Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

IRONIA ŻYCIA...
Notatkę dodano:2014-01-08 21:10:49

Mój biorytmem wykazywany niż we wszystkich mierzonych dziedzinach, nijak się ma do tego co odczuwam. Całkowita rozbieżność pomiarów z doznawaną przeze mnie rzeczywistością. Wykreślone fale wskazują stan, z którego nawet normalne podźwignięcie się z łóżka powinno być wysiłkiem ponad możliwości wykonania. A ja jakby wbrew tym obliczeniom, biegam, emanuję radością, uśmiecham się do siebie, nie tak duchowo tylko całkiem cieleśnie. Przysparzam sobie kolejnych zmarszczek a mimo wszystko nie martwi mnie to. Mam dobry czas, codzienność wypełniona po brzegi. Niby nic wielkiego się nie dzieje, ale jakiś wewnętrzny spokój zapanował i ogarnia mnie każdego dnia. Fizyczne zmęczenie pokonam kolejnym wysiłkiem, który sama sobie zafunduję. I nie przeszkadza ten wysiłek skoro bez przymusu wzięty na swoje barki. Nie wiem co przyczyną tego całkiem miłego stanu, może fakt, że otrząsnęłam się ze złych emocji, wymazałam z myślenia pewne osoby, zakazałam wstępu w moje rejony. Okrzepłam. Może fortuna wbrew biorytmom funkcjonuje, nigdy tego nie analizowałam bo moje sceptyczne podejście nie daje pełni wiary w jakiekolwiek przepowiednie i wróżby. A może one same nie spełniają się z tej prozaicznej przyczyny mojej niewiary. Koło się zamyka i życie odrobinę wbrew przepowiedniom płynie. W zamierzchłych czasach dorastania, będąc nastolatką otoczona paroma osobami które wielką wiarę pokładały w nakazach horoskopów nawet odrobinę liznęłam tej pseudo wiedzy. Wiedziałam z jakim znakiem tak, z jakim w żaden sposób nie, wśród kogo mam szukać potencjalnych przyjaciół, a kto może być dzięki nakazom horoskopowym wrogiem do grobowej deski. I tak sobie analizowałam, w coś zaczynałam wierzyć, jakieś wizje przekładały się na moją młodą rzeczywistość. Aż nastąpił czas życiowych korekt i znak, który niejako pisany miał mi być jako wspaniały życiowy partner, okazał się po długim okresie zaangażowania całkowitym niewypałem. A ktoś, na kim nie powinnam nawet oka zawiesić, że o powierzaniu własnej osoby nie wspomnę, trawa przy moim boku już prawie ćwierć wieku. Skoro aż tak bardzo omylne okazywały się horoskopowe wizje machnęłam na nie z wielkim rozmachem ręką i zupełnie nie przykładam wagi. Czasami z jakiejś ciekawości co też ktoś w swoim fantazjującym umyśle mi naznacza na najbliższą przyszłość, zaglądnę, przeczytam, bez wiary omiotę wzrokiem i dalej pójdę swoją drogą. Moja niewiara nie daje się przełożyć na życie przepowiedniom i nie cierpię z tego powodu. Nawet łatwiej mi uwierzyć w inną teorię dotyczącą mojego życia. Pewna doza fatalizmu daje większe możliwości dla tolerowania zaistniałych spraw. Nie winię za przeżyte sprawy nikogo, ot tak miało być i wypełniło się założenie z góry. Każda sprawa ma jakiś cel, czasami daleko, niedosiężnie dla wzroku, nie dając się powiązać z początkiem czegoś zupełnie jakby oderwanego od zalążków. Człowiek sobie na spokojnie przemyśli, coś z czymś połączy, zauważy dawne relacje, ich kierunki, ich rozwój i zauważa się co na co miało wpływ, co dzięki czemu się stało, z jakiej wiedzy jaka nauka pozostała. Znalazłam kiedyś bardzo mi odpowiadającą myśl, z jej założeniem zgadzam się bez zbędnego komentowania. „Ironia życia leży w tym, że żyje się je do przodu a rozumie do tyłu.” - Søren Kierkegaard

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163350
Osób: 145805