Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

CIĄGŁA CISZA PRZED BURZĄ
Notatkę dodano:2013-06-30 19:00:23

Zepsuta konstrukcja, choćbym nie wiem jak bardzo starała się wyprzeć myślenie o czymś co za chwilę nastąpi, nie potrafię. Atakują te myśli z ukrycia, złośliwie ciągle są, same nie odchodzą, a odpędzić nie potrafię. Zabierają apetyt, niweczą radość życia, tłamszą optymizm. Brak lekarstwa na ich odsunięcie. Może jeszcze nie dorosłam do stoickiego podejścia, choć świadomość, niemocy w przyspieszeniu życiowych niespodzianek jest we mnie głęboka. Dorosłe życie wielokrotnie kazało czekać, dawało niepewność, iluzję spokoju. A ja pomimo tego nie potrafię normalnie funkcjonować jeśli wiem, że coś się szykuje. Osacza mnie myśl, z każdego kąta się czai, i atakuje w każdym momencie. Wydaje się, już, na chwilę udało się oderwać, nie myślę, ale to tylko złudzenie, bo za sekundę uderzy świadomość wielokrotnie skomasowanym atakiem. Strapienia muszę przejść z całym ich korowodem, żadnej z niewielkich części nie uda się ominąć. Full wypas, a to zawsze się na mnie odbija. Mam świadomość, że łatwiej byłoby się odciąć, przyjemniej byłoby nie czekać niecierpliwie bo i tak moje nerwy niewiele zmienią. Nie potrafię. I ponosi mnie, że nic nie umiem temu zaradzić. Każde doświadczenie którego dostąpiłam, czegoś uczy, w myśl zasady, że skoro nie zabije to powinno wzmocnić. Powinno powodować moją twardość, a jednak nie udaje się być obojętną. Jakiś pokład wrażliwości, której chętnie bym się pozbyła nie daje się zmienić. Jak coś dogłębnie zaboli to muszę odcierpieć, jak ktoś ukłuje złym słowem to choćbym udawała gruboskórność muszę ból przejść w sobie wiadomy sposób. Męczące taki podejście, nie polecam. Jednak sądzę, że nie od nas zależy jaka nasza konstrukcja. Jeden wykrzyczy i ulży, drugi walnie setkę wódki a ja muszę przeboleć. Krzyk nie pomaga, alkohol nie tłumi, wysiłek fizyczny na krótki moment daje zapomnienie. Nie ma lekarstwa. Nie udaje się obejść ani tego myślenia ani konsekwencji, trzeba przeżyć. Cierpliwie przyjąć na barki kolejny życiowy bagaż doświadczeń.

Nie da rady oddać do przechowalni, ciągle trzeba ze sobą nosić. Choć z upływem lat nie ubywa to mimo wszystko dajemy radę dokładać kolejne manatki, staramy się ogarniać i trzymać wszystko w coraz większym podręcznym bagażu. Tu nie ma ograniczeń wymiarowych, wagowych, przechowalnia i tak tego nie przyjmie. Męcz się człowieku sam z tym co ci los w hojności ofiaruje.

Myśl, że innym gorzej, ciężej nie pomaga. Każdego boli jego ból. U mnie jeszcze tego bólu nie ma ale świadomość, że za chwilę coś się wydarzy już stwarza pewną gotowość do ataku losu na moją osobę. Warianty wszelkie możliwe wydają się być zauważone, jednak jak zdążyłam nieraz się przekonać dzieci są źródłem ciągle nowych, nieznanych i niespodziewanych doświadczeń.

Kto ma ule.....

Już dawno przestałam wytykać komuś błędy jego dzieci. Nie ganię, rodzica za zło jego dziecka. Moje własne pokazują na jak wiele może być stać i jak dalece potrafią przewrócić mój świat. Szykuje się kolejna rewolucja. Przeżyję, policzę straty, wyliżę rany i dalej będę żyć tak, żeby inni myśleli że moje życie to sielanka i ciągły uśmiech. Popłaczę tak, że tylko wybrańcy będą uczestnikami tego wydarzenia. Dla reszty pozostanie maska z przyklejonym uśmiechem. Powolutku dojdę do stanu usunięcia maski i dla obcych niewiele się zmienię a sama kolejny bagaż dołożę i mało spokojnie poczekam na kolejną rewolucję.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 162927
Osób: 145382