Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

UŚMIECH NA DZIEN DOBRY, UŚMIECH NA CAŁY DZIEŃ
Notatkę dodano:2013-06-15 22:01:13

 

Dzisiejsza sobota przywitała mnie wspaniałym humorem. I reasumując ten dzień mogę powiedzieć, że jej pożegnanie oraz wszystko co pomiędzy tymi dwom krańcami, było pozytywne, spokojne, bez burz i zawirowań. Lubię takie dni. Nic zdaje się ich nie zakłócać, przechodzą łagodnie i choć wydaje się niewiele wnoszą nic też nie zabierają. Wczesna pora, kiedy przeskakując i omijając „bezdomne” brązowe ślimaki, których całe orszaki wyruszają w różnych kierunkach akurat po chodniku, stanowiącym moją codzienną trasę do pracy nie powoduje mojego złego humoru. Dziś jakoś szczególnie radośnie idzie mi się a to bokiem od świecącego intensywnie słoneczka a to przy ostatnim odcinku w jego stronę. Może świeci tak abym zapamiętała, że akurat w tym kierunku jest wschód, i podobnie jak to świecące prosto w oczy słońce mam jaśnieć radością. I jaśnieję. Parę żywotów ślimaczych uchroniło się przed moim butem, a to dzięki osobistym moim staraniom a to w efekcie szczęśliwej gwiazdy, którą pewnie niektóre z tych mało sympatycznych stworzeń też pewnie posiadają. Mój slalom ratujący życie, nie zostawiający obrzydliwych zwłok, doprowadził mnie do pracy. W uszach utworek, który nie może odczepić się ode mnie od minionej tydzień temu imprezy. „Conga” G. Estefan dodaje mi takiego szwungu, że gdyby nie mijani ludzie, których dziś wybitnie sporo o tej rannej godzinie, to pewnie krokiem samby przeleciałabym całą trasę. Ale jakoś nie przystoi idąc w kierunku mojego miejsca pracy, akurat czynić to w tak wymowny sposób. Nie chcę być opacznie zrozumiana, instytucja w której pracuję zajmuje się lecznictwem psychiatrycznym więc proszę nie dziwić się akurat tak dużym moim oporom.

Na zewnątrz zachowana powaga ani krztynę nie ukazuje jak bardzo skacze mój środek. I niech tak zostanie. Niech w oczach postronnych będę spokojnie idącą do pracy panią w pewnym wieku.

Pani w pewnym wieku odrobiła swoją dawkę pańszczyzny, a że dzień w dalszym ciągu piękny, słoneczny, energetycznie nastawiający całe ciało najwyższa pora była wybrać się na naszą działkę. Ze swojego miejsca pracy mam niewielki kawałek lasu do przejścia i już jestem tam, gdzie moi dwaj panowie już się uwijają. Nie traktuję swojej działki z jakimś wybitnym pietyzmem, nie zabijam się dla plonów, nie szaleję, bo trzeba, bo muszę, na czas posiać. Ja nawet nie staję na wysokości musu posiania w ogóle. Nie zdążę, nie dam rady, jakieś przeszkody nie dadzą mi dotrzeć w odpowiednim czasie, lub tak jak w tym roku pogoda płatająca figle akurat w moje dni wolne, nie pozwoli zrobić czegoś na czas, nie płaczę. Będzie sama trawa, też nie będzie płaczu. Poleżę na niej w taki jak dziś piękny dzień, poobserwuję w szczelinach między liśćmi wielkiej czereśni niebo, a dzięki tym liściom tylko niektóre promienie słońca musną moje ciało, oślepią moje oczy. Jaki jest mój stosunek do tej działki niech unaoczni dzisiejsza sytuacja, która miała miejsce na tym naszym maleńkim skrawku natury.

Nie mamy na tej naszej działce wiele, parę truskawek, jakieś ziemniaki w ilościach bardzo detalicznych, krzaki i drzewa owocowe, wymagające moich „zabiegów fryzjerskich” bukszpany oraz kwitnące byliny. Te ostatnie to niejako moja domena, choć niejednokrotnie zaniedbana, cierpliwie znosi moje nieobowiązkowe i lekceważące zachowanie. Kwiaty zawsze są na końcu w czynnościach pielęgnacyjnych. I podkreślam : robię to ja. Od maleńkiej dwulistnej roślinki wiem, czy potrzebne czy zielsko, zostawić czy stratować. Obciąć, czy zachować. Dziś zajęta czymś innym, nie zwracając zbytniej uwagi co też robią moi chłopcy i nie zauważając nadchodzącej katastrofy. Mężczyzna życia chcąc przychylić nieba, sam zajął się pielęgnacją mojego bylinowego kąta. Kiedy zorientowałam się że coś, ba wszystko w tych działaniach było nie tak, stało się już za późno na naprawę. Siedziała ta moja bida nad krzaczkami lawendy ścinając wystające łodyżki z mikroskopijnymi pączkami kwiatowymi...Na moje pytanie co robi, stwierdził ,że brzydko wyglądały odstające gałązki. Cóż powinnam powiedzieć czy zrobić, czasu się nie cofnie, stwierdziłam tylko, że przeważnie lawendę obcina się po kwitnieniu....nie przed.

Kiepski ze mnie ogrodnik, ale dziś przynajmniej z dobrym humorem . I choć dzień nie kończył się pobytem na działce, jednak to co było później mogłoby skwasić piękno tego dnia. Może kiedyś przy okazji do tego nawiążę, a na dziś czas kończyć w jakiś piękny sposób ten dzień....

 

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163316
Osób: 145771