Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

BRZEMIĘ NAUKI CZY WIEDZY
Notatkę dodano:2014-08-30 22:06:04

Pominąć, pisać, dać spokój, czy też zmobilizować się na tyle aby wbrew samopoczuciu parę słów po dzisiejszym dniu zostawić. Choć sam mijający dzień jakby chciał swoją miałkością przypieczętować kończący się miesiąc. Ogólny rozrachunek dni, które przeszły, określiłabym jako dobry czas, a właśnie ten dzisiejszy jakby miał nadzieję, że dzięki niemu obniżę ogólną średnią. W poniedziałek mam wrócić do pracy i moje ciało chyba się przeciw temu zaczyna buntować. Może to duch, który w spółce z powłoką cielesną zmówione pokazują, jak niewiele mogę kiedy one zaczną czynić wbrew mnie. Przypałętało się jakieś przeziębienie za sprawą małżonka, który drogę do naszego mieszkania gościnnie wskazał. Zaraza zadomowiła się ukradkiem, cichutko przyczaiła aby zaatakować w przeddzień powrotu do pracy. Oczywiście nie byłabym sobą, abym miała tak bez walki poddać się podstępnemu choróbsku. Nie ze mną te numery. Zapas chustek higienicznych mam zawsze jako żelazną rezerwę, najwyżej uszczuplę tylko po to, aby mieć powód do kolejnego zakupu. Syropy z bzu dodawane do herbaty z imbirem i kardamonem sprawdzają się i łykane bez wstrząsu obrzydzenia mam nadzieję pomogą. Inne sprawy przecież tuż za winklem czasu mnie i naszą rodzinkę czekają już za niewielki momencik. Kleszczyk idzie do szkoły jako pełnoprawny pierwszoklasista. Odbędzie się to przy udziale taty, który mam nadzieję udokumentuje to wydarzenie abym mogła w nim choć częściowo uczestniczyć. Niby ważny dzień, dla każdego z nas, te pierwsze godziny rozpoczynające czas spędzony w szkolnych murach, jednak tak naprawdę chyba niewielu z nas dokładnie pamięta co akurat tego pierwszego dnia ze szczegółami się wydarzyło. Więcej z tego pamiętają rodzice przyprowadzający swoje pociechy, niż one same. Podobnie ja, nie pamiętam jak wyglądały moje pierwsze dni w podstawówce. Samą podstawówkę z perspektywy minionego czasu oceniam bez większego pietyzmu, bardziej w negatywnym kierunku te moje oceny lewitują. Osiem lat z jedną klasą, jednym wychowawcą, paroma piętnami przyklejonymi i dźwiganymi aż do ukończenia edukacji na tym poziomie. Nie polubiła mnie podstawówka podobnie jak i ja jej nie pokochałam. Parę osób z którymi miło mi się spotkać po tych minionych wielu latach, a reszta do wymazania. Możliwe, że sposoby na wychowanie nas, jako trybików pewnego systemu w moim przypadku spaliło na panewce. Dom wpajał inaczej, szkoła rozbieżny wzorzec próbowała przekazać. Nawet nie dotyczyło to jakichś historycznych zaszłości które oświeceni rodzice mi wpajali. Nie żadne rewelacje z czarnymi kartami historii ani wywrotowe akcje rodziców były tu ważne. Sam sposób ich mojego wychowania był odrobinę odmienny od propagowanych wzorców w szkole podstawowej. Nie namawiali do bycia wbrew temu co nakazywano w szkole, jednak sami czasami postępowali inaczej niż uczyła szkoła. Zmysł obserwatorski małego człowieczka jest może nie wyrobiony, choć na tyle wyostrzony aby tę różnicę gdzieś w głębi umysłu zakodować. Niby mały człowiek niewiele robi, jednak raz zasiane ziarenko czeka tylko na odpowiednie warunki do wzrostu. W trakcie podstawówki moje ziarenko czynienia wbrew trwało w uśpieniu. Byłam grzeczną, cichą dziewczynką, starannie prowadzącą zeszyty jednak zupełnie nieaktywną. Przestraszoną, zahukaną, nieśmiałą która zawsze wolała być w ostatnim niewidocznym szeregu, ostatniej omijanej ławce. Najchętniej ubrałabym się w czapkę niewidkę która stanowiłaby mój strój przez całą podstawówkę. Niestety czapki niewidki nikt nie ofiarował, stawiając mój świat na codziennej pozycji przyczajenia aby przetrwać kolejny dzień. Przyklejone łatki piekły swoją nieprawdziwą wartością obniżając poczucie tego, ile tak naprawdę mogę, potrafię i jestem w stanie. Osiem lat, które gdyby czas mógł przejść jeszcze raz zupełnie inaczej bym spędziła. Ten pierwszy etap szkolnictwa chyba więcej mi zabrał niż dał. Przyjaźnie dziecięce nie przetrwały, nieśmiałość i wstydliwość raczej okazuje się bardziej przeszkadzała, z nauk niewiele zostało, choć czy można za to wszystko winić szkołę czy też mnie, nie rozwiążę tego dylematu. Było minęło, i może jednak na szczęście nie wróci. Później jeszcze miałam dwa takie przełomowe, kolejne stopnie edukacyjne. Każdy z nich coś po sobie zostawił, w czymś mnie ukształtował, czegoś nauczył, jakieś piętno po sobie pozostawiając. Co z tych edukacyjnych schodów było najważniejsze? Czy była to sucha wiedza, którą próbowano mi przekazać, czy też większą wartość po tym minionym czasie miały zupełnie od nauki odmienne sprawy? Nie pamiętam dziś wzorów, twierdzeń, schematów, wykresów i tabelek natomiast jakoś nie potrafię wykreślić wspaniałych ludzi, których tam poznałam, paru wydarzeń, relacji i przygód które więcej mnie nauczyły niż tomy książek. Widocznie nie do nauki scenarzyści na górze mnie stworzyli, nie pozostaje nic innego niż nieść to brzemię odnajdując w tym swoje zadowolenie.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 162808
Osób: 145263