Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

TRAKTAT DOŁUJĄCY
Notatkę dodano:2013-07-25 20:14:28

Ta notatka powstawała przez czas jakiś, nie dziś, nie wczoraj, na raty

niejako pomiędzy tymi codziennymi zapiskami. Wklejam ją w ósmą

rocznicę śmierci mojego Taty. Są to rozważania, które nie każdemu

mogą być w smak.

Nie są lekkie, ani radosne. Nasze życie składa się z całego

wachlarza odbioru świata. Dziś jest szczególny dzień dla mnie.

Kto spodziewa się mojego poczucia humoru na dziś proszę, niech

po prostu ominie dzisiejszą notatkę.

 

 

Trzecia kawa, ciężkie powietrze, wolne od pracy, choć nie wolne od życia. Od życia nie ma wolnego, od obowiązków można uciec, coś okroić, czegoś zapomnieć, ale życie jest do pewnego momentu, którego nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Początek namacalny, poprzedzony oczekiwaniem, a kres, który u każdego nastąpi już takiego oczekiwania nie daje. Może nie tyle nie daje, ile nie chcemy o nim myśleć, choć zdajemy sobie sprawę z nieuchronności i pewności nastąpienia. Odsuwamy myśl i udaje się to doskonale jeśli człowiek zdrowy, w rodzinie chorób nie ma. Sielanka bezmyślenia o końcu w trakcie trwania. Choroba, czyjaś śmierć staje się zaczątkiem od snucia rozważań. Nie wiemy jak tam jest, nikt nie wrócił. Każdy po swojemu jakoś interpretuje czy to wiarą czy swoiście pojmowaną wyobraźnią lub całkowitym zaprzeczeniem jakichkolwiek istnień za tą jedyną granicą, którą przekroczymy bez żadnego dokumentu. Nikt nam nie podbije stempelka. Wszystkie ziemskie sprawy zostawiamy tu, nic ze sobą nie zabierając. Nadzy i ubodzy zrobimy krok odrywający nas od wszystkiego co tu. I wskoczymy w nieznane, bez wiedzy tego jak tam jest, co na nas czeka, czy w ogóle coś czeka. I czujemy obawę, strach. Strach niewiadomego choć każdy to przejdzie. Są tacy, którzy zmęczeni życiem, chorobą, już nie chcą tego co tu, bo to jest cierpieniem, to jest bólem, na który nie ma lekarstwa, nie ma uśmierzenia. Brakuje sił do walki, poddajemy się umordowani tym co tu nas spotkało, a co jest ponad ten strach przed tym, co za tą granicą na nas czeka. Wiara daje szansę i nadzieję na lepsze to, co czeka nas tam. Obiecuje, że skończy się niechciany ból, że ze zniedołężniałego starca zmienimy się w mogącego wszystko młodego człowieka. I będziemy w tej krainie łagodności wiecznie młodzi, piękni, zdrowi i bez żadnych problemów. Jeśli nie ma wiary, wyobraźnia nie podsuwa żadnych obrazów, będziemy niebytem, znikniemy, nic nie dostając niczego nie oczekując. Co lepsze? Każdy sam sobie powinien odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli istnieje nasza nadzieja na spotkanie tych co przed nami tę wędrówkę rozpoczęli, wiara, że się spotkamy i chcemy tego spotkania, to musimy wierzyć, że do tych spotkań dojdzie, że to co tak bardzo niewiadome jednak istnieje, bo pozwoli nam osiągnąć coś czego pragniemy. Jeśli będziemy negować jakiekolwiek istnienia osób Boskich, które mogą być naszym paszportem przez tę granicę, zabierzemy sobie tę głęboko tkwiącą nadzieję. Nie pozostanie nic w co można będzie mieć ufność. Jeśli wierzymy głęboko i tak jest, że rację mają teolodzy, rację mają prawdziwie wierzący, że jednak coś, tam gdzieś jest, to chciałabym rozważyć pewien problem.

Powiedzmy ja wierzę, staram się swoim życiem przestrzegać zasad ogólnie przyjętych jako niegrzeszenie. Żyję tak aby być według tych zasad dobrym człowiekiem. Zdarzają się potknięcia ale przyjmijmy mam wiarę i w Boskie Osoby i w te spotkania później. I teoretyzując mogę mieć kogoś znajomego, kto nie będzie mieć wiary w to, że coś, tam istnieje. Jednak żyje dobrze, nikogo nie krzywdzi, dobrze czyni jednak nie dlatego żeby nie mieć grzechów. Po prostu dobrze żyje bez wiary, choć mógłby być wzorem stawianym dla głęboko wierzących. Moje pytanie brzmi : czy pomimo jego niewiary spotkamy się, za tym jedynym końcowym szlabanem, w kraju który przecież powinien być dla niego poprzez życie tu dostępny. Choć nie wierzy ...Czy mimo wszystko dwie dobre osoby mają szansę na spotkanie pomimo braku wiary jednej z nich?

Dylematy osoby, która chciałaby a jednak nie do końca iskra w niej płonie. Więcej z niewiernego Tomasza niż z pełnego ufności i zawierzenia Abrahama. Wątpliwości którymi jestem przepełniona nie zabierają mi ufności, której duże pokłady i jednak nadzieja na spotkanie tych, których już od jakiegoś czasu nie ma tu, a tam, gdzieś na mnie oczekują. I z nimi się spotkam, w to chcę wierzyć i choć ciężko mi to przychodzi, wierzę....

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163436
Osób: 145891