byłam pod niesamowitym wrażeniem „Zielonej mili” (mam tu na myśli akurat film), to bałam się jego książek. Uznawany jest za mistrza horroru, a moja wyobraźnia potrafi być bardziej przerażająca niż nie jeden horror…

Trochę zadziwił mnie styl w jakim ją napisał. Język Kinga nie jest jakoś specjalnie bufonowato wyszukany. Co mnie cieszy. ;) Im bardzie przypomina pospolity język, tym jest mi bliższy.

Ciekawe czy książki faktycznie odzwierciedlają osobowość pisarza.

Pu ki co nie dzieje się nic nadzwyczajnego, trochę tajemniczych linii i wzmianka o chłopcu, który się nie starzeje.

 

„(…) dziewiętnaście lat to niby niewiele, lecz w tym wieku większość młodych ludzi nie pamięta już co to takiego sumienie.”

 

Dlaczego właściwie rzuciłam się na te 52 książki? Przecież mogłam wybrać 12 albo 24. Dlaczego ja zawsze zadzieram wzrok znacznie wyżej niż powinnam. Ciągle w głowie kołacze mi, że nie dam rady. Tylu rzeczy nie dociągnęłam do końca, czemu akurat to miało by się udać? Ciągle jednak liczę na to iż nastanie taki dzień gdy będę stać niezachwianie na linie życia. Nawet jeśli zacznie się to od „52 książek”.

 

„Wracam o pierwszej, do tego czasu jestem historią.”

 

To zabawne, ale kiedy czytam taszczą mi się po głowie różne myśli, skojarzenia, przemyślenia. Może dlatego tak wolno schodzi mi lektura. Za dużo przy nich myślę. Nawet teraz piszę gdy jakiś wers przykuje moją uwagę. Piszę. Uwielbiam lać słowa na papier i klikać po klawiaturze. To przyjemny sport.

Czytam horror w sumie drugi w swoim życiu. Pierwszym była „Czarownica”, której autora nie pamiętam, za to jedyne co z nią kojarzę to silne mdłości pod czas czytania części poświęconej zwłokom.

Za to King wywołał we mnie falę śmiechu. Takie swoiste nagłe, niepohamowane parsknięcie. Nigdy bym nie przypuszczała, że przy tym gatunku można uśmiać się. Nie pomyślałabym, że  taki pisarz w tak groteskowy sposób potrafi umieścić w książce „walenie bąka”, choć domyślam się, że później nie będzie mi do śmiechu. Do te pory za mistrza w ustawianiu „bąków” w odpowiednich momentach w książce uważałam panią Monikę Sawicką w „Demi-sec”.

 

Czemu służy ta pisanina? Zwykłemu wylaniu z siebie myśli, uważam że blog idealnie się do tego nadaje. :) Po za tym dobrze będzie śledzić własne poczynania w etapach konkursowych i zobaczyć co myślałam przy tej a co przy tej.

 

Zakończyłam lekturę na 90’tej stronie „Łowcy…” cytaty pochodzą z książki. Ciekawe czy jutro też coś nabazgrolę, czy może poddam się lenistwu.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Moja ostatnia proza

Moje linki

Licznik

Odsłon: 54491
Osób: 54335