Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

WYBUCH NOWEGO
Notatkę dodano:2013-04-29 18:55:47

 

Niesamowita prędkość mijającego czasu sprawiła, że ani się obejrzałam stał się koniec kwietnia. Co prawda dziś dopiero przedostatni dzień tego miesiąca, jednak galop w którym przeleciały wszystkie dni od jego początku stworzył wrażenie, ogromnej szybkości stawania przeszłością tego co przed chwilą było przyszłością. Nic to odkrywczego, ani zaskakującego. Co miesiąc takie odczucie mamy, z tą może różnicą, że letnie miesiące bardziej stonowane pogodowo, nie dają takiej huśtawki i zmienności w naszych odczuciach. Początek miesiąca, kiedy śnieg jeszcze potrafił zaskoczyć a wiosna w żaden sposób nie dawała nadziei teraz przy jego końcu wreszcie mamy prawdziwą pobudkę natury do dalszego, zielonością wyznaczonego życia. Jeszcze nie jest to wybuch pełni ulistnienia, jednak kwitnące o tej porze roku krzewy zaskakują mnogością kolorów. Ludzie chcąc ubarwić swoje posesje nasadzają różnie ubarwione krzewy, które z dalszej perspektywy jawią się całkowitą różowością, intensywną żółcią lub śnieżną bielą. Odrealnione i pozbawione jakiejkolwiek odrobiny zieleni wyglądają bajkowo i niezwykle w tych swoich różnobarwnych przybraniach. Za chwilę kwiecie zniknie zastąpione zielonymi liśćmi a my przez chwilę potrwamy w zaskoczeniu, że tak prędko przyroda uporała się z nierealnością koloru. Zapanuje zieleń w niejakiej jednolitości, gdzieniegdzie tylko przecinana barwami. Teraz jeszcze jest coś co uwielbiam a czego obserwacja sprawia mi przyjemność, taką na jaką mogę sobie pozwolić tylko samym początkiem wiosny. Ogromne pąki liści kasztana z których niejako wykluwają się one wiotkością naznaczoną połyskliwą seledynową zielenią. Zanim staną się wielopalczastymi ogromnymi ciemnozielonymi liśćmi przechodzą stadium bycia delikatnymi niczym jedwab wiszącymi dziwami natury. Kwitnący dąb ze swoimi kudełkami zamiast czegokolwiek innego zanim stanie się mocarzem w zieleni skromnie zaczyna swój sezonowy żywot.

I jeszcze wola życia w przyrodzie, możemy jej, my ludzie pozazdrościć. Ktoś wyciął okoliczne krzaki uznając ich zbędność, może nieatrakcyjność, może kolizyjność z resztą otoczenia, pozbawił wszystkiego co znajdowało się nad ziemią. Pozostałości zeschniętych patyków i resztek nie dawały nadziei na powtórne odbicie a jednak gdzieś z boku, z nadzieją na niezauważenie przez niszczycieli nikłym seledynem ukazują się na rachitycznej łodyżce listki, które chcą być tu i teraz, wbrew wszystkim.

Wiem, że nic to nowego, nic może ciekawego ale ile razy mamy czas aby zauważyć to rodzące się piękno otoczenia? Przechodzimy obojętnie, zagonieni, z głową nabitą swoimi problemami, troskami i nie widzimy bo to mało istotne, nie egzotyczne, nasze swojskie więc nie warte jakiegokolwiek zachodu. A może właśnie od tego trzeba zacząć aby patrzeć i zauważać chwilkę zwalniając i znajdując czas na takie drobiazgi. Na drobiazgi, których być może za parę lat z uwagi na demencję wzroku po prostu nie zauważymy.

 

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163565
Osób: 146020