Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

ELEGANCKI PECH
Notatkę dodano:2014-06-11 23:21:12

Prawem jakiejś serii kolejny dzień pod egidą słoików, truskawek, i zakończenia aktywności tuż przed godziną dwudziestą drugą. A przecież tyle jeszcze by się chciało, tego co zwą przyjemnością a nie obowiązkiem. Obowiązek to właśnie to stanie przy parującym garnku, robienie czegoś na przyszłość, bez gwarancji że zdąży się to skonsumować. Jednak skoro obowiązek pomyślnie udało się sprowadzić do czasu minionego i znalazł on swój ślad w moich zapiskach, z czystej próżności pozostawię także odcisk choć części tego minionego dnia. Był normalny, co przecież nie dyskwalifikuje go w żaden sposób i maleńką część tego przeszłego dnia pozostawię w ramach prywatnego widzimisię.

Kolejny upalny dzień od samego swojego zarania nie odpuszczał ani słońcem ani szybującą na podziałkach wskaźników temperaturą. Mogłam sobie pozwolić na pewną dozę lenistwa, bez obowiązku odprowadzania Kleszczyka do przedszkola, bo akurat dziś dzień długo wyczekiwanej wizyty u alergologa. Mąż z tytułu ciągle złamanego żebra także w domu, a ja na dziesiątą do pracy, więc ruchy mało pośpieszne, dopieszczone śniadanie i kiedy już mam wybierać się do wyjścia opanowuje mną pewien impuls. Mam takie „przypadłości” raz w roku. No, niech będzie pięć razy w roku. Polegają one na dobrowolnym, samoistnym dobraniu garderoby tak, że ukochane spodnie idą w odstawkę. Stawiam na pełną kobiecość, no, niech będzie z odliczeniem paru procent na brak szpilek i pełnego makijażu. Jednak w przypadku spodniowej konserwatystki, jaką niewątpliwie jestem, wyżej wymienione braki to naprawdę nikły promil przy samej chęci i realizacji przeinaczenia utartego wizerunku. Nikt mnie nie zmusza, żadna impreza w perspektywie, najnormalniejszy z normalnych dni, i coś co każe upodobania odstawić w kąt, a odsłonić kolana, dopieścić szczegóły i wyjść taką odmienną w ten coraz bardziej upalny dzień. Dbałość o dodatki z pewną wyrozumiałością do wielkości ulubionej torby, staram się aby choć jej wnętrze zawierało niezbędne minimum. W przedpokoju na komodzie ląduje kosmetyczka, parasolka, pęk kluczy od mamy, okulary w nie pasującej tonacji kolorystycznej, jakieś odkryte rupiecie, które całkiem dobrze się zadomowiły akurat w bocznej kieszeni. Zbędny balast zostawiam, i lżejsza o ileś tam torba nawet przy swoich gabarytach nie będzie stanowić obciążenia. Kiecka jest z założenia wyszczuplająca, bo tu wstawka innej barwy, tam jakaś zaszewka, tonacja czerń i żółć. Nie byłabym sobą gdyby krytyczne oko, akurat w poglądzie na swoją osobę wyostrzone, nie dostrzegło fałdek, które kłócą się z elegancją, na którą po dobroci przecież stawiam. Kobiety mają w swoich szafach mało wygodne, poukrywane niejednokrotnie przed męską częścią rodziny sposoby na ukrywanie tego co ma być niewidoczne. Noszenie tych wynalazków w tak upalny jak dziś dzień graniczy z pewnym masochizmem w połączeniu z sadyzmem w jednym ciele. Jednak skoro impuls kazał postawić na kobiecą elegancję, oko wynalazło mankamenty, to sztab wymyślił sposoby zaradzenia i w całości została tylko realizacja. Odsztafirowana, z rozdętą do granic możliwości pewnością siebie i swojego wyglądu mogę wyruszyć na spotkanie tego, co przyniesie mój dzień. Moja praca zmusza mnie do zmiany odzienia na całkiem odmienne, ogólne warunki otoczenia nijak się mają do klimatyzowanych pomieszczeń, a wilgotność bliżej do amazońskiej dżungli niż norm europejskich. Ktoś powiedział, że do wszystkiego się można przyzwyczaić i zapewne jakaś racja w tym jest. Powiedzmy, ja się przyzwyczaiłam, moje ciało nie do końca. Reaguje wbrew mnie nadmierną potliwością, rumieńcem lica niczym u zawstydzonej pensjonarki. Osiągnięcia techniki, pracowniczy socjal dają szansę na doprowadzenie się do nieskazitelnej świeżości. Mój dzień pracy powoli, się kończy, upał na zewnątrz ciągle panuje nie dopuszczając do ochłody dla spragnionych, jednak gdzieś w oddali słychać zbliżające się pomruki nadchodzącej burzy. Jeszcze mam troszkę czasu aby się potargować z zarządcami pogody. Stawiamy zakłady, komu się uda wrócić do domu suchą stopą. Przecież mam dziś dzień elegancji, i jestem pełna optymizmu, że akurat mi się uda..... . Koniec pracy, wykorzystuję dobrobyt socjalu, doprowadzam się do świeżości kąpiąc od stóp do czubka głowy. Elegancja wymaga pewnego poziomu fryzury, który udaje się osiągnąć bez zbytnego wysiłku i finansowych nakładów. Niegasnący optymizm wzrasta z chwilą opuszczenia miejsca pracy. Na zewnątrz poszarzało. Chmury, których nie było zaczynają tańczyć akurat na mojej drodze do przystanku. Nie zważam na powiewy wiatru, na pierwsze krople po przejściu dwudziestu metrów od przed chwilą zamkniętych drzwi. Im dalej od tych drzwi, tym kropel więcej, przy dystansie pięćdziesięciu metrów zasłona deszczu zagęszcza się do poziomu odwrotnie proporcjonalnego do poziomu mojej niknącej elegancji. Zimne krople powodują gęsią skórkę, doprowadzają moją dopieszczoną fryzurę do podobieństwa postaci długo strączkowej fasoli, ogólny wizerunek postaci do zmokłej kury. Gdzieś w mojej głowie stawiają się egzystencjalne pytania o sens golenia nóg, skoro teraz byłoby mi cieplej w pełnym owłosieniu neandertalczyka nie skażonego jakąkolwiek elegancją. Gdzie miejsce na kobiecą intuicję skoro mając do wyboru trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku wybieram akurat taki w którym niezmienna od paru dni pogoda potrafi nie dość, że się zmienić to jeszcze pomieszać szyki elegancji. Deszcz pada coraz gęściej. O swoim wyglądzie pozbawionym już nie tylko elegancji ale i samego określenia wyglądu pisać nie będę. Ideał sięgnął bruku. Przystanek na którym doczekam jeszcze politowania w spojrzeniu kierowcy oraz co najważniejsze ustania deszczu dwie minuty po dotarciu na miejsce.... . Wbrew wszystkiemu nawet udawało mi się uśmiechać pod nosem do i z całej zaistniałej sytuacji. A i cały ciąg mojego wyskoku w pełen kobiecy wizerunek utwierdza mnie w stałości ulubienia i pozostania wierną spodniom stanowcze „nie” mówiąc wszelkim sukienczynom przed kolanka, przynajmniej do następnego durnowatego impulsu.....

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 162710
Osób: 145165