Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

WYRAZISTOŚĆ WAGI MAŁYCH RZECZY
Notatkę dodano:2014-06-02 21:32:50

Z poślizgiem rozpoczęłam kolejny miesiąc. Gdzieś ulatuje natchnienie, częściowo zagadane przez Kleszczyka, w pewien sposób rozmyte prozą życia. Szarpanina taka, jaką przechodzą tysiące naszych rodaków. Wzbraniam się przed kredytami, ale inaczej od jakiegoś czasu nie potrafimy. Odpuściłam, bo wiem, że musimy coś doinwestować, coś zmienić a przy pensjach oscylujących wokół najniższej krajowej inaczej nie damy rady. I trzeba zacisnąć pasa na kolejne lata, okazuje się, że ten pas, którym ściskamy siebie i swój budżet ma dziurek jeszcze parę do wykorzystania. Nie narzekam, choć czasami zdarzają się chwile zwątpienia, marazmu. Wiecznie pod kreską. Mój ulubiony listek spotykając mnie na neutralnym gruncie wracającą z pracy, stwierdza - „ nie poznałem pani”. Nie drążę tematu, bo może się okazać, że nie poznanie wynika z faktu mojej drastycznej, negatywnej zmiany. Uśmiech, uśmiech, jakieś moje „ chyba powinnam puścić totka”. Nachodzą na te słowa dwie znajome z widzenia panie : „no, trzeba puścić ale u nas nawet aby wysłać totka, to trzeba do miasta jechać”. Moje : „widzi pani, nawet jak pani do miasta pojedzie i stamtąd wyśle to przecież żadnej gwarancji na wygraną nie ma. Może trzeba przemyśleć swoje życie i zastanowić się, że przecież największe szczęście czeka na mnie w domu...” . Jedna do drugiej poszeptała, nie słuchałam, pośpiech każe iść po studenta do zerówki. I z jednej strony jest świadomość własnego szczęścia, stanu posiadania tego niematerialnego, a jakby dla przeciwwagi i ta druga strona, która nie chce dać o sobie zapomnieć. Normalne życie a jego odbiór w wielkiej mierze od nas samych zależy. Przecież mogę powiedzieć, mam dość, szlag by to, na cholerę to wszystko. Tylko czy warto. Szarpanina nie na wiele się zda, może trzeba odpuścić, pokornie schylić głowę, zaciągnąć pasek o kolejną dziurkę sprzączkę przewlec i wiedzieć, że jest coś ważniejszego. Pewnie, że nie zawsze starcza cierpliwości, że czasami przytłoczy codzienność bez większych perspektyw na lepiej, więcej, kolorowiej ale ode mnie w wielkiej mierze będzie zależało czy się poddam czy podołam w niesieniu swojego bagażu i swoich trosk. Może dzięki swojemu patrzeniu na otaczający mnie mały kawałek świata, łatwiej znosić szarzyznę. Jadąc do pracy o piątej rano widzieć unoszące się ponad polami mgły, nad którymi pierwsze promienie pomarańczowo świecącego słońca dają szczyptę nadziei, że ten dzień będzie dobry. Zaparowane szyby busika ciągną w drugą stronę tę bardziej prozaiczną, jakby za dwoma warstwami mgieł człowiek był, ale przecież mogę jednym ruchem ręki mgłę z szyby zetrzeć, i już wraca kolor, już inaczej świat wygląda w ostrzejszych konturach i mocniejszym świetle. Wracam do domu, znowu całe miasto do przejścia i mogę narzekać i na współczującą kwestię koleżanki „ nie zazdroszczę tej drogi do przejścia tak codziennie”, moje „ popatrz, jak dbają o moją kondycję, żebym się nie zastała, to cud, że nie muszę dopłacać za taki luksus do miesięcznego”. I mogę narzekać, że przecież to źle, tamto niedobre, mogę ciągle mieć za mało, i nie dosyć. I po części właśnie tak w rzeczywistości mamy wszyscy, tylko co to zmieni. Muszę przykryć brak, tym, czego mam więcej. Tylko pierwsza sprawa, to dostrzeżenie właśnie tych wartościowych spraw, nie koniecznie związanych z majętnością. Tego maleńkiego faktu, że mąż sąsiadki systematycznie wraca na chwiejnych nogach, a jej dziecko chowa się przed tatusiem za matczyną spódnicę, a moje życie bez takiego kolorytu i niepewnego mężczyzny przy boku, a dziecko wita ojca w zupełnie inny, bardziej wylewny sposób. Że choć zdarzają się potknięcia to tuż obok pojawia się pomocna, przywracająca stabilną postawę ręka. Tak naprawdę to bardzo wiele choć zarazem niby nic, zależy jak na to popatrzę czy będę to widzieć jak te promienie nad mgłami czy jak przez matową, zroszoną szybę.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163305
Osób: 145760