Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

TECHNICZNY ZGON
Notatkę dodano:2013-04-18 20:07:21

Jesteśmy otoczeni z każdej strony różnymi urządzeniami, które nam pomagają, uprzyjemniają , lub nawet wyręczają w codziennych czynnościach życiowo – bytowych. Przyzwyczajamy się do ich obecności, do korzystania i ułatwiania dzięki nim tego co niejednokrotnie żmudne, nudne. Ostatnio wynosiłam pod niebiosa maszynę do szycia dziś coś zupełnie innego będzie zaczątkiem mojego tekstu. Pisałam kiedyś, że w czasie swojej drogi do domu, bezproduktywnego oczekiwania na przystanku i wtedy, kiedy chcę pozbyć się zwykłych dźwięków otaczających mnie zewsząd w moich uszach zakotwiczają się niewielkie słuchawki, z których sączy się muzyka tylko do mojej wiadomości. Przez te chwile mogę w spokoju odciąć się od prozy ryczących wiosennymi szalonymi wojażami motocykli, wyrażających swój entuzjazm lub niezadowolenie dzieci, w nadmiarze kraczących wron urządzających życie w gniazdach na czubkach drzew. Odcinam się, wyłączam, znikam stąd aby pojawić się tam, gdzie każdy dźwięk mogę odpowiednio nagłaśniać lub wyłączyć jeśli taka moja wola. W myślach współuczestniczę w tej muzyce, bywa, że nawet pod nosem zanucę, jeśli otoczenie pozbawione innych osobników ludzkich na to pozwala. Sama ustalam reguły, co , kiedy i jak słucham. Jest to sytuacja dla mnie komfortowa, mogę z całkowitym egoizmem powiedzieć : ja tu rządzę. Tak przynajmniej w naiwności swojej uważałam, nie zdając sobie sprawy a może nie dopuszczając myśli, że maleńkie urządzenie w którym mieści się moje oderwanie od teraz, może stanąć okoniem, zbuntować się i skończone moje rządy. Taka właśnie sytuacja miała miejsce kiedy bez żadnych symptomów, z pełni muzyki w moich uszach nastąpiła zupełna cisza. Laik techniczny w mojej osobie stwierdził : pewnie siadła bateria. Jednak po powrocie do domu okazało się, że przyczyną grobowej ciszy technicznej zabawki coś zupełnie innego musi być. Bunt na pokładzie, żadnego chrobotu, najmniejszego szmeru, zero reakcji sprowadzające się do efektu ciszy. Machnęłam ręką, nie naprawię tego, takie urządzonka kupuje się do pierwszego popsucia aby następnie wymienić na nowy model. Tak też sądziłam, że stanie się z moim. Sporo czasu temu trafiło do mnie za sprawą wygranej w jakimś konkursie więc w myśl zasady powinno być : łatwo przyszło, łatwo poszło. Z pierwszą częścią porzekadła się zgodzę , natomiast druga już będzie dyskusyjna. Przyzwyczaiłam się, przywykłam, że gdzieś tam w otchłani kieszeni ,splątany kabelkami słuchawek zawsze jest w pełnej gotowości do służenia. I co koniec...?

Pewnie zanim zasiliłby swoją obecnością śmietnik poleżałby w bezkresie szuflady, został rozebrany na części przez Kleszcza, oraz po czasie zapomniany przez właścicielkę. Mój małżon jednak pod moją nieobecność stwierdził, że skoro i tak maszynka nie działa, ostatnim czynem na wzór elektrowstrząsu potraktuje umarlaka. Zastosował metodę notorycznie praktykowaną dawniej przy radzieckich telewizorach kolorowych, w przypadku „uciekania koloru”, męska metoda naprawy – z liścia , lub pięścią w zależności od gabarytów ustrojstwa. Albo nastąpi reaktywacja i powrót z niebytu albo ...wymiana na nowszy model. Nie widziałam samej akcji reanimacyjnej mojej mp trójki , jednak cud się stał i powróciła z dalekiej drogi w kierunku śmietniska. Zaczęła działać i jeszcze przez czas jakiś ze mną będzie. Nie obiecam jej demokracji, nie zagwarantuję współrządzenia muzyką , będę ją wykorzystywać na dawnych zasadach w myśl, których to ja tu decyduję, choć jak się okazuje nie zawsze, i nie o wszystkim.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163577
Osób: 146032