Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

USPOKOIŁA SIĘ MOJA RZEKA, USPOKOIŁA UKRAINA
Notatkę dodano:2014-02-21 22:16:25

Nie ma zimy. Optymistycznie się robi, choć jeszcze równiutki miesiąc do kalendarzowego końca, przecież wcale w określonym terminie może nie przyjść wyczekiwana wiosna, ale równie dobrze może zima zaszaleć i rozpanoszyć się na dłużej. Póki co nie ma i cieszy mnie to przeogromnie. Moja rzeka spokojna, czarny szlam leży bez ruchu na dnie, nawet delikatny poszum go nie porusza. Wody nie za wiele, widać roztopy gdzieś na początku jej biegu się nie zaczęły a może już po nich. Dla mnie ważne jest to, jak ona wygląda tu, u mnie. Mogę sobie spokojnie na jej brzegu siedzieć, w zachodzących promieniach słabiutko świecącego słoneczka. Chłodno się robi wraz z jego zajściem za horyzont. Ale przecież to luty... a ja tak się rwę do tego ciepła. Moja rzeka wyregulowana na ulubionym przeze mnie brzegu, zrobiła się cywilizowana, z dekoracją bazaltowych odłamków. Wierzby jeszcze się nie rozrosły, więc mogę korzystać z dobrodziejstwa przebywania nad samą wodą, i odbierać to co ona mi daje, wyciszenie i spokój.

Standardowo nie potrafię rozstać się z szalikiem, zmieniłam tylko wersję z tej mięsistej w wielu warstwach wierzchem kurtki omotującej moją szyję na bardziej niewidoczną dla ludzkich oczu. Zmarzluchy tak mają, a jestem jednym z nich, co odkryłam wiele lat temu, i do czego przywykłam. I widzę kontrast z tymi ognistokrwistymi, które rozchełstane, z dekoltami wyeksponowanymi, nie obawiają się przeziębień ani chrypek. Ja naprzeciw nim skromnie golfem i nieśmiertelnym szalikiem przykryta. Też bym chciała umieć bez tych szmatek, bez nadmiaru odzienia, cóż kiedy każde usunięcie jest prostym działaniem wbrew mojej naturze, i odbija się natychmiast bólem gardła. Nie pomagają wizyty na basenie, nie hartują na tyle aby z pełnym komfortem pozbyć się tych zalegających szyję warstw. Moja wiosna w garderobie zawsze z pewnym opóźnieniem, dopiero kiedy inni przetrą szlaki odzieżowego pozbywania się nadmiaru.

Moje urlopowanie na półmetku, dziś dla pewnej kulinarnej odmiany chleb i następne dążące do ideału innowacje. Ostatnio były próby z dodatkiem czarnuszki, jednak na wyraźne weto ze strony męża, zrezygnowałam z jej dodatku do chlebowego ciasta. Ja sobie poradzę, czarnuszka wyląduje na tym, czym pieczywo posmaruję bo mi ten smak wybitnie przypadł do gustu. Nie chce czarnuszki, próbuję z prażoną cebulką. Na trzy bochenki jeden na próbę z tym dodatkiem. Inaczej, ale dobrze, Kleszczyk z apetytem je „mój chleb”.

Sytuacja na Ukrainie uspokoiła się na tyle, że ucichły strzały i jest nadzieja, że cywilizowani ludzie zaczną używać czegoś co najbardziej naturalnym sposobem do rozwiązywania problemów – mowy. Oby udało im się dogadać, światu nie potrzebne kolejne konflikty. Nam nie potrzebny strach związany z najbliższymi granicami i sąsiadami. Niech piątki będą leniwe, niech wolne soboty cieszą, niech nie dzieją się złe sprawy.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163324
Osób: 145779